Portale internetowe Polskich Wydawnictw Specjalistycznych ProMedia sp. z o.o. korzystają z ciasteczek COOKIES, które są zapisywane na dysku urządzenia końcowego użytkownika. Jeśli nie zgadzają się Państwo na zostawianie ciasteczek prosimy o wyłączenie obsługi ciasteczek w konfiguracji Państwa przeglądarki stron internetowych i dalszą wizytę na stronie. Zamknij to okno informacyjne

RAPORT | Rynek Turystyczny
facebook

Przeglądasz dział RAPORT (id:66)
w numerze RAPORT (id:66)

Ilość artykułów w dziale: 65

Turystyka na facebooku

Branża turystyczna na tym portalu ma się coraz lepiej. Bo największy serwis społecznościowy staje się równocześnie najlepszym serwisem rekomendacyjnym świata.

rt-2014-07-27

Od dawna jest on jednym z podstawowych narzędzi marketingowych. Z tego powodu aktywność na nim ma bezpośredni wpływ na pozycję i wyniki firmy. Zmiany wprowadzane przez Facebooka czynią go także doskonałym narzędziem dla marketerów. W żadnym innymi portalu społecznościowym nie można tak precyzyjnie kierować przekazu reklamowego. – Warto także analizować sezonowe zachowania zarówno internautów, jak i aktywności samych biur podróży na Facebooku. Obserwujemy tu dwa szczyty: na początku sezonu zimowego i letniego – zwraca uwagę Oskar Berezowski, analityk NapoleonCat.com.

Co i kogo zbadano?

NapoleonCat.com przebadał ponad 6,5 tysiąca stron biur podróży, hoteli, linii lotniczych, lotnisk, muzeów, blogów podróżniczych. Dzięki temu możemy zrozumieć schematy zachowań osób, które są zainteresowane turystyką i skuteczniej prowadzić działania marketingowe w największym serwisie społecznościowym świata. Największy w Polsce raport aktywności branży turystycznej na Facebooku, przygotowany pod patronatem Rynku Turystycznego, analizuje prawie 3 tys. profili hoteli (dokładnie 2984) i 1920 stron mniejszych i większych biur podróży. Ponadto na portalu zanalizowano profile 802 placówek muzealnych, 180 hosteli oraz 168 lotnisk. Raport analizuje między innymi zainteresowania użytkowników tego portalu społecznościowego. Dlaczego to takie ważne? Społeczności to miejsce, gdzie skuteczność komunikacji często zależy od kontekstu. Wiedząc czego szukają ludzie łatwiej jest przygotować strategię komunikacji.

rt-2014-07-28

Ma to znaczenie nie tylko dla komunikacji, ale i targetowania reklam. A kim są polscy użytkownicy? Aż 52 proc. z nich to kobiety. Jest ich w sumie 6,4 mln. Mężczyzn jest tam 5,8 mln (48 proc.). Najliczniejsza jest grupa w przedziale wieku pomiędzy 25 a 34 lata. Jest ich około 3,6 mln. Kolejną liczącą około 3 mln użytkowników jest grupa w wieku 18-24 lata. Najmłodszych użytkowników (13-18 lat) jest około 2,8 mln. Dopiero na czwartym miejscu znaleźli się Polacy w wieku 36-44 lata (1,68 mln). Dalej kolejno mamy osoby w wieku 45-54 (660 tys.), 55-64 (420 tys.) i ponad 65 lat (220 tys.). W sumie swoje profile ma na tym portalu 12,38 mln Polaków.

Kto jest obecny

Zdecydowanie największą grupę spośród analizowanych stron biur podróży stanowią te niewielkie. Najczęściej są to fanpage’e lokalnych biur podróży, mające do 1000 fanów. Takich profili jest prawie 1700.

rt-2014-07-29

Jednak dużą grupę wśród nich stanowią strony martwe, nie aktualizowane. Numerem jeden spośród biur podróży na facebooku okazał się profil eSKY.pl – Internetowe Centrum Podróży mający 156 tys. fanów. Na drugim miejscu znalazł się Exit Tours Polska (115 tys. fanów), na trzecim natomiast Travelplanet.pl (106 tys. fanów). Na kolejnych Itaka i Grecos mający odpowiednio 90 i 86 tys. fanów. Jak można było się spodziewać, w czołówce znalazły się przede wszystkim internetowe biura podróży, dla których jest to środowisko naturalne. Spośród stron dotyczących turystyki najwięcej fanów (dokładnie 778 739) ma strona Kocham Wakacje. Na kolejnych miejscach znalazły się odpowiednio: Visit Norway (643 451 fanów), Jachcenawakacje.pl (362 605 fanów), Tanie Loty (235 533 fanów) oraz Fly4free (214 485 fanów). W przypadku profili hoteli, struktura pod względem liczby fanów wygląda podobnie do tej biur podróży. Przewaga niewielkich fanpage’ów małych obiektów, mających do 1 tys. fanów, w tym przypadku jest jeszcze większa niż pośród biur podróży. Na 2984 analizowane profile, te najmniejsze to aż 2907. Zdecydowanie najwięcej fanów ma warszawski Polonia Palace. Profilem tego hotelu interesuje się ponad 30 tys. osób.

Co nas interesuje?

Polscy użytkownicy Facebooka zainteresowani są przede wszystkim krajami europejskimi. Najczęściej szukają informacji właśnie o państwach naszego kontynentu (także wydarzeniach kulturalnych, politycznych, społecznych). Najbardziej interesującymi internautów okazują się Włochy, Francja, Hiszpania i Wielka Brytania. Cenną informacją dla biur podróży może być fakt, że Egipt i Tunezja to spośród najpopularniejszych kierunków turystycznych w Afryce kraje, którymi najczęściej interesują się Polacy. Dane te pochodzą z informacji o zainteresowaniach dostępnych w panelu reklamowym Facebooka.

Kiedy są aktywni

Sezonowość, która jest cechą charakterystyczną branży turystycznej, jest wyraźnie widoczna również w aktywności internautów oraz profili biur. Największe zainteresowanie profile firm turystycznych budzą na początku sezonu letniego i zimowego. Jak można przypuszczać w tym czasie zdecydowana większość osób rozpoczyna poszukiwanie jakiejś oferty wypoczynku. Dotyczy to w takim samym stopniu tych, którzy wykupują gotowe imprezy w biurach podróży, jak i tych, którzy sprawdzając oferty hoteli i linii lotniczych organizują sobie wyjazd samodzielnie. Z punktu widzenia marketingu w mediach społecznościowych równie ważna jak aktywność roczna użytkowników jest ich aktywność tygodniowa i dobowa. Jeśli wiadomo, kiedy potencjalni klienci najczęściej są aktywni na Facebooku, wiadomo też, kiedy umieszczenie informacji przyniesie najlepszy efekt. Okazuje się, że administratorzy profili najwięcej postów umieszczają pomiędzy godziną 10 a 11. Tymczasem największe zainteresowanie wzbudzają posty umieszczone około godziny 14.

rt-2014-07-30

Zainteresowanie internautów nieco lepiej pokrywa się z rytmem pracy administratorów w przypadku cyklu aktywności w ciągu tygodnia. Zarówno liczba umieszczonych postów, jak i zainteresowanie nimi, są największe w poniedziałki. Jednak w soboty, gdy liczba nowych informacji jest najmniejsza ze wszystkich dni tygodnia, aktywność użytkowników jest największa. Dlatego autorzy raportu postanowili sprawdzić, jaka jest zależność pomiędzy liczbą fanów online o godzinie i w dniu, w którym jest publikowany post, a jego zasięgiem. Badanie przeprowadzono na próbie 3778 postów opublikowanych pomiędzy 16 października 2013 i 15 stycznia 2014 na 28 profilach. – Wyniki okazały się dosyć zaskakujące. Liczba fanów online o godzinie publikacji postu okazała się słabo, a co ważniejsze – ujemnie, skorelowana z zasięgiem organicznym postu. Taki sam wynik daje analiza liczby fanów online w dniu publikacji postu. – komentuje wyniki Grzegorz Berezowski Z NapoleonCat.com. – Zdecydowanie silniejszą i pozytywną korelację możemy natomiast zauważyć pomiędzy wskaźnikami zaangażowania postów ER (engagement rate) i zasięgiem organicznym. Planując kalendarz publikacji dobrze jest więc uwzględnić najistotniejsze dla nas posty wówczas, gdy możemy liczyć na ich najwyższy zasięg organiczny. Pamiętajmy jednak, by nie zaniedbywać naszych fanów w pozostałym czasie, gdyż ciągłość komunikacji jest bardzo istotna dla podtrzymania zainteresowania i relacji – dodaje Berezowski.

Kogo słuchają

W raporcie znalazły się również informacje o aktywności na Facebooku najpopularniejszych blogerów. Jest to o tyle istotna grupa, że wielu internautów liczy się z ich opiniami. Największy wpływ mają oni co prawda na opinie o poszczególnych miejscach czy krajach do których warto wyjechać. Najwięksi z nich mają stałą liczbę odbiorców większą niż niektóre magazyny podróżnicze czy lifestyle’owe. Choć warto pamiętać, że w przypadku Facebooka liczby te nie oznaczają automatycznie takiej liczby czytających wszystkie wpisy. Natomiast w przypadku magazynów zwykle jeden sprzedany egzemplarz czyta więcej niż jedna osoba. Niemniej jest to grupa już dość wpływowa, do tego jej wpływ na opinię klientów będzie raczej rósł. Z raportu wynika, że największą liczbę fanów ma blog Gdziewyjechac.pl – Wędrowne Motyle, którego fanami jest ponad 45 tys. osób. Na drugim miejscu znalazł się fanpage Busem Przez Świat – www.busemprzezswiat.pl, mający ponad 38 tys. fanów. Na kolejnym, z liczbą fanów o ok. 10 tys. mniejszą, uplasował się profil Paragon z podróży. Są to więc raczej profile poradnikowe. Wbrew pojawiającym się tu i ówdzie opiniom Facebook jako narzędzie marketingowe ma się dobrze. Pojawiające się nowe platformy, jak choćby Instagram, mają inną filozofię i choć są coraz częściej również wykorzystywane do marketingu, to wydaje się, że w najbliższym czasie nie zdetronizują Facebooka. Ten typ dynamicznego marketingu wydaje się szczególnie ważny dla biur podróży. Dzisiaj niemal każdy turysta stale chce być podłączony do sieci, jest więc w stanie utrzymywać również kontakt ze swoim biurem podróży.

Gdzie planują wyjechać Polacy

Nie jest tajemnicą, że nie należymy do zamożnych społeczeństw. W każdym razie na tyle zamożnych, żeby móc pozwolić sobie na kilka wyjazdów na wypoczynek. Na szczęście dla branży planujemy wydawać na wakacje coraz więcej.

rt-2014-06-18

To była część optymistyczna. A teraz zła wiadomość. Nieco mniej osób w ogóle planuje w tym roku wyjazd. Firma ubezpieczeniowa Mondial Assistance po raz kolejny opublikowała wyniki badań planów wakacyjnych Polaków. Wynika z nich, że blisko połowa mieszkańców naszego kraju planuje w tym roku urlopowy wyjazd. Ponad 10 mln wybierze się na wypoczynek w kraju i wyda na niego więcej niż w ubiegłym roku. Wyraźnie rośnie też świadomość ubezpieczeniowa, większość z wybierających się na wakacje planuje wykupić polisę.

rt-2014-06-19

Kto i jak często

W tym roku na wypoczynek w ogóle wybiera się ponad 15 mln naszych rodaków, czyli niemal co drugi Polak mający co najmniej 18 lat (48 proc. populacji). Z tego około 1 proc. planuje wyjazd w innym terminie niż wakacje (w badaniu: czerwiec-wrzesień). Oznacza to, niestety, spadek w stosunku do zeszłego roku (52 proc. planujących wyjazd). Wynik ten jest taki sam jak dwa lata temu. To potwierdza, że rynek turystyczny w naszym kraju nie rośnie, a utrzymuje się od kilku lat na stałym poziomie, ze stosunkowo drobnymi wahnięciami. Badania pokazują również jak często jeździmy na wakacje. Okazuje się, że 47 proc. osób planujących w tym roku wyjazd na ostatnim dłuższym wyjeździe było w ciągu ostatniego roku. Zaledwie 10 proc. dwa lata temu. Natomiast 3 lata temu ostatnie wakacje spędziło poza domem 6 proc. z tych, którzy w tym roku planują wyjazd. Z grupy planujących urlop poza domem niemal 7 na 10 osób pozostanie w kraju. To o 5 punktów procentowych mniej niż wykazało to samo badanie rok temu. Za granicę planuje wyjechać ponad 5 mln Polaków (34 proc.), podczas gdy w roku ubiegłym było to 37 proc. Jednak większość Polaków jak co roku na wakacje nie wyjedzie wcale. Główną przyczyną braku planów wakacyjnych, co nie jest niespodzianką, jest brak pieniędzy. Spośród osób nie zamierzających wyjechać podało tę przyczynę 41 proc. badanych (w ubiegłym roku było to 49 proc.). Na drugim miejscu znalazły się inne obowiązki, które są przeszkodą w wypoczynku dla 21 proc. respondentów. W tym przypadku również nastąpił spadek, ponieważ w roku ubiegłym ten powód uniemożliwił wypoczynek 27 procentom. Powody zdrowotne są przeszkodą dla 18 proc., gdy w roku ubiegłym zdrowie (własne lub kogoś z bliskich) uniemożliwiło wyjazd 10 proc. badanych. Na kolejnych miejscach znalazł się brak urlopu – 10 proc. (w roku 2013 było to 8 proc.) oraz plany wydania pieniędzy na inny cel – 5 proc. (w 2013 – 8 proc.).

rt-2014-06-20

Kto za ile

Dzięki badaniom możemy przyjrzeć się bliżej grupie podróżujących. Są to przede wszystkim osoby w wieku 30-39 lat. W stosunku do roku ubiegłego mamy wzrost wieku turystów. W roku 2012 dominowały osoby z przedziału wiekowego 18- 29. Podróżnicy to przede wszystkim osoby mieszkające w miastach, z wykształceniem średnim i wyższym. Pracujący jako urzędnicy, wykwalifikowani pracownicy techniczni, specjaliści i osoby zajmujące stanowiska kierownicze. Dochód w gospodarstwie domowym statystycznego turysty podróżującego po kraju przekracza 2,5 tys. zł. Jest to znaczny spadek w stosunku do roku ubiegłego, kiedy to wypoczywający w Polsce deklarowali dochód w wysokości aż 4,5 tys. zł. W przypadku osób wyjeżdżających za granicę dochód wynosi ponad 4,5 tys. zł. W tym przypadku również nastąpił znaczący spadek. Rok temu deklarowana kwota wynosiła 6 tys. zł. Zmieniły się również kwoty, jakie Polacy planują wydać na wakacje. W tym roku średni koszt wyjazdu na osobę wynosi 1672 zł. W ubiegłym roku ten sam koszt wynosił 1620 zł. Wzrósł również planowany koszt wydatków w kraju. Średnio ma on wynieść w przypadku wyjazdu w Polsce 1332 zł. Jest to aż o 141 zł więcej niż w roku ubiegłym, kiedy wynosił 1191 zł. Przy podróży zagranicznej średnia kwota na osobę również rośnie – do 2364 zł, choć w tym przypadku wzrost jest mniejszy (o niecłe 50 zł). Spadła też znacząco liczba osób planujących zorganizować swoje krajowe wakacje po najniższych kosztach, poniżej tysiąca złotych (spadek z 41 proc. do 35 proc.).

Dokąd i z kim

Po raz kolejny najpopularniejszym kierunkiem naszych zagranicznych wyjazdów okazała się Chorwacja. Wyjazd do tego bałkańskiego kraju planuje 14 proc. spośród planujących zagraniczne wojaże. Jest to drugi rok, gdy ten kraj jest najczęsciej wybieranym celem zagranicznego wypoczynku. W ubiegłym roku również wybrało się tam 14 proc. badanych. Wówczas to Chorwacja zdetronizowała numer 1 z roku 2012 – Hiszpanię (co ciekawe również 14 proc. osób wskazało ten kraj jako miejsce wypoczynku). Na drugie miejsce (z czwartego) przesunęła się Grecja (12 proc.), na dalszych pozycjach wskazywano też Hiszpanię i Włochy (odpowiednio 10 i 7 proc.). Te cztery kraje od lat należą do najpopularniejszych kierunków. Znaczące spadki w porównaniu z ubiegłym rokiem zanotowały Bułgaria i Turcja. Bułgaria zanotowała spadek z 7. miejsca (4 proc.) na 10. (2 proc.). Turcja natomiast spadła z 5. miejsca (6 proc.) na 8. (4 proc.). Egipt, który miał u nas bardzo silna pozycję w ciągu ostatnich lat, zaliczył powolny spadek w rankingu z miejsca 7 w roku 2012 (6 proc. wskazań) przez 8 w 2013 (3 proc.) do 9 w tegorocznym badaniu (ponownie 3 proc.).

Sami czy z touroperatorem

Niepokojącą informacją dla touroperatorów może być to, że aż 76 proc. z osób planujących wyjazd zamierza go zorganizować samodzielnie, a jedynie 24 proc. zamierza wykupić wyjazd zorganizowany. Nastąpiła tu minimalna zmiana. W ubiegłym roku było to odpowiednio 77 proc. i 23 proc.

rt-2014-06-21

Deklarowane przyczyny wyjazdu z biurem podróży lub samodzielnie są od lat te same. Pośród podróżujących na własna rękę od 3 lat głównym powodem takiej decyzji jest chęć decydowania samemu o tym jak spędzić czas. W tym roku zadeklarowało tak 57 proc. „samodzielnych” turystów. W latach 2012 i 2013 było to odpowiednio 53 i 56 proc. Drugą najczęściej deklarowaną przyczyną był brak oferty dopasowanej do potrzeb. W tym roku z tego powodu samodzielnie organizuje sobie wyjazd 28 proc. turystów (w ubiegłym roku było to 29 proc, a w dwa lata temu – 28 proc.). Cena była kluczowa w przypadku tej grupy podróżników w 19 proc. przypadków. W roku 2013 – 27 proc. a w 2012 – 22 proc. Z kolei dla osób podróżujących z biurem podróży najważniejszym powodem wyboru zorganizowanej formy wypoczynku było to, że nie muszą martwić się o formalności. Z tego powodu zorganizowany wypoczynek wybiera 71 proc. osób. W roku 2012 przyczyna ta była najważniejsza dla 78 proc. klientów biur podróży, a rok wcześniej dla 68 proc. Nieco bardziej skomplikowana jest sytuacja z drugim pod względem liczby deklaracji powodem wypoczynku z touroperatorem, ponieważ pytania zadawane w ciągu ostatnich trzech lat nieco się różniły. Można je jednak sprowadzić do wspólnego mianownika, którym jest zaufanie do organizatora wyjazdu. W tym roku jest to najważniejsze dla 35 proc. planujących kupić gotową wycieczkę. Na trzecim miejscu powodów zakupu imprezy znalazła się cena, która okazuje się kluczowa dla 12 proc. (w 2012 i 2013 było to odpowiednio 14 proc. i 18 proc.). Najważniejsze przy wyborze konkretnego biura podróży okazuje się doświadczenie. Na pytanie, z jakim biurem podróży respondent pojechałby bez obaw, najwięcej osób – 26 proc. (w ubiegłym roku 23 proc.) osób odpowiedziało, że z takim, z którego usług już korzystali. Na drugim miejscu znalazła się wielkość touroperatora. Z usług największych biur w kraju skorzystałoby bez obaw 24 proc. klientów (rok wcześniej 28 proc.). Trzecia pod względem wielkości grupa (16 proc.) wybrałaby lokalne, ale znane im biuro. Rok wcześniej było to 18 proc. Obie grupy, klientów biur i samodzielnych turystów, łączy to, czego najbardziej obawiają się w związku z wyjazdem. Tym czymś jest pogoda. Pośród osób jadących samodzielnie budzi ona obawy u 17 proc., natomiast w przypadku osób podróżujących z biurem podróży jest to 19 proc. Kolejne pozycje wzbudzające niepokój już sie różnią u obu tych grup. Samodzielna organizacja oznacza niepokój o wyższe niż planowane koszty na miejscu oraz wypadek lub awarię na wyjeździe. W obu przypadkach boi się tego 10 proc. pytanych. Klienci biur podróży na drugim i trzecim miejscu deklarują obawę o bezpieczeństwo podróży (7 proc.) oraz strach przed strajkami i zamieszkami (5 proc.). Jednak zarówno pośród samodzielnych turystów, jak i tych kupujących imprezy, dominuje brak obaw. Jest to odpowiednio 46 proc. i 50 proc.

Co robimy

Ciekawie wyglądają deklaracje dotyczące sposobu spędzania urlopu. Najczęściej deklarowane jest zwiedzanie. Takie plany ma 72 proc. spośród wybierających sie na wakacje. Na drugim miejscu (58 proc.) znalazł sie wypoczynek na plaży lub nad basenem. Na kolejnych znalazły sie piesze wyprawy (49 proc.) i uprawianie sportu (26 proc.). Nocne życie okazało się najatrakcyjniejsze dla 16 proc. turystów. Natomiast równie wielu turystów planuje spędzić urlop siedząc w barze lub pubie, jak korzystając ze SPA. W obu przypadkach jest to 12 proc. Preferencje obejmujące planowaną formę wypoczynku zależą w dużej mierze od statusu zawodowego, wieku czy miejsca zamieszkania. I tak, okazuje się, że zwiedzają zabytki najczęściej osoby powyżej 50 roku życia, będące nauczycielami, wysoko wykwalifikowanymi specjalistami lub urzędnikami. Na opalanie się wybierają się nieco młodsi (średnio poniżej 49 lat), natomiast aktywny wypoczynek preferują osoby w wieku 40-49 lat z większych miast (powyżej 50 tys. mieszkańców), o wyższych dochodach. A kim jest statystyczny klient pubu? To osoba w wieku 18-29 lat, mieszkająca w mieście liczącym 50 tys.- 100 tys. mieszkańców, z wykształceniem pomaturalnym. Natomiast miłośnicy SPA deklarują spore dochody (powyżej 6 tys.).

Czym i na ile

Po Polsce najchętniej podróżujemy samochodem (72 proc.), podczas gdy za granicę samolotem (55 proc.). W przypadku podróży krajowych na kolejnych miejscach znalazł się pociąg (16 proc.) i autokar (14 proc.). Samolotem po kraju podróżować będzie zaledwie 2 proc. turystów. W przypadku podróży zagranicznych kolejną pozycję po samolocie zajmuje samochód (35 proc.) i autokar (16 proc.). Równie mało popularny jest samolot w podróżach krajowych jak pociąg w przypadku zagranicznych (2 proc.). Minimalnie więcej jest w tym roku (46 proc. w stosunku do 45 proc.) osób preferujących wyjazd dłuższy – 11 i więcej dni – niż taki, który potrwa 6 do 10 dni. Najchętniej wyjeżdżamy w lipcu i sierpniu, choć nieznaczny wzrost wskazań w stosunku do ubiegłego roku uzyskały czerwiec i wrzesień. Najwięcej osób na wakacje planuje wyjechać w towarzystwie co najmniej jeszcze jednej osoby z własnego gospodarstwa domowego, średnia liczba wynosi 2,5 osoby. Z roku na rok maleje liczba osób chcących wyjechać samodzielnie – z 24 proc. do 18 proc. w ciągu dwóch lat. Częściej myślimy o bezpieczeństwie. Większość Polaków planujących tegoroczne wakacje zamierza wykupić ubezpieczenie. W porównaniu z rokiem ubiegłym wzrost jest znaczący – z 58 proc. do 68 proc. Można oszacować, że w najbliższych miesiącach aż 3,42 mln Polaków kupi ubezpieczenie na wakacje, dwa lata temu było to poniżej 2,9 mln. – To dobra wiadomość nie tylko dla branży, ale i dla samych Polaków wyjeżdżających na wypoczynek. Podobnie wybierający urlop w kraju w większej liczbie niż w roku ubiegłym deklarują zakup ubezpieczenia. W mojej ocenie świadczy to o wzroście świadomości ubezpieczeniowej, a podawane w mediach przykłady wysokich kosztów leczenia za granicą trafiają do wyobraźni i przekonują naszych rodaków. Tezę o wzroście świadomości ubezpieczeniowej potwierdza też inna liczba: w tegorocznym badaniu niemal nie było (1 proc.) osób uważających ubezpieczenie za niepotrzebny koszt. W poprzednich latach było to kilkanaście, nawet do ponad 20 proc. – komentuje wyniki badania Tomasz Frączek, prezes Mondial Assistance. Na decyzję o wykupie ubezpieczenia wpływa kilka zmiennych: płeć (częściej mężczyźni), wiek (osoby w wieku 40-49 lat), wykształcenie (wyższe), liczba osób w gospodarstwie domowym (dwie i więcej, a więc zapewne rodziny mające dzieci) czy wreszcie sytuacja finansowa (im wyższe dochody, tym większe prawdopodobieństwo zakupu ubezpieczenia). Z drugiej strony aż 1/3 Polaków nigdy się nie ubezpiecza, uzasadniając to swoim przyzwyczajeniem.

Trendy w zarządzaniu podróżami służbowymi

Grupa Hotelowa Orbis już po raz drugi przeprowadziła badanie rynku podróży służbowych. Ubiegłoroczne badanie było pionierskim na naszym rynku. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak wygląda ten ważny segment turystyki w Polsce.

rt-2014-06-32

Rynek podróży służbowych, choć tak istotny, dotychczas nie doczekał się kompleksowych analiz badań. Tym cenniejsza jest inicjatywa grupy Orbis. Na pewno z każdym rokiem dzięki narastaniu ilości danych będzie można dokonywać coraz lepszych analiz i coraz lepiej wychwytywać trendy. – To drugi raport dotyczący trendów w zarządzaniu podróżami służbowymi stworzony przez Grupę Hotelową Orbis. Dzięki wiedzy i danym uzyskanym w tegorocznym badaniu możemy porównać kilka kluczowych wskaźników dla branży, znaleźć punkty odniesienia, a przez to lepiej zrozumieć rynek – podsumował badania David Henry, SVP, sales, marketing distribution and revenue management w Grupie Hotelowej Orbis.

Stan branży

Jak ważny jest to rynek, pokazują informacje zawarte w raporcie. Wynika z nich, że 21 proc. badanych firm przeznacza na noclegi podczas podróży służbowych ponad 1,5 mln zł rocznie. Z kolei 19 proc. firm planuje wydać na ten cel od 751 tys. do 1 mln zł. Badanie pokazuje, że rynek ten będzie jeszcze rósł. Liczba pracowników podróżujących służbowo ma wzrosnąć o 2 proc. Ten pozytywny trend związany jest z działaniami firm, które spowodują konieczność częstszych wyjazdów pracowników. – Branża patrzy na rok 2014 z ostrożnym optymizmem. Widzimy rosnący pozytywny trend i ożywienie. W stosunku do 2013 roku widoczna jest tendencja regulowania i porządkowania zarządzania podróżami służbowymi przez firmy – komentuje David Henry.

Zarządzanie podróżami służbowymi

71 proc. badanych firm zatrudnia osobę skierowaną do zarządzania budżetem hotelowym. Są to przede wszystkim travel managerowie (34 proc.), dyrektorzy działu zakupów (19 proc.) oraz zarządy (10 proc.). W firmach, w których nie ma osoby zajmującej się zarządzaniem budżetem hotelowym, dyspozycje wydaje zarząd (14 proc.) bądź wyższa kadra zarządzająca (11 proc.). W strukturach firm travel manager jest najczęściej pracownikiem działu zakupów (15 proc.). Za rezerwację hoteli w badanych firmach najczęściej odpowiada travel manager lub TMC (59 proc.), asystenci działów administracji i zakupów (19 proc.), asystenci (19 proc.), sami podróżujący (17 proc.), inne działy (recepcja, administracja – 5 proc.). Badanie przyniosło optymistyczny sygnał o wzroście o 2 proc. potrzeb noclegowych dla realizacji podróży służbowych firm w Polsce. Roczny budżet przeznaczony na noclegi wzrósł w stosunku do roku poprzedniego od 3 proc. do 5 proc. w zależności od badanej firmy, przy presji firm na redukowanie kosztów. Najczęściej stosowaną formą rozliczenia podróży służbowych z pracownikami jest pełny zwrot kosztów (60 proc.), diety (19 proc.) oraz służbowa karta kredytowa (16 proc.). Jak wykazało badanie trendów w zarządzaniu podróżami służbowymi, najczęściej podróżujące osoby w firmach zajmują stanowiska: top managera, handlowca, marketingowca, pracownika operacyjnego, specjalisty. Podczas badania zapytano również, jakie będą główne cele działania travel managerów w tym roku. Okazuje się, że najczęściej wymienianym głównym celem jest optymalizacja kosztów podróży. Starać się przede wszystkim o to będzie 64 proc. pytanych. Na kolejnym miejscu hierarchii celów znalazła się poprawa efektywności systemów raportowania (43 proc.), na kolejnym zaś promocja korzyści wynikających z polityki podróży wśród pracowników (36 proc.). W 45 proc. badanych firm funkcjonują podstawowe wytyczne dotyczące wybranych elementów podróży służbowych m.in. w zakresie rezerwacji hotelowych, biletów lotniczych czy raportowania. Optymistycznym sygnałem jest to, że tegoroczne badanie wykazało, iż 36 proc. travel managerów przewiduje, że zapotrzebowanie na usługi hotelowe ich firm w roku 2014 wzrośnie o ok. 10 proc., a 34 proc. – że pozostanie na tym samym poziomie. Regularną współpracę z wyspecjalizowanymi firmami zapewniającymi optymalizację budżetów na podróże służbowe (travel management companies – TMC) potwierdziło 56 proc. badanych firm. Do kluczowych czynników istotnych przy wyborze TMC należą: relacja ceny do jakości usług (37 proc.), kompleksowość (31 proc.) oraz szybkość i efektywność działania (29 proc.). Do zadań wspierających realizowanych przez TMC najczęściej należy rezerwacja biletów lotniczych (56 proc.), hoteli (39 proc.) oraz biletów kolejowych (28 proc.).

Gdzie nocować?

Interesujące są informacje dotyczące źródeł informacji, z jakich korzystają travel managerowie przy podejmowaniu decyzji o wyborze konkretnych obiektów. Największą rolę w pozyskiwaniu informacji o hotelach, zarówno dla travel managerów, jak i dla innych osób rezerwujących, odgrywa internet. Rezerwując poprzez sieć najczęściej korzystają oni z booking platforms, portali zawierających opinie, organizatorów podróży biznesowych typu Tripit. Jak wygląda rozkład? Travel managerowie w 42 proc. korzystają z internetu, TMC w 41 proc., hotele w 39 proc. Inni rezerwujący podejmując decyzje korzystali w 68 proc. z internetu, następne w kolejności okazuje się doświadczenie (własne, współpracowników, znajomych – 22 proc). Natomiast głównymi kryteriami wyboru hotelu podczas organizacji podróży korporacyjnych są odpowiednio: lokalizacja, cena oraz standard. Lokalizacja jest najważniejsza dla 64 proc. travel managerów oraz 71 proc. innych osób odpowiadających za rezerwacje. Cena była kluczowa dla 58 proc. travel managerów i 66 proc. innych osób. Standard natomiast odpowiednio dla 51 proc. i 59 proc. Okazuje się, że bardzo ważna dla podejmujących decyzję o wyborze hotelu jest marka. Dla 73 proc. respondentów marka hotelu jest istotnym czynnikiem warunkującym wybór miejsca noclegu, jest ona gwarantem odpowiedniego standardu, wygody oraz jakości oferowanych usług. Zdaniem travel managerów w relacji z hotelem ważna jest komunikatywność opiekuna (41 proc.), szybkie potwierdzenie rezerwacji (37 proc.) oraz kompetencje i elastyczność personelu (36 proc.). Podczas organizacji podróży korporacyjnej brane są najczęściej pod uwagę 3 hotele. Taką odpowiedź podało odpowiednio: 38 proc. travel managerów i 45 proc. podróżujących managerów i innych rezerwujących. Zdecydowanie najwięcej rezerwacji dokonywanych jest w hotelach sieciowych: 89 proc. travel managerów i 73 proc. podróżujących managerów i innych rezerwujących. Kojarzone są one z dogodną lokalizacją, gwarantowanym standardem pokoju oraz obsługi, lepszą responsywnością na potrzeby gości.

Najczęściej wybierane kanały rezerwacji hoteli

Najpopularniejszym kanałem rezerwacji noclegu w podróży służbowej dla travel managerów jest telefon (37 proc.) oraz TMC (24 proc.). Wśród innych podróżujących największą popularnością cieszą się platformy internetowe (39 proc.), a na drugim miejscu telefon (25 proc.). Wybrane sposoby rezerwacji gwarantują podróżującym bardzo pożądaną szybkość informacji zwrotnej, wygodę, oszczędność czasu i kosztów oraz kontakt z drugim człowiekiem. Z przedstawionych badań wynika, że oczekiwania i potrzeby gości uzależnione są od płci. Dla ponad jednej trzeciej mężczyzn (34 proc.) najważniejsza jest atrakcyjna lokalizacja. Nieco mniejsza grupa (31 proc.) za kluczowe uważa WiFi oraz parking w cenie hotelu. Na ostatnim miejscu znalazł się catering oraz smaczna kuchnia. Każda z tych usług gastronomicznych okazała się najważniejsza dla 30 proc. badanych mężczyzn. Znaczenie poszczególnych elementów inaczej rozkłada się w przypadku kobiet. Dla największej grupy najważniejsze okazały się dwie cechy: standard hotelu i wygoda. Najważniejsze jest to dla 32 proc. badanych pań. Nieco mniej (28 proc.) kobiet najwyżej ceni dobrą lokalizacje hotelu. Przyjazna atmosfera znalazła się na kolejnej pozycji i jest ważna dla 25 proc. pań. Z kolei w przypadku usług dodatkowych zamawianych przez badanych gości hotelowych nie zanotowano istotnej różnicy w przypadku kobiet i mężczyzn. Goście hotelowi w delegacji najczęściej korzystali z usług gastronomicznych, WiFi oraz meeting room i sal konferencyjnych. Warto podkreślić, że według kobiet istotny jest czynnik ludzki (room service/ concierge – 19 proc.). Na pozytywną ewaluację w przypadku mężczyzn wpływa atrakcyjna lokalizacja zapewniająca efektywność pracy (33 proc.), relacja ceny do jakości (31 proc.), smaczna kuchnia (30 proc.) oraz udogodnienia dla gości korporacyjnych oferowane przez hotel (26 proc.). Kobiety natomiast doceniły poczucie wyjątkowości oraz zaopiekowania przez hotel (38 proc.), oferowane przez hotel udogodnienia dla gości korporacyjnych (36 proc.), komfort pobytu i snu (35 proc.) oraz smaczną kuchnię (34 proc.).

Hotele Accor w podróżach służbowych

Do najczęściej wymienianych powodów rezerwacji hoteli należących do Grupy Accor według TM należą: atrakcyjna lokalizacja (55 proc.), pozytywne opinie pracowników (46 proc.) oraz atrakcyjne portfolio marek (32 proc.). W ocenie innych rezerwujących kluczowa jest gwarancja standardu (52 proc.), atrakcyjna lokalizacja (46 proc.), znajomość sieci na polskim rynku (32 proc.) oraz korporacyjna współpraca z siecią (31 proc.). Respondenci TM wskazali, że hotele z Grupy Accor charakteryzują się na tle konkurencji dogodną lokalizacją (38 proc.), właściwą relacją ceny do jakości (31 proc.) oraz atrakcyjnymi warunkami współpracy (24 proc.). W oczach innych rezerwujących hotele Grupy Accor cechują się atrakcyjną lokalizacją (27 proc.) oraz szerokim portfolio marek (22 proc.). Hotele Accor rekomendowane są przez 78 proc. TM i innych rezerwujących, którzy rezerwują noclegi w sieci Accor w podróżach służbowych. Raport został przygotowany na zlecenie Orbis S.A. przez firmę badawczą Sana Consulting.

10 najważniejszych wniosków:
1. W 2014 roku firmy w Polsce prognozują wzrost
o 2 proc. liczby podróżujących pracowników
2. 36 proc. respondentów przewiduje, że zapotrzebowanie na usługi hotelowe ich firm w roku 2014 wzrośnie o ok. 10 proc., 34 proc. – że pozostanie na tym samym poziomie
3. 21 proc. firm przeznacza na podróże służbowe powyżej 1,5 mln zł rocznie
4. 71 proc. firm ma osobę oddelegowaną do zarządzania budżetem na podróże i hotele
5. Decyzje w sprawach podróży podejmują: travel manager (34 proc.), dyrektor działu zakupów (19 proc.) oraz zarząd (10 proc.)
6. Kluczowe zadania travel managerów to optymalizacja kosztów podróży (64 proc.) oraz poprawa efektywności systemów raportowania (43 proc.)
7. Dla 73 proc. respondentów marka to istotne kryterium wyboru hotelu (gwarancja standardu, wygody, jakości usługi)
8. Dla travel managera w relacji z hotelem najważniejsze są: sprawność komunikacji opiekuna (41 proc.), szybkie potwierdzenie rezerwacji (37 proc.) oraz kompetencje i elastyczność personelu (36 proc.)
9. 89 proc. travel managerów dokonuje rezerwacji w hotelach sieciowych
10. Marki z portfolio Accoru rekomendowane są pozytywnie przez 89 proc. rezerwujących hotele tej sieci

Podróże korporacyjne

Grupa hotelowa Orbis zaprezentowała raport na temat podrózy korporacyjnych. Kto i jak rezerwuje oraz jaki powienien być hotel w podróży słuzbowej?

rt-2013-07-31

Wraporcie pod tytułem „Trendy na rynku korporacyjnym w zakresie zarządzania podróżami służbowymi” skupiono się na podróżach służbowych typu corpo. Odpowiednio w badaniu 35 proc. stanowiły firmy duże, 35 proc. średnie, 25 proc. małe i 5 proc. mikro (zgodnie z terminologią SME stosowaną w ramach EU). Każda z badanych firm musiała spełniać podstawowe kryterium: minimalna liczba noclegów w skali roku powinna wynosić 100 lub więcej.

 

Kto i za co płaci

W 43 proc. spośród badanych firm za budżet związany z podróżami służbowymi odpowiadają: zarząd, prezes (40 proc.), kierownik działu (20 proc), dział administracji (18 proc.), dyrektor generalny (16 proc.), dyrektor finansowy (12 proc.) i dział HR (4 proc.). Tym, co może budzić zainteresowanie, jest fakt, że u pozostałych 57 proc. respondentów, w firmie nie ma wydelegowanej osoby odpowiedzialnej za tą działaność.

66 spośród 300 badanych firm potwierdziło używanie TMC (ang. travel management companies) do organizacji wyjazdów corpo, a 23 zadeklarowały chęć skorzystania z usług pośrednika w najbliższej przyszłości. Usługi, które respondenci chcieliby zlecać zewnętrznym podmiotom, to kupno biletów lotniczych (32 proc.) i rezerwacja hoteli (30 proc.).

rt-2013-07-32

Respondenci podali, że najchętniej stosowanym narzędziem do dokonywania rezerwacji są platformy rezerwacyjne (36 proc.), kontakt telefoniczny z recepcją hotelową (35 proc.) i TMC (20 proc.). Narzędzia te zostały wskazane przede wszystkim ze względu na oszczędność czasową (51 proc.), komfort (46 proc.), potrzebę kontaktu z drugą osobą (31 proc.) i minimalizację kosztów (24 proc.). Na podstawie wyników badań można stwierdzić, że większość z przebadanych firm nie ma rozbudowanej polityki w zakresie zarządzania podróżami służbowymi. Ograniczają się one do podstawowych kryteriów współpracy w zakresie corpo (54 proc.). Zazwyczaj kwota przeznaczana na pobyt w hotelu wynosi 350-500 złotych (100 EUR) za noc – tak wskazało 31 proc. respondentów. Zwraca uwagę fakt, że aż 53 proc. firm nie ma listy rekomendowanych hoteli.

 

Jak wybierają

Głównymi kryteriami wyboru hoteli, w przypadku podróży służbowych, są lokalizacja (40 proc. respondentów) i cena (38 proc. respondentów). Wyniki te potwierdzają i dowodzą, że polski rynek jest w głównej mierze zdeterminowany przez cenę. Respondenci wskazali, że do najczęściej wykorzystywanych narzędzi rezerwacyjnych należą: platformy internetowe typu booking engine (36 proc.), kontakt telefoniczny z recepcją hotelu (35 proc.) oraz TMC (ang. travel management companies, 20 proc.). Warto podkreślić, że rezerwacje telefoniczne są nadal bardzo często stosowaną metodą dokonywania rezerwacji. Prawdopodobnie w stosunkowo krótkiej perspektywie czasowej metoda ta będzie stopniowo zastępowana przez komunikację on-line. Powyżej wskazane przez respondentów narzędzia zostały wybrane z uwagi na oszczędność czasu (34 proc.), wygodę (30 proc.), potrzebę osobistego kontaktu z inną osobą (20 proc.) oraz efektywność kosztową (16 proc.). Wyniki raportu pokazują, że z usług agencji/firm zarządzających podróżami (TMC) korzystają wyłącznie duże firmy, zaś małe i średnie przedsiębiorstwa rezerwują hotele używając najczęściej internetowych platform rezerwacyjnych. Stosunkowo duża grupa osób, bo aż 28 proc., twierdzi, że proces potwierdzenia rezerwacji trwa zbyt długo. Respondenci oczekiwaliby otrzymywać potwierdzenie w przeciągu godziny. Ponad połowa podróżujących biznesmenów w Polsce wiąże pozytywne doświadczenia związane z dokonywaniem rezerwacji i jej szybkim potwierdzeniem. 75 proc. respondentów wskazało, że 50 proc. wszystkich rezerwacji w obszarze corpo dokonywanych jest w sieciach hotelarskich. Wynik ten pokazuje, że sieci hotelarskie są postrzegane jako godny zaufnia synomim odpowiednich standardów i wiarygodności.

rt-2013-07-33

Co jest ważne w hotelu

Najistotniejszą sprawą związaną z pobytem w hotelu jest jego umiejscowienie w dogodnej lokalizacji oraz interesującej okolicy – tak wskazało 61 proc. respondentów. Następnie smaczne jedzenie i domowe śniadanie (52 proc.). Dostępności do bezprzewodowego Internetu WiFi oczekuje (49 proc.) badanych.

Pozytywne skojarzenia związane z konkretną marką lub hotelem są wypadkową kilku elementów, w tym przede wszystkim domowych posiłków, dań śniadaniowych (69 proc.), poczucia bycia kimś szczególnym, otoczonym pełną opieką (59 proc.), przyjaznego stosunku personelu (57 proc.) i komfortu snu (56 proc.). Wśród pozytywnych aspektów pobytu w hotelu respondenci podkreślali również możliwości utrzymania aktywności fizycznej (45 proc.), elegancję i designerskie rozwiązania architektoniczne (44 proc.), a także możliwość otwarcia okna (41 proc.).

Powyższe elementy składające się na udany pobyt, takie jak odpowiednie miejsce do ćwiczeń fizycznych, możliwość korzystania ze SPA czy zjedzenia świeżego, przygotowane go na miejscu śniadania, są związane z rosnącymi trendami i modą na prowadzenie zdrowego stylu życia w Polsce. Chociaż dostępność WiFi miała podstawowe znaczenie przy wyborze hotelu, gdyż zapewnia nieograniczoną komunikację, to jak pokazuje badanie, na polskim rynku ogromne znaczenie odgrywa „czynnik ludzki w podróżach biznesowych”, związany z domową atmosferą, smacznym, przypominającym domowe jedzeniem, przyjaznym podejściem personelu czy rozpoznawaniem stałych gości.

 

Taniej i prościej

32 proc. respondentów podało, że możliwość wyszukiwania hoteli na platformach internetowych (booking engines) według kryterium ceny, w ramach danej sieci lub marki, znacznie usprawniło by ten proces. Co jest istotne, blisko jedna trzecia osób oczekuje dalszego uproszczenia procedur związanych z rezerwacjami internetowymi. Jak wynika z badań, pozytywne doświadczenia związane z dokonywaniem rezerwacji łączą się z szybkością i informacją zwrotną w postaci potwierdzenia pobytu w hotelu. Spośród badanych przedsiębiorstw 66 potwierdza korzystanie z usług agencji/firm TMC przy organizacji podróży służbowych, a 23 firmy deklarują chęć skorzystania z usług pośrednika w najbliższej przyszłości. Firmy najchętniej zlecą na zewnątrz działania związane z rezerwacją biletów lotniczych (32 proc.) i hoteli (26 proc.). Respondenci wskazali, że istotnym kryterium przy wyborze partnera TMC jest cena usługi (30 proc.) oraz szybkość pracy (19 proc.). W badanych firmach dokonywaniem rezerwacji hotelowych zajmują się zwykle asystentki/asystenci (30 proc.) i TMC (20 proc.).

 

Potencjał rynku

Potencjalna wysokość rocznych kosztów przeznaczanych na hotele wynosi od ponad 1,5 mln zł (19 proc. respondentów), przez 1,5 – 1 mln zł (13 proc. respondentów), 1 mln – 750 tys. zł (15 proc. respondentów), 750 tys. – 500 tys. zł (14 proc. respondentów), 500 tys. – 250 tys. zł (12 proc. respondentów) po 250 tys. – 50 tys. zł (11 proc. respondentów). Roczna wartość wydatków na usługi hotelowe jest uzależniona od rozmiaru i profilu danej firmy.

 

Jak będzie?

Turystyka biznesowa będzie się rozwijać w kierunku spersonalizowanych usług dla biznesu. Przykładem mogą być specjalne wydzielone strefy typu business lounge, oferujące dodatkowe udogodnienia podróżującym menedżerom. Ze względu na silny trend poszukiwania autentyczności i „domowości” w czasie służbowej podróży oraz praktykowania zdrowego stylu życia przez badanych, respondenci w przyszłości wybiorą miejsca, które postawią na indywidualną i wysokojakościową obsługę, zdrową żywność oraz zapewnią im możliwość uprawiania sportu i rekreacji po intensywnym dniu pracy.

rt-2013-07-34

Respondenci oczekują większej personalizacji w miejsce mniejszej masowości (41 proc.), dobrej kawy na śniadanie (38 proc.), profesjonalnej obsługi (31 proc.) oraz podziału na strefy business/leasure (29 proc.).

 

Mniej nowych autobusów

Ubiegły rok był trudny dla dealerów autobusów. Większość firm wstrzymywała się z inwestycjami i nie odnawiała taboru

 

rt-2013-04-33

 

W ubiegłym roku zarejestrowano w sumie 1279 autobusów, wliczając w to pojazdy do 3,5 t d.m.c. Było to o 282 mniej niż w 2011 roku.

 

Skąd te spadki

Jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w roku 2012 zanotowano duży spadek liczby rejestrowanych nowych pojazdów w stosunku do roku 2011. Nowych pojazdów było o 18 proc. mniej. Na tak złym wyniku zaważyły dwa najsłabsze pod tym względem miesiące: wrzesień i grudzień. W ostatnim miesiącu ubiegłego roku zarejestrowano o prawie 60 proc. pojazdów mniej niż w 2011. W wrześniu zaś zarejestrowano zaledwie 61 autobusów, blisko trzy razy mniej niż rok wcześniej. Do maja br. na polskim rynku autobusowym – szczególnie w kategorii autokarów – panowała świetna koniunktura, która zakończyła się w sierpniu, kiedy rynek zaczął notować ujemny bilans w porównaniu do 2011 r.

 

Nie wszyscy tak samo

Największy spadek rejestrowanych w Polsce nowych pojazdów zanotował Solaris. W roku 2011 zarejestrowano 487 pojazdów tej marki. Natomiast w roku ubiegłym zaledwie 257 (z danych firmy Solaris wynika, że było ich 263). Oznacza to spadek o 47,2 proc. Jednak firma ta sprzedawała pojazdy również za granicę, ponadto specjalizuje się ona w pojazdach miejskich, gdzie nadal, mimo słabszego wyniku, utrzymuje pozycję lidera. Niewiele mniejszy spadek zanotował Autosan (-45,8 proc.). Na drugim końcu znalazła się Setra ze wzrostem rejestracji nowych pojazdów aż o 80,6 proc. w stosunku do roku 2011. Jednak w liczbach bezwzględnych nie wygląda to już tak dobrze bo zmiana nastąpiła z 31 pojazdów w roku ubiegłym do 56. Inną marką, która zanotowała wzrost (3,4 proc.) jest Mercedes-Benz. Ten skromny wzrost w procentach oznacza w liczbach bezwzględnych 453 pojazdy.

 

Kwestia finansów

Na wyniki niewątpliwie miała wpływ niepewna sytuacja gospodarcza, a to powoduje niepewność finansową i wstrzymywanie się z decyzjami dotyczącymi zakupu nowego taboru. Efektem ubocznym może być zmiana struktury finansowania nowych pojazdów. Autobusy w Polsce coraz częściej finansuje się leasingiem. Z danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że w 2012 r. firmy leasingowe sfinansowały o 39 proc. więcej takich pojazdów niż rok wcześniej. Robert Sokołowski, dyrektor departamentu sprzedaży biznesowej i korporacyjnej w BZ WBK Leasing wskazuje, że wzrost zainteresowania leasingiem to pozytywny sygnał, gdyż w Europie Zachodniej to już standard, że autobusy jeżdżą w leasingu. – W Polsce ten sposób finansowania floty komunikacyjnej dopiero zaczyna zyskiwać na znaczeniu. Duże firmy, w tym te świadczące usługi transportu publicznego, najczęściej traktują go jako alternatywę dla kredytu inwestycyjnego.

 

rt-2013-04-34

 

Warto jednak podkreślić, że biorąc pod uwagę trudną sytuację na rynku autobusów, leasing to rozwiązanie optymalne, gdyż umożliwia firmie realizację dużej inwestycji przy zachowaniu płynności finansowej i wymiernych korzyści podatkowych – tłumaczy Robert Sokołowski.To załamanie na rynku można tłumaczyć negatywnym oddziaływaniem załamania w segmencie autobusów miejskich, który w 2012 roku odczuwał brak dużych kontraktów z unijnym wsparciem. Spadek w tej grupie w porównaniu z analogicznym okresem 2011 roku, osiągnął ostatecznie poziom aż -40,4 proc., co jest podstawową przyczyną negatywnego bilansu odnotowanego przez autobusowy rynek w Polsce w 2012 r. Widać to po spadku w przypadku Solarisa, który produkuje tylko pojazdy miejskie.

rt-2013-04-35

Europejski rynek turystyczny – zdaniem ETC

Jak będzie wyglądał europejski rynek turystyczny w roku 2013? Powoli spływają kompletne dane statystyczne za ubiegły rok. Dzięki temu pojawia się również wiele prognoz. Jedną z nich opublikowała European Travel Commission. Jak zdaniem ekspertów tej szacownej organizacji wygląda najbliższa przyszłość?

Zdaniem autorów choć gospodarka europejska nadal jest w trudnej sytuacji to jednak w roku 2013 turystyka na Starym Kontynencie powinna zanotować lekki wzrost, niestety mniejszy niż rok wcześniej.

 

Komu przybyło…

Zmiany w ruchu turystycznym w ubiegłym roku nie rozłożyły się równomiernie. Średni wzrost w roku 2012 został szacowany na 4 proc. (w 2011 w stosunku do 2010 było to +7 proc.). Największy wzrost zanotowała Islandia (20 proc.). Na kolejnych miejscach znalazły się Litwa (+12 proc.) i Rumunia (+10 proc.). Jednak te dwucyfrowe wyniki zostały uzyskane w dużej części dzięki efektowi bazy, ponieważ wyniki z poprzednich lat były w tych krajach bardzo złe, teraz ruch turystyczny wraca po prostu do normy. W dodatku są to na tyle małe rynki, że wyniki nie wpływały znacząco na średnią europejską. Na dodatnie rezultaty zadziałały przede wszystkim wzrosty zanotowane na dużych europejskich rynkach turystycznych. Szczególnie dotyczy to dwóch dużych krajów: Niemiec i Hiszpanii (odpowiednio +8 i + 5 proc.). Wzrost powyżej średniej zanotował również Austria (+ 5 proc.) i Węgry (+8 proc.) podobnie zresztą jak niemal wszystkie kraje bałkańskie (patrz wykres 1).

 

A komu nie…

Oczywiście nie wszyscy pochwalić się mogą poprawą. Na drugim biegunie znalazły się między innymi Polska (-2 proc.) i Wielka Brytania (0 proc.). Jak widać oba kraje pomimo organizowania dużych imprez takich jak EURO 2012 czy Igrzyska Olimpijskie oraz Jubileusz Królowej nie zanotowały wzrostu liczby przyjeżdżających turystów. Zdaniem ekspertów z ETC pokazuje to, że duże imprezy wpływają pozytywnie na ruch turystyczny w średnim i długim okresie. Jednak doraźnie mogą zniechęcić część gości wizją tłumów oraz wyższymi z powodu imprezy cenami. W grupie państw ze słabymi wynikami znalazły się również Grecja (-5 proc), Włochy (-0,4 proc.) i Irlandia (0 proc.). Jednak w przypadku tej trójki przyczyną były trudności gospodarcze i ogólnie zły odbiór tych krajów przez turystów, szczególnie jeśli chodzi o Grecje i zamieszki jakie miały miejsce w tym kraju.

Co ciekawe problemy gospodarcze Starego Kontynentu, mogą mieć również pozytywne efekty (choć nieliczne). Efektem wszechobecnych oszczędności jest częstsze podróżowanie Europejczyków po własnym regionie. Widać to również po statystykach lotniczego ruchu pasażerskiego. W efekcie na dodatni wynik turystyki niebagatelny wpływ mieli turyści podróżujący do sąsiednich krajów. Do tego osłabienie euro w stosunku do dolara zwiększyło atrakcyjność Europy dla amerykańskich turystów. W efekcie większość krajów zanotowała większą liczbę turystów z USA niż rok wcześniej. Podobny efekt zanotowano w przypadku turystów z Japonii, którzy znów zaczynają zwiedzać po zmniejszeniu aktywności związanych z wydarzeniami w roku 2011. Najszybciej rozwijającym się z tego kraju podróżują coraz częściej, więc w większości krajów zanotowano zarówno wzrost liczby turystów rosyjskich jak i liczby noclegów przez nich wykupionych.

rt-2013-03-29

 

Kto będzie jeździł?

Dokręcanie śruby fiskalnej i niewielki wzrost gospodarczy bądź jego brak, będą źle wpływać na podróże turystów. Ma to dotyczyć większości głównych emitentów ruchu turystycznego. Jednak według ocen ekspertów ETC pozytywnie na tym tle może wyróżnić się Wielka Brytania. Zdaniem autorów przewidywane słabe wyniki lotniczego ruchu pasażerskiego nie powinny odbić się zdecydowanie na liczbie gości spoza Europy, ponieważ mają dotyczyć przede wszystkim ruchu transatlantyckiego. Pasażerowie z innych ważnych kierunków przede wszystkim z Azji mają nadal napływać. Dodatkowym bodźcem mogącym pobudzić ruch turystyczny w Europie są obniżki cen hoteli. Europejski rynek turystyczny powinien urosnąć o 1 do 3 proc. Jednak jak zastrzeżono w raporcie wystąpią duże różnice pomiędzy poszczególnymi regionami.

Światowy rynek hotelarski zanotował w ubiegłym roku stosunkowo dobre wyniki. Jednak nie wszędzie były one takie same. W Europie zanotowano w drugiej połowie mniejszy wzrost frekwencji niż w innych rejonach świata. Obłożenie hoteli było niższe niż w 2011. Pewne ożywienie zanotowano tylko w tańszych obiektach. Pozytywnym akcentem był większy udział gości europejskich w tutejszym ruchu hotelowym, co jest potwierdzeniem tendencji do podróży po własnym kontynencie.

Ceny pokoi w Europie w drugiej połowie roku zaczęły wyraźnie spadać. Częściowo było to efektem ich wcześniejszego wzrostu spowodowanego dużymi imprezami takimi jak EURO w Polsce i na Ukrainie czy Igrzyska Olimpijskie w Londynie. Zdaniem ekspertów ETC spadki cen spowodowane są również próbą pobudzenia popytu przez gestorów hoteli. Wprawdzie kraje Europy Północnej i Południowej zanotowały pod koniec roku najlepsze obłożenie, to jednak największe zyski zanotowali hotelarze z Europy Wschodniej. Dodatni wskaźnik RevPar podtrzymywany był właśnie przez wyniki z Europy Północnej i Wschodniej. Szczegóły w tabeli na stronie 29.

 

Co pomoże

Wyniki europejskiej turystyki w 2012 roku pomimo trudnej sytuacji gospodarczej nie były złe. Przekroczyły nawet wcześniejsze oczekiwania. Kluczowy okazał się tu rynek wewnątrz europejski. Optymistycznym sygnałem był w ubiegłym roku fakt rosnącej liczby podróżnych z Niemiec do innych krajów europejskich (patrz wykres 2). Niestety nie dotyczy to wszystkich rynków. Pośród nielicznych krajów, które odnotowały zmniejszenie liczby gości z Niemiec znalazła się również Polska. Dobre wyniki pod względem ilości turystów osiągnęły kluczowe rynki jak choćby Hiszpania, jednak większej ilości turystów towarzyszył spadek ilości noclegów co potwierdza tendencje do skracania wyjazdów przez mieszkańców naszego kontynentu. Wynika to z niepewności co do sytuacji gospodarczej i oszczędności.

rt-2013-03-30

rt-2013-03-31

rt-2013-03-32

World Travel Market 2012 Raport

Targi WTM to również miejsce gdzie publikowane są raporty branżowe. Poniżej prezentujemy wybrane zagadnienia z raportu World Travel Market 2012 Industry.

 

 

Raport opiera się na wynikach badań przeprowadzonych we wrześniu 2012 roku. W sondażu wzięło udział 1 310 podmiotów światowego rynku turystycznego (izby turystyczne, organizacje i firmy prywatne).

 

Podatki ciążą turystyce

Podatki są w tej chwili jednym z podstawowych problemów branży turystycznej. W ciągu ostatnich 12-tu miesięcy wzrosły obciążenia podatkowe. W wielu krajach podnoszono już istniejące podatki lub wprowadzano nowe. Spośród ankietowanych największych firm w turystyce, aż 97 proc. widzi w wysokości obciążeń podatkowych problem, dla 67 proc. jest on znaczący, natomiast 17 proc. twierdzi, że jest to główny problem ich firmy. W tym roku w Wielkiej Brytanii podniesiono kontrowersyjny podatek od pasażerów linii lotniczych Air Passenger Duty (APD). Wzrost był przeszło dwukrotnie większy od inflacji. W przypadku lotów długodystansowych w wyższych klasach obciążenie może wynieść nawet 188 £ od pasażera. W momencie wprowadzenia w 1994 roku podatek ten wynosił 5 £ od pasażera lecącego do krajów UE oraz 10 £ dla wszystkich innych kierunków. We Francji wprowadzono podatek od wakacyjnych domów i apartamentów. Również w Hiszpanii podniesiono w tym roku podatki w sektorze turystycznym a także wprowadzono nowy – lotniskowy a dodatkowo podniesiono VAT na usługi hotelarskie z 8 do 10 proc. W tym roku gestorzy hoteli przyjęli je na siebie, jednak ten stan rzeczy zmieni się zapewne w 2013 roku. W przypadku Hiszpanii podwyżki podatków nie zmniejszyły jednak ruchu turystycznego. Jak podają tamtejsze władze pierwsze 8 miesięcy tego roku było dla ruchu turystycznego rekordowe od kiedy prowadzone są statystyki (1995 r.). W tym okresie do Hiszpanii przyjechało ponad 40 mln turystów. Rekordowy okazał się sierpień, kiedy ten kraj odwiedziło 7,9 mln turystów. Wzrost w stosunku do roku 2011 wyniósł około 3,6 proc. Wzrost podatków okazał się dla wielu regionów i krajów prostym sposobem na zwiększenie przychodów. W związku z tym istnieją uzasadnione obawy, że w najbliższym czasie będzie następował dalszy wzrost podatków w turystyce. Trzy czwarte respondentów uważa, że ich rząd postrzega turystykę jako sektor z którego łatwo można wyciągnąć przychody. 17 proc. z nich uważa, że nic ze środków pozyskanych przez władze w turystyce nie będzie inwestowanych w ten sektor. Zdaniem 39 proc. respondentów, mniej niż połowa pieniędzy uzyskanych z opodatkowania branży wróci do niej w formie różnych nakładów.

 

BRICS – przyszłe potęgi

Kraje należące do grupy BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) od kilku lat wskazywane były jako przyszłe potęgi turystyczne. W raporcie WTM z roku 2010 kraje BRIC (jeszcze bez RPA) były postrzegane przez 47 proc. ankietowanych jako te z największymi możliwościami rozwoju w branży turystycznej. W zeszłym roku (już z RPA) tak oceniało te kraje już 65 proc. branży. Co ciekawe prawie dwie trzecie firm i organizacji branżowych realizuje plany lub planuje zaangażować się, by skorzystać z przewidywanej koniunktury wywołanej przez rozwój turystyki na tych rynkach. 27 proc. już dostosowało do tego swój model biznesowy. Trend ten potwierdza fakt, że sieci Hilton i Starwood wprowadzają coraz więcej usług i rozwiązań „China-friendly”, czyli dostosowanych do oczekiwań chińskich klientów. Są to chińskie restauracje, personel władający biegle językiem mandaryńskim, chińskie herbaty i programy chińskiej telewizji w pokojach. Ankietowani mieli wymienić pięć ich zdaniem krajów, na pierwszym miejscu zdecydowanie wskazywali na Chiny jako najważniejszy kraj zarówno dla turystyki wyjazdowej jak i przyjazdowej. Dla większości ankietowanych (53 proc.) Chiny są jednym z najważniejszych rynków emisyjnych z pośród krajów BRICS. Ponad jedna czwarta (26 proc.) ocenia ten kraj jako najważniejszy pośród pięciu głównych rynków pod tym względem. 27 procent umieściło Chiny na drugim miejscu. Niewiele niżej oceniono Rosję – okazała się jednym z dwóch najważniejszych rynków dla 48 proc. ankietowanych. Na pierwszym i drugim miejscu umieściło ją po 24 proc ankietowanych. Na trzecim miejscu znalazła się Brazylia. Jest ona najważniejszym rynkiem turystyki przyjazdowej z pośród pięciu krajów dla 37 proc. branżowych respondentów. Jako numer jeden wskazało ją 22 proc. jako numer dwa 15 proc. Na kolejnych miejscach znalazły się Indie i RPA uznane za jeden z dwóch głównych kierunków odpowiednio przez 36 i 26 proc. pytanych. Również jako rynek docelowy najważniejsze okazały się Chiny uznane za jeden z dwóch najważniejszych rynków przez 53 proc. ankietowanych. Dla 28 proc. z nich są na pierwszym miejscu, zaś dla 26 na drugim. Jak więc widać Chiny zdecydowanie dominują pośród piątki krajów w obu segmentach turystyki. Na drugim miejscu znalazła się Brazylia. Jako jeden z dwóch najważniejszych rynków wskazało ją 42 proc. (wskazania jako najważniejszy rynek przez 24 proc.). Trzecie miejsce zajęła Rosja (37 proc.). Na kolejnych znalazły się Indie (36 proc.) i RPA (30 proc.).

 

Inne kraje z potencjałem

Kolejną grupą krajów, które zdaniem autorów raportu będą się w najbliższym czasie rozwijać jako atrakcyjne destynacje są kraje nazwane w skrócie SLIMMA (Sri Lanka, Indonezja Malezja, Meksyk, Argentyna). Podsumowano największe atuty tych krajów, które budują ten potencjał.

Sri Lanka. Kraj po długiej wojnie domowej stał się ponownie bezpieczny. Ma opinię pięknego miejsca, ponadto czynione są duże inwestycje w infrastrukturę, która staje się coraz lepsza i nowocześniejsza.

Indonezja. Kraj ze stale rosnąca, młodą populacją, ponadto dysponująca coraz większymi pieniędzmi (średni dochód rozporządzalny jest jednym z wyższych w regionie).

Malezja. Atutem tego azjatyckiego państwa jest znacznie większy zakres wolności niż panujący w innych krajach regionu. Przemysł turystyczny rozwija się tam bardzo intensywnie. Ponadto władze Malezji prowadzą intensywną czy wręcz agresywna kampanie marketingową.

Meksyk. W czasach ogólnego podnoszenia podatków silną stroną tego kraju jest niski poziom obciążeń fiskalnych.

Argentyna. Jest to najbardziej zurbanizowany kraj z pośród grupy. Notuje też wyraźny wzrost gospodarczy. Trzecią grupą krajów ocenionych w raporcie, jako rokujące rozwój są: Tajlandia, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Chile, Korea Południowa, Kenia, Nigeria i Singapur. Szczególnie wysoko oceniono tu Nigerię.

 

Czas na Libię?

Na turystyczną mapę zdaniem autorów raportu powróci Libia. Kraj ten uczestniczył w targach WTM po raz pierwszy od upadku reżimu Muammara Kadafiego. Zdaniem 33 proc. branżowych respondentów Libia ma potencjał turystyczny, przy czym dla 12 proc. jest to potencjał znaczący. Kraj ten ma ponad 1800 km plaż oraz jedne z najlepiej zachowanych pozostałości antycznych miast. Główne miasta zlokalizowane są na wybrzeżu. Tam również znajdują się najważniejsze pamiątki po imperium rzymskim. To wszystko powoduje, że turystyka ma szanse rozwijać się w tym kraju. 56 proc. specjalistów jest zdania, że w Libii powstanie w przyszłości poważny sektor turystyczny. Obecnie kraj ten potrzebuje najbardziej stabilizacji politycznej oraz zwiększenia bezpieczeństwa i inwestycji w infrastrukturę, by stać się atrakcyjnym turystycznie miejscem.

 

Opr. red

Jak płacą w turystyce?

Zgodnie z danymi GUS najczęstsze miesięczne wynagrodzenie ogółem brutto otrzymywane przez pracowników gospodarki narodowej wynosiło 2020,13 zł. Zarobki do tej wysokości otrzymywało 25,4 proc. pracowników. A jak zarabia się w turystyce?

 

 

Zmienność zarobków w turystyce jest wyjątkowo duża. Zależy od sezonu, regionu kraju a nawet od… pogody. Również forma zatrudnienia nie ułatwia zrobienia bilansu. Na bardzo wielu stanowiskach nie pracuje się na stałej umowie, ale albo w ramach samo zatrudnienia, albo umowy o dzieło czy zlecenie. Nawet w przypadkach gdy praca świadczona jest na podstawie umowy o pracę, zmienna część wynagrodzenia w formie premii czy prowizji jest nierzadko większa niż płaca zasadnicza. Chcąc przedstawić obraz najbliższy realnym zarobkom postanowiliśmy przy niektórych zawodach nie sumować ewentualnych dniówek. Dotyczy to przede wszystkim zawodów pracujących „na akord” jak np. piloci czy przewodnicy, ponieważ na ich pensje składa się wiele elementów i do tego potrafią znacząco różnić się w zależności od sezonu, pozycji i renomy na rynku. W efekcie są pracownicy dostający zlecenia przez większą część roku, inni pracują tylko w najwyższym sezonie, w pozostałym okresie utrzymując się z oszczędności. Nie dokonaliśmy również dokładnego przeliczenia kwotowego jeśli chodzi o prowizje. W tym przypadku również wynika to z dużych różnic jakie występują nawet w tym samym mieście pomiędzy np. punktem agencyjnym w dużej galerii handlowej i małym lokalu na uboczu. Niekiedy podajemy dodatkowe informacje (np. o długości wysokiego sezonu) w celu zorientowania się na jakie zarobki można liczyć mając wtedy zlecenia lub prowizje. Tak więc nasze podsumowanie zawiera pewne uśrednione dane. Sporządziliśmy je na podstawie ankiet i rozmów z osobami zatrudnionymi na poszczególnych stanowiskach. W miarę możliwości staraliśmy się w różny sposób weryfikować te informacje (co nie zawsze było możliwe).

 

Piloci, przewodnicy, rezydenci

Piloci, przewodnicy, rezydenci, czy animatorzy pracują bezpośrednio z klientem. System ich wynagradzania jest dość podobny. Piloci i przewodnicy w zdecydowanej większości „pracują na swoim”. To znaczy, że prowadzą działalność gospodarczą i wystawiają rachunki biurom dla których pracują. Część zarobków wypłacana jest „pod stołem”, czyli bez umowy i co za tym idzie podatków itp. Średnia miesięczna kwota jaką zarabia pilot czy przewodnik jest bardzo różna i zależy od znajomości języków obcych, kontaktów i renomy w branży, miasta w którym pracuje (przewodnik). Główny sezon w kraju trwa mniej więcej od kwietnia do końca czerwca i od września do końca października (mniej intensywnie). W przypadku grup zagranicznych (przyjazdowych i polskich wyjeżdżających za granicę) wysoki sezon trwa od maja do końca września. Podane stawki są kwotami netto, czyli takimi jakie na rękę dostaje przewodnik pracujący dla biura. Własne grupy są zazwyczaj lepiej płatne, a to ile dokładnie zostaje „na rękę” zależy m.in. od obrotów i kosztów.

Biura, informacje turystyczne

W przypadku niektórych stanowisk występuje duża sezonowość. Największa sprzedaż to okres od kwietnia do czerwca-lipca. Wówczas też pracownicy sprzedający imprezy mogą liczyć na największe prowizje. W przypadku biur mających w ofercie imprezy narciarskie dochodzą obroty w okresie październik- styczeń. Jeśli chodzi o wyjazdy krajowe to największa sprzedaż (zielone szkoły, wycieczki szkolne) trwa od stycznia/lutego (zależnie od ferii zimowych) do maja oraz na początku roku szkolnego (mniej więcej do końca września). Nieco dłużej trwa sprzedaż imprez dla dorosłych (zakłady pracy – z funduszu socjalnego, wyjazdy integracyjne).

 

Hotele, pensjonaty

W tej grupie płace zależą od regionu oraz wielkości miasta, standardu obiektu i co za tym idzie wymagań (głównie językowych) jakie trzeba spełnić by pracować na danym stanowisku. Więcej zarabia się zwykle w hotelach dużych sieci międzynarodowych, w dużym mieście niż niewielkim hotelu na prowincji, nawet gdy ten ostatni ma więcej gwiazdek. W tym pierwszym przypadku wymagana jest znajomość języków obcych (przynajmniej na poziomie komunikacyjnym) nawet na szeregowych stanowiskach.

 

Inne

W tej grupie umieściliśmy osoby pracujące w szeroko rozumianej turystyce. W przypadku niektórych zarobków trudno rozróżnić jaki procent stanowią przychody ze ściśle rozumianej turystyki.

Polak na urlopie – badania

Mazury, Pomorze i Tatry – to w oczach Polaków najbardziej atrakcyjne regiony, w których można spędzić wakacje. A te marzą się inaczej kobietom i mężczyznom. Podczas, gdy Polki najchętniej postawiłyby na luksus i wypoczynek w ekskluzywnym apartamencie, panowie wolą zwiedzać oraz odkrywać nowe miejsca. Wakacyjne preferencje Polaków zbadał TNS Polska we współpracy z serwisem zakupów grupowych Citeam.pl.

 

Małopolska , Kaszuby, Sudety? A może Pieniny, Beskidy czy Lubelszczyzna? Według badań przeprowadzonych przez TNS Polska na zlecenie Citeam.pl te regiony ocenia jako atrakcyjne zaledwie po kilka procent Polaków. Jak widać – mimo prowadzonego od kilku lat marketingu terytorialnego, w którym polskie miasta czy regiony zachwalają turystyczne walory, zaledwie pięć z nich zyskuje prawdziwe uznanie podczas planowania wakacji w kraju. – Badania wykazały, że absolutnym numerem jeden są Mazury, gdzie chciałoby spędzić swój urlop aż 39 proc. Polaków. Na kolejnych miejscach plasują się Pomorze (29 proc.), Tatry (26 proc.), Wybrzeże (22 proc.) oraz Bieszczady (17 proc.) – wymienia Marta Krauze, dyrektor serwisu Citeam.pl. Co ciekawe, im Polak starszy, tym mniej podoba mu się wizja wakacji w otoczeniu tatrzańskich szczytów – Tatry pociągają aż 34 proc. młodych w wieku 18-24, podczas gdy zaledwie co dziesiąta osoba po 50. roku życia chciałaby spędzić tam swój urlop. Za to niemal połowie najmłodszych Polaków marzą się mazurskie wczasy – bardziej niż słodkie lenistwo na pomorskich plażach, które wabią już tylko co trzecią osobę przed ukończeniem „trzydziestki”. Ponadto tyle samo kobiet, jak i mężczyzn chciałoby spędzić urlop w Bieszczadach oraz na Mazurach – może więc wyjazd w te regiony pozwoli parom lub małżeństwom zaoszczędzić niepotrzebnych kłótni? A jak zorganizujemy swoje wakacje tego lata?
Co trzeci Polak organizuje wakacje w sieci
Badania TNS Polska na zlecenie Citeam.pl wykazały, że już co trzeci Polak organizuje swój wypoczynek za pośrednictwem internetu – z tej metody korzystają najczęściej osoby w wieku 18-39, mieszkańcy miast powyżej 500 tys. mieszkańców. Za pośrednictwem sieci najczęściej rezerwujemy hotel lub domek letniskowy oraz kupujemy gotowe pakiety wyjazdowe, w tym również coraz bardziej popularne oferty turystyczne z serwisów zakupów grupowych. – Od ponad roku zakupy grupowe śmiało mogą konkurować z biurami podróży – już co dziesiąty kupon wystawiany na serwisie dotyczy tańszych ofert turystycznych. W ramach kategorii Podróże można znaleźć zarówno gotowe propozycje, jak wycieczkę autokarową z wyżywieniem czy turnus pobytowy, ale również noclegi w hotelach, wynajem jachtu, żagli czy domku nad morzem – wyjaśnia Marta Krauze, dyrektor Citeam. pl. Średnia cena oferty turystycznej kupowanej za pośrednictwem serwisu zakupów grupowych wynosi 359 zł.Warto wiedzieć, że Polacy nie lubią spontanicznych wyjazdów – tak swoje wakacje tego lata „zorganizuje” zaledwie 8 proc. Polaków. Nieco bardziej zapobiegliwe są w tym przypadku kobiety, które mają mniejszą skłonność do poszukiwania noclegów po przyjeździe na miejsce w porównaniu do panów. 13 proc. osób skorzysta z gościnności znajomych lub rodziny, a co dziesiąta będzie chciała w tym roku wykupić gotowy wyjazd, np. w biurze podróży. Zaledwie 15 proc. Polaków jest pewna, że wakacje w tym roku nie będą im pisane – najwięcej osób, które spędzą lato w domu, pochodzi z terenów wiejskich. Plany na lato 2012 stanowią wciąż dużą zagadkę dla 16 proc. Polaków.
Polki kochają luksus, panowie nie
O ile kobiety oraz mężczyźni są w większości zgodni co do wyboru miejsca na wakacje, tak problemy mogą się pojawić przy planowaniu wolnego czasu. Niemal co trzecia Polka marzy o tym, by pławić się w luksusie, najlepiej w ekskluzywnym apartamencie. Tymczasem panowie najchętniej zabawiliby się w odkrywców – co czwarty Polak wybrałby się na wycieczkę objazdową po regionach atrakcyjnych historycznie, łącznie ze zwiedzaniem zabytków. Ta ostatnia opcja wydaje się jednak nudzić kobiety, spośród których jedynie 12 proc. wskazuje tego rodzaju urlop za najlepszy wybór z możliwych. Polakom marzą się także w równej mierze romantyczne wędrówki po górach (14 proc.) oraz bardziej szalony urlop w miejscu, „które nie śpi” (14 proc.), najchętniej z uczestnictwem w imprezach do białego rana. Na piątym miejscu wakacyjnych przepisów na wypoczynek Polacy wskazują pobyt w kurorcie SPA, z pełnym pakietem zabiegów. Takie wakacje to jednak głównie marzenie kobiet – panie dwa razy częściej chciałyby zaznać tego rodzaju luksusu, w porównaniu do mężczyzn. Zamiłowanie Polek do wakacji w bardziej przyjemnej, niż wysiłkowej formie potwierdzają również preferencje zakupowe ofert turystycznych na serwisach zakupach grupowych. – W ciągu roku różne formy wypoczynku wykupiło za naszym pośrednictwem kilkadziesiąt tysięcy osób, z czego ponad 60 proc. kuponów trafiło w ręce kobiet. Faktycznie to panie najczęściej klikają w Kup Teraz przy ofertach wyjazdów do SPA, weekendach dla dwojga i zdecydowanie przy turnusach dla całych rodzin. Natomiast takie oferty, jak czarter jachtu, rafting latem czy narty zimą kupują mężczyźni – wymienia Marta Krauze, dyrektor Citeam.pl.
Spokojny jak Polak po trzydziestce – kto marzy o imprezowych wakacjach?
Im jednak Polak starszy, tym ma mniejszą ochotę na rozrywkę i, co ciekawe, luksusy. Pragnienie szalonych wakacji spędzanych na imprezach do białego rana wydaje się wygasać dokładnie po trzydziestce – podczas, gdy co czwarta osoba w wieku 18-29 marzy o urlopie w miejscu, „które nie śpi”, tak po osiągnięciu „nobliwego” wieku 30 lat, zamiłowanie do rozrywki spada aż trzykrotnie. Wtedy Polacy zwracają się raczej ku górskim wędrówkom, wyprawom żeglarskim oraz zdecydowanie ku wycieczkom objazdowym. A skoro już jedziemy na wakacje, warto przewidzieć, co najbardziej nas na nich irytuje. Morze, jezioro, plaża, a na niej tłumy urlopowiczów, hałas i żar lejący się z nieba. Jak się okazuje, Polakom nie trzeba zbyt wiele, by plaża stała się miejscem irytacji.
Wypoczywających do szału doprowadza wprowadzanie zwierząt na plażę oraz do wody – tak uważa aż 44 proc. osób. Równie denerwujący dla Polaków jest brak wolnego miejsca na rozłożenie koca czy ręcznika – tym faktem irytuje się aż 44 proc. kobiet, ale już tylko 36 proc. mężczyzn. Znalezienie skrawka wolnego miejsca na plaży to jednak nie koniec potencjalnych nerwów – najmłodsi respondenci nie mogą znieść plażowego „lansu”, na który zwraca uwagę co piąta osoba w wieku 18-29, podczas gdy plażowa stylizacja działa już na nerwy zaledwie 7 proc. Polaków po 50. roku życia. Co ciekawe, „młodych” turystów do białej gorączki doprowadzają najczęściej wysokie ceny napojów i jedzenia w obrębie plaży (50 proc. wskazań) – im jednak Polak starszy, tym dwa razy rzadziej przejmuje się drożyzną na wakacjach. Co innego nie pozwala w pełni relaksować się na plaży osobom z dużych miast. Ci ostatni dwa razy częściej wskazują na tłumy ludzi przebywających w wodzie jako powód do irytacji – to jednak drobnostka dla mieszkańców wsi. Tłumy na samej plaży skutecznie wyprowadzają z równowagi aż 54 proc. Polaków z wyższym wykształceniem.

GUS o wyjazdach z Polski i przyjazdach do Polski w roku 2010

Liczenie turystów przyjeżdżających do naszego kraju i wyjeżdżających z Polski skomplikowane zostało w chwili przystąpienia Polski (21 grudnia 2007 roku) do strefy Schengen. 30 marca 2008 roku została zniesiona kontrola na lotniczych przejściach granicznych i Straż Graniczna obecnie rejestruje ruch osób i środków transportu tylko na tych granicach Polski, które są jednocześnie zewnętrznymi granicami Unii Europejskiej.

W związku z tym dane z raportu GUS za rok 2010 obejmują wyłącznie ruch graniczny na zewnętrznych granicach strefy Schengen, tj. na odcinkach granicy z Rosją, Białorusią, Ukrainą oraz częściowo na przejściach lotniczych i morskich. Dane o ruchu na granicy morskiej i lotniczej zgodnie z ustaleniami traktatu Schengen, nie obejmują tzw. „lotów wewnętrznych” i „regularnych połączeń promowych”. Według danych Straży Granicznej, w 2010 roku na przejściach granicznych zlokalizowanych na granicy wschodniej z Rosją, Białorusią i Ukrainą oraz na lotniskach i w portach morskich dokonano 30 377,3 tys. odpraw osób wjeżdżających i wyjeżdżających z Polski, w tym 17 950,3 tys. odpraw cudzoziemców, które stanowiły 59,1 proc. ogółu przekroczeń. Podobnie jak w 2009 r. ruch graniczny odbywał się na 58 przejściach granicznych, spośród których najwięcej było przejść drogowych – 17 i morskich – 16. Największą liczbę (20 772,8 tys.) odpraw zanotowano na przejściach drogowych, które stanowiły 68,4 proc. ogółu odpraw, następne w kolejności były przejścia lotnicze – 28,2 proc. (8 563,8 tys.) ogólnej liczby odpraw.


Ruch graniczny w 2010 roku według rodzaju przejść

Pośród przejść lotniczych najwięcej przekroczeń granicy, rejestrowanych zgodnie z zasadami „traktatu Schengen”, odnotowano w portach: Warszawa-Okęcie – 2 767,2 tys. (32,3 proc.), Kraków- Balice – 1 245,7 tys. (14,5 proc.), Katowice-Pyrzowice – 1 170,2 tys. (13,7 proc.), Wrocław-Strachowice – 788,7 tys. (9,2 proc.), Poznań -Ławica – 775,8 tys. (9,1 proc.), Gdańsk-Rębiechowo – 740,1 tys. (8,6 proc.). Największe wśród portów morskich pod względem liczby przekroczeń granicy to kolejno: Gdańsk-Nowy Port – 21,7 tys. (21,2 proc.), Szczecin Port – 19,7 tys. (19,3 proc.), Kołobrzeg – 19,3 tys. (18,9 proc.), Władysławowo – 15,8 tys. (15,5%), Gdynia – 15,1 tys. (14,8 proc.). W 2010 roku wzrosła liczba odpraw odnotowanych na wschodniej granicy Polski (bez Litwy) będącej równocześnie granicą UE – 21 711,3 tys. w porównaniu do 18 802,7 tys. w roku 2009, tj. o 15,5 proc. W czterech kwartałach 2010 roku ruch na granicy wschodniej (z wyłączeniem granicy z Litwą) stanowił 71,5 proc. rejestrowanych przyjazdów i wyjazdów (pozostałe odprawy notowano na lotniskach i w portach morskich). Na wszystkich odcinkach granic zanotowano wzrost liczby odpraw. Największy wzrost odpraw zanotowano na granicy z Republiką Białorusi – o 22,6 proc. oraz na granicy z Federacją Rosyjską – o 13,9 proc. Na odcinku granicznym z Ukrainą wzrost liczby przekroczeń wyniósł 12,0 proc.


Więcej turystów zza wschodnich granic

Z koeli (według danych pochodzących z rejestracji prowadzonej zgodnie z ustaleniami „traktatu Schengen” przez Straż Graniczną na przejściach granicznych strefy Schengen), w 2010 roku granice Polski przekroczyło 8 912,6 tys. cudzoziemców. Liczba ta obejmuje zarówno osoby, które spędziły w Polsce zaledwie kilka godzin i zgodnie z definicją Światowej Organizacji Turystyki są określane mianem odwiedzających jednodniowych, jak również turystów, którzy pozostali w naszym kraju przynajmniej na jedną noc. Wśród odnotowanych przez Straż Graniczną przyjeżdżających, najliczniejszą grupę stanowili w kolejności obywatele: Ukrainy (4 307,1 tys., tj. 48,3 proc. ogółu przyjazdów cudzoziemców), Białorusi (2 650,8 tys., 29,7 proc. wszystkich przyjazdów), Rosji (792,1 tys., 8,9 proc.). W stosunku do roku ubiegłego liczba przyjazdów obywateli krajów wymienionych powyżej wzrosła odpowiednio o 40,0 proc., 26,7 proc. i o 22,5 proc. Z kolei przyjeżdżających do Polski przez granicę strefy Schengen obywateli Wielkiej Brytanii odnotowano 294,4 tys. (spadek o 8,1 proc.), Niemiec 168,4 tys. (spadek o 2,1 proc.), Stanów Zjednoczonych Ameryki 106,8 tys. (wzrost o 13,9 proc.), Irlandii 82,0 tys. (spadek o 5,2 proc.), Izraela 55,4 tys. (wzrost o 1,4 proc.) i Litwy 43,2 tys. (wzrost o 0,6 proc.).

Największą liczbę przyjazdów cudzoziemców zanotowano na granicy z Ukrainą – 4 478,3 tys., co stanowiło 50,2 proc. w stosunku do ogółu przyjazdów cudzoziemców, następnie na granicy z Republiką Białorusi – 3 101,7 tys. przyjazdów (34,8 proc. ogółu), w dalszej kolejności na lotniskach 880,7 tys. (9,9 proc.). Na granicy z Federacją Rosyjską odnotowano 428,5 tys. cudzoziemców (4,8 proc.), a na granicy morskiej 23,5 tys. (0,3 proc.). Przekraczając granicę z Ukrainą cudzoziemcy najczęściej korzystali z przejścia w Medyce – 1 321,7 tys. przyjazdów, co stanowi 29,5 proc. udziału na ukraińskim odcinku granicy). Na granicy z Republiką Białorusi najchętniej wybierano przejście drogowe w Kuźnicy Białostockiej – 967,2 tys. (31,2 proc. udziału na odcinku białoruskim. Na granicy z Federacją Rosyjską cudzoziemcy najczęściej korzystali z przejścia granicznego w Gronowie – 252,4 tys. (58,9 proc. udział tego przejścia w tym odcinku granicy. Cudzoziemcy przybywający do Polski samolotem najczęściej przekraczali granicę na lotnisku Warszawa-Okęcie – 437,3 tys. (49,7 proc. odpraw dokonanych na lotniskach), Kraków-Balice – 218,8 tys. (24,8 proc.) i Katowice-Pyrzowice – 91,5 tys. (10,4 proc.). Wśród przejść morskich najpopularniejsze było przejście graniczne Szczecin Port – 10,0 tys. (42,4 proc. udziału odpraw cudzoziemców przybywających do Polski drogą morską), Gdyni 6,2 tys. (26,4 proc.) oraz w Gdańsku-Nowym Porcie 5,1 tys. (21,5 proc.).


Wyjazdy Polaków za granicę

W 2010 roku poza granicę strefy Schengen wyjechało 6 260,6 tys. Polaków. Rejestrowane przekroczenia najczęściej były realizowane przez lotnicze przejścia graniczne, z których skorzystało 3 375,3 tys. osób (53,9 proc. wszystkich wyjazdów Polaków). Najczęściej korzystali oni z lotniska Warszawa-Okęcie – 942,1 tys. wylotów, tj. 27,9 proc. odpraw rodaków podróżujących za granicę samolotem, w dalszej kolejności: Katowice-Pyrzowice – 437,1 tys. (12,9 proc.), Kraków- -Balice – 411,1 tys. (12,2 proc.), Poznań -Ławica – 378,7 tys. (11,2 proc.), Wrocław-Strachowice – 369,8 tys. (11,0 proc.) oraz Gdańsk-Rębiechowo – 343,3 tys. (10,2% proc.).

Na wschodnim odcinku granicy, a więc na przejściach drogowych, kolejowych i rzecznych zarejestrowano 2 858,3 tys. odpraw (45,7 proc.). Najczęściej Polacy wyjeżdżali przez przejścia graniczne zlokalizowane na granicy z Ukrainą – 2 067,3 tys. wyjazdów, tj. 33,0 proc. wyjazdów ogółem. Przejścia, które zanotowały największą liczbę wyjazdów to: Krościenko 485,0 tys. (23,5 proc. udziału tego przejścia na odcinku ukraińskim ).

Następnym w kolejności był odcinek granicy z Republiką Białorusi, który przekroczyło 525,8 tys. wyjeżdżających Polaków, tj. 8,4 proc. całości wyjazdów. Największy strumień wyjazdów odnotowano w Terespolu 153,2 tys. wyjazdów (29,1 proc. udział tego przejścia na odcinku białoruskim). Na przejściach granicznych z Federacją Rosyjską zarejestrowano 265,1 tys. wyjazdów, co stanowiło 4,2 proc. ogółu wyjazdów, a największy ruch wyjazdowy zarejestrowano na przejściu granicznym Gołdap 96,4 tys. wyjazdów, co dało 36,4 proc. udziału na rosyjskim odcinku granicy. Najmniej naszych rodaków udających się do krajów spoza strefy Schengen wybrało drogę morską – 27,0 tys. (0,4 proc. – udziału tego odcinka granicy w całości wyjazdów Polaków). Najwięcej Polaków odprawiono w Kołobrzegu 9,3 tys. i Władysławowie 7,4 tys. wyjazdów.


Polacy podróżują

Uczestnictwo Polaków w wyjazdach turystycznych zostało oszacowane przez Instytut Turystyki na podstawie badań ankietowych przeprowadzonych wśród mieszkańców Polski w wieku 15 lat i więcej. W badaniu posłużono się podziałem na podróże turystyczne krajowe i zagraniczne oraz krótkookresowe (2-4 dni) i długookresowe (5 i więcej dni). Obywatele polscy wyjeżdżali za granicę Polski prawie 43 mln razy, co stanowi wzrost o 8,9 proc. w stosunku do 2009 roku. Tylko 16,6 proc. podróży zagranicznych (7,1 mln) spełniało kryteria wyjazdu turystycznego, tzn. były to wyjazdy z przynajmniej 1 noclegiem.

Wyniki tych badań pokazują wzrost liczby wyjazdów turystycznych za granicę o 13 proc. w stosunku do 2009 roku. W 2010 roku uczestnictwo mieszkańców Polski w krajowych długookresowych wyjazdach turystycznych zmalało o 11,5 proc. w stosunku do roku poprzedniego i wyniosło 8,5 mln. W przypadku krótkookresowych wyjazdów turystycznych odnotowano wzrost o 5,9 proc. w porównaniu z 2009 r. – z 6,8 mln do 7,2 mln. Wskaźnik uczestnictwa we wszystkich typach podróży zmalał o 6,4 proc. i wyniósł w 2010 r. 14,7 mln. W analizowanym okresie liczba krajowych podróży Polaków w wieku 15 i więcej lat wzrosła z 30,8 mln w 2009 r. do 33,9 mln w 2010 r. (wzrost o 10,1 proc.). Zdecydowanie przeważały podróże krótkookresowe – 60 proc., pozostałe 40 proc. stanowiły podróże długookresowe.

Oszacowana przez Instytut Turystyki liczba krajowych podróży na 5 i więcej dni wyniosła 13,7 mln, co oznacza wzrost o 3,0 proc. w porównaniu z 2009 rokiem. Dominujący udział w wyjazdach długookresowych miały podróże w celach turystyczno-wypoczynkowych, które stanowiły w 2010 r. 54 proc. tego typu wyjazdów krajowych, a w 2009 r. 56 proc. Udział podróży w celach służbowych wzrósł z 7 proc. w 2009 r. do 10 proc. Odwiedziny krewnych i znajomych stanowiły cel krótkookresowych krajowych podróży w 52 proc. wyjazdów a tylko 31 proc. podróży miało charakter turystyczno -wypoczynkowy. Analiza sposobów organizacji podróży krajowych pozwala sądzić, że nie zmieniły się preferencje mieszkańców Polski. Nadal większość krajowych wyjazdów długich w 2010 roku to podróże organizowane samodzielnie (83 proc.). Biura podróży zorganizowały w 2010 roku całkowicie 2 proc., a częściowo 1 proc. krajowych podróży długookresowych Polaków. Udział podróży, których organizatorem był całkowicie zakład pracy bądź inna instytucja wyniósł z 6 proc. w 2009 r. do 7 proc. w 2010 r. W odniesieniu do podróży krótkich (2-4 dni) udział wyjazdów samodzielnie organizowanych stanowił w 2010 roku aż 89 proc. Ponad połowa wszystkich krajowych podróży długookresowych (57 proc.) przypadała na miesiące letnie.

Zimą zrealizowano 17 proc. ogólnej ich liczby, wiosną 14 proc. i jesienią 12 proc. W analizowanym okresie struktura zakwaterowania w czasie podróży krajowych zmieniła się tylko nieznacznie. W przypadku wyjazdów na 5 dni i dłużej dominowały takie, podczas których korzystano z gościny u krewnych i znajomych: w mieście 23 proc. (22 proc. w 2009 r.) i na wsi 13 proc. (15 proc. w 2009 r.). Wyjazdy połączone z noclegami w bazie o wyższym standardzie przedstawiały się następująco: hotele i motele – 8 proc. (7 proc. w 2009 r.), pensjonaty 15 proc. (14 proc. w 2009 r.), ośrodki wczasowe 10 proc. zarówno w 2010 r. jak i w 2009 r. W czasie długich podróży krajowych turyści najczęściej podróżowali samochodem – 70 proc. (67 proc. w 2009 r.), który również wykorzystywano w 70 proc. podróży krajowych krótkich (71 proc. w 2009 r.).

Wyjazdy długookresowe w 17 proc. (19 proc. w 2009 r.) przypadków odbyto pociągiem, który w podróżach krótkich był wykorzystywany w 13 proc. (14 proc. w 2009 r.). Od roku 2008 procentowy udział pociągu jako środka transportu wykorzystywanego w czasie krajowych podróży długookresowych i krótkookresowych systematycznie spada. Miejscem docelowym dłuższych wyjazdów po kraju były najczęściej tereny nadmorskie (37 proc. w 2009 i 2010 roku). W 2010 roku zaobserwowano spadek o 1 punkt procentowy wyjazdów w góry do 26 proc. w 2010 r. Na 2-4 dni Polacy jeździli najczęściej do miast 38 proc. (42 proc. w 2009 r.). Wyjazdy w góry stanowiły 23 proc., a nad jeziora 13 proc. krótkich podróży w 2010 r. Polacy zrealizowali 7,1 mln turystycznych podróży zagranicznych (6,6 mln podróży było udziałem osób w wieku 15 lat i więcej, 0,5 mln – w wieku do 14 lat), połączonych, z co najmniej jednym noclegiem. Liczba tych wyjazdów wzrosła w porównaniu do 2009 r. o 13 proc. i dotyczyła zarówno wyjazdów długookresowych – 4,95 mln (wzrost o 14 proc.), jak i wyjazdów krótkich – 1,65 mln (22 proc. wzrostu).

Najbardziej preferowanym miesiącem wyjazdów długookresowych był lipiec (0,95 mln), a wyjazdów krótkookresowych czerwiec (0,25 mln). Polscy turyści najczęściej odwiedzali Niemcy i w kolejności: Wielką Brytanię, Włochy, Francję, Czechy i Hiszpanię. Spośród krajów najczęściej odwiedzanych przez Polaków największy wzrost liczby polskich turystów w stosunku do 2009 roku zanotowano na Litwie, we Francji i Grecji. Największy spadek liczby wizyt dotyczył Belgii, Holandii i Irlandii.


fragmenty publikacji GUS „Turystyka w 2010 r.” wydanej w listopadzie 2011 roku

Wolne miejsca na kierunkach turystycznych

Mimo różnych opinii na temat poziomu nauczania na
kierunkach turystycznych polskich wyższych uczelni,
właśnie te kierunki – związane z turystyką lub hotelarstwem
– wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem. W ostatnich
dwóch numerach Rynku Turystycznego poruszaliśmy temat uczelni
turystycznych, przytaczaliśmy opinie kadry naukowej i przedstawicieli
branży turystycznej. Pisaliśmy też o trendach w nauczaniu
turystyki, nowych kierunkach i specjalizacjach. Pora przyjrzeć się,
na niecałe dwa miesiące przed rozpoczęciem nowego roku akademickiego,
na których wydziałach, na których uczelniach są jeszcze
wolne miejsca. Charakterystycznym jest w nadchodzącym roku
akademickim powstanie dość dużej liczby nowych kierunków
i specjalizacji na wydziałach turystycznych. Pisaliśmy w Rynku Turystycznym
o potrzebie rozszerzania oferty dydaktycznej, o potrzebie
nadążania za wymaganiami rynku, za nowymi trendami – wydaje
się, że w niektórych szkołach zrozumiano to. Z nowych lub pojawiających
się w coraz większej liczbie szkół, warto odnotować
następujące: odnowa biologiczna − kosmetologia; menadżer
obszarów wiejskich; turystyka kulturowa; turystyka zdrowotna
z rekreacją ruchową, odnową biologiczną, elementami SPA i fizjoterapii;
menadżer SPA & wellness; zdrowotne podstawy turystyki
i rekreacji; animator rekreacji ruchowej i ekoturystyki; turystyka
morska i nadmorska; zarządzanie jakością usług w hotelarstwie,
turystyka zrównoważona; agroturystyka; ekoturystyka; turystyka
religijna; rekreacja ruchowa z odnową psychosomatyczną; turystyka
aktywna; polityka turystyczna; zarządzanie turystyką w regionie;
dietetyka w turystyce i rekreacji; zarządzanie promocją
regionalną i lokalną; geoturystyka; turystyka biznesowa;
kosmetologia estetyczna; komunikacja społeczna w turystyce:
obsługa podróżnicza w transporcie lotniczym; turystyka do
krajów Europy Wschodniej; turystyka i Orient; organizacja
czasu wolnego.
Jak podkreśla kanclerz Wyższej Szkole Przedsiębiorczości
w Nowym Sączu Jerzy Juszczyk: – Obecnie widoczna „walka”
o studenta powoduje, że uczelnie wymyślają takie specjalności, które
pozwolą im pozyskać kandydatów. Jakie to będzie miało przełożenie
na poziom kształcenia to dopiero zobaczymy. Sądzę, że dobór
specjalności winien ściśle odzwierciedlać potrzeby rynku lokalnego.
Bogdan Donke z Wyższej Szkoły Turystyki i Hotelarstwa
w Gdańsku dodaje: – Na podkreślenie zasługuje fakt, że uczenia
reaguje na potrzeby rynku, na nowe trendy wprowadzając do programu
nauczania nowe przedmioty, m.in. turystyką uzdrowiskową,
SPA & Wellness, dietetykę czy odnowę biologiczną i kosmetologię.
Na większości uczelni na wydziałach związanych z turystyką
nie ma wolnych miejsc na studiach stacjonarnych, nabór na studia
niestacjonarne (zaoczne) trwa na ogół do połowy września. Warto
zapoznać się z poniższą listą, pokazującą, gdzie jeszcze można
złożyć papiery.





Zima na nartach

Według szacunkowych danych na nartach lub na snowboardzie jeździ już ponad 3 miliony z nas . Z każdym rokiem liczba ta wzrasta. Największą popularnością wśród Polaków cieszą się oczywiście rodzime kurorty narciarskie, jednak coraz więcej osób decyduje się na wyjazdy zagraniczne.

Jednym z najchętniej wybieranych celów wypraw narciarskich jest Austria. Tylko w ostatnich 10 latach liczba turystów przyjeżdżających z Polski zwiększyła się tu o prawie 90 proc. Sezon zimowy 2010/2011 przyniósł Austrii kolejny wzrost liczby narciarzy znad Wisły. Ponad 200 000 Polaków zdecydowało się na wyprawę do kraju Mozarta. W stosunku do ubiegłego sezonu liczba ta wzrosła o 8,7 proc. przy 2 proc. wzroście wszystkich przyjazdów do Austrii. Największy skok popularności Austriacy zanotowali wśród Chińczyków i Rosjan – liczba ich odwiedzin wzrosła o ponad 35 proc. Tendencję spadkową zanotowały natomiast statystyki dotyczące pobytu turystów z krajów sąsiedzkich – z Niemiec i Włoch. Narciarska wyprawa do Austrii dla statystycznego Polaka trwa średnio 5 dni. Co za tym idzie, suma zarezerwowanych w sezonie 2010/2011 noclegów przekroczyła magiczną granicę miliona. Jest to kolejny wzrost w stosunku do ubiegłego sezonu o 3,4 proc. Austria na tle konkurencji Zimą Polacy najczęściej wyjeżdżają do Niemiec. Liczba turystów wizytujących naszych zachodnich sąsiadów wzrosła o ponad 38 tysięcy, na drugim miejscu z 18-tysięcznym przyrostem plasuje się Austria. Niemcy nie kojarzą się jednak z wyprawami narciarskimi. Na narty Polacy wyjeżdżają głównie do Austrii, Szwajcarii i do Włoch. Najwięksi konkurenci w walce o polskiego narciarza nie odnoszą jednak takich sukcesów jak Austria. Szwajcarzy zanotowali w ubiegłym sezonie ponad 2,5 proc. spadek. Rocznie Szwajcarię odwiedza tylko 20 tysięcy Polaków. Znacznie lepiej wypadła włoska część Tyrolu z 2 proc. przyrostem turystów znad Wisły. Wprawdzie liczba Polaków, którzy odwiedzili Włochy wzrosła do 40 tysięcy, jednak skrócił się ich średni pobyt i liczba wykupionych noclegów. Austria jest jedynym krajem alpejskim, który od lat konsekwentnie notuje wzrosty. W sezonie 2010/2011 do Austrii przyjechało ponad 200 000 narciarzy i snowboardzistów z Polski, w nadchodzącym sezonie Austriacy spodziewają się ich jeszcze więcej.


Dariusz Stanisz prezes zarządu krakowskiego Biura podróży Otium:

W nadchodzącym sezonie największym powodzeniem będą się cieszyły znowu Włochy. Są wciąż konkurencyjne pod względem cenowym wobec Austrii a nawet Słowacji. Gro naszych klientów jeździ tam indywidualnie, choć mamy też grupy autokarowe i samolotowe. Na bazie połączenia z Barceloną organizujemy też wypady do Andory – nie spodziewam się na tym kierunku tłumów, raczej jeżdżą tam ci, którzy już wszędzie jeździli i chcą spróbować z ciekawości czegoś nowego. Nowością w nadchodzącym sezonie będzie Borovec w górach Rił w Bułgarii (połączenie lotnicze z Sofią) sprzedajemy tam pobyty po ok. 100 zł za tydzień (skipas kosztuje 140 euro). Wśród naszych klientów największym powodzeniem cieszą się trzy stacje włoskie: Madonna di Campiglio, Livigno i malutka stacja narciarska Val Malenco.



Najlepsze są lodowce

Najpopularniejsze wśród miłośników sportów zimowych są oczywiście lodowce. Na jednym z nich (Hintertux) można jeździć całe lato, na pozostałych sezon zaczyna się w połowie września. Pięć tyrolskich lodowców od kilku lat prowadzi wspólną akcję marketingowo-promocyjną. Jednym ze wspólnych działań jest możliwość zjeżdżania we wszystkich pięciu regionach z jednym skipassem. Karnet ten ma wiele do zaoferowania: z „White5” można korzystać, kiedy tylko się tego zapragnie i to łącznie przez dziesięć dni. Te dziesięć dni można rozłożyć na okres całego sezonu, od 1 października 2011 do 15 maja 2012 na trasach o łącznej długości 314 kilometrów. W ten sposób narciarze mogą np. przez pięć weekendów testować każdy z lodowców po kolei lub pozostać cały tydzień w jednym z regionów, by później jeszcze raz rozkoszować się wydłużonym narciarskim weekendem, bądź też poszaleć na trasach narciarskich przez dziesięć dni bez przerwy. Karnet, „Skipas White5” obejmujący wszystkie lodowce kosztuje 325 Euro i można go nabyć od 1 października we wszystkich kasach pięciu stacji kolejki lodowcowej.


Kaunertal (1.273 – 3.108 m. n.p.m.): najmłodszy lodowiec Tyrolu

Młode środowisko miłośników freeski i snowboardu spotyka się każdego roku w „Snowpark Kaunertal”. Od 14. Do 16. października odbędzie się tu legendare Kaunertal Opening. Szerokie trasy z naturalnym śniegiem i bajeczne krajobrazy górskie kuszą wszystkich narciarzy i snowboardzistów do odwiedzenia doliny


Kaunertal od początku sezonu, aż po jego zakończenie wiosną

Z platformy widokowej na Karlesjochbahn na wysokości 3108 m. n.p.m. można podziwiać miejsce, w którym spotykają się granice trzech państw – Austrii, Włoch i Szwajcarii. Kaunertal jest mekką dla freeriderów, znajdą oni tutaj 30 kilometrów tras wycieczkowych na otaczających trzytysięcznikach. Na lodowcu „Kaunertaler Gletscher” szczególną uwagę poświęcono bezpieczeństwu: „Check your line“ przypomina wszystkim freeriderom o bezpiecznym zachowaniu się poza trasami zjazdowymi. Cztery tablice umieszczone wzdłuż trasy „Weisseejoch-Variante” przypominają narciarzom i miłośnikom snowboardu o konieczności przemyślenia swego zachowania w niebezpiecznych miejscach. Kiedy na wiosnę w dolinie rozpoczyna się sezon na kąpiele, w „Snowpark Kaunertal” po raz kolejny następuje punkt kulminacyjny. Od 14 kwietnia do 28 maja organizowany jest tu „Spring Classics Kaunertal” z konkursami, meczami piłki nożnej i oczywiście z wieloma zabawami. Rodziny przez całą zimę mogą cieszyć się wieloma atrakcyjnymi ofertami: dzieci do 10 roku życia pod opieką dorosłej osoby jeżdżą na nartach gratis. Ten, kto zdecyduje się odpowiednio wcześnie, może zarezerwować sobie przytulny apartament włącznie z 3-dniowym karnetem narciarskim już od 118 Euro.

Pitztal (1.680 – 3.440 m. n.p.m.): najwyższy lodowiec Tyrolu

Na lodowiec „Pitztaler Gletscher” prowadzi najwyższa kolej linowa Austrii, tutaj stoi najwyższa platforma widokowa i najwyżej położona cukiernia, tutaj odbywa się też najwyżej położony festyn na lodowcu. Na wysokości 3.440 m szybuje kolejka widokowa „Pitz Panoramabahn”, gdzie z góry można spoglądać na szczyty 50 trzytysięczników. Narciarze od 17 września mogą wreszcie szusować na zboczu lodowca „Pitztaler Gletscher” – umożliwia to sama wysokość uzupełniona nowoczesnym systemem naśnieżania „Snowmaker“. Już niewiele tygodni później, gdy w niższych partiach spadnie śnieg region na 85 hektarach oferuje 68 kilometrów świetnie przygotowanych tras narciarskich. 29 i 30 października odbywa się wielki festyn na lodowcu „Gletscherfest” – jest on połączony z testami nart na trasie slalomu giganta, testami snowboardów na trasie slalomowej, testami nart biegowych, przedstawieniem „Speedflying Show”, testami wspinaczki lodowej, kursami zapoznawczymi, testami kamer montowanych na kasku wraz z konkursem, jak i z występami DJ-ów czy grillowaniem na słonecznym tarasie Kristall. Nowo urządzony tor do biegów narciarskich na lodowcu Pitztal położony jest w pobliżu kolejki „Mittelbergbahn”. Od początku października urządzone są tutaj klasyczne szlaki biegowe dla narciarzy i tory dla łyżwiarzy. Trasa biegowa na lodowcu o długości 7 kilometrów położona na wysokości od 2 690 do 2 740 m jest idealnym miejscem do treningu dla wyczynowych biegaczy. Ze swym centrum wyposażenia sportowego jest on świetnie przystosowany również do potrzeb amatorów. Otwarcie sezonu biegówkowego odbywa się 5 i 6 listopada. W grudniu romantycznie zapowiada się górski adwent w wiosce Plangeross przy ozdobionych oknach, w nocy, w otoczeniu lasu odbywają się jasełki. Początek marca zapowiada się gorąco. Podczas 3. Pitztal Wildface odważni freeriderzy po 30 minutowym podejściu na Mittagskogel (3 162 m) zjeżdżają do Mandarfen na hali Pitz. Najszybszym narciarzom i snowboardzistom przyznane zostaną tytuły Mister i Miss Wildface. Narciarze mogą w Pitztal zarezerwować trzy noclegi, włącznie z karnetem narciarskim już od 155 euro. Rodziny mogą cieszyć się atrakcyjnymi ofertami przez całą zimę: dzieci do dziesięciu lat pod opieką jednego z rodziców jeżdżą na nartach gratis.


Sölden (1.350 – 3.340 m): najlepszy hotspot Austrii

Kolejka Gaislachkoglbahn w Sölden w swej fascynującej architekturze ma szansę stać się symbolem doliny Ötztal. Biuro projektowe Johann Obermoser z Innsbrucka zaprojektowało dla trzech stacji (dolina, stacja środkowa i górna) imponujące stalowe konstrukcje opakowane w niezniszczalną przezroczystą folię. Ten niecodzienny widok jest niezwykle interesujący. Nic nie przesłania już narciarzom widoku na panoramę gór. Czas oczekiwania w nowej kolejce został znacznie skrócony, ośmioosobowe gondole pokonują dystans ze stacji dolnej na poziomie 1.363 metrów do stacji pośredniej na poziomie 2.174 metrów w ciągu niecałych 7 minut. W ciągu jednej godziny na tej trasie można przetransportować 3600 osób. Ze stacji pośredniej odchodzi jedenaście gondol mieszczących do 28 osób w każdej, do stacji górskiej położonej na wysokości 3 040 metrów docierają one w ciągu 5,5 minuty, a wydajność na tym odcinku wynosi 1400 osób na godzinę. Trzy nowe stacje oferują wysoki komfort – na przykład ruchome schody lub windy zamiast uciążliwych schodów. Stacja pośrednia ze swym panoramicznym oknem o powierzchni 190 metrów kwadratowych zapewnia imponujące widoki. Na górnej stacji platforma widokowa BIG 3 i restauracja TreMilla oddalone są zaledwie o kilka kroków. BIG 3 czyli trzy trzytysięczniki w dolinie Ötztal: Gaislachkogl, Tiefenbachkogl i Schwarze Schneid. Wszystkie trzy wchodzą w skład sieci 150 km tras narciarskich tego regionu narciarskiego. Najdłuższy zjazd w zimie ma długość 15 km a różnica wysokości osiąga prawie 2000 metrów. Od 7 do 9 października zaczyna się szaleństwo narciarskie na lodowcu wraz z testami nart i snowboardów oraz muzyką na żywo przy „Maxxx Mountain Gletscherstart. Gletscher Sölden Party odbywa się od 15 października do 12 listopada, w każdą sobotę na scenie tuż obok lodowca. Wszyscy miłośnicy narciarstwa ponownie spoglądają na Sölden, gdzie od 21 do 23 października na lodowcu Rettenbachferner odbywają się zawody rozpoczynające sezon pucharu świata.

Stubai (1.000 do 3.210 m): najbardziej przyjazny rodzinom lodowcowy region narciarski Austrii

Pierwsze miejsce, jeśli chodzi o przyjazność dzieciom i rodzinom – lodowiec Stubaier Gletscher podczas corocznego rankingu ADAC SkiGuide 2011 został odznaczony tytułem „Najbardziej przyjaznego rodzinom regionu narciarskiego Alp”. Decydującymi aspektami przy przyznawaniu tytułu była wspaniała opieka nad dziećmi w szkółce BIG Family Ski-Camp, połączona z przedszkolem i restauracją, ilość łatwych, szerokich tras i cena karnetu narciarskiego. Dzieci do dziesięciu lat pod opieką rodzica jeżdżą na nartach na lodowcu Stubaier bezpłatnie. Największy region narciarski Austrii u bram Innsbrucka na 700 hektarach oferuje 110 kilometrów tras zjazdowych we wszystkich stopniach trudności – między innymi szczególnie szeroką trasę „Comfortpiste” przeznaczoną dla rodzin i narciarzy po 50 roku życia. W zimowym parku rozrywki „Snowpark Moreboards Stubai Zoo“, który zalicza się do najlepszych parków tego typu w Europie, spotyka się międzynarodowa elita miłośników snowboardu i freeride’u. Seria imprez rozpoczyna się w Stubai w stylu bawarskiego Oktoberfestu: 15 i 16 października podczas „Ozapft is” (nabijanie beczki) gastronomia na lodowcu przybiera barwy biało-niebieskie. Nabicie beczki piwa odbywa się na wysokości 2.900 metrów przy akompaniamencie zespołów grających muzykę typową dla Oktoberfestu. Od 21 do 23 października po raz trzeci odbędzie się Snowpark- Opening „Moreboards Stubai Premiere” – barwny konkurs snowboardowy w ZOO Stubei. SportScheck GletscherTestival organizuje od 3 do 6 listopada największą alpejską wystawę sprzętu narciarskiego: prezentowane jest tutaj 3600 różnych artykułów wyposażenia narciarskiego. Fani Backcountry 12 i 13 listopada oraz w maju 2012 mają możliwość uzupełnienia swej wiedzy na temat lawin podczas SAAC Basic Camp. 4 lutego 2012 odbywa się festiwal „Wein & Gourmet Festival” z legendą wśród somalierów – Paulą Bosch.


Hintertuxer Gletscher (1.500 – 3.250 m): jedyny całoroczny lodowiec Austrii

100 procentowa gwarancja śniegu. Cały rok. Coś takiego klienci znajdą jedynie na lodowcu Hintertuxer Gletscher. Na 18 kilometrach tras narciarskich ze świeżym śniegiem, można szusować nawet w pełni lata. Trasy zjazdowe z puszystym śniegiem otwarte są w okresie od października do maja. W zimie zaś rejon ten proponuje 86 kilometrów tras z naturalnym śniegiem. Od grudnia do kwietnia Hintertuxer Gletscher wraz z Rastkogel, Penken i Ahorn tworzą tzw. Ski&Gletscherwelt Zillertal 3000 obejmujący łącznie 245 kilometrów tras narciarskich. Lodowcowy region narciarski jest ulubionym miejscem do corocznych przygotowań do zimy dla zespołów narciarskich i snowboardowych z 50 krajów świata. Wraz z Hotzone.tv Park Opening w okresie od 30 września do 2 października na start sezonu zimowego zjeżdżają się miłośnicy Freestylu i snowboardu. W tym czasie Betterpark Hintertux staje się mekką Freestylu, uczestnicy mogą poskakać na skoczniach Pro Line, Medium Line, Jib Line, czy na 120-metrowej Superpipe. Szczególnie fascynującym zjawiskiem jest Natur Eis Palast (pałac lodowy).


No wości w Czechach

Karkonosze
Ośrodek Mala Upa

Ośrodek znajduje się we wschodniej części Karkonoszy, przy granicy z Polską (około 100 m od granicy, najbliższą miejscowością po polskiej stronie są Kowary). Ośrodek oferuje idealne warunki dla rodzin z dziećmi, początkujących i średniozaawansowanych narciarzy. Minimalny czas oczekiwania na wyciągi, spędzimy tu więc spokojny urlop, z dala od tłumów. Ośrodek tworzą dwie stacje: U Kostela i Pomezky. Oba są sztucznie zaśnieżane. Nowością jest sztuczne zaśnieżanie stacji Pomezky od nadchodzącego sezonu.


W ośrodku znajdziemy:
– 8 wyciągów
– 4 km tras zjazdowych
– 90% sztucznie zaśnieżanych
– 4 000 os/godz.
– 10 km przygotowanych tras biegowych z nawiązaniem na Magistralę
Karkonoską.
Przykładowe ceny (CZ K):
Skipass 1 dzień: 520 dorośli, 360 dzieci
Skipass 5 dni: 2100 dorośli, 1500 dzieci
Uwaga! Do 25.12.2011 – w ośrodku jeździmy ze zniżką 20 proc.
www.skimu.cz


Rudawy
Ośrodek Klínovec

Nowości:
– czteroosobowa kolejka linowa z zadaszonymi siedzeniami (najnowocześniejsza
w Czechach)
– trasa zjazdowa z mostem
– system odpraw Ski Data.
www.klinovec.cz

Śnieżnik
Ośrodek Dolní Morava:
Nowości:
– tor bobslejowy czynny także zimą
– restauracja z tarasem
– całkowicie odnowiony, nowoczesny ośrodek narciarski.
www.skisneznik.cz

Jesioniki
Ośrodek Červenohorské sedno
Nowości:
– czteroosobowa kolejka linowa.

Góry Orlickie
Ośrodek Čenkovice

Nowości:
– dwuosobowa kolejka linowa.
www.skicenkovice.cz


W szczelinie lodowca, do której można wejść, podziwiać można olbrzymie sople lodowe, turkusowo mieniące się formacje lodowe bądź błyszczące kryształy. Dla wszystkich, którzy zawsze marzyli, żeby zostać reżyserem Hintertux daje możliwość wypożyczenia kamery montowanej na kasku, co umożlwia udokumentowanie swojego dnia na nartach. Wieczorem, w ciągu kilku minut, film zostanie zapisany na płycie DVD. Nowością tego sezonu jest 10-osobowa kolejka Gefrorene Wand. Od grudnia 2011 ze stacji Tuxer Fernerhaus na wysokości 2 660 m przewiezie ona narciarzy w ciągu zaledwie pięciu minut na wysokość 3 033 m. Nowa kolejka kabinowa zastępuje stary 2-osobowy wyciąg krzesełkowy Gefrorene Wand i potrafi przetransportować w ciągu godziny 2 800 osób. Już od 189 euro można zarezerwować trzy noclegi w prywatnym pokoju w Tuxertal włącznie z trzydniowym karnetem Zillertaler Superskipass, by później delektować się widokami z nowej kolejki kabinowej Gefrorene Wand.

Wybrane propozycje dla biur podróży w…

Portes du Soleil – Bramy Słońca

W 12 połączonych ze sobą stacjach po francuskiej i szwajcarskiej stronie granicy miłośnik białego szaleństwa ma do dyspozycji 650 km nartostrad. Szusuje się na wysokości 1200 – 2200 m na podstawie jednego karnetu. Największy na świecie transgraniczny region narciarski tworzy sieć 25 czarnych tras, 116 czerwonych, blisko setka niebieskich i 40 zielonych, około 230 wyciągów, uzupełniona jest systemem skibusów. Teoretycznie można poruszać się tu bez zdejmowania nart. Ale jeśli wziąć pod uwagę, że sam przejazd z Chatel Do Avoriaz (a nie są to miejscowości najbardziej oddalone od siebie w Bramach Słońca) zajmuje wytrawnemu narciarzowi dobre trzy godziny, to dla tych, którzy jeżdżą na nartach słabiej, a mimo wszystko chcieliby w ciągu tygodnia zobaczyć niezwykłe miejsca w regionie, skibus będzie częstym środkiem transportu. Warto po francuskiej stronie zajrzeć do stacji zbudowanej na skalnym urwisku, wyglądem przypominającego miasto Azteków, urokliwego Morzine, rodzinnego Les Gets, (jedyne w Europie muzeum katarynek) a zwłaszcza do położonego między jeziorem Genewskim i Mont Blanc Chatel – prawdziwej górskiej wioski alpejskiej o starej oryginalnej zabudowie. Bramy Słońca przypadną do gustu tym narciarzom, którym imponuje długość tras narciarskich, a równocześnie cenią sobie spędzenie wakacji w kameralnych alpejskich miasteczkach czy wioskach, w których oprócz narciarzy żyją zwyczajni mieszkańcy. Wyglądają tak one zwłaszcza po szwajcarskiej stronie: w Morgins, Torgon, Champoussin, Les Crossets i Champery, które rozlokowało się w cieniu potężnych Zębów Południa (Dens du Midi, 3257 m). Na stokach schodzących do Champery znajduje się trzydziestokilkumetrowa skałka, z której śmiałkowie wykonują najdłuższe na świecie skoki oraz słynna „Szwajcarska Ściana”, czyli najdłuższy i najbardziej stromy w Europie stok Chavanette, gdzie zawodowcy biją rekordy prędkości w zjeździe. Aktualny wynosi 240 km/h. www.portesudoleil.fr


La Plagne

La Plagne to w sumie 10 połączonych ze sobą wyciągami stacji narciarskich rozrzuconych na wysokości od 1250 do 2100 m. Dla prawdziwych narciarzy liczy się przede wszystkim sześć stacji, usytuowanych na wysokości powyżej 1800 m (Plagne 1800, Belle Plagne, Plagne Centre, Plagne Bellecote, Plagne Villages/Plagne Soleil i Aime la Plagne), tuż przy wyciągach, ale odmiennych swym charakterem. Od Plagne Centre czy Plagne Bellecote z centrami handlowymi i rozrywkowymi, czy Aime la Plagne, ciągnącego się niczym falochron olbrzymiego domu wczasowego ze sklepami restauracjami, punktami usługowymi, dyskotekami itp. i wjeżdżającym na korytarz wyciągiem krzesełkowym po zaciszne, zbudowane w stylu sabaudzkiej wioski Plagne 1800. Dla narciarzy oddano do dyspozycji w sumie 110 wyciągów: wywożą na górę ponad 117 tysięcy narciarzy na godzinę do wysokości 2500 m. www.la-plagne.com


Megeve

Ta mało w Polsce znana stacja w masywie Mount Blanc to nobliwe, o światowej renomie miasteczko, cieszące się nie mniejszym prestiżem niż leżące opodal słynne Chamonix. Stację przed blisko stu laty założyła baronowa de Rotschild, znudzona uprawianiem narciarstwa w St. Moritz. Niestety Megeve, jak Chamonix, jest również regionem z najwyższej półki cenowej. Urokliwe miasteczko, położone na wysokości 1113 m otaczają trzy zróżnicowane rejony narciarskie: w Rochebrune (2014 m uchodzi za narciarską kolebkę Francji) na zalesionych stokach o północnej ekspozycji przeważają trasy trudne i bardzo trudne. Le Mount d’Arbois jest najbardziej różnorodny pod względem narciarskim i najbardziej atrakcyjny, jeśli chodzi o miejsca widokowe i najlepszy dla uprawiania narciarstwa rodzinnego. I wreszcie Le Jaillet, kameralny rejon, do którego trzeba dojechać skibusem ok. 1 km i gdzie uprawia się narciarstwo poza trasami. Łączna długość tras na tych trzech obszarach to 170 kilometrów, które obsługuje ponad 80 wyciągów. Komu mało, może wykupić karnet evasion Mount Blanc i jeździć na 460 km tras w pobliskich Les Contamines Montjoie (bardzo zróżnicowany, raczej dla wytrawnych narciarzy z przepięknymi trasami na stokach Aiguille Croche i po obu stronach przełęczy Col du Joly) czy Plateau de Bellevue (raczej dla początkujących narciarzy, choć jest tu jedna czarna trasa). www.megeve.com


… Włoszech

Dolomiti Superski

Popularny wśród polskich narciarzy region, reklamuje się jako jeden z największych na świecie rajów dla miłośników białego szaleństwa. Ale ponad 1200 km tras w kilkunastu stacjach narciarskich, niestety nie jest połączonych wyciągami. Z pewnością jest to region, który śmiało może konkurować o miano najpiękniejszego na świecie. Jego sercem są cztery masywy (w sumie 500 km połączonych wyciągami tras), które łączy najsłynniejsza karuzela narciarska – Sellaronda. 40-kilometrowa wycieczka to w części jazda wyciągami i nartostradami przez cztery przełęcze (Gardena, Pordoi, Sella i Campolongo) i pokonaniem w sumie 6,5 km różnicy wzniesień (gdyby zsumować różnicę poziomów pokonywaną na nartach i wyciągami). Wybierając się w Dolomity, bazy noclegowej najlepiej poszukać w miejscowościach w Val di Fassa – jest tu po pierwsze taniej niż w val Gardena, Alta Badia czy w Arabbie a ponadto to o wiele lepsza baza wypadowa do nie mniej urokliwych masywów poza Sellarondą. www.dolomitisuperski.com


Szwajcarii…

Jungfrau Top Ski Region

Top ski z raptem 200 kilometrami nartostrad? A jednak, wziąwszy pod uwagę kilka znanych w całym, nie tylko narciarskim, świecie nazw: North Face, Wengen czy zawarta w nazwie regionu Jungfrau, gdzie usytuowano najwyższą w Europie stację kolejową (3500 m). Jest tu też Lauberhorn Rennstrecke – jedna z najtrudniejszych tras Pucharu Świata, najdłuższa w Europie kolej gondolowa, najdłuższy na świecie zjazd saneczkowy i największy w Europie halfpipe dla snowboardzistów. Region narciarski rozciąga się od Klein Schidegg pod szczytem Jungrfau aż do Murren, miejscowości nad kilkusetmetrowym urwiskiem, gdzie wyciąg wagonikowy przypomina raczej windę. Niepołączony z nim trasami jest First, do którego trzeba dojechać z Grindelwaldu, najważniejszej miejscowości w regionie. First to kilkadziesiąt kilometrów szerokich, nasłonecznionych tras, idealnych do szlifowania techniki carvingowej. Tu znajduje się potężny superpipe ze ścianami o ponad sześciometrowej wysokości. Prawdziwe centrum narciarskie to Kleine Scheidegg – Mannlichen. Na płaskowyżu czeka mnóstwo różnorodnych tras o północnowschodniej ekspozycji na potężnych, odkrytych połaciach i poprowadzonych wąwozami oraz po lodowcu Eiger. Mannlichen to raczej rekreacyjne, carvingowe trasy. Uważana za najpiękniejszą w całym regionie, z kilkoma trudniejszymi odcinkami wiedzie wzdłuż najdłuższej gondoli do Griendelwaldu. Natomiast trasy trudne technicznie (niektóre nawet bardzo, choć tylko dwie oznaczono jako czarne) prowadzą w kierunku Kleine Scheidegg. www.jungfrau.ch


…Słowacji

Jasna w Demianowskiej Dolinie

Ośrodek na zboczach stokach Chopoka (2024 m) w Niskich Tatrach to alternatywa dla tych, którzy chcą poszusować i nie spędzać kilkunastu godzin za kierownicą. Słowakom udało się stworzyć ciekawy ośrodek narciarski, gdy połączono północne i południowe stoki Chopoka. Dane statystyczne może nie są imponujące w porównaniu do alpejskich kurortów: do dyspozycji narciarzy jest blisko 50 km tras, 22 wyciągi o średniej przepustowości ponad 35 tysięcy osób na godzinę, w tym nowoczesna ośmioosobowa gondola. Ale blisko 70 procent tras jest trudnych i bardzo trudnych. W Jasnej 160 armatek dośnieża połowę nartostrad, co sprawia, że sezon trwa aż 5 miesięcy. A na stokach Chopoka trenuje gwiazda słowackiego narciarstwa alpejskiego, Veronika Żużulova. W Jasnej wymieniono prawie wszystkie wyciągi, polepszono trasy. Nartostrady są rozległe, dobrze połączone. Jest także rampa dla zwolenników snowboardu i specjalny odcinek z możliwością jazdy po muldach. Najbardziej doświadczonym polecamy strome żleby Deresowa, Dzumbiera i Chopoka. Wieczorem można pojeździć na półtorakilometrowej nartostradzie ze sztucznym oświetleniem. A na tych, którzy najeździli się za dnia, w odległym tylko o 16 km Liptowskim Mikulaszu (dogodna komunikacja autobusowa) czeka największy na Słowacji aquapark „Tatralandia” z basenami termalnymi, czynnymi także zimą. www.jasna.sk


Niemczech…

Zugspitze Arena

Najsłynniejszym masywem tego austriacko-niemieckiego ośrodka jest popularna Gapa, czyli tereny narciarskie pomiędzy miasteczkami Garmisch i Partenkirchen – w sumie 54 km tras w tym niebieskich,czerwonych i czarnych. Gapa to tylko fragment kompleksu ośrodków narciarskich po niemieckiej i austriackiej stronie o łącznej długości nartostrad 200 km. Połączenie pomiędzy Gapa a Zugspitze zapewnia kolejka zębata startująca spod dworca głównego by po ok. 17 km wysadzić narciarzy na Zugspitz-Platte (2660 m). Narciarze uważają go za najbardziej atrakcyjny masyw. Trasy zjazdowe, niebieskie i czerwone – mają 18 km długości i leżą na wysokości 2050-2830 m. Ale jest tu też znana na całym świecie trasa Super G z Wetterwandeck (2700 m) oraz trasa FIS z Schneefernerkopf (2800 m) do Brunntal (2050 m), każda prawie 3-kilometrowa a także stroma Neue Welt i pełna muld Wetterwandeck. Na legendarnej, piekielnie stromej nartostradzie Kandahar (trasa o długości ok. 3700 m ma 940 m różnicy poziomów) co roku odbywają się zawody Pucharu Świata a w lutym 2011 rozgrywano tu alpejskie Mistrzostwa Świata. Kandaharu należy szukać na południe od Garmisch-Partenkirchen w masywie Alpspitze, gdzie mamy do dyspozycji 74 km tras. Równolegle do tej wymagającej trasy biegnie łatwiejsza Olympia. www.zugspitze.de

Ile zarabiamy w turystyce (rok 2011)

Warto sobie uzmysłowić, zwłaszcza ci , którzy starują lub planują
wystartować w turystyce, że w tej branży trzeba liczyć się z tym,
że po dochodowym może przyjść „chudy” okres. Wystarczy wspomnieć
ubiegły rok, gdy tragedia smoleńska i wybuch islandzkiego wulkanu, dramatycznie zmieniły
sytuację w turystyce i przyczyniły się do spadku liczby turystów, przynajmniej w pierwszej
połowie roku. Sytuacji nie polepszył oczywiście również kryzys w Europie.

Na razie, mimo obaw, nie zauważono zbytniego odpływu
pracowników z sektora turystycznego do Niemiec (po
otwarciu się tego rynku dla Polaków). Natomiast pracodawcy
zgodnie przyznają, ze absolwenci szkół turystycznych
obniżyli swoje oczekiwania płacowe. Trudna sytuacja na rynku pracy
spowodowała, że oczekują oni na początek kariery wynagrodzenia
mniej więcej w wysokości 1800−2500 zł brutto (dwa lata temu
było to 3000−4500 zł).
Co ważne, nie każdy region, miejscowość ma równe szanse.
Niektóre żyją tylko z jednego sezonu (na ogół nadmorskie) inne,
tak jak kurorty górskie, szczęśliwie mogą zarabiać w sezonie zimowym
i letnim.
Jak podkreśla Małgorzata Florian-Pawłowska z informacji
turystycznej w Nowym Sączu: − Mamy to szczęście, że żyjemy
z turystyki i latem i zimą. W obu sezonach turysta ma u nas co robić.
Ponadto w maju i jesienią przyjeżdża dużo wycieczek i zielonych
szkół. Dzięki dwu sezonom mamy przewagę nad miejscowościami
nadmorskimi.
W ubiegłym roku, według Ogólnopolskiego Badania Wynagrodzeń
przeprowadzonego przez Sedlak & Sedlak, w branży usługowej,
obejmującej hotelarstwo i gastronomię, mediana wynagrodzeń
wyniosła 2500 zł. Połowa pracowników zarabiała w przedziale od
1800 zł do 3950 zł. Tym samym była to jedna z najsłabiej opłacanych
branż. Dla porównania osoby zatrudnione w IT zarabiały ponad
dwa razy więcej (5100 zł).
Najni ższe zarobki w branży usług
hotelarskic h i gastronomic znych
otrzymywały osoby z krótki stażem pracy
i małym doświ adc zeni em, w wi eku 18–25 lat
(1900 zł).
O 750 zł więcej zarabiali pracownicy mający od 26 do 30 lat. Wśród
pracowników szeregowych kobiety zarabiały 1700 zł, natomiast mężczyźni
ponad 18 proc. więcej – 2013 zł. Kobiety otrzymywały pensję
w wysokości 2550 zł, mężczyźni ponad 7 proc. więcej. Mężczyźni
zajmujący stanowiska kierownicze zarabiali 200 zł więcej (3700 zł) od
pań (3500 zł). Największe zróżnicowanie zarobków kobiet i mężczyzn
charakteryzowało stanowiska dyrektorskie i członków zarządów.
Panie otrzymywały pensję w wysokości 6 300 zł, panowie aż o 52
proc. więcej (9600 zł).
Pracownicy z najkrótszym stażem pracy zarabiali 1700 zł. 300 zł
więcej otrzymywały osoby, które przepracowały od 2−3 lat
(2000 zł). Zatrudnieni od 4–5 lat pobierali pensję w wysokości
2 330 zł, natomiast od 6−8 lat 3000 zł. Najwyższe wynagrodzenia
otrzymywały osoby ze stażem 9−10 i 11−15 lat (3500 zł). 400 zł
mniej zarabiali pracujący więcej niż 16 lat. Najwyższe zarobki
w branży hotelarskiej i gastronomicznej otrzymywali pracownicy
z wykształceniem wyższym – inżynierskim lub magisterskim
(3200 zł). 50 proc. z nich zarabiało między 2200 zł a 5000 zł.
Osoby z tytułem licencjackim pobierały pensję w wysokości
2327 zł. Posiadanie wykształcenia na poziome średnim pozwalało
połowie pracujących zarabiać w przedziale od 1555 zł do 3000 zł.
Najniższe wynagrodzenie otrzymywały osoby z wykształceniem
podstawowym lub zawodowym (2100 zł). Najwyższe wynagrodzenia
tradycyjnie otrzymywali pracownicy z województwa
mazowieckiego – 3300 zł. W pomorskim zarabiano 600 zł mniej
(2700 zł). Najniższe płace były w śląskim – 2200 zł, oraz wielkopolskim
– 2191 zł. Specjaliści ds. turystyki otrzymywali pensję
w wysokości 2300 zł, natomiast mediana zarobków wśród referentów
ds. turystyki, kucharzy oraz piekarzy wyniosła 2000 zł.
Płaca cukierników była na poziomie 1900 zł, barmanów 1700 zł.
Najmniej zarabiali kelnerzy – 1600 zł. 25 proc. z nich pobierało
pensję poniżej 1350 zł.


Pielgrzym ma swoje wymagania

Turystyka pielgrzymkowa w tym roku przeżywała boom na początku maja , przy okazji beatyfikacji Jana Pawła II. Niektórzy twierdzą, że to wyczerpie zainteresowanie Włochami na ten rok. Organizatorzy liczą jednak, że pielgrzymi nie zawiodą na innych kierunkach, chociażby w Ziemi Świętej.

Pielgrzymki to nie jest turystyka masowa, jak wyjazdy na wczasy w Egipcie czy Turcji. Ale na pewno są na trwałe wpisane w turystykę polską i w naszym kraju zawsze znajdą odbiorców. – Polacy są wierni Kościołowi, silny jest u nas kult maryjny, turystyki pielgrzymkowej nie można więc nazwać całkowitą niszą. Choć w porównaniu do całości wyjazdów turystycznych nie jest to zbyt duży rynek – uważa Adam Zieliński, prezes biura turystyczno – pielgrzymkowego Frater.


Starania o klienta

Liderzy tego rynku rocznie wysyłają tysiące klientów. – To podstawowy segment naszej działalności. Rocznie z naszym biurem na pielgrzymki wyjeżdża 10 tysięcy osób – mówi Marcin Szklarski, prezes zarządu biura podroży Orlando Travel. – Część organizatorów twierdzi, że zainteresowanie pielgrzymkami spada. Ale my utrzymujemy wzrost. Jednak coraz trudniej zdobyć klienta, trzeba na to poświęcić więcej czasu niż przy turystyce masowej. Z drugiej strony biur naprawdę wyspecjalizowanych w organizowaniu pielgrzymek nie jest wiele. Co do wymagań uczestników wyjazdów pielgrzymkowych, to według Michała Trubacza z lubelskiego biura Watra Travel: − Klienci oczekują głównie komfortu i bezpieczeństwa, co zapewnia nasze biuro podczas każdej wycieczki. Ważną kwestią wymaganą przez turystów jest bogaty program imprezy, który spełniłby ich oczekiwania, dobra organizacja, a także wysokie kompetencje i doskonałe przygotowanie merytoryczne pilota. Dlatego na tych punktach skupiamy się najbardziej. Z kolei prezes biura Frater uważa, że trend pielgrzymkowy jednak jest spadkowy. – Patrzę na to przez pryzmat własnej firmy. Pielgrzymki to 50 proc. naszej oferty. Ich udział w całości obrotów raczej spada – przyznaje Adam Zieliński. Nie bez znaczenia jest ogólna trudna sytuacja ekonomiczna. Pielgrzymi to najczęściej osoby w wieku średnim lub okołoemerytalnym, dla których taki wyjazd wiąże się z dużym wydatkiem i często długim oszczędzaniem. – Koszty życia wzrosły, uposażenia emerytów nie, więc ich realna siła nabywcza maleje – dodaje prezes biura Frater.


Grupowi i indywidualni

Koszt pielgrzymki wcale nie jest mały. Bo też niemałe są wymagania klientów. – Od paru dobrych lat standardem są bardzo dobre hotele, trzy-, czterogwiazdkowe, blisko odwiedzanych sanktuariów – mówi Marcin Szklarski. Do tego dobre posiłki. Jeśli wyjazd jest autokarowy, autobus też musi być na odpowiednim poziomie. Klimatyzacja to oczywistość. Klient oczekuje też specjalnej atmosfery. Bo jedzie głównie po przeżycia duchowe, a nie tylko po to, aby zwiedzać zabytki. Choć tych ostatnich, także nie związanych z religią, nie omija się po drodze. Dlatego ważny jest pilot, wyspecjalizowany w turystyce pielgrzymkowej, z zasobem wiedzy nie tylko historycznej, ale też religijnej.


Nie słabnie popularność Ziemi Świętej , jako celu pielgrzymek . I to chyba długo się nie zmieni . – Standardowy proponowany przez nas program jest 8-dniowy – opowiada dyrektorka biura Nomada . – Zawiera wszystkie niezbędne punkty: Jerozolimę, Betlejem, Nazaret , Kanę Galilejską, Morze Martwe , Górę Tabor, Hajfę, Jezioro Genezaret .

Jak podkreśla Rafał Karkosz z poznańskiego biura Mediterraneum Tour: − Wyjazdy pielgrzymkowe są często traktowane na równi z wyjazdami turystycznymi, jednakże specyfika turystyki pielgrzymkowej polega na tym, że każda grupa pielgrzymów jest inna a profil uczestnika różni się od profilu turysty zwykłej imprezy turystycznej. Nie można łączyć tego typu wyjazdów z turystyką masową, wyjazdami wypoczynkowymi. Ponadto biuro podróży staje się w przypadku turystyki pielgrzymkowej często organizatorem technicznym, gdyż faktycznym organizatorem jest ksiądz lub instytucja kościelna. Rolą organizatora technicznego jest znalezienie pewnej równowagi pomiędzy sferą duchową i elementami formacyjnymi a składnikami poznawczymi imprezy. Powstają różne trudności związane z organizacją i realizacją pielgrzymek. Podstawowym problemem jest istnienie szarej strefy, która w przypadku turystyki pielgrzymkowej jest jeszcze bardziej rozwinięta aniżeli w przypadku zwykłych imprez turystycznych a także nieuczciwa konkurencja. Najczęściej do biur zgłaszają się mniejsze bądź większe grupy – zorganizowane w parafiach, stowarzyszeniach, szkołach. – To 85 proc. naszej klienteli – potwierdza prezes Orlando Travel. – Jeśli grupa jest niekompletna, co się zdarza, dopełniamy ją innymi klientami. Pomaga nam w tym fakt, że mamy siatkę własnych agentów. − Generalnie parafie utraciły zdolność tworzenia pełnych grup – zauważa Adam Zieliński. – Dlatego często dołączają do nich klienci indywidualni, których też jest sporo. Bywa nawet, że łączymy w grupę dwie parafie i osoby indywidualne.


Ziemia Święta nie do pobicia

Najpopularniejsze kierunki są niezmienne od lat: Ziemia Święta, Włochy, a zwłaszcza Rzym, Francja, Hiszpania, Portugalia. – Oczywiście mają na to wpływ różne okoliczności. Np. z okazji beatyfikacji Jana Pawła II wzrosła liczba wyjazdów do Rzymu. Analogicznie rośnie popularność innych kierunków, np. przy zjeździe młodzieży w Madrycie czy przy ogłaszaniu roku św. Pawła – mówi Agnieszka Czyż-Mańkowska, dyrektor biura pielgr z ymkowo – turystycznego Nomada. Z kolei Rafał Karkosz z poznańskiego biura Mediterraneum Tour mówi: – Destynacjami, które cieszą się u nas największą popularnością, są przede wszystkim Włochy, Hiszpania, Portugalia, Francja, Grecja, ponadto Ziemia Święta i Meksyk. Według niektórych touroperatorów, zainteresowanie Rzymem podczas beatyfikacji i tuż po niej wyczerpało praktycznie limit wyjazdów w tamtym kierunku na ten rok. – W tej chwili nie ma już większego zainteresowania Rzymem – zauważa Marcin Szklarski. Ale nie wszyscy to potwierdzają. – Owszem, na drugą połowę roku zainteresowanie Rzymem jest mniejsze, ale nie można powiedzieć, że całkiem zerowe – podkreśla Agnieszka Czyż-Mańkowska. Są też opcje łączące Ziemię Świętą z Jordanią lub Egiptem. Ale wtedy wyjazd jest droższy odpowiednio o 1000 i 500 zł. W samej Europie najpopularniejszych miejsc pielgrzymkowych jest kilkanaście: Altötting (Niemcy, Bawaria − www.altoetting. de), Asyż (Włochy, Umbria − www.assisionline.com), Fatima (Portugalia, dystrykt Santarém − www.santuario-fatima.pt), La Salette (Francja, okolice Grenoble − http://lasalette.cef.fr), Le Puy-en-Velay (Francja, Owernia − www.lepuyenvelay.fr), Loreto (Włochy, region Marche − www.santuarioloreto.it), Lourdes, (Francja, region Midi-Pyrénées − www.lourdes-france. org), Mariazell (Austria, Styria − www.mariazell.at), Montserrat (Hiszpania, Katalonia − www.abadiamontserrat.net), Watykan − www.vatican.va), Santiago de Compostela (Hiszpania, region Galicja − www.santiago.defi.pl), Ostra Brama w Wilnie (Litwa, Wilno −- www.vilnius.lt).


Ceny rosną

Ceny pielgrzymek zależą oczywiście od ich długości, środka transportu, celu. Najkrótszy wyjazd z oferty biura Frater, czterodniowa wyprawa na Litwę, kosztuje 700 zł. Włochy i Francja, od ośmiu do 12 dni, to koszt w granicach 1500 – 2500 zł. Za 15-dniowy wyjazd do Ziemi Świętej i Egiptu trzeba zapłacić 4200 zł. – U nas cena wyjazdu ze średniej półki waha się w granicach 1600 – 1700 zł. Za każdy dłuższy niż 10 dni trzeba zapłacić powyżej 2000 zł – mówi prezes Orlando Travel. – W porównaniu z sytuacją sprzed trzech lat, ceny wzrosły o ok. 100 – 200 zł. Drożeje transport, ceny noclegów w niektórych krajach, dodatkowo euro mamy, jakie mamy. Rafał Karkosz z Mediterraneum Tour dodaje: − Obserwujemy coroczne zmiany dotyczące pielgrzymowania.

Z jednej strony coraz więcej jest pielgrzymek lotniczych o wysokim standardzie, z drugiej strony kilka lat kryzysu gospodarczego odbiło się na kondycji finansowej uczestników i szukają najtańszych propozycji. Z racji beatyfikacji Ojca Świętego Jana Pawła II najwięcej obecnie jest wyjazdów do Włoch i ten trend przewidujemy w najbliższych latach. Jak podkreśla Michał Turbacz zWatra Travel z Lublina: − Fatima to miejsce niezwykłe, odwiedzane przez tysiące pielgrzymów z całego świata, także coraz chętniej przez polskich pielgrzymów i turystów. To miejsce położone niemalże na krańcach Europy, oddalone o ponad 3 tysiące kilometrów od Polski, co dotychczas stanowiło poważną barierę komunikacyjną. Biuro Podróży Watra Travel postanowiło wprowadzić specjalną, nowatorską ofertę właśnie dla tych, którzy chcieliby poczuć magię tego miejsca jednocześnie dla tych którzy cenią sobie komfort podczas podróży. Stworzyliśmy ofertę dla tych, którzy chcieliby wygodnie dolecieć na miejsce, wypocząć nad oceanem w komfortowych warunkach i zobaczyć miejsce słynnych objawień jakim jest Fatima. Wszystkie te świadczenia i nie tylko zawarte są w cenie całego pakietu pobytowego. Wielu klientów, którzy byli z nami już wielokrotnie w Hiszpanii pytało nas o nowości na ten sezon, dlatego wyszliśmy naprzeciw ich oczekiwaniom.


Chcieliśmy stworzyć pewnego rodzaju alternatywę i pokazać, że na Półwyspie Iberyjskim leży nie tylko Hiszpania, lecz także Portugalia. Nasze biuro przeprowadziło badanie sondażowe wśród klientów, które potwierdziło słuszność naszego wyboru. Okazało się, że spośród wszystkich kierunków wycieczek w Portugalii ogromnym zainteresowaniem cieszyłaby się Fatima. Zdajemy sobie sprawę, że wycieczka do Fatimy to wyjątkowe przeżycie dla osób głęboko wierzących dlatego nasi piloci są specjalnie przygotowani na tę wyjątkową dla wielu podróż. Specjalnie dla naszych turystów zatrudniamy także miejscowych przewodników, którzy pokażą miejsca niedostępne dla przeciętnego turysty. Chcemy aby ta podróż zapisała się w pamięci naszych turystów i pozostała na długie lata niezapomnianym duchowym przeżyciem. Krajowych wyjazdów jest w ofertach biur pielgrzymkowych niewiele. – Ma my w ofercie trasę śladami Jana Pawła II po południ u Polski , wyjazd do Św. Lipki , Dolny Śląsk i Lubuskie , Częstochowę – wylicza Ada m Zieliński . – W kraj u jednak łatwiej zorganizować wyjazd na własną rękę. Ale i ten segment wzbudza coraz większe zainteresowanie.

Biura staraj ą się zainteresować pielgrzymka mi kraj owymi poszczególne parafie , te ostatnie zaś coraz częściej powierzają organizację pielgrzymek (w sferze logistycznej ), profesjonalistom. Najpopularniejsze w kraju miejsca to: Bochnia − Bazylika św. Mikołaja, Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej (www.mikolaj. bochnia.iap.pl), Dziekanowice − Sanktuarium Macierzyństwo NMP (www.dziekanowice.pl), Jasna Góra (Częstochowa) − Sanktuarium Jasnogórskie (www.jasnagora.pl), Kalwaria Zebrzydowska (www.kalwaria.eu), Katowice-Bogucice − Sanktuarium MB Boguckiej (www.bogucice.katowice.opoka.org.pl), Kodeń −Sanktuarium Matki Bożej Kodeńskiej (www.koden.com.pl), Leżajsk − Sanktuarium oo. Bernardynów (www.bernardyni.ofm. pl), Licheń − Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej (www.lichen.pl),

Raport z podziemi

Na całym świecie rośnie popyt na tzw. turystykę podziemną, czyli zwiedzanie jaskiń, piwnic, kopalń, podziemnych obiektów pomilitarnych i in. Tego typu tras podziemnych mamy w Polsce 70, z czego 18 stanowią kopalnie. Oto nasz raport z czeluści ziemi, którego zadaniem jest pokazanie organizatorom turystyki możliwości tych obiektów jako atrakcji dla zwiedzających. Geoturystyka dla odważnych.


Kopalnie soli Kopalnia Soli „Wieliczka”

Jest najstarszym polskim przedsiębiorstwem, którego początki sięgają średniowiecza. Wielickie Żupy Solne to jeden z najcenniejszych naszych zabytków kultury materialnej, odwiedzany rocznie przez ponad milion turystów z całego świata. To także światowej klasy zabytek, wpisany w 1978 r., jako jeden z pierwszych obiektów, na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Naturalnego UNESCO. – Kopalnię Soli „Wieliczka” po wiekach eksploatacji tworzy 2391 podziemnych komór i 250 km korytarzy – mówi Prezes Zarządu Kopalni Soli „Wieliczka” S.A. Kajetan d’Obryn. – Jej najcenniejszym, historycznym jądrem jest zaledwie niewiele ponad 50 komór, a zabytkową wartość ma jeszcze ok. 160. Teraz realizujemy nowy projekt – trasę Szlaki Nowej Przygody, której trzonem jest najstarszy szyb Regis. Zamontujemy w nim nowe windy, mogące przewieźć jednorazowo 40 osób. Poza tym zabezpieczamy korytarze i komory (w sumie 21 wyrobisk powstałych od XVI do XIX w.). Koszt projektu to ponad 53 mln zł, z czego prawie 20 mln stanowi dofinansowanie z UE. Kopalnia Soli „Wieliczka” to dzisiaj podziemne miasto z rozbudowaną infrastrukturą. Jej wyrobiska (chodniki, pochylnie, komory eksploatacyjne, jeziora, szyby, szybiki), o łącznej długości około 300 km, znajdują się na 9 poziomach, sięgających do głębokości 327 m. Ślady pierwszej warzelni, produkującej sól z solanek powierzchniowych, pochodzą z okresu środkowego neolitu (3500 lat p.n.e.). Wieliczka nazywana Magnum Sal, czyli Wielka Sól, była już w XI–XII w. największym ośrodkiem warzelniczym na ziemiach polskich. W komorze Budryk działa podziemna „Karczma Górnicza”, zaś na powierzchni jest luksusowy hotel „Grand Sal” i restauracja o tej samej nazwie. Od stycznia 2010 r. czynny jest tu jedyny w Europie, a prawdopodobnie również na świecie, podziemny szlak pielgrzymkowy „Szczęść Boże”: pielgrzymi zwiedzają podziemne kaplice (można zarezerwować Mszę świętą w kaplicy Św. Jana).

Godziny zwiedzania: (codziennie) 7.30–19.30* (1 kwietnia – 31 października) 8–17* (2 listopada – 31 marca) z wyjątkiem: 1 stycznia, 1 dnia Świąt Wielkanocnych (w Wielką Sobotę czynne 7.30–14), 1 listopada oraz 24, 25 grudnia (31 grudnia czynne w godz. 8–14). * – godzina zamknięcia kas i zejścia ostatnich turystów do kopalni

Ceny biletów: (od 1.01.2011 r.) Indywidualne: 49 zł (j. polski); 68 zł (j. obcy) Grupowe: 43 zł; ulgowy 29 zł + przewodnik w j. polskim – 177 zł, w obcym – 268 zł Zwiedzanie dla grupy trzeba wcześniej zarezerwować!

Rezerwacje: tel. +48 12 278 73 02 lub 66 e-mail: turystyka@kopalnia.pl www.kopalnia-wieliczka.pl


Kopalnia Soli Bochnia

Bardziej znanej Wieliczce nie ustępuje ani wiekiem, ani też atrakcyjnością. Jej początki sięgają 1248 r. Po blisko ośmiu wiekach eksploatacji (wydobycie soli zakończono w 1990 r.), kopalnia przypomina niezwykłe podziemne miasto, z niepowtarzalnymi wyrobiskami, wykutymi w soli kaplicami oraz oryginalnymi rzeźbami i urządzeniami używanymi przez dawnych górników. Można ją zwiedzać pieszo, ale także podziemnym metrem oraz… łodziami. Udostępniona dla zwiedzających trasa turystyczna prowadzi przez najpiękniejsze i najciekawsze wyrobiska – znajdujące się na poziomie IV August (176 m głębokości) i poziomie VI Sienkiewicz (223 m głębokości). W ich skład wchodzą wielkie zabytkowe komory pozostałe po eksploatacji soli, łączące je korytarze, kaplice z pięknymi rzeźbami i malowidłami oraz ekspozycje dawnych maszyn i urządzeń górniczych. Przejście trasą turystyczną zajmuje ok. 1,5–2 godz. Jedną z atrakcji kopalni jest 140-metrowy zjazd pochylnią, którą dawniej transportowano sól z komory Ważyn na poziom August. W kopalni działają: uzdrowisko, podziemny ośrodek leczniczy na 200 łóżek, organizowane są wczasy zdrowotne, turnusy lecznicze, pobyty inhalacyjne. Leczenie poprzez pobyt w podziemnych kopalniach soli – pacjenci wdychają zjonizowane powietrze przesycone magnezem, manganem i wapniem – nazywa się subterraneoterapią. Możliwe są też pobyty rekreacyjne i nocne. W kopalni działają: podziemna restauracja „Ważynek”, Hotel „Sutoris” z restauracją „Grota” oraz ośrodek „Borki”. UWAGA: Temperatura w kopalni wynosi około 14–16° C, wilgotność powietrza około 70%. Zaleca się, by zwiedzający zabrali z sobą ciepłą odzież.

Godziny zwiedzania: Grupy zorganizowane: poniedziałek – piątek 8:30–18; sobota, niedziela 10:15–16:15

Ceny biletów: Turyści indywidualni 24–32 zł w zależności od sezonu. Grupy – 20–29 zł.

Przewodnik w języku obcym – 125 zł.

Rezerwacje: Biuro Obsługi Turystyki tel. +48 14 615 36 36, 615 36 37 biuro@kopalniasoli.pl www.kopalniasoli.pl



Kopalnia Soli Kłodawa

Kopalnia w Kłodawie jest czynnym zakładem górniczym. Eksploatowane są tu złożą soli z okresu permskiego (późny paleozoik), które są o prawie 200 mln lat starsze niż opisane wyżej złoża małopolskie. Sól występuje tu w postaci potężnego wysadu (słupa solnego o wymiarach 26 na 2 km i wysokiego na 6 km), wciśniętego pomiędzy młodsze warstwy skalne. Kopalnia w Kłodawie wydobywa do 2,5 tysiąca ton soli dziennie, używanej jako sól kuchenna i do celów przemysłowych. Aktualnie eksploatowane poziomy znajdują się 600 i 750 m pod powierzchnią ziemi. Program zwiedzania obejmuje prelekcję na temat historii powstania złóż kłodawskich oraz zastosowania soli, zjazd windą pod powierzchnią ziemi, przejście wyrobiskami korytarzowymi do podziemnej kaplicy św. Kingi – opiekunki górników solnych, oglądanie wyeksploatowanych komór solnych, maszyn używanych w górnictwie i innych osobliwości górnictwa solnego. UWAGA: Trasa oświetlona elektrycznie, dostępna dla turystów od 7. roku życia, niedostępna dla turystów niepełnosprawnych. Czas zwiedzania: około 2,5 godz. Zwiedzanie wyłącznie z przewodnikiem. Turyści otrzymują hełmy ochronne. Zalecane wygodne obuwie. Możliwa jest rezerwacja wyżywienia oraz noclegów. Na miejscu znajdują się sklep z pamiątkami oraz bezpłatny parking.

Godziny zwiedzania: 8–10:30 oraz o 14:30 (wyłącznie w dni pracujące). W soboty, niedziele oraz święta kopalnia nieczynna. http://www.sol-klodawa.com.pl/cenniki/2006- 04-03wycieczki.xls

Rezerwacje: Biuro Obsługi Ruchu Turystycznego Kopalni Soli „KŁODAWA” S.A. tel. 063 27 33 304, 063 27 33 554 (godz. 8–16) bot@sol-klodawa.com.pl, www.sol-klodawa.com.pl



Kopalnie
węgla kamiennego

Kopalnia węgla „Guido”

Jej powstanie w Zabrzu jest efektem rewolucji przemysłowej na Śląsku w XIX w. Książę Guido Henckel von Donnersmarck – magnat ziemski i przemysłowy, założył w 1855 r. kopalnię węgla kamiennego, nazwaną jego imieniem. Gdy złoża węgla zostały wyeksploatowane, kopalnia stała się centrum odwadniania rejonu, później istniał tu Skansen Górniczy Guido, a w 2007 r. udostępniono dla turystów Zabytkową Kopalnię Węgla Kamiennego „Guido”. Turyści oglądają część naziemną kopalni z zabytkowymi eksponatami wielkogabarytowymi – poziom 170 m oraz poziom 320 m – które pozwalają wyobrazić sobie pracę górników we współczesnej kopalni. Pod ziemię zjeżdża się prawdziwą klatką szybową i wędruje po podziemnych korytarzach i komorach, oglądając XIX-wieczne stajnie, maszyny i urządzenia górnicze, m.in. pompy odwadniające szwajcarskiej firmy Sulzer, kompresor z 1914 r.; narzędzia, lampy, sprzęt ratunkowy oraz ciekawą wystawę geologiczną.

Konieczna jest rezerwacja grup oraz osób indywidualnych (032/ 271-40-77 w. 5183) Godziny zwiedzania: środa–piątek: 9–14.30; sobota–niedziela 12–17.30

Ceny biletów: 22 zł, ulgowy – 17 zł, rodzinny – 12 zł/os., grupowy – 15 zł/os. (powyżej 10 osób), grupy szkolne: 12 zł/os.

Rezerwacje: Zabytkowa Kopalnia Węgla Kamiennego „Guido”. ul. 3 Maja 93, tel. 032/ 271-40-77 biuro@kopalniaguido.pl



Kopalnia Węgla w Nowej Rudzie

Udostępnione jest do zwiedzania 700 m podziemnych wyrobisk górniczych i XIX-w. kompleks obiektów przemysłowych, w którym można zapoznać się z bogatą, ponad 500-letnią historią górnictwa węglowego w regionie. Atrakcją jest przejazd podziemnym pociągiem górniczym. W cenie biletu jest zwiedzanie muzeum minerałów. UWAGA: Zwiedzanie całości zajmuje 1 godz. 15 minut (z przewodnikiem w hełmach z akumulatorowymi lampami górniczymi). Temperatura w sztolni wynosi 12 stopni.

Godziny zwiedzania: codziennie 9–17, w lipcu i sierpniu do 18; wejścia o 9, 10.30, 12, 13.30, 15.

Ceny biletów: Zwykły 9 zł, ulgowy 6 zł; wycieczkowy (powyżej 15 osób) – 5 zł.

Rezerwacje: Muzeum Górnictwa w Nowej Rudzie Kopalnia Węgla – Podziemna Trasa Turystyczna 57-401 Nowa Ruda, ul. Obozowa 4 tel. 74 872 79 11

www.kopalnia-muzeum.pl



Skansen Górniczy „Królowa Luiza”

Ta założona w 1791 r. kopalnia była przez długi czas największa w Europie. Turyści oglądają rejon szybu „Carnall”, m.in. pokaz pracy unikatowej parowej maszyny wyciągowej (maszyna dostępna dla turystów niepełnosprawnych), i szyb „Wilhelmina”, gdzie zjeżdżają do właściwej kopalni. Trasa podziemna oświetlona elektrycznie, ma długość 1,5 km, czas zwiedzania 1,5–2 godziny. Jest ona niedostępna dla turystów niepełnosprawnych ze względu na pochylnie, schody i torowiska.

Czas zwiedzania całego skansenu wynosi ok. 3 godz. Istnieje możliwość organizacji wycieczki po Zabrzu i okolicy „Szlakiem zabytków techniki”. Część podziemna Skansenu oraz Karczma „Guibald” specjalizująca się w kuchni śląskiej znajdują się przy ulicy Sienkiewicza 43. UWAGA: Temperatura w podziemiach: stała pomiędzy 10–14 st. C. Wilgotność 70–80 proc. Zalecane wygodne obuwie i cieplejsze okrycie. Turyści otrzymują fartuchy ochronne i kaski.

Godziny zwiedzania: wtorek, środa, piątek: 9–15, czwartek: 9–18, sobota: 10–14, niedziela: 12–17.

Ceny biletów: zwykły 6 zł, ulgowy 5 zł, zbiorowy 3 zł (min. 10 osób), przewodnik: 20 zł Rezerwacja: Biuro Obsługi Ruchu Turystycznego (czynne od poniedziałku do piątku w godz. 7.30–15.30) Oddział Muzeum Górnictwa Węglowego Skansen „Królowa Luiza” 41-800 Zabrze, ul. Wolności 410 tel. 32 370 11 27 krolowa.luiza@muzeumgornictwa.pl


Rudy ołowiu i srebra

Zabytkowa kopalnia kruszców i Sztolnia Czarnego Pstrąga w Tarnowsk ich Górach Podziemna trasa turystyczna znajduje się na głębokości 40 m i ma 1700 m długości. Jest częścią zabytkowego kompleksu obiektu Tarnogórskie Kopalnie Kruszców. Fragment sztolni pomiędzy szybami Ewa i Sylwester turyści pokonują łodziami, płynąc wąskim podziemnym korytarzem, w którym żyją pstrągi i nietoperze. Przejście trasy zajmuje ok. godziny. Część trasy (270 m) pokonuje się łodziami, część chodnikami i przez komory wykute przez gwarków poszukujących żył i gniazd galeny w skale dolomitowej.

Rezerwacja: Biuro Obsługi Ruchu Turystycznego tel. 32 285 49 96 e-mail: szt.@kopalniasrebra.pl; www.kopalniasrebra.pl


Złoto, srebro, uran i… krzemienie

Popularne są też podziemne trasy turystyczne kopalni cennych i rzadkich w Polsce kruszców: złota, srebra czy uranu.


Kopalnia złota w Złotym Stoku

W Złotym Stoku, od XIII wieku, czynna była przez kilka stuleci kopalnia złota, w której później wydobywano arsen. W nieczynnej od 1962 r. kopalni można zwiedzać dwie sztolnie „Gertruda” oraz „Czarna Górna”. Oprócz podziemnych wyrobisk zobaczyć można kolekcję map górniczych, narzędzia, piec do wytopu złota, kolekcję skał i minerałów z okolic i świata. Jest tu także ciekawe Muzeum Minerałów oraz tzw. Muzeum Przestróg, Uwag i Apeli – zbiór ciekawych, a zarazem śmiesznych tablic informacyjnych. W sztolni „Czarna”, wykutej przed ponad 400 laty, znajduje się jedyny w Polsce podziemny wodospad o wysokości 8 metrów Na turystów czeka wiele atrakcji, jak podziemny spływ łodzią fragmentem mrocznej sztolni, własnoręczne płukanie złota, odlewanie sztabek złota i bicie monet, strzelanie z łuków i wspinaczka po ściance alpinistycznej oraz przejażdżka „podziemnym tramwajem” o wdzięcznej nazwie „Gacek”. Ponadto organizowane są imprezy integracyjne, zwiedzanie ekstremalne, wycieczki szkolne 1-, 2- i 3-dniowe, zielone szkoły, konferencje i szkolenia. Na terenie kopalni działa obiekt noclegowy na 40 miejsc oraz „Karczma Stara Kuźnia”

Godziny zwiedzania: (codziennie) latem (1 IV– –31 X) 9–18 (wejścia co 15 minut, ostatnie o 17:30); zimą (1 XI – 31 III) 9–16 (wejścia co 45 minut, ostatnie o 16). Czas zwiedzania: ok. 1,5 godziny.

Ceny biletów: Trasa turystyczna: 15 zł zwykły, 12 zł ulgowy (dzieci od 5. roku życia, młodzież szkolna, studenci, emeryci, renciści). W cenie biletu przewodnik, przejazd kolejką i zwiedzanie muzeum minerałów. Spływ podziemny: 15 zł, grupowy 12 zł.

Rezerwacja: Usługi Turystyczne „Aurum” 57-250 Złoty Stok, ul. Złota 7 tel. 74 817 55 08 www.kopalniazlota.pl


Sztolnia Aurelia w Złotoryi

Kopalnia Złota znajduje się na obrzeżach Złotoryi przy rzece Kaczawie w okolicach ul. B. Chrobrego, u podnóża Góry Świętego Mikołaja. Podziemny chodnik został wykuty około roku 1660 w twardej diabazowej skale pochodzenia wulkanicznego. Długość trasy wynosi ok. 100 m. Temperatura w podziemiach ok. + 8°C. Oświetlenie stałe, niskie, wąskie korytarze, duża wilgotność. Obiekt niedostępny dla osób niepełnosprawnych. Zwiedzanie tylko w kaskach ochronnych. W Złotoryi, przy ul. Zaułek 2, jest Muzeum Złota. Miasto jest miejscem corocznych międzynarodowych Otwartych Mistrzostw Polski w Płukaniu Złota.

Godziny zwiedzania: Od maja do końca września, od środy do soboty 10–16; w niedziele 9–15.

Ceny biletów: Zwykły 5 zł, ulgowy 3,50 zł. Rezerwacja: Sztolnia „Aurelia” 59-500 Złotoryja, ul. B. Chrobrego

Zgłoszenia grup zorganizowanych z wyprzedzeniem: tel./fax 76 8783 374 w godz. 8–15. www.zokir.pl/strona/27



Fluorytowa sztolnia w Kletnie

W Kletnie w Kotlinie Kłodzkiej udostępniona jest turystycznie jedna ze sztolni pouranowych, tzw. Sztolnia Fluorytowa. Trasa prowadzi częścią jednego z najwyższych poziomów kopalni tzw. sztolnią nr 18. Jej wlot znajduje się na wysokości 773 m n.p.m. po północno-wschodniej stronie zbocza Żmijowca. Nie znaleziono tu rud uranowych, za to przebito się przez warstwy, w których tkwią liczne ciekawe minerały, m.in. fluoryt, ametyst i kwarc. Przechodzi się w sumie trasę długości około 200 m. UWAGA: Nie ma niebezpieczeństwa promieniowania radioaktywnego.

Godziny zwiedzania: Od lutego do końca listopada, codziennie 9–17 (tylko z przewodnikiem). Rezerwacja: kom. 601 889 243, w godz. 9–17. kontakt@kletno.pl www.kletno.pl


Kopalnia krzemienia w Krzemionkach Opatowskich koło Ostrowca Świętokrzyskiego

Jest najstarsza na ziemiach polskich. Odkryta w latach 30. ub. stulecia przez prof. geologii Jana Samsonowicza, stała się rewelacją na skalę światową. Wydobywany był tu charakterystyczny pasiasty krzemień, z którego wyrabiano narzędzia, zwłaszcza piękne gładzone siekiery, cieszące się w owych czasach ogromną popularnością. Kopalnie czynne były przez znaczną część neolitu oraz w epoce brązu (3900–1600 lat p.n.e.). Trasa podziemna liczy 465 m długości. Umożliwia zwiedzenie świetnie zachowanych wyrobisk pradziejowych kopalni krzemienia pasiastego oraz zapoznanie się z geologią regionu. Podziemna trasa w Krzemionkach jest jedynym obiektem tego typu na świecie otwartym dla szerszej publiczności. Obecnie trwają starania o wpisanie jej na listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO.

Godziny zwiedzania: Maj – wrzesień: poniedziałek – piątek 9–18, sobota 9–17, niedziela i święta 11–17; lipiec – sierpień: sobota i niedziela 11–19; kwiecień i październik: poniedziałek – piątek 9–16, niedziela i święta 9–16; listopad – marzec: poniedziałek – sobota 9–15, niedziela i święta 11–15.

Ceny biletów: Zwykły 13 zł, ulgowy 10 zł, przewodnik 10 zł, fotografowanie 5 zł, lekcja muzealna 10 zł, parking 5 zł. Zwiedzanie odbywa się tylko z przewodnikiem.

Rezerwacje: Muzeum i Rezerwat Archeologiczno- Przyrodniczy „Krzemionki” tel./faks: 41 262 09 78 biuro@krzemionki.pl www.krzemionki.pl

Na narty do Finlandii i Andory

Finlandia i Andora to dwa nowe kierunki przygotowane na tegoroczny sezon zimowy 2010/2011. Nowych destynacji jest zdecydowanie mniej niż przed rokiem, podobnie jak biur podróży organizujących wyjazdy na narty. Oferta jest natomiast zdecydowanie większa − nawet o 18 proc. w stosunku do poprzedniego sezonu.

Jak zwykle najszybciej znikają oferty świąteczne, sylwestrowo- -noworoczne i te z okresu ferii zimowych. Coraz większą popularnością cieszą się propozycje odpoczynku apres ski, czyli po nartach. W Polsce zdecydowanie królują obiekty SPA&Wellness.


Kto, co i ile?

W tym roku wyjazdową ofertę narciarską sprzedawaną przez portale turystyczne przygotowało dziesięciu touroperatorów. O siedmiu mniej niż przed rokiem. Już w połowie września portalowe katalogi zawierały ponad 157 tys. aktywnych zimowych propozycji. Rok temu było ich znacznie mniej, niespełna 130 tys. Autorami tegorocznej oferty są biura: Active Travel, Neckermann, TUI, Otium, Moje Wakacje, Oskar, Orka, Itaka, Triada i Rainbow Tours. Ponad 5 tys. ofert ma w tej chwili karnet narciarski w cenie, a ponad 3 tys. propozycji objętych jest już teraz promocją typu last minute. − Po trudnym, drugim z rzędu, roku w branży turystycznej następuje widoczne wzmocnienie specjalistyczne − ocenia Tomasz Domżalski, dyrektor marketingu w portalach turystycznych Wakacje.pl, EasyGo.pl i Wypoczynek.pl. − W tzw. małym (zimowym) sezonie pozostali tylko Ci gracze, którzy wcześniej wypracowali sobie mocne pozycje i dobre rozeznanie w zimowym rynku. W tym roku nie ma miejsca dla eksperymentatorów – dodaje. Wygląda na to, że nie ma też miejsca na magnetycznie brzmiące nowości narciarskie. W tym sezonie tradycyjnie skupiono się na ofercie 3 stałych segmentów i liście krajów uzupełniających podstawę. Nowości są zaledwie dwie. Andora z ofertą pirenejską i Finlandia, która zastąpiła słabo sprzedającą się przed rokiem Norwegię. Kolejny sezon z rzędu w sprzedaży pojawiły się oferty do Kanady, Hiszpanii, Bułgarii i Słowenii. Ciekawostką są Niemcy, którzy będą w tym sezonie próbować zawalczyć z sąsiednią Austrią o polskiego klienta.


Jaka cena?

Ceny utrzymują poziom sprzed roku. Nasze wydatki zależą zatem przede wszystkim od oczekiwań i preferencji. Najtańsze, 7-dniowe oferty na Słowacji i w Czechach znajdziemy już za 550−615 zł za osobę. We Włoszech cena idzie lekko w górę do poziomu 850 zł. W Austrii można znaleźć dobre pokoje w apartamentach za blisko 450 zł, a we Francji – promocyjnie − nawet za 260 zł. Najtańsze wyjazdy do Szwajcarii zaczynają się od 680 zł, a wyprawa narciarska w hiszpańskie góry Sierra Nevada może kosztować nawet 2790 zł. To już impreza samolotowa. Podobne wyloty do Kanady to wydatek rzędu 8600 zł. Z kolei do Bułgarii − ponad 1060 zł. Trzeba pamiętać, że oferta zimowa w dużej mierze oparta jest na dojazdach własnych (prawie 99 proc. całości ) i bardzo często zawiera minimalne formy wyżywienia − tylko śniadania (BB). Rozbudowanie pakietów żywnościowych automatycznie podnosi kwoty danej imprezy do góry.


Topowe bez zmian

Tradycyjnie najszybciej sprzedają się oferty świąteczne, sylwestrowo-noworoczne i te z okresu ferii zimowych. − Narciarze i snowboardziści to bardzo specyficzna grupa klientów − podkreśla Agnieszka Herbut-Jurczik, nadzorująca pracę działu sprzedaży w portalach Wakacje.pl, EasyGo. pl i Wypoczynek.pl. − Rezerwacje są zazwyczaj kilku-, kilkunastoosobowe, czynione do bardzo konkretnych obiektów i w równie konkretne miejsca. Często z dużym wyprzedzeniem czasowym. Z całą pewnością nie jest to turystyka poznawcza, nastawiona na zwiedzanie. To typowa turystyka wypoczynkowa, przy czym za wypoczynek uznajemy tu bardzo dużą aktywność na stokach − dodaje Herbut-Jurczik. Rzeczywiście, aktywni narciarze potrafią przez szereg lat jeździć w ten sam region, bardzo często do tej samej doliny czy na ten sam lodowiec, a nawet tego samego obiektu hotelowego. Liczą się przede wszystkim bliska odległość od stoku, świetnie przygotowana infrastruktura narciarska i doskonałe zaplecze pobytowe. Drugi rok z rzędu Polacy stawiają na ofertę apres ski. Szerokie zaplecze usług i możliwości wypoczynku nie dla narciarzy i snowboardzistów pomaga organizatorom pozyskać nową grupę klientów. − Dziś praktycznie każdy region narciarski przygotowuje plenerowe otwarcia sezonu, nocne festyny, zimowe fiesty i cały pasaż usług dodatkowych, od wynajęcia helikoptera, paralotni czy balonu, przez wycieczki na nartach biegowych, rakietach śnieżnych, wyprawy psimi zaprzęgami i skuterami śnieżnymi, aż do basenów, kręgielni, centrów SPA & Wellness, szkół tanecznych i językowych. Dla miłośników skocznych wrażeń zimowych i dużych prędkości przygotowano tory saneczkowe, bobslejowe, skocznie i rynny snowboardowe − wylicza Damian Bielak, koordynator ds. jakości w dziale sprzedaży Wakacje.pl, EasyGo.pl i Wypoczynek.pl. Dziś oferta zimowa to cały pakiet atrakcji nie tylko dla narciarzy.


Popyt na najlepsze

Pierwsza oferta zimowa sprzedana została w tym roku już na początku sierpnia. Może oznaczać to tylko jedno. Miejsca w dobrych obiektach, położonych w najlepszych lokalizacjach danych regionów, znikną jako pierwsze. Stanie się to jeszcze w październiku. Podobnie będzie z ofertą świąteczną, noworoczno-sylwestrową i tą z okresu ferii zimowych. Trzeba pamiętać, że mimo nazwy „mały sezon”, wyjazdy zimowe stanowią dziś drugą, równoległą część urlopową dla wyjazdów letnich. Chętnych na zimowy oddech od pracy jest bardzo dużo, a infrastruktura obiektowa nie tak bogata jak w przypadku turystyki letniej. Jeśli chcemy wybrać się w tym sezonie na narty i szukamy dobrej lokalizacji, trzeba się spieszyć.


A co w Polsce?

Oferta krajowa pojawiła się w tym roku kilka tygodni później niż zwykle i trwa jeszcze jej porządkowanie. Już teraz jednak widać, że organizatorzy stawiają na stałe punkty sprzedażowe i sprawdzone w ubiegłym roku atrakcje. Z całą pewnością prawdziwe oblężenie przeżyją stałe górskie z Korbielowa, Białki Tatrzańskiej, Szklarskiej Poręby, Wisły, Szczyrku, Krynicy Górskiej i Zakopanego. Ubiegłoroczne ceny wahały się w przedziale od 700 do 1200 zł za osobę na 7 dni w opcji HB. W tym roku granice się poszerzyły. Najtańsze wyjazdy dostępne są już za 430 zł, a najdroższe wyjazdy kosztować mogą nawet 2660 zł za osobę. Polską specjalizacją stają się ośrodki SPA & Wellness, szeroko rozumianej odnowy biologicznej oraz odświeżone w ubiegłym sezonie narciarstwo biegowe. Tę modę z całą pewnością wykorzystają organizatorzy z Białowieży, Kaszub, Mazur czy stolicy narciarstwa klasycznego Jakuszyc k/Szklarskiej Poręby.

Opr. KS
źródło: Enovartis S.A., www.easygo.pl, www.wakacje.pl i www.wypoczynek.pl

Wakacje w Polsce na półmetku

Wczasy krajowe przeżywają swoją drugą młodość. Mimo tegorocznych klęsk żywiołowych, relatywnie wysokich cen i zamknięcia się klientów na niektóre regiony w Polsce, wartość sprzedanych usług rośnie rocznie o 33 proc. Tak dobrze nie było już dawno. Portal Turystyki krajowej Wypoczynek.pl przygotował raport analityczny po pierwszym miesiącu tegorocznych wakacji.


Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy powodem tego stanu rzeczy jest wyłącznie cięższa niż przed laty sytuacja ekonomiczna Polaków, znudzenie wypoczynkiem w basenie Morza Śródziemnego, czy powrót zainteresowania wypoczynkiem w górach, na Mazurach czy nadbałtyckich plażach. Z całą pewnością każdy z powodów przyczynił się do nowego trendu. Bo wypoczywać w Polsce jest znowu modnie, a coraz częściej bywa też taniej.


CENA

Średnia wartość rezerwacji w Polsce w pierwszym miesiącu wakacji spadła o ponad 4 proc., w stosunku do ubiegłego roku. W lipcu wynosiła ona 1863 zł i była niższa od tej z roku 2009 o 82 zł. Dlaczego? Jednym z powodów z całą pewnością jest zmiana podejścia sprzedażowego samych organizatorów. W tym roku, w Polsce, po raz pierwszy można było dokonać wcześniejszych rezerwacji, znanych jako promocje First Minute. Nie były one tak wyraziste i bogate w zniżki jak te znane z turystyki światowej, ale na pewno mobilizowały do wydatków (często wyższych), ze względu na ograniczoną liczbę bardzo dobrych obiektów wypoczynkowych. Polacy woleli wydać kilkadziesiąt, czasem kilkaset złotych więcej, ale mieć gwarancję miejsca w wybranym przez nas kurorcie czy ośrodku i określonym terminie. Drugi element to czas dokonywania rezerwacji przez poszczególne grupy klientów. W maju i czerwcu rezerwacji dokonywały najczęściej pary. Rodziny z dziećmi czekały na zakończenie roku szkolnego i długoterminową zapowiedź pogodową.


Aleksandra Kaźmierczak, brand manager portalu Wypoczynek.pl


– To drugi, bardzo ciekawy rok dla turystyki krajowej od wielu lat. Mimo ogromu nieszczęść jakim są trzy tegoroczne fale powodziowe, mimo niepotrzebnego odwrócenia się klientów od potencjalnie zagrożonych zalaniem terenów, mimo wciąż relatywnie wysokich cen, turystyka krajowa systematycznie zyskuje. W lipcu zanotowaliśmy niemal równoległy wzrost sprzedaży ofert zorganizowanych i wypracowanego przez nasz portal obrotu o ponad 33 proc. Z tego nie tylko można, ale wręcz trzeba się cieszyć. To duży sukces całego krajowego rynku. Polska staje się znowu turystycznie modna dla swoich rodaków, ośrodki podnoszą jakość standardu i swoich usług, a właściciele obiektów wolnym krokiem zmierzają w stronę konkurencyjności z Egiptem, Turcją czy Tunezją. Gdyby jeszcze tylko pogoda gwarantowała nam takie upały jak w lipcu, byłoby idealnie.


Tematem rezerwacji i zakupu ofert zajmowały się dopiero w lipcu, na ostatnią chwilę. Przy większym zaś składzie osobowym poszukiwano zdecydowanie bardziej ekonomicznych ofert. Trzeci fakt, o którym nie można zapomnieć, a który z całą pewnością miał wpływ na zwiększone zakupy u progu sezonu, to majówka i przypadający dosłownie na pierwsze dni czerwca długi weekend przy okazji Święta Bożego Ciała. Przyjrzyjmy się przedziałom finansowym, w jakich poruszali się klienci. Tu widać już typową tendencję do zakupów Last Minute. Główny mianownik, przez który dzieliliśmy wszelkie propozycje wypoczynkowe, to cena. W tym roku aż 69 proc. wszystkich rezerwacji dotyczyło ofert do maksymalnie 1999 zł. To bez wątpienia wysoki udział w całości sprzedaży. Niewiele niższy był przed rokiem. Wówczas takich rezerwacji było 66 proc. Średni krajowy przedział to oferty w granicach od 2 do 4 tys. zł. W tym roku wybrało je 27 proc. kupujących, o jeden punkt procentowy mniej niż przed rokiem (28 proc.). Najmniej chętnych (tylko 4 proc.) zdecydowało się w lipcu na droższe oferty. Jeszcze rok wcześniej takie propozycje wybierało o 2 proc. klientów więcej.


Z KIM

W lipcu najczęściej (29 proc.) rodacy wypoczywali rodzinnie, z jednym dzieckiem. Tylko o jeden procent mniej zanotowały w tym samym czasie wyjazdy w parach (28 proc.). Urlop rodzinny z dwójką dzieci wybrało w tym samym czasie 22 proc. klientów, a w pojedynkę odpoczywało 13 proc. klientów. Przyglądając się tabeli warto też zauważyć, że w tym roku wyjazdy rodzinne, zarówno z jednym jak i z dwójką dzieci, straciły po 4 proc. Pozostałe kategorie ruszyły z tendencją lekko (2–3 proc.) w górę.



CZAS

Podobnie jak w turystyce światowej, Polacy najchętniej wyjeżdżali na 7 dni. W lipcu aż 55 proc. wszystkich rezerwacji dotyczyło tylko jednego tygodnia i było to o 3 proc. mniej niż przed rokiem. Na 14 dni pojechało w tym samym czasie 30 proc. klientów. Tu notujemy spadek, rok do roku, o 2 punkty procentowe. Na 2-dniowe weekendy wyjeżdżało w lipcu tylko 13 proc. klientów.


DOKĄD

Nad morze, bo górach jest powódź – taką właśnie odpowiedź najczęściej słyszeli konsultanci Contact Center portalu Wypoczynek.pl, pytając klientów o preferowany kierunek wypoczynku. Niestety, mało pomagało rzeczowe wyjaśnianie, że „topowe” górskie kurorty, takie jak Zakopane, Karpacz, Krynica- Zdrój, Polanica-Zdrój, Polańczyk, pozostały wolne od zagrożeń powodziowych, miejsc jest dużo, infrastruktura przygotowana, a ceny przystępne. Zdjęcia z gazet i programów informacyjnych w telewizji zrobiły swoje i skutecznie zmieniły nastawienie sporej grupy klientów. Widać to także w analizie ilościowej. W lipcu 2010 r. polskie morze zyskało, rok do roku, 6 proc. klientów (z 55 na 61 proc.), zaś góry straciły 8 proc. (z 30 na 22 proc.). Pozostają dwa punkty procentowe, które w minionym miesiącu górom zabrały krajowe pojezierza. Tylko oferty typowo leśne utrzymały ten sam, 5-proc., współczynnik co przed rokiem. Wakacje na Wybrzeżu Zachodnim Polacy wybierali prawie dwukrotnie częściej niż na Wybrzeżu Środkowym i Wschodnim (począwszy od Trójmiasta na wschód). W tym sezonie takiego wyboru dokonało aż 66 proc. klientów. Ośrodki Zatoki Gdańskiej, Półwyspu Helskiego (od strony Zatoki Puckiej) i Mierzei Wiślanej są w tym roku pośrednią ofiarą południowych powodzi. Klienci rezygnowali z tych destynacji, ze względu na niepokoje i obawy związane ze spływem zanieczyszczeń powodziowych Wisłą i innymi rzekami. W górach ewidentnie przoduje szerokie pasmo Sudetów, rosnąc rok do roku, o 7 proc. (z 45 na 52 proc.) Karpaty straciły 2 punkty proc. (z 25 na 23 proc.), a Bieszczady 3 proc. (z 20 na 17 proc.). W krainie wielkich jezior królują Mazury. Ulubiony śródlądowy kierunek krajowych żeglarzy, mimo 5-proc. spadku w stosunku do ubiegłego roku, pozyskał sympatię aż 72 proc. zorganizowanych klientów. Z całą pewnością wpływ na to ma świetna infrastruktura hotelowa i doskonałe ośrodki wczasowe, także te w segmencie usług SPA. Mimo systematycznego rozwoju i wielu prywatnych inwestycji, takich obiektów wciąż jeszcze brakuje w innych regionach kraju, np. na Kaszubach czy Suwalszczyźnie.


JAK

Polacy najchętniej wypoczywali w ośrodkach wczasowych. Trzeba przy tym pamiętać, że te z Wybrzeża Zachodniego niewiele jakościowo ustępują obiektom z południa Europy. Niektóre swoim standardem nawet je przewyższają. Baseny, korty tenisowe, boiska do gier zespołowych, wypożyczalnie rowerów, sprzętu wodnego, centra odnowy biologicznej, kluby dyskotekowe i programy animacyjne. Właściciele obiektów np. z Dźwirzyna, Mielna, Kołobrzegu, Międzyzdrojów inwestują naprawdę spore kwoty, aby tylko przyciągnąć i zatrzymać u siebie gości. W lipcu tego roku prawie połowa wszystkich dokonywanych rezerwacji dotyczyła pobytu właśnie w ośrodkach wczasowych. 8-proc. skok (z 41 na 49 proc.) wyraźnie podkreśla opisaną wyżej tendencję. Do pensjonatów wybrało się o 7 proc. klientów mniej niż przed rokiem (spadek z 48 na 41 proc.), zaś do hoteli wyjechało zaledwie 10 proc. klientów.


CZEGO SZUKAMY W OBIEKCIE

Lipiec to czas wakacji szkolnych. 51 proc. wszystkich klientów wypoczywało w tym czasie z dziećmi. A dzieci mają swoje potrzeby i wymagania. Właśnie dlatego wśród najbardziej pożądanych udogodnień obiektowych znalazły się w minionym miesiącu place zabaw i gier. Aż 45 proc. rezerwujących pytało o takie wyposażenie ośrodka wczasowego. Co trzeci klient dopytywał o baseny i centra odnowy biologicznej SPA. Warto też zauważyć, że po te ostatnie usługi Polacy sięgają coraz częściej. Współczynnik takich wyborów urósł w tym roku o 6 proc. w stosunku do ubiegłego roku.

Pielgrzymki

Klasyczne miejsca, do których najchętniej i najliczniej pielgrzymują Polacy, to przede wszystkim Częstochowa i Rzym. W kraju coraz większe znaczenie zyskują Łagiewniki i Licheń oraz grób bł. ks. Jerzego Popiełuszki. Nasi rodacy coraz częściej odwiedzają też Lourdes, Fatimę i Medjugorje.

Oferta licznych biur podróży, które organizują pielgrzymki krajowe i zagraniczne, jest niezwykle bogata i różnorodna. Biura prześcigają się w proponowaniu coraz to nowych tras pielgrzymkowych w atrakcyjnych turystycznie miejscach, zarówno w Polsce jak i innych krajach Europy oraz Azji, Ameryki Środkowej i Północnej.


Trochę liczb

Jakkolwiek media podają różne szacunkowe dane dotyczące turystyki pielgrzymkowej, tak naprawdę nikt nie jest w stanie podać konkretnych liczb pielgrzymów w miejscach przez nich odwiedzanych. Na stronach internetowych np. Jasnej Góry (zajmującej obecnie piąte miejsce w świecie wśród miejsc pielgrzymkowych, po Varanasi w Indiach, Mekce w Arabii Saudyjskiej, Lourdes we Francji i Rzymie we Włoszech) podana jest liczba 3,5 mln osób, które odwiedziły to najsławniejsze polskie sanktuarium w 2009 r. Pielgrzymów, których zdołano policzyć, czyli takich, którzy zwiedzali klasztor z przewodnikiem, jest wielokrotnie mniej. Podobnie sytuacja wygląda z np. Santiago de Compostela. Na stronach internetowych katedry podano, że w 2009 r. liczba pielgrzymów wynosiła 145 877 osób, podczas gdy odwiedzających miejsce kultu św. Jakuba Apostoła, gdzie znajduje się jego grób, było z całą pewnością wielokrotnie więcej.


Co w programie

W trakcie takich wypraw pielgrzymi odwiedzają nie tylko sanktuaria, ale i wszystkie miejsca leżące na trasie związane z faktem nadprzyrodzonym, który się tam wydarzył, z kultem (kapliczki, groty, lasy), relikwiami bądź cudownym wizerunkiem. „Świeckie” biura podróży w większym stopniu niż touroperatorzy związani z Kościołem rozszerzają program o miejsca atrakcyjne turystycznie i rekreacyjnie (np. plażowanie). Pielgrzymki organizowane przez biura podróży związane z Kościołem mają bardziej religijny charakter. Uczestnicy często wybierają się na pielgrzymkę w konkretnej intencji, a towarzyszący im księża i zakonnicy zapewniają im w pełni religijną oprawę, łącznie z modlitwami w trakcie podróży, spowiedziami i przyjmowaniem komunii nie tylko w miejscach, które stanowią cel wyprawy. Jak to wygląda w praktyce? Które miejsca z punktu widzenia biur podróży są dla pielgrzymów najbardziej atrakcyjne?


Nie tylko Częstochowa

Jakkolwiek Jasna Góra nadal ściąga najwięcej pielgrzymów, o czym już wcześniej wspominaliśmy, coraz większym zainteresowaniem cieszą się miejsca związane z Janem Pawłem II i dopiero co beatyfikowanym ks. Jerzym Popiełuszką. Już samo sanktuarium przy kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie przyciąga tłumy. Według szacunków parafii, od dnia śmierci kapłana (data oficjalna to 19 października 1984 r.), do jego grobu przybyło 18 mln pątników – przy czym ta liczba obejmuje tylko grupy zorganizowane. Większość z nich to grupy z Polski (cudzoziemców było tylko 310 tys. ze 134 krajów), z 7512 miast. Biura podróży z różnych części kraju, wyjazdy, najczęściej jednodniowe – choć nie tylko dla pielgrzymów na grób kapłana, ale też do jego wsi rodzinnej i miejsca śmierci. Taki wyjazd ma w ofercie Biuro Adventure z Torunia. „Program tej pielgrzymki jest propozycją – możemy go modyfikować – zgodnie z życzeniami grupy parafialnej, księdza proboszcza” – czytamy na stronie internetowej firmy. Za 55 zł uczestnicy z Torunia (dla innych miast cena będzie odpowiednio wyższa) pojadą na grób kapłana, obejrzą muzeum pamiątek, miejsce porwania w Górsku i tamę we Włocławku, ale jednocześnie pomodlą się w Niepokalanowie, gdzie żył i pracował inny męczennik, Ojciec Maksymilian Kolbe.

Popularne Medjugorje

– Najwięcej wypraw o charakterze pielgrzymkowym (za ok. 1000 zł) organizujemy do Medjugorje – mówi Jarosław Liszka z Biura Pielgrzymkowo-Turystycznego „Ludwik” w Tychach. – Spośród ok. 30 organizowanych przez nas wyjazdów pielgrzymkowych ok. 25 z nich jako punkt docelowy ma właśnie tę słynącą z objawień wioskę w Chorwacji. Choć sezon trwa od początku kwietnia, najwięcej pielgrzymek do tego miejsca przygotowujemy w lipcu i sierpniu (wielu uczestników chce trafić na odbywający się od 1 do 6 sierpnia Festiwal Młodych, na który zjeżdża ok. 70 tys. młodzieży z całego świata). Organizujemy także wyjazd sylwestrowy do Medjugorje. Jest on wówczas nie 9-, ale 8-dniowy (odpada jeden dzień przeznaczony na plażowanie). Nabożeństwa wieczorne odbywają się codziennie od 17 do 21, dodatkowo w sylwestra o godz. 23. Zalecamy pielgrzymom do Medjugorje, by wzięli radyjko (na falach 92,7 Mhz można odbierać tłumaczenie mszy na j. polski), składane krzesełko (długie nabożeństwa), nakrycie głowy, odpowiednie buty i ubranie. Zawsze na wyjazdach pielgrzymkowych oprócz pilota jest kapłan.


Oczywiście Grób Papieża

Większość biur podróży, mających w ofercie wyjazdy pielgrzymkowe, proponuje wyjazdy do Rzymu. Niektóre mają wręcz w tytule imprezy: „Wyjazd na Grób Jana Pawła II” albo „Santo Subito”. Można wybrać wariant krótszy, kilkudniowy, zazwyczaj 6–7-dniowy, lub dłuższy, 14-dniowy, pojechać autokarem lub samolotem. Wieczne miasto, w zależności od inwencji organizatora i profilu biura, „obudowane” jest dodatkowymi punktami programu, mającymi wzmocnić atrakcyjność oferty. – W przypadku Włoch są to wyprofilowane wycieczki o charakterze religijnym, takie jak 8-dniowa Italia Primavera (1680 zł, Asyż, Rzym, Orvieto, Padwa, Wenecja), 11-dniowa Italia Sacra (1990 – 2380 zł, Florencja – Siena – Rzym – Watykan – Tivoli – Manoppello – Ortona – San Giovanni Rotondo – Monte San Angelo – Lanciano – Loreto – Wenecja – Murano) – mówi Patrycja Piesik z Biura Turystyczno-Pielgrzymkowego Frater w Bydgoszczy.


Inne punkty w Europie

Wybór jest duży: wyjazdy do Wilna i Ostrej Bramy (od 500 zł/3 dni/autokar), francuskich sanktuariów – przede wszystkim Lourdes, La Salette, z Paryżem włącznie (2100–2900/ 10 dni/samolot). 9-dniową, samolotową pielgrzymkę do Fatimy oraz regionów Estremadura i Ribatejo w Portugalii oferuje B.P. Orlando Travel ze Skawiny, którego, jak informuje strona internetowa, „pielgrzymki są wizytówką”. Z tym samym biurem do sanktuariów alpejskich można wyjechać autokarem od 1450 zł. W programie są: narodowe sanktuarium maryjne Austrii w Mariazell i najważniejsze sanktuarium Szwajcarii w Einsiedeln, ale również Monachium, miejsce ostatniej posługi biskupiej obecnego papieża Benedykta XVI. 9-dniową pielgrzymkę samolotem Śladami św. Pawła proponuje Biuro Pielgrzymkowo-Turystyczne Arcus z Bydgoszczy za 3390 zł. Touroperator Mediterraneum z Poznania z kolei zaprasza do Turcji na 15-dniową pielgrzymkę Śladami św. Pawła i św. Jana. W ofercie, prócz wyjazdów autokarowych czy samolotowych, są wyprawy piesze, jak organizowana od 1991 r. przez salezjanów Międzynarodowa Pielgrzymka Piesza z Suwałk do Ostrej Bramy w Wilnie. Odbywa się w drugiej połowie lipca, a jej koszt całkowity to 120 zł (transport bagaży, chleb, herbata i zupa oraz ubezpieczenie w cenie). Organizatorem jest Fundacja Salvatti.pl


Ziemia Święta

– Takie 8-, 9- lub 16-dniowe wyprawy (za ok. 3680–5880 zł + 80–200 dol.) organizujemy głównie do Ziemi Świętej – mówi Agnieszka Kopczewska z warszawskiego Katolickiego Biura Pielgrzymkowego. – W zależności od zamówienia są przygotowywane w różnych wariantach: sam Izrael lub wraz z Synajem, Egiptem bądź Jordanią, w zależności od preferencji. Żelaznymi punktami programu są jednak zawsze Jerozolima, Betlejem, Nazaret i Morze Martwe. Do Ziemi Świętej najwięcej pielgrzymek organizujemy w miesiące chłodniejsze – od września do kwietnia. Latem jest tam zbyt gorąco, zwłaszcza dla osób starszych, o czym informujemy wszystkich chętnych.


Kierunek – Ameryka Łacińska

– Specjalizujemy się w organizacji wycieczek do krajów w Ameryce Łacińskiej, między innymi wyjazdów pielgrzymkowych – mówi Ewa Strzelec z firmy Papaya Maya Tour Operator SA w Częstochowie. – Są to wycieczki organizowane na zlecenie klienta. Ogólnie mówiąc, program pielgrzymek jest jeszcze bardziej wypełniony niż program zwykłych wycieczek turystycznych. Najpopularniejsze kraje to Meksyk, Kuba i Brazylia. Ostatnio do naszej oferty dołączyliśmy również Etiopię. Najbardziej popularna jest objazdowa wycieczka Meksyk Trzech Kultur, która trwa 16 dni i kosztuje ok. 7500 zł w zależności od liczebności grupy. Głównym celem pielgrzymki jest Sanktuarium Matki Bożej w Gwadelupie. Nasze biuro jest inicjatorem nawiązania partnerstwa między Sanktuarium Matki Bożej na Jasnej Górze w Częstochowie i sanktuarium w Gwadelupie. Dlatego też na-sze grupy mają możliwość odprawienia mszy św. przy ołtarzu głównym bazyliki. Odwiedzamy najważniejsze miejsca kultu maryjnego oraz szczególne miejsca, które odwiedził Jan Paweł II, np. sanktuarium w Izamal. Oprócz miejsc kultu religijnego pokazujemy wszystkie sztandarowe i znaczące zabytki kultury, sztuki i historii, nie zapominając o wspaniałej przyrodzie. W czasie pielgrzymek zapewniamy miejsca na odprawienie mszy oraz modlitw. Razem z grup, oprócz przewodnika lokalnego i polskiego pilota, podróżuje duszpasterz, który celebruje msze i przewodniczy modlitwom.

Wakacje w kraju czy za granicą?

Hiszpania, Francja, Włochy, Wielka Brytania i Niemcy – to najpopularniejsze cele wakacji Europejczyków. Polacy wybierają natomiast najczęściej Wielką Brytanię, Irlandię, Holandię, Francję i Niemcy. Tak wynika przynajmniej z najnowszego e-barometru – dorocznego Raportu firmy ubezpieczeniowej Mondial Assistance, poświęconego wakacyjnym kierunkom wyjazdów Europejczyków, oraz Raportu Internetowego Centrum Podróży eSKY.pl analizującego wakacje Polaków. Z kolei wg Dziennika Gazety Prawnej coraz chętniej wybieramy urlop w kraju.

Wybór urlopowy mieszkańców zachodniej części naszego kontynentu wcale nie dziwi – to pokłosie kryzysu 2009 r., na który nałożyły się jeszcze problemy ekonomiczne Grecji rzutujące też na inne państwa. Większość po prostu wybiera urlop we własnym kraju, bo po pierwsze taniej, a po drugie wspiera to rodzimą turystykę – wnika z raportu MA. Tak czyni 46% Hiszpanów, 37% Niemców, 30% Włochów i 24% Francuzów. W przypadku Polaków ta statystyka też nie zastanawia, gdy weźmiemy pod uwagę, że autorzy raportu nie oddzielili wyjazdów stricte wypoczynkowych od tych zarobkowych. Zaciekawia przy tym wzrost zainteresowania naszych rodaków Holandią – aż o 18% w stosunku do badań ubiegłorocznych. Czyżby oprócz prac sezonowych tak wysokie okazałoby się zainteresowanie, zwłaszcza młodych Polaków, lekkimi narkotykami, które w tym kraju są legalne? – o tym problemie mówi się na razie bardzo nieśmiało. Z bardziej egzotycznych podróży nowością są USA i Japonia. Raport MA wskazuje także, że w tym roku Europejczycy odpoczywają dłużej – średnio o 20%, przeciętny wyjazd trwa 12 dni i Polacy też mieszczą się w tej średniej, podczas gdy najdłużej urlopują się Francuzi – 16 dni, a najkrócej Brytyjczycy – 9 dni. Z kolei wg eSKY.pl od kilku lat preferujemy wyjazdy tygodniowe, na zasadzie krócej, a częściej. Wyjątek stanowią rodzinne wakacje w lipcu i sierpniu, kiedy jedziemy na dwa tygodnie. W części raportu MA przygotowanej wraz z Fru.pl, platformę rezerwacji biletów lotniczych, dowiadujemy się, że w pierwszej połowie 2010 r. najpopularniejszymi miastami, do których lataliśmy, były Paryż (21%), Madryt i Londyn (po 16%), Barcelona i Rzym (po 12%). Spośród egzotycznych kierunków decydowaliśmy się najczęściej na Bangkok (19%), Stambuł (13%), Tel Awiw (12%) i Hongkong (11%). Niekwestionowanym numerem 1 w USA okazał się Nowy Jork – aż 40% tych rodaków, którzy wybrali się do Ameryki Północnej. Z badań Mondial Assistance wynika, że Polacy coraz chętniej sami planują wakacyjne podróże, ale ubezpieczają się na ostatnią chwilę. Pocieszające jest to, że coraz więcej osób wybiera bardziej bogate w zabezpieczające je opcje, choć droższe pakiety. Najwięcej polis kupują osoby między 25 a 39 rokiem życia – dwie z trzech kupujących.


Jakie linie? Jaka cena?

Polacy, mając wybór pomiędzy liniami tanimi i regularnymi, częściej wybierają te pierwsze – wynika z raportu e-SKY.pl. Ponieważ przeważnie latamy na krótkich trasach, nie zależy nam na dodatkowych wygodach na pokładzie samolotu. W pierwszych trzech miesiącach okresu wakacyjnego (czerwiec – sierpień) tanich przewoźników wybiera ponad 60 proc. klientów Internetowego Centrum Podróży eSKY.pl. Natomiast we wrześniu sytuacja jest w zasadzie wyrównana, gdyż 52 proc. zdecydowało się na lot tanimi, a 48 proc. regularnymi liniami lotniczymi. Ciekawie prezentuje się analiza cen biletów lotniczych w ostatnich latach. W 2008 roku za lot tanimi liniami płaciliśmy średnio 399 zł, cena ta wzrosła w 2009 do 412 zł, by teraz znów opaść do 386 zł. Jest to więc najniższa od trzech lat kwota, jaką płacimy za przelot. Zupełnie odwrotnie wygląda sytuacja w przypadku cen biletów u regularnych przewoźników. Dwa lata temu płaciliśmy przeciętnie 1070 zł, w ubiegłym roku kwota ta zmniejszyła się znacznie i wynosiła 829 zł, natomiast obecnie osiągnęła wysokość 1205 zł.


Tydzień na Mazurach

Coraz więcej rodaków, zdaniem Dziennika Gazety Prawnej, wybiera tygodniowe urlopy w kraju. W tym roku turystów przyciąga wschód, głównie Warmia, Mazury i Podlasie. Prawdziwym hitem są Mikołajki.

Powódź

Anna Kłossowska
Współpraca Kuba Sobieralski (Wrocław)
(źródła: Rzeczpospolita, Gazeta Wyborcza, TVP1, TVN24, wojewódzkie
i miejskie strony www)

Znacznie większych spustoszeń niż powódź dokonał w świadomości odbiorców – potencjalnych turystów – przekaz medialny płynący z dotkniętych nią terenów. Tam, gdzie sensacja zagłuszyła zdrowy rozsądek i zwykłą, dziennikarską rzetelność, liczone są teraz nie tylko materialne straty po przejściu wielkiej wody, ale finansowe skutki spadku przyjazdów, który może się utrzymywać jeszcze na długo po kataklizmie. Ponieważ w momencie oddawania tego numeru do druku druga fala powodziowa jeszcze przechodziła przez kraj, a zapowiadana była kolejna – raport ten jest siłą rzeczy częściowy. Z pomocą reprezentantów lokalnych omawiamy sytuację pod kątem możliwości uprawiania turystyki w kilku wybranych województwach, o których wyjątkowo dużo czytaliśmy w doniesieniach prasowych.


Świętokrzyskie

- Mimo powodzi, która nawiedziła województwo świętokrzyskie, największe atrakcje regionu nie ucierpiały od żywiołu – zaznacza Iwona Sinkiewicz, rzecznik prasowy Urzędu Marszałkowskiego Województwa Świętokrzyskiego w mailu do RT. – W mediach głośno jest o tragedii, która dotknęła prawobrzeżny Sandomierz i jego mieszkańców. Nie oznacza to jednak, że ucierpiała zabytkowa część. Stare miasto z zamkiem, sandomierską katedrą, ratuszem czy Bramą Opatowską to lewobrzeżny Sandomierz, położony na wysokiej skarpie i tam – na szczęście – nie ma problemów związanych z powodzią.

Ucierpiał jedynie nisko położony Bulwar Piłsudskiego – tereny rekreacyjno-spacerowe nad samą Wisłą. Można powiedzieć, że to atrakcja turystyczna “w budowie”. Inwestycja nie była jeszcze zakończona i tam woda niestety poczyniła znaczne szkody. Generalnie Sandomierz czeka na turystów, wszystkie zabytki i najatrakcyjniejsze miejsca są dostępne, nie ma też problemu z dotarciem do miasta – dodaje Iwona Sinkiewicz.

Aby upewnić się, że sandomierskie zabytki w żaden sposób nie doznały uszczerbku, można zajrzeć na oficjalną stronę Urzędu Miejskiego w Sandomierzu, która znajduje się pod adresem: www.sandomierz.pl, gdzie dwie kamery on-line na bieżąco pokazują widoki na Rynek Starego Miasta. Nie ma także żadnego zagrożenia epidemiologicznego, bowiem woda płynąca w mieszkaniach i domach w Sandomierzu ma swoje ujęcie w miejscowości Romanówka na terenie gminy Dwikozy, która jest oddalona od Sandomierza o 14 km i pochodzi z niezwykle czystych źródeł głębinowych. Jak dowiedzieliśmy się w świętokrzyskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, mimo dramatycznych komunikatów prasowych, nie ucierpiał Pacanów i Koziołek Matołek czeka na dzieci, które najwyraźniej są bardziej zdeterminowane niż dorośli, bo rezerwacje dla grup robione są już z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem. W Górach Świętokrzyskich szlaki są otwarte i dostępne jak wcześniej, a w Kielcach, gdzie poziom rzeki się nie podniósł, działają wszystkie muzea oprócz Narodowego, które jest w remoncie.


Małopolska

Paweł Mierniczak, dyrektor Małopolskiej Organizacji Turystycznej, w rozmowie z RT informuje: – Byłem na Podhalu po drugiej fali powodziowej – nie ma po niej śladu. Natomiast zaniepokoiła mnie poważnie znacznie mniejsza liczba turystów odwiedzających teraz te tereny. A tymczasem informacje o zalaniach czy zerwanych mostach, jak ten z Nowego do Starego Sącza, to sprawy punktowe, nie dotyczą całego regionu.

Aby nie być gołosłownym – można już z powrotem odbywać spływ Dunajcem, gmina Bukowina Tatrzańska, będąca jednym z naszych turystycznych liderów, nie została przez powódź dotknięta. Kraków, też nietknięty, czeka na turystów – niestety i tu jest ich znacznie mniej (hotelarze alarmują o sporej liczbie odwołanych grup z Wielkiej Brytanii, Niemiec i USA – red.). Obawiam się, że informacje o zalanych drogach czy torach kolejowych wystraszyły chętnych do odwiedzenia naszego regionu. Tymczasem infrastruktura, hotele są w takim stanie, jak były wcześniej – a jeśli gdzieś trzeba wykonać objazd, to nie oznacza, że do danego miejsca nie można dotrzeć. Nawet do Muszyny prowadzą jeszcze inne drogi poza tą przez zerwany most. Główne miasta, atrakcje turystyczne, z których Małopolska słynie, stoją, mają się dobrze i czekają na gości.

PIT: Polska nadal atrakcyjna

Uczestnicy kierownictwa Polskiej Izby Turystyki z ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim, które odbyło się 27 maja br. w Domu Polonii przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie wyrazili przekonanie o konieczności przeciwdziałania skutkom docierających za pośrednictwem mediów informacji kreślących dramatyczny stan, w jakim znalazł się nasz kraj pustoszony przez powódź o niespotykanej w historii sile. Doniesienia te wpływają negatywnie na ruch turystyczny obniżając motywacje turystów pragnących odwiedzić Polskę. Wywołują raptowny wzrost liczby odwoływanych przyjazdów turystycznych do naszego kraju. Decyzje wynikające ze zrodzonych obaw o własne bezpieczeństwo – nie są uzasadnione, bowiem obrazy, które są pokazywane nie odzwierciedlają prawdziwej sytuacji, ponieważ dramat powodzi dotknął mieszkańców niewielkiego obszaru kraju. Polskie placówki dyplomatyczne oraz ośrodki zagraniczne Polskiej Organizacji Turystycznej zostaną zobowiązane do upowszechnienia komunikatu uspokajającego turystów, którzy zastanawiają się nad wybraniem naszego kraju jako miejsca letniego wypoczynku, że skutki powodzi mają charakter lokalny. Turystyczne regiony nie ucierpiały wskutek wystąpienia wód z wezbranych rzek i pozostają atrakcyjne, jak zawsze. Bez zakłóceń działają lotniska i komunikacja lądowa. Polska pozostaje krajem bezpiecznym i spokojnym jak dotąd.

- W regionie tarnowskim woda nie spowodowała większych zniszczeń w zabytkach – informuje RT Paweł Rybak z Tarnowskiego Centrum Informacji. Najbardziej ucierpiały północne rejony (gminy: Wietrzychowice (powiat tarnowski), Borzęcin w powiecie brzeskim i Szczucin w powiecie dąbrowskim), na których to terenie nie znajdują się cenne zabytki czy też obiekty noclegowe. Największe straty są w infrastrukturze drogowej, gdyż oprócz zalania i zmycia, uaktywniły się osuwiska (gł. w gminie Pleśna). Z zabytków najbardziej ucierpiały, w wyniku osuwania się ziemi, ruiny zamku w Melsztynie, gdyż runął narożnik muru obwodowego na długości ok. 6 metrów. Z naszych obserwacji wynika, iż nie powinno wpłynąć to na ruch turystyczny w najbliższym czasie. Co więcej, w Tarnowie w ostatnim czasie zanotowaliśmy sporo grup zagranicznych: Niemców, Holendrów, Francuzów i Anglików. Oczywiste jest, iż z powodu niesprzyjającej aury wiele osób z Polski, które chciały spędzić weekendy w kraju (m.in. w Ciężkowicach), odwołało przyjazdy. Nie jest to jednak spowodowane w regionie tarnowskim powodzią.


Dolnośląskie

- Atrakcje turystyczne Dolnego Śląska nie zostały zniszczone ani w żaden sposób uszkodzone przez powódź – mówi Paulina Pietrykiewicz, specjalista ds. turystyki z Dolnośląskiej Organizacji Turystycznej. – Dotyczy to również infrastruktury hotelarskiej i drogowej. Dlatego liczymy na to, że turyści z innych części kraju nadal zechcą nas odwiedzać.

Pomoc branży turystycznej dla powodzian

Powódź nie obniżając potencjału turystycznego Polski jest jednak tragedią dla rodzin z terenów, które ucierpiały w wyniku żywiołu. Dlatego na uwagę zasługuje inicjatywa Federacji Polskiej Turystyki Wiejskiej “Gospodarstwa Gościnne” oferującej bezinteresowną pomoc w organizacji wypoczynku wakacyjnego rodzinom z dziećmi z terenów powodziowych.

Tym razem powódź we Wrocławiu nie zalała ścisłego centrum, tak jak to miało miejsce w 1997 r. Starówka i zabytki nie ucierpiały. W dniu kulminacyjnej fali na Odrze w zabytkowych miejscach było pełno turystów (tak samo w czasie drugiej fali). Zalane były osiedla na peryferiach, w tym Kozanów, gdzie zlekceważono dramatyczne skutki powodzi sprzed 13 lat i zamiast wybudować dodatkowe umocnienia, postawiono nowe bloki i stworzono tereny rekreacyjne. Burmistrz Lądka-Zdroju Kazimierz Szkudlarek informuje, że na terenie gminy nie odnotowano zagrożenia powodziowego, i zaprasza do odwiedzania uzdrowiska. Podobnie twierdzi Elżbieta Gołębiowska z Referatu Promocji Miasta Karpacza, który co prawda słynie jako lokalna stolica sportów zimowych, ale latem też ma sporo do zaoferowania. – Mieliśmy w tej sprawie wiele telefonów od turystów, ale uspokajaliśmy, że wielka woda nawet nie wystąpiła tu z brzegów, choć stan jej był podwyższony. Niestety, wiele grup odwołało pobyty, mimo że przygotowaliśmy specjalny newsletter informacyjny i rozesłaliśmy go do mediów – dodaje Gołębiowska.


Wybrzeże

Na tydzień przed rozpoczęciem sezonu urlopowego uspokajające informacje płyną z Państwowej Inspekcji Sanitarnej, czyli sanepidu, którego badania stanu wód bałtyckich kąpielisk po wpłynięciu do nich drugiej fali powodziowej nie wykazały skażenia. Podobnie było po pierwszej fali. Zarówno sanepid jak i Izba Morska zgodnie orzekły, że nasze nadmorskie kurorty są bezpieczne i można w nich zażywać kąpieli. Mimo obaw, że turyści mogą nie dopisać, frekwencja na wybrzeżu zachodnim, które niekojarzone jest z powodzią, jak na razie dopisuje, czego dowodem jest satysfakcjonujący stopień rezerwacji w obiektach hotelowych Kołobrzegu, Mielna czy Darłowa.

W budżecie państwa na usuwanie skutków klęsk żywiołowych jest zarezerwowanych 700 mln zł. Do samorządów trafi na razie 43,5 mln zł na najpilniejsze potrzeby, np. paliwo do pomp. Każda gmina doświadczona przez powódź ma dostać po 100 tys. zł.

Na wulkanie

100 tys. odwołanych lotów, 10 mln pasażerów, którzy musieli zrezygnować z podniebnej podróży, 1,5-2,5 mld euro straty – to bilans skutków wybuchu wulkanu na Islandii, przedstawiony przez unijnego komisarza ds. transportu Siima Kallasa, którego przewodniczący KE JoséBarroso wyznaczył do kierowania grupą, która ma ocenić wpływ perturbacji w transporcie lotniczym na gospodarkę i w szczególności na sektor lotniczy.

Obok Kallasa, grupą zawiaduje też komisarz ds. polityki monetarnej i gospodarczej Olle Rehn. Paradoksalnie, byli też tacy, którzy na tym kryzysie zarobili, i to bardzo dobrze. Chodzi o firmy transportu naziemnego: kolejowe, autokarowe i wypożyczalnie samochodów. Gdy bowiem ruch powietrzny został wstrzymany i pod znakiem zapytania stanął termin jego przywrócenia, zdesperowani podróżni, aby wrócić do domów lub dostać się do innych, wyznaczonych wcześniej celów, przesiadali się na dostępne środki lokomocji.


Kto ile stracił?

Najwięksi przegrani to oczywiście linie lotnicze, porty lotnicze, organizatorzy turystyki oraz ci, którzy mieli pecha, aby właśnie w tym czasie skorzystać z ich usług. Choć w przypadku turystów sprawa nie jest tak prosta, o czym w następnym rozdziale. Unijny komisarz ds. transportu Siim Kallas oszacował na 1,5 do 2,5 mld euro straty spowodowane paraliżem ruchu lotniczego po wybuchu islandzkiego wulkanu. Międzynarodowe Stowarzyszenie Transportu Lotniczego (IATA) szacuje, że linie lotnicze straciły z powodu kryzysu wulkanicznego 1,7 miliarda dolarów przychodów.

A jak kształtowały się straty w przypadku poszczególnych podmiotów? Air Transport News w swoich serwisach publikuje po kolei wszystkie dane spływające do niego od portów lotniczych i przewoźników powietrznych. I tak na przykład Grupa SAS za kwiecień odnotowała spadek pasażerów o 0,6 mln, czyli w rezultacie było to 1,6 mln w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego, kiedy z linii skorzystało 2,2 mln pasażerów.

Do 7 maja zamyka się to w cyfrze 650-700 mln koron szwedzkich (SEK) strat. – Z powodu zamknięcia przestrzeni powietrznej nasz przemysł lotniczy poniósł ponad 25 miliardów koron strat. Ponieważ jest to klęska żywiołowa, z powodów naturalnych – nie obejmuje jej ubezpieczenie – powiedział Mats Jansson, prezes zarządu i przewodniczący rady nadzorczej (CEO). Air France odnotował stratę zysku operacyjnego w wysokości 35 mln euro za każdy dzień przestoju (przy czterech dniach całkowitego przestoju i kolejnych trzech, podczas których ruch powietrzny był bardzo ograniczony). Do momentu wybuchu wulkanu Air France odnotował pozytywny trend z poprzedniego miesiąca z 1,1% wzrostem ruchu pasażerskiego i spadkiem obłożenia linii o 1,4%. Siedmiodniowy kryzys spowodował 15,3% spadek obłożenia i 15,9% spadek ruchu pasażerskiego w rozliczeniu miesięcznym.

Grupa Lufthansa odnotowała za 7-dniowy okres przestoju 200 mln euro strat (por. wywiad z Heike Birlenbach, vice president Division Milano, Lufthansa Italia). Norwegian musiał anulować 2 tys. lotów, realizując 79,9% z wcześniej zaplanowanych, obłożenie wyniosło 71%, o 8% mniej niż w analogicznym okresie 2009 r., a jego strata wyniosła 100 mln koron norweskich (NOK). Finnair były zmuszone do odwołania ponad 1700 lotów, komplikując plany podróży ponad 140 tysiącom pasażerów. W wyniku wstrzymania ruchu lotniczego oraz procesu jego wznowienia spółka poniesie stratę około 20 mln euro. Traciły nie tylko europejskie linie lotnicze, ale wszystkie obsługujące trasy na nasz kontynent. Na przykład Emirates już trzy dni po erupcji wulkanu oświadczył, że chmura spowodowała uziemienie 1/5 jego floty, co przekłada się na 18 tys. pasażerów i 10 mln dolarów strat dziennie.

Chmura wulkanicznych pyłów zakłóciła funkcjonowanie mniejszych i większych portów lotniczych w Irlandii, Wielkiej Brytanii, Belgii, Holandii, Norwegii, Danii, Estonii, Łotwy, Francji, Malty, Włoch i Niemiec. To przeszło połowa wszystkich lotnisk w Europie i ponad 2 mln pasażerów dziennie. Malta Internationalonal Airport odnotował w kwietniu 6% spadek w ruchu pasażerskim w stosunku do analogicznego miesiąca poprzedniego roku.

W przełożeniu na liczby oznacza to 239,553 pasażerów i spadek o 15,370 pasażerów odnośnie do kwietnia 2009. Ruch samolotowy spadł w tym czasie o 1,3%. Pomimo kwietniowego spadku, MIA za pierwsze cztery miesiące roku nadal odnotowuje wzrost o 3,6 % w stosunku do 2009 r. Wiodący operator lotnisk, firma BAA Airports (zarządzająca m.in. Heathrow) należąca do koncernu ADI Limited (Grupo Ferrovial), odnotowały w kwietniu 22,7% spadek ruchu pasażerskiego w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego.

Również nasze porty lotnicze szacują straty po blisko tygodniowym zamknięciu polskiej przestrzeni powietrznej dla samolotów rejsowych, o czym mówi dr Jan Pamuła, Prezes Związku Regionalnych Portów Lotniczych w Głosie branży, otwierającym bieżący numer RT. Stołeczne lotnisko Okęcie podało, że w wyniku pyłu poniosło 8 mln zł strat. W tym okresie nie odbyło się kilkadziesiąt połączeń. Zrealizowano 160 operacji (zaplanowano ponad 1800).

Lotnisko Katowice-Pyrzowice podało, iż między 15 a 20 kwietnia odprawiono o 35 tys. osób mniej. Port stracił ok. 800 tys. zł przychodów. Krakowskie Balice z powodu zamknięcia przestrzeni utraciły około 45 tys. pasażerów. Port Kraków-Balice w kwietniu 2010 r. zanotował 13% spadek liczby pasażerów w porównaniu z tym samym miesiącem roku poprzedniego. Port lotniczy w Rzeszowie policzył straty spowodowane islandzkim pyłem, wyniosły one ok. 400 tys. zł. Jasionka odwołała ok. 30 zaplanowanych lotów. Z powodu zamknięcia lotniska na pięć dni około 400 tys. zł straciło lotnisko w Szczecinie. Port Goleniów nie odprawił wtedy ponad 4,5 tys. pasażerów.

Straty zanotowało też lotnisko w Gdańsku. Nie obsłużyło około 34 tys. pasażerów. W kwietniu br. liczba pasażerów spadła o 2,2% w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. Chmura wulkaniczna odbiła się również na wynikach poznańskiej Ławicy. Między 16 a 20 kwietnia z tego portu odprawionych zostało 37 osób, podczas gdy średnia liczba pasażerów w kwietniu 2009 wyniosła 2,9 tys. dziennie. W kwietniu 2010 odbyło się 1657 operacji lotniczych, wobec 1846 rok wcześniej. Na wystąpienie pyłu nie narzekają bardzo władze Portu Lotniczego Wrocław. Kwiecień był dla lotniska miesiącem udanym mimo zamknięcia przestrzeni lotniczej. Lotnisko odprawiło w kwietniu 2010 o 3% osób więcej niż w kwietniu roku poprzedniego.

Dariusz Kuś, prezes portu, powiedział, że wynik za kwiecień byłby nawet o 30% lepszy, gdyby nie pył z wulkanu Eyjafjoell. Straty ponieśli też zagraniczni i polscy touroperatorzy. W przypadku tych ostatnich, musieli oni obsłużyć około 10 tys. turystów, którzy przez kolejne dni nie mogli powrócić do Polski z wyjazdów wakacyjnych. Jan Korsak, prezes Polskiej Izby Turystyki, wystosował do nich specjalne słowa podziękowania: – Wszyscy klienci biur podróży, którzy z powodu wybuchu wulkanu na Islandii przymusowo pozostali za granicą, otoczeni zostali opieką, a koszty ich przedłużonego pobytu zostały pokryte przez przedsiębiorstwa turystyczne, pomimo że przepisy prawa nie nakładają tego obowiązku na organizatorów wyjazdu.


Kto ile zyskał?

Oczywiście, jak już wspomniano na początku raportu, zarobiły naziemne środki transportu. Z powodu braku odpowiednich danych dotyczących rynku europejskiego, podajemy tylko informacje z Polski. I tak w czasie zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Polską po wybuchu islandzkiego wulkanu, liczba rezerwacji na pociągi międzynarodowe zwiększyła się o 94 proc. Poinformował o tym rzecznik PKP Intercity Paweł Ney. Od 16 do 21 kwietnia z międzynarodowych pociągów obsługiwanych przez spółkę skorzystało ok. 14 tys. pasażerów udających się za granicę.

To dotychczasowy rekord spółki. PKP Intercity uruchamiał dziennie 26 pociągów międzynarodowych, łączących Warszawę, Kraków czy Poznań z europejskimi miastami. – Rzadko się zdarza, abyśmy poza sezonem wakacyjnym czy okresem przedświątecznym notowali w pociągach do Berlina czy Wiednia pełną frekwencję – powiedział Ney. Jak wyliczyła spółka, przez kilka dni, kiedy przestrzeń powietrzna nad częścią kontynentu była zamknięta, pociągi międzynarodowe PKP Intercity przewiozły 14 017 pasażerów, co daje wzrost o ponad 94 proc. w stosunku do analogicznego okresu w marcu. Rekordowy wynik przewozowy zanotowano 17 kwietnia – do 12 pociągów kursujących do Niemiec, Austrii czy Rosji wsiadło 1,5 tys. osób więcej, co oznacza wzrost o ponad 136 proc.

Pociągi cieszące się największym zainteresowaniem wzmacniano dodatkowymi wagonami. W sumie przewoźnik dołączył do pociągów 36 dodatkowych wagonów, co dało 1597 dodatkowych miejsc. Przychody PKP InterCity wzrosły o ok. 500 tys. zł dziennie. Podobnie było w przypadku innych środków transportu. Nawet 300% podróżnych więcej obsługiwały niektóre firmy autokarowe w czasie, gdy zamknięta była przestrzeń powietrzna z powodu wybuchu wulkanu na Islandii.


Reakcja nieadekwatna do sytuacji?

Tymczasem Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA) jeszcze w najgorętszym czasie, czyli kiedy samoloty pozostawały na lotniskach, skrytykowało europejskie rządy za przesadzoną reakcję na zagrożenie pyłem wulkanicznym znad Islandii. Szef IATA Giovanni Bisignani wyraził “dezaprobatę z powodu decyzji poszczególnych państw w sprawie zamykania lotnisk, bez żadnej konsultacji i koordynacji”.

Zażądał, aby “decyzje dotyczące zamykania przestrzeni powietrznych były podejmowane na podstawie realnej sytuacji”. Poinformował, że według bardzo ostrożnych szacunków straty wynoszą 200 mln dolarów dziennie, zmierzając do 250, a nawet 300 mln dolarów dziennie. Kwoty te nie uwzględniają wydatków na paliwo dla przemieszczania pustych samolotów, odszkodowania dla pasażerów i rozmów telefonicznych. Bisignani uważa, że “szczególnie zagrożone są niewielkie towarzystwa lotnicze mające problemy z płynnością finansową”.


Uchwała nr 3 Rady Naczelnej Polskiej Izby Turystyki z dnia 6 maja 2010 r. w sprawie zakresu obowiązków organizatora turystyki wobec klienta w związku z odwołaniem lotu stanowiącego część imprezy turystycznej z powodu siły wyższej

1. Ostatnie, spektakularne i brzemienne w skutki, w tym finansowe, wydarzenia na rynku usług turystycznych w związku z zamknięciem dla samolotów przestrzeni powietrznej w Polsce i innych krajach Europy wskutek wybuchu wulkanu na Islandii uaktualniły sprawę zakresu obowiązków organizatora turystyki wobec klienta w związku z odwołaniem lotu stanowiącego część imprezy turystycznej z powodu siły wyższej.

2. Rada Naczelna zwraca uwagę i podkreśla, że sytuacja na rynku usług turystycznych spowodowana działaniem siły wyższej jest trudna nie tylko dla klientów biur podróży, ale i dla samych organizatorów turystyki.

3. Rada Naczelna uważa, że stanowisko w tej niezwykle trudnej i – ze względu na skalę – precedensowej sprawie powinno uwzględniać interesy obu stron: tak klientów jak i organizatorów turystyki.

4. W przekonaniu Rady Naczelnej właściwym byłoby rozwiązanie rozkładające dodatkowe koszty na organizatora turystyki i klienta w sposób niedyskryminujący żadnej ze stron umowy o imprezę turystyczną.

Przewodniczący Rady Naczelnej Jan Korsak Prezes PIT

- Skutki finansowe obecnego kryzysu będą o wiele poważniejsze niż skutki zamachów bombowych z 11 września 2001 roku w USA – podkreślił. IATA domagała się otwarcia “co najmniej kilku korytarzy” ułatwiających komunikację lotniczą i rozładowujących tłok na europejskich lotniskach. Bisignani wskazał też na fakt, że kilka głównych linii lotniczych przeprowadziło bezproblemowe loty próbne, bez pasażerów, co wywołuje pytania, czy decyzje poszczególnych państw o zamknięciu lotnisk i zawieszeniu lotów nie były przesadzone.

Co warte podkreślenia, sami naukowcy nie mają pewności, jak niebezpieczne są wyrzucane przez wulkan pyły. Wiadomo, że mogą one uszkodzić silniki odrzutowe, awionikę i poszycia kadłubów samolotów. Wiele jednak zależy od warunków atmosferycznych, wysokości lotu, a także czasu, jaki upłynął od erupcji. Najcięższe elementy wulkanicznego popiołu opadają bowiem stosunkowo szybko. ICAO, której siedziba mieści się w Montrealu, dysponuje na świecie dziewięcioma stacjami pomiarowymi, kontrolującymi koncentrację pyłów wulkanicznych w powietrzu. Informacje z tych stacji rozsyłane są do rządów 190 państw członkowskich organizacji, które na tej podstawie samodzielnie decydują, czy istnieje zagrożenie dla samolotów.


Antykryzysowe regulacje

Komisja Europejska zapowiedziała lepszą metodologię oceny zagrożenia dla lotnictwa związanego z wybuchem wulkanów. Ma być powołana grupa ekspertów, którzy opracują do września unijną propozycję nowych przepisów w ramach Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego. KE zamierza też szybciej dokończyć budowę jednolitego europejskiego nieba w UE, czyli wdrożyć do końca tego roku przyjęty w 2008 r. znowelizowany pakiet przepisów “Single European Sky II”. – Potrzebujemy jednego europejskiego regulatora jednego europejskiego nieba – powiedział Kallas. – Silniejsza europejska koordynacja nie rozwiąże wszystkich problemów, ale pozwoli nam na sprawniejszą odpowiedź w przypadku paneuropejskich kryzysów. Pierwotnie pakiet miał wejść w życie do 2012 roku. Ma być też powołana “platforma lotnicza” skupiająca przedstawicieli branży, by koordynować wszystkie podejmowane na szczeblu europejskim środki mające wpływ na lotnictwo cywilne i współpracować przy podejmowaniu działań kryzysowych.


Prawo po polsku

Swoje stanowisko przedstawiło Ministerstwo Sportu i Turystyki informując, że “zgodnie z ustawą o usługach turystycznych (Dz.U. z 2004 r. Nr 223, poz. 2268 z późn. zm.) organizator turystyki ma obowiązek udzielenia w czasie trwania imprezy turystycznej pomocy poszkodowanemu klientowi. W przypadkach, w których klienci biur podróży wyjechali już na wyjazd turystyczny i nie mogą powrócić do kraju, organizator wyjazdu powinien, bez obciążania turystów dodatkowymi kosztami, zapewnić im opiekę swojego przedstawiciela oraz zagwarantować nocleg wraz z wyżywieniem do czasu powrotu do Polski.

W sytuacjach, w których turyści nie wyjechali jeszcze na imprezę turystyczną, organizator wyjazdu powinien niezwłocznie poinformować swoich klientów o konieczności zmiany istotnych warunków umowy oraz o związanym z tym prawem klientów do: 1. uczestniczenia w imprezie zastępczej o tym samym lub wyższym standardzie (chyba że zgodzi się na imprezę o niższym standardzie za zwrotem różnicy w cenie) albo 2. żądania natychmiastowego zwrotu wszystkich wniesionych wpłat. Należy także dodać, że w świetle przepisów ww. ustawy w związku z wystąpieniem siły wyższej, klientom biur podróży nie przysługuje odszkodowanie za niewykonanie lub nienależyte wykonanie umowy przez organizatora turystyki”. Jakkolwiek biura podróży zastosowały się do tej interpretacji, niektórzy turyści wykorzystywali sytuację, aby naciągnąć je na jeszcze większe koszty.

Zdarzały się przypadki odmówienia powrotu alternatywnym środkiem transportu i pozostawania, oczywiście na koszt organizatora, w hotelach do czasu przywrócenia ruchu powietrznego. Były też przypadki powrotu wynajętym samochodem za… 1800 euro – na co fakturę też dostało biuro podróży. Pojawiły się też pierwsze pozwy do sądu, ponieważ klienci nie wrócili na czas z urlopu i nie mogli w związku z tym dopełnić obowiązku świadczenia pracy, za co też winą obarczyli biura podróży. Te kwestie zostały omówione podczas posiedzenia Komisji Turystyki Wyjazdowej, Spraw Międzynarodowych i Transportu Polskiej Izby Turystyki, które odbyło się 11 maja br.

Uczestniczący w nim przedstawiciele biur podróży dyskutowali na nim na temat odpowiedzialności organizatora turystyki wobec klienta w związku z odwołaniem, z powodu siły wyższej, lotu stanowiącego część imprezy turystycznej. Poniżej zamieszczamy dokumenty będące wynikiem tego spotkania.

Stanowisko
Polskiej Izby Turystyki w sprawie zakresu odpowiedzialności organizatora
turystyki wobec klienta w związku z odwołaniem, z powodu siły wyższej,
lotu
stanowiącego część imprezy turystycznej

Anna Kłossowska na podst.: Air Transport News, PAO, IATA, ACI EUROPE, PIT, POT, WP,

Wstęp

Według szacunków Instytutu Turystyki, w pierwszych ośmiu miesiącach 2009 roku, czyli okresie obejmującym tzw. wysoki sezon wakacyjny, Polacy wzięli udział w 23,1 mln krajowych podróży turystycznych, czyli o 11% mniej niż w podobnym okresie 2008 roku; 45% stanowiły długookresowe, a 55% krótkookresowe.

Obserwujemy mniejszy spadek liczby podróży długookresowych (o 7%) niż krótkookresowych (o 14%). W pierwszych ośmiu miesiącach 2009 roku Polacy uczestniczący w podróżach na 5 i więcej dni wyjeżdżali na dłużej niż w poprzednim roku. W strukturze krajowych wyjazdów turystycznych Polaków udział wyjazdów w celach typowo turystycznych był większy niż w takim samym okresie 2008 roku; wyjazdy w celu odwiedzenia krewnych lub znajomych – mniejszy.

Celem 46% podróży była typowa turystyka, 38% – odwiedziny. Spośród 23,1 mln krajowych wyjazdów mieszkańców Polski, 10,6 mln to wyjazdy w celach typowo turystycznych, w tym 60% stanowiły długookresowe, a 40% – krótkookresowe. W analogicznym okresie 2008 roku takich wyjazdów było 10,7 mln.
Z danych Instytutu Turystyki wynika, że Polak najchętniej zwiedza swój kraj (lub przemieszcza się po nim) siedząc za kółkiem samochodu. Kolejny w rankingu preferowany środek lokomocji to pociąg, a dalej autobus kursowy i autokar. Statystyki nie wykazują, aby Polacy wykorzystywali w tym celu samolot czy transport wodny.

Z porównania danych za dwa minione lata wynika natomiast, że w stosunku do 2008 r., w 2009 r. więcej rodaków wybrało podróże własnym transportem (67% w przypadku podróży dłuższych i 71% dla krótszych w 2009 r., podczas gdy w 2008 r. odpowiednio 66% i 64%). Z kolei spadło zainteresowanie koleją (odpowiednio 20% i 14% przy podróżach dłuższych i krótszych w 2009 r., podczas gdy w 2008 r. było to 22% i 17%). Większym zainteresowaniem cieszyły się autobusy kursowe (6% i 8% dla dłuższych i krótszych wojaży w 2009 r.) niż autokary (odpowiednio 5% i 4% dla dłuższych i krótszych wyjazdów w 2009 r.).
Celem 57% zagranicznych wyjazdów Polaków była typowa turystyka.

W ogólnej liczbie 4,25 mln wszystkich podróży za granicę było ich ponad 2,4 mln (w 2008 r. – prawie 2,6 mln). W tym przypadku dominuje turystyka samolotowa i autokarowa. Z kolei goście zagraniczni przylatują do Polski głównie samolotami (ok. 70%). y
Na podst. danych Instytutu Turystyki i Skyscanner

To będzie dobry rok

- rozmowa z Piotrem Sućko, właścicielem biura podróży Funclub

Jak oceniłby Pan miniony sezon z punktu widzenia turystyki autokarowej. Czy kryzys dał się branży bardzo we znaki?

To był czas dużych wzrostów, którymi rynek zareagował na gwarancję niezmienności ceny wycieczek, jaką biura podróży zaoferowały swoim klientom. To “antykryzysowe” rozwiązanie pozwoliło nam przyciągnąć więcej chętnych niż w poprzednich latach. Przypominam bowiem, że gwarancji ceny wcześniej nie stosowaliśmy. Natomiast z punktu widzenia finansowego okazało się to mniej opłacalne, bo kurs nie był tak korzystny, jak się początkowo spodziewaliśmy.


Klienci biur wybierają raczej wycieczki objazdowe czy pobytowe? Na ile konkurencją są tutaj imprezy samolotowe, w przypadku których czynnikiem przemawiającym za autokarem jest niższa cena?

Wszystko zależy od pory roku. W okresie letnim, od maja do września, najpopularniejsze są wyjazdy pobytowe, kiedy klienci wybierają się zazwyczaj nad ciepłe morze. Wiosną i jesienią, kiedy jest chłodniej, więcej jest natomiast “objazdówek”. Co ciekawe, znacznej części osób przed wyprawą samolotem nie powstrzymuje wcale wyższa cena, ale… strach przed lataniem! Dlatego decydują się na autokar. Mało tego, coraz większy udział w liczbie sprzedanych imprez mają te “długodystansowe”, kiedy dojazd do celu zajmuje więcej niż dzień.


A jakie są Pana prognozy dla turystyki autokarowej na ten rok?

My sami odnotowaliśmy już 60-proc. wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wiem, że w konkurencji dzieje się podobnie. Jest to wynikiem zmiany podejścia klientów do sposobu rezerwacji urlopu. Gros z nich stara się zarezerwować imprezę z dużym wyprzedzeniem, dzięki czemu uzyskują niższą, a więc atrakcyjniejszą dla nich cenę. Jednocześnie jest to klient znacznie bardziej świadomy swoich wyborów niż ten sprzed nawet pięciu, nie mówiąc już o dziesięciu latach wstecz. Kiedyś turysta chciał tylko dojechać do miejsca, gdzie byłoby ciepło – dziś równie ważne jest dla niego, w jaki sposób, czym i w jakich warunkach odbędzie podróż. Gdy decyduje się na autokar, jednym z najczęściej zadawanych przy rezerwacji imprezy jest pytanie o wiek tego środka transportu i czy jest wygodny. Klient zwraca uwagę na coraz więcej szczegółów – barek i toaleta to nie wszystko. Są tacy, którzy wybierają konkretne marki! A to obliguje rynek do kupowania produktów z wyższej półki. My odnawiamy flotę co roku, bo wiemy, że zostanie to docenione.


Klienci rzeczywiście są wymagający i często bezlitośni. Wystarczy zajrzeć na odpowiednie fora internetowe, na których aż kipi od negatywnych ocen różnych firm dokonywanych przez niezadowolonych z wakacji turystów…

Niestety sporo z tych ocen to wynik manipulacji nie zawsze grającej fair konkurencji, która w ten sposób próbuje dyskredytować innych. Warto o tym pamiętać, zaglądając do internetu. Z drugiej strony jednak sieć jest doskonałym narzędziem informacji i wiele osób właśnie tam przekazuje sobie obiektywne opinie na temat różnych produktów i usług, w tym naszych.

Zdaje się, że nie ma jeszcze badań dotyczących turystyki autokarowej…

To jeszcze zbyt mały fragment rynku, aby je przeprowadzić. Przyznam, że mnie samego kilka lat temu kusiło, aby przygotować odpowiedni raport, i zwróciłem się w tym celu do firmy badającej opinię publiczną, która wyceniła mi go na… 170 tys. zł. To trochę za duży wydatek dla jednego podmiotu – musiałoby w to zainwestować więcej firm, ale jest to ciągle nieopłacalne. Przecież na razie podróżuje tylko 5-7 proc. naszego społeczeństwa – musimy poczekać jeszcze kilka lat, gdy więcej z nas stanie się mobilnych. A wtedy zapewne pojawią się i odpowiednie analizy rynku.

Rozmawiała Anna Kłossowska

Przyjazdy autokarowe do Polski

Podczas gdy my nie prowadzimy statystyk i badań dotyczących naszego rynku przewozów autokarowych, skrupulatnie czynią to chociażby nasi sąsiedzi, Niemcy. Przytoczone dane są o tyle interesujące, bo dotyczą nas bezpośrednio.

W Niemczech działa ok. 5 tys. prywatnych przedsiębiorstw autokarowych zdominowanych przez małe i średnie firmy. 40 proc. z nich zatrudnia mniej niż 10 pracowników, 55 proc. to biura rodzinne. Około 170 tys. miejsc pracy generowanych jest przez niemiecką branżę autokarową. Według sondażu z 2009 roku autokar jest, po samochodzie i pociągu, najważniejszym środkiem lokomocji dla turystów, a największe zainteresowanie dotyczyło podróży do miast, imprez objazdowych i tematycznych.
Polska zajmuje czołową pozycję w statystykach niemieckiej turystyki autokarowej.

Według RDA znajdujemy sie na trzeciej pozycji top listy kierunków podróży autokarowych, po Włoszech i Austrii.
Specyficzna dla rynku belgijskiego jest silna pozycja firm autokarowych. Są to też najsilniejsi partnerzy Polski, oferujący liczne programy objazdowe. Ich oferta poszerza się, jako że od kilku lat obserwowana jest wśród tych firm tendencja do przystosowywania się do potrzeb rynkowych i współpracy z tanimi liniami lotniczymi. Dzięki temu powstają liczne pakiety zawierające przelot i objazd na miejscu: miast lub/i wybranych regionów.
Węgierscy touroperatorzy najczęściej korzystają z autokarów organizując imprezy objazdowe po naszym kraju. Młodzież oraz seniorzy najczęściej jeżdżą do Polski regularnie kursującymi autobusami liniowymi, podróż z Budapesztu do Krakowa trwa ok. 6 godz., a przejazd kosztuje ok. 15 euro. Z Krakowa dalsza część podróży odbywa się autobusami lub koleją.
Większość turystów z zachodniej Europy: Włochy, Francja, Austria – przylatuje do Polski samolotem, a na miejscu zwiedza miasta lub region autokarem.

KS (na podst. raportu POT
o stanie turystyki)

Prawo UE: W kierunku ekologii

Europejska polityka transportowa musi zmierzyć się z wyzwaniem polegającym na utrzymaniu konkurencyjności sektora przy jednoczesnym ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych. Jednym z możliwych rozwiązań jest podjęcie kroków mających natychmiastowy, bezpośredni i wyraźny wpływ na koszty, jak stwierdza się w opinii przyjętej na sesji plenarnej Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego 17 marca 2010 r.

W opinii autorstwa Stéhane’a Buffetauta (Grupa Pracodawców, Francja) w sprawie europejskiej polityki transportowej w kontekście strategii “Europa 2020″ oraz strategii na rzecz zrównoważonego rozwoju podkreśla się, że konkurencyjny, niezawodny, płynny i opłacalny transport jest warunkiem dobrobytu gospodarczego Europy. “Cała branża transportu bardzo ucierpiała jednak z powodu obecnego kryzysu gospodarczego i jest świadoma, że niedostatecznie odpowiada wymogom zrównoważonego rozwoju” – mówi sprawo- zdawca. Głównymi wyzwaniami, które należy podjąć, i kwestiami, które należy uwzględnić w zrównoważonej polityce transportowej, są: nasilenie się urbanizacji oraz zapotrzebowanie na wygodę podczas codziennych przejazdów, ochrona zdrowia publicznego, zachowanie gospodarki opartej na wymianie handlowej przy uwzględnieniu konieczności obniżenia poziomu emisji, zrozumienie potrzeb ludności i podmiotów gospodarczych oraz zdobycie ich przychylności dla wprowadzenia nowej polityki i ugruntowania nowych postaw w zakresie mobilności. Przyszłej europejskiej polityce transportowej muszą przyświecać cztery cele: upowszechnianie transportu niskoemisyjnego, efektywność energetyczna, bezpieczeństwo zaopatrzenia oraz niezależność w tym względzie, a także walka z zagęszczeniem ruchu. “Samorządy lokalne oraz państwa członkowskie powinny wprowadzić konkretne środki. UE może działać dzięki aktom prawodawczym, przydzielaniu funduszy spójności lub funduszy rozwoju regionalnego, nowym wytycznym w zakresie transeuropejskich sieci transportowych oraz interwencjom Europejskiego Banku Inwestycyjnego” – zaznacza sprawozdawca. W opinii EKES-u proponuje się proste rozwiązania, które miałyby natychmiastowy, bezpośredni i widoczny wpływ na koszty (np. wybór opcji możliwie najbardziej ekologicznej, wykorzystanie opuszczonej infrastruktury kolejowej, poprawa istniejących możliwości transportu intermodalnego), a także szereg śmiałych decyzji politycznych o poważniejszych skutkach finansowych.

Źódło: transinfo.pl.

Polskie porty morskie 2009

Po korzystnym dla polskich portów roku 2008, kiedy to wzrost liczby obsłużonych pasażerów wzrósł o 8,8% osiągając poziom prawie 1,3 mln osób, miniony rok przyniósł niestety spadek o ponad 20%. Tym samym ruch pasażerski został ograniczony do poziomu nieznacznie przewyższającego 1 mln osób.

Negatywna tendencja dotyczy wszystkich portów, jednakże największe spadki obserwowane były w Świnoujściu, gdzie obsłużono o 227,1 tys. pasażerów mniej (-30,6%). Ponad 15% ograniczenie ruchu zanotowano także w Gdańsku, jednakże z uwagi na relatywnie niski poziom bezwzględny, było to jedynie 27,2 tys. osób mniej niż w roku poprzednim. Ruch pasażerski w Gdyni uległ jedynie niewielkiej korekcie (-1,3%), co związane było w dużej części z uruchomieniem nowego połączenia do Helsinek. *Polska ma cztery terminale promowe: Stena Line Terminal Gdynia w Gdyni, Baza Promowa PŻB i Terminal Promowy Westerplatte w Gdańsku oraz największy Terminal Promowy Świnoujście, będący jednym z najnowocześniejszych na Bałtyku.


Obsługa statków wycieczkowych

Osobnym sektorem rynku, który stanowi istotny element portowej obsługi osób, jest ruch wycieczkowy. W 2009 roku miało miejsce 139 zawinięć wycieczkowców (cruise), które łącznie przywiozły 153,1 tys. osób. Tym samym dynamika wzrostu sektora osiągnęła poziom ponad 10% (wg liczby osób odwiedzających). Jest to jeden z nielicznych przykładów intensywnego wzrostu obrotów w trudnym, 2009 roku. Największy wpływ na sytuację ogólną posiadał port Gdynia, gdzie przyrost osiągnął poziom 11,4 tys. osób (+9,2%). Z drugiej strony najwyższa dynamika obserwowana była w Gdańsku (+26,2%).

Spadek ruchu obserwowano zaś w portach Szczecina i Świnoujścia, jednakże niski poziom wyjściowy spowodował, iż odprawiono jedynie 579 turystów mniej niż przed rokiem. Na podkreślenie zasługuje ponadto proces powolnego wzrostu średniej wielkości wykorzystywanych statków, a także różnica w rozmiarach jednostek, które odwiedzają poszczególne porty. Największe wycieczkowce, które przywożą po 1405 turystów na pokładzie, obsługiwane są w Gdyni. Wynika to głównie z korzystnych parametrów oraz warunków nawigacyjnych w tym porcie. W pozostałych ośrodkach portowych obsługuje się mniejsze jednostki, które jednorazowo przywożą około 450 turystów.

Fragment Raportu: Polskie Porty Morskie w 2009 r. – podsumowanie i perspektywy na przyszłość. Autorzy: Bogdan Ołdakowski, prezes zarządu Actia Forum Sp. z o.o., sekretarz generalny Baltic Ports Organization dr Maciej Matczak – starszy konsultant w Actia Consulting, adiunkt na Akademii Morskiej w Gdyni. Actia Consulting specjalizuje się w badaniach rynkowych z zakresu transportu, turystyki, środowiska, projektów europejskich i doradztwa biznesowego.

Kolej musi się rozwijać

Rozmowa z dr. inż. Andrzejem Żurkowskim,
dyrektorem Centrum Naukowo-Technicznego Kolejnictwa w Warszawie


Jaki był dla polskich kolei rok 2009?

Największą zmianą, z którą mieliśmy do czynienia od początku roku 2009, było samodzielne funkcjonowanie spółki Przewozy Regionalne poza grupą PKP. Wyłączenie tej spółki stanowi dopełnienie przemian w zakresie regionalizacji przewozów. Obecnie za organizację i finansowanie tych przewozów odpowiadają w pełni organy samorządowe. Na owoce tych przekształceń trzeba jeszcze poczekać, ponieważ tak głębokie zmiany systemowe nie mogą przynieść efektu od razu. Rok 2009 był także pierwszym rokiem otwarcia w Europie granic dla konkurencji w pasażerskich przewozach międzynarodowych, w tym kabotażu. Zgodnie z przewidywaniami zmiany w tej dziedzinie nie miały charakteru rewolucyjnego i pojawienia się operatorów z zagranicy należy spodziewać się w kolejnych latach. Skutki kryzysu przełożyły się na wielkość przewozów pasażerskich i towarowych.

Bardzo trudny był także okres zimowy z uwagi na bardzo duże opady śniegu. Tym niemniej rok oceniam pozytywnie, zwłaszcza pod względem inwestycyjnym, tak w zakresie modernizacji linii kolejowych jak i zakupu taboru do różnych rodzajów przewozów. Badania materiałów i urządzeń prowadzone w Centrum Naukowo-Technicznym Kolejnictwa stanowią czuły barometr tej części gospodarki, która jest związana z koleją. Na tej podstawie mogę powiedzieć, że na rynku tym widać ożywienie.


Czy nasza kolej rozwija się czy też zwija? Mam na myśli zamykane trasy, zbyt długie przejazdy, opóźnienia, przestarzały tabor?

W ostatnich latach prowadzone są na kolei prace modernizacyjne linii kolejowych. Ze względu na rozmiar i rozległość tych modernizacji dotychczas powodują one tylko utrudnienia w ruchu pociągów. Pierwsze efekty odczuwalne będą w ciągu kilkunastu miesięcy. Likwidacja linii kolejowych jest obecnie procesem marginalnym, a nawet można zaryzykować tezę, że w wielu przypadkach myśli się o ich rewitalizacji. Kolej będzie się rozwijać, bo bez jej dobrej kondycji trudno sobie wyobrazić rozwój społeczno-gospodarczy kraju. Przykładem może być ambitny program budowy pierwszej linii kolei dużych prędkości (patrz Rynek Turystyczny z marca 2010). Mocne wsparcie dla tego programu zgłosiło środowisko polskich naukowców związanych z transportem. Myślę, że w perspektywie kilku lat odnotujemy znaczną poprawę nie tylko warunków podróżowania, co już w jakiejś mierze nastąpiło, ale także skrócenie czasu przejazdu.

Na ile uda nam się zrealizować plany dotyczące EURO 2012. Czy polski/zagraniczny kibic-turysta dojedzie sprawnie do miast, w których zaplanowano rozgrywki?

EURO 2012 z punktu widzenia transportu kolejowego jest wydarzeniem specyficznym. W krótkim okresie czasu konieczne będzie przewiezienie dużej liczby kibiców pomiędzy kolejnymi odsłonami tej imprezy. Zaplanowanie tych przejazdów jest bardzo trudne, ponieważ kto i kiedy będzie się przemieszczał, zależeć będzie od wyników meczów. Kolej przygotowuje odpowiedni tabor. We współpracy z kolejami ukraińskimi będzie konieczne opracowanie programu takich przewozów.

Rozmawiała Anna Kłossowska

Przewozy pasażerskie w 2009 roku

W trzecim kwartale 2009 r. odnotowano spadek liczby pasażerów o 3,5% w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku. Łącznie z usług kolei skorzystało blisko 69,6 mln pasażerów. Praca przewozowa* w tym samym czasie zmniejszyła się o 8,4% do 5,25 mld pas km (pasażera na kilometr). Ostatni kwartał 2009 r. nie przyniósł odwrócenia tendencji spadkowej.

W ostatnich trzech miesiącach 2009 r. odnotowano spadek liczby pasażerów ogółem o 5% i spadek pracy przewozowej o 7,9%. Przełożyło się to oczywiście na znaczące spadki w całym 2009 r. W sumie przewieziono o 3,3% pasażerów mniej, a wykonana praca przewozowa była o 7,7% mniejsza niż w 2008 r. W latach 2006-2009 odnotowano zwiększenie przewozów pasażerskich zarówno pod względem liczby podróżujących, jak i wykonywanej pracy przewozowej. Pocieszający może być fakt, że pomimo spadku, z usług kolei skorzystało więcej pasażerów niż w 2006 czy 2007 r. Brak dokładnych danych nie pozwala jednak na określenie, jakie zmiany zaszły w poszczególnych segmentach rynku (przewozy regionalne i międzywojewódzkie).

Warto przy okazji zwrócić uwagę na różnice w przewozach pasażerskich pomiędzy poszczególnymi podmiotami w latach 2008 i 2009. I tak gdy PKP PR przewiozły w IV kwartale 2008 r. 40 144 tys. pasażerów, dokładnie rok później było ich 31 217 tys. Duże różnice widać przy porównaniu przewozów pasaźerskich PKP IC między 2006 i 2009 r. Podczas gdy I kwartał 2006 r. zamknął się liczbą 2 347 tys., w ciągu trzech lat nastąpił wzrost do 12 664 tys.! Oznacza to niezwykłą popularność tego przewoźnika, który oprócz szybkiego transpotu oferuje komfort na swoich pokładach. A to klienci zdają się cenić coraz bardziej, nawet za cenę droższego biletu.

Dotyczy to zwłaszcza sfery podróżnych-biznesmenów, którzy w wielu wypadkach nie mogą skorzystać z alternatywy w postaci przelotów, bo jej po prostu nie ma, albo czas w przypadku obu podróży jest porównywalny (z ubiegłym roku, z powodu kryzysu, wybieraliśmy tańsze rozwiązania komunikacyjne). Sporo o kryzysie ubiegłego roku mówi wykres pokazujący średnie odległości przewozów wg podmiotów. Gdy porówna się lata 2008 i 2009 okazuje się, że w minionym roku były one znacznie mniejsze niemal w przypadku wszystkich przewoźników (wyjątek stanowią PKP SKM, PKP WKD i Arriva PCC).

Opr. AK
na podst. udostępnionego redakcji RT Raportu ZDG TPR Sp. z o.o.,
opublikowanego w Rynku Kolejowym PLUS w marcu 2010.

Promy dla Norwegów

Promy, które będą mogły pomieścić po 1500 osób, 600 samochodów, Stocznia Gdańsk wybuduje wraz z norweską stocznią Bergen Group Foseen dla armatora Fjord Line Group. Będą kosztowały 206 mln zł – informuje portal mmtrojmiasto.pl. Pierwszy prom ma być gotowy w marcu, drugi do końca października 2012 r. Oba będą kursowały pomiędzy Bergen, Stavanger i Hirtshals.

Przystań we Włocławku

Na Zalewie Włocławskim powstaną nowoczesna przystań i ośrodek rekreacyjno-turystyczny z prawdziwego zdarzenia. Projekt o nazwie “Turystyczne zagospodarowanie Zalewu Włocławskiego” uzyskał dofinansowanie z RPO WK-P w kwocie 3,79 miliona złotych. Powstaną stanowiska cumownicze, także dla małych jednostek pływających, bosmanat, hangar i budynek gastronomiczny, plac zabaw i teren do uprawiania sportów, a także pole namiotowe, kemping, parkingi, chodniki i drogi wewnętrzne. Zakończenie budowy zaplanowano na 30 czerwca 2010 roku.

Hiszpanie chcą EV

Hiszpańska prezydencja w UE ogłosiła zamiar zwiększenia promocji produkcji pojazdów elektrycznych w Europie. W tym celu została opracowana strategia, która mogłaby zostać przyjęta wiosną 2011 r. Generalnie Hiszpanie są bardzo pozytywnie nastawieni do pojazdów elektrycznych (EV), podkreślając, że “hybrydowe i elektryczne pojazdy będą odgrywać dużą rolę w przyszłej mobilności”. Strategia obejmuje pojazdy EV w szerokim tego słowa znaczeniu – od wyłącznie napędzanych energią elektryczną po układy hybrydowe i hybrydowe typu plug-in.

Nowy terminal w Jasionce

Na podrzeszowskim lotnisku w Jasionce będzie wybudowany nowy terminal pasażerski. Koszty tej inwestycji są współfinansowane ze środków Unii Europejskiej z tzw. programu Infrastruktura i Środowisko. Ogólna cena inwestycji szacowana jest na sumę ok. 102 mln złotych. Ogłoszony został już przetarg na budowę terminala.

Budynek ma być oddany do użytku do czerwca 2012 r., czyli przed Euro 2012. W czasie mistrzostw lotnisko w Jasionce ma być portem rezerwowym. Firmy, które są zainteresowane udziałem w przetargu, mogą swoje oferty składać do 14 maja. Przed Euro 2012 powstanie również płyta postojowa i do odladzania samolotów za ok. 57 mln złotych. Spółka Port Lotniczy Rzeszów-Jasionka została utworzona w grudniu 2007 roku jako spółka nisko kapitałowa przez województwo podkarpackie (50,22 proc. udziałów) i Przedsiębiorstwo Państwowe Porty Lotnicze (49,78 proc. udziałów).
Lotnisko obsługuje połączenia z: Londynem, Nowym Jorkiem, Frankfurtem, Dublinem, Birminghamem, Bristolem, Liverpoolem, East Midlands oraz Warszawą. Trasy obsługiwane są przez Ryanair, LOT oraz Lufthansę.

Wrocławskie lotnisko przed Euro

Na 800 dni przed rozpoczęciem Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej Euro 2012 konstrukcja budowanego we Wrocławiu terminalu lotniczego sięga drugiego piętra.
Plac budowy wizytował Tomasz Szymczak, krajowy koordynator do spraw lotnisk w spółce PL. 2012, powołanej do nadzoru nad przygotowaniami do Euro 2012. – Wrocław na tle innych portów regionalnych jest liderem w tempie przygotowań do przyjęcia kibiców w czerwcu 2012 roku. Trwa budowa terminalu, gotowa jest droga kołowania – powiedział Szymczak podczas wizytacji placu budowy nowego terminalu.
Terminal we Wrocławiu buduje polsko-niemieckie konsorcjum Hochtief. Zgodnie z umową obiekt, warty prawie 300 milionów złotych, ma być gotowy wiosną 2011 r., czyli na rok przed
Euro 2012. Kilka miesięcy potrwają przygotowania lotniska do uruchomienia obsługi pasażerskiej. Według przewidywań otwarcie nastąpi we wrześniu 2011. – Wystartujemy z wyprzedzeniem w stosunku do EURO 2012, podczas mistrzostw będziemy już pracować pełną parą – zapewnił Dariusz Kuś, prezes Portu Lotniczego Wrocław.
Nowy terminal Portu Lotniczego Wrocław to 4 kondygnacje, w tym jedna podziemna, 4 szklane fasady, 330 tysięcy m3 kubatury (jedna z największych wśród polskich lotnisk) i 40 tysięcy mkw. powierzchni użytkowej. Po modernizacji i rozbudowie zwiększą się możliwości operacyjne Portu Lotniczego Wrocław. I tak, gdy w bieżącym roku z usług lotniska ma skorzystać szacunkowo 1 mln 700 tys. pasażerów, w 2011 r. będzie to 3,5 mln pasażerów, a docelowa rozbudowa nowego terminalu pozwoli na obsługę nawet 7 mln osób.

Najważniejsza jest konkurencja

Rozmowa z dr. Janem Pamułą,
prezesem Związku Regionalnych Portów Lotniczych



Jaki był ostatni rok dla portów lotniczych?


Stwierdzenie, że rok 2009 był dla polskich portów lotniczych trudny, nie jest oczywiście odkryciem. Traciliśmy pasażerów, linie lotnicze wycofywały się lub cięły siatki połączeń. Nawet jeśli pozyskiwaliśmy nowe destynacje, to było to raczej minimalizowanie strat. Na szczęście ta tendencja powoli się kończy, a najnowsze wyniki pokazują, że w regionalnych portach jest coraz lepiej. Z drugiej strony rok 2009 był czasem zbierania cennych doświadczeń, jak zarządzać kryzysem i minimalizować jego skutki. Był to sprawdzian stabilności naszych partnerów, głównie linii lotniczych, a dla portów test na elastyczność i umiejętność dostosowania się do trudnych warunków.


Czy polskie porty regionalne mają szanse na rozwój?

Oczywiście! Polacy będą coraz więcej latać, a oferta portów regionalnych od wielu lat się powiększa. Szansą na rozwój będą przede wszystkim przewoźnicy niskokosztowi. Sądzę również, że w ciągu najbliższych lat zacznie się też rozwijać siatka bezpośrednich połączeń krajowych, już teraz widzimy pierwsze kroki w tym kierunku. Szansą na rozwój lotnisk regionalnych jest również ustabilizowanie sytuacji narodowego przewoźnika – on dysponuje olbrzymim potencjałem, którego znaczna część mogłaby być wykorzystywana właśnie na polskich lotniskach regionalnych.



Co obecnie jest najtrudniejsze dla działalności portów regionalnych, np. krakowskich Balic?

Problemy, z którymi borykamy się na co dzień, mają głównie charakter administracyjny oraz prawny. Wiele inwestycji przeciąga się właśnie ze względu na zapisy prawne, niekiedy absurdalne z punktu widzenia prowadzącego prace. Zdarzają się jeszcze osoby, które nie do końca rozumieją, jaki wpływ na rozwój całego regionu może mieć dobrze zarządzany i prosperujący port lotniczy. Musimy szerzyć taką świadomość i wiedzę, ale to niestety wymaga czasu.



Co potrzeba, by polskie porty mogły się lepiej rozwijać?

Od kilku miesięcy mówimy o dobrym prawie i choć dla naszych pasażerów temat ten może być bardzo abstrakcyjny, to z punktu widzenia zarządzania lotniskami w tym momencie kluczowa kwestia. Obecnie toczy się dyskusja nad zmianami w kilku ustawach, które mogą znacznie zahamować rozwój portów. Jako Związek Regionalnych Portów Lotniczych rozmawiamy z ministrem infrastruktury, a także z posłami i senatorami, by proponowane zmiany przybrały inny kształt. Mówiąc bardziej ogólnie – musimy stworzyć warunki do konkurencyjnej działalności, przyciągać przewoźników i stymulować ruch.

Z drugiej strony, potrzebne są środki na inwestycje, byśmy mogli dorównywać innym europejskim portom pod względem możliwości wykonywania operacji czy komfortu obsługi. Podstawą jest jednak stworzenie warunków do rozwoju i budowania przewagi konkurencyjnej. Proszę zwrócić uwagę, że w ostatnich tygodniach skupiamy się na tym, czy nie budować portu centralnego. Podczas gdy u nas toczą się rozważania, Niemcy kończą już budować taki port, w niedużej odległości są inne europejskie huby, żeby wymienić tylko Pragę, Berlin czy Moskwę. Nie doceniamy potencjału lotnisk regionalnych, a to głównie one mogą zapewnić stabilny wzrost rynku przewozów pasażerskich w Polsce.



Jaki będzie, Pana zdaniem, najbliższy rok dla regionalnych portów lotniczych?

Patrząc na wyniki z pierwszego kwartału można formułować umiarkowanie optymistyczne prognozy. Ruch pasażerski powinien zacząć wzrastać w całym kraju, choć na koniec roku spodziewałbym się dynamiki jednocyfrowej. Większość portów w sezonie letnim znacznie rozszerzyła siatki połączeń. Nie mniej ważne jest to, że czas kryzysu wykorzystaliśmy na prowadzenie inwestycji. Trudno właściwie dzisiaj znaleźć lotnisko, na którym nic by się nie budowało. Bieżący rok również minie nam pod znakiem modernizacji i rozbudowy portów. 

Rozmawiał
Zbigniew Adamów-Bielkowicz

Tani przewoźnicy rosną (w siłę)

Sukces tanich linii na polskim rynku lotniczym potwierdza, że nadal głównym kryterium wyboru połączeń jest cena. Według Urzędu Lotnictwa Cywilnego, udział niskokosztowych graczy na trasach z i do Polski w 2009 r. wynosił 51,7 proc. Choć jest to wynik niższy niż w 2008 r., to dwóch największych przewoźników w tym segmencie, Ryanair i Wizzair, odnotowuje stały wzrost liczby przewiezionych pasażerów.



6-latek przegoni 80-latka?

Polskie linie lotnicze LOT istnieją od ponad 80 lat. Przez ten okres przewoziły niezmiennie największą liczbę pasażerów na trasach z i do Polski. Wizzair, choć obecny na polskim niebie od 2004 r., zdążył mocno zagrozić dotychczasowemu liderowi. W 2009 r. – wg oficjalnych danych, które podaje – obsłużył 3,6 mln pasażerów, w porównaniu z nieco ponad 3,9 mln, którymi może pochwalić się LOT. Prezes węgierskiego lowcosta, József Váadi, zapowiada, że w 2010 r. jego linia wyprzedzi narodowego przewoźnika pod względem liczby przewiezionych pasażerów i stanie się największą linią lotniczą w Polsce. Jeśli nawet uznać liczbę 4,7 mln pasażerów, jaką zakłada zdobyć Wizzair na polskich trasach w 2010 r., za mocno propagandową, to osiągnięcie jakiegokolwiek wyniku lepszego od LOT może być dla dotychczasowego lidera mocnym ciosem. Kryzys i spowolnienie gospodarcze, a tym samym chęć oszczędzania jest niczym wiatr w żagle niskokosztowcom – mistrzom cięcia kosztów.


Przepis na niską cenę

Co sprawia, że LCCs (Low Cost Carriers) są w stanie oferować tak niskie ceny? Wachlarz rozwiązań w tym zakresie jest bardzo duży. Po pierwsze flota, jaką dysponują tanie linie, jest zazwyczaj bardzo jednolita. Utrzymanie tych samych modeli samolotów jest więc znacznie tańsze niż w przypadku regularnych linii, które w swojej bazie mają kilka różnych typów maszyn. Jeden rodzaj samolotu to również niższe koszty szkolenia załogi. Kolejnym bardzo ważnym czynnikiem jest pojemność. Przy mniejszej ilości miejsca między siedzeniami i braku podziału na klasy, samoloty LCCs są w stanie zabrać średnio o 15 proc. więcej pasażerów niż konkurencja w identycznych samolotach z segmentu regularnych połączeń. Tanie linie są w stanie sporo zaoszczędzić na opłatach lotniskowych. Porty lotnicze, do których oferują swoje przewozy, są zazwyczaj ulokowane w znacznej odległości od większego miasta docelowego. W związku z tym i wszelkie opłaty z tytułu użytkowania urządzeń naziemnych lotniska są nieporównywalnie niższe niż w największych, centralnych portach.

Efektywne wykorzystanie samolotów nie kończy się jednak na ich samej eksploatacji. W prowincjonalnych lotniskach, oprócz uboższych udogodnień dla podróżnych, jest mniejszy ruch pasażerski i lotniczy. Im krócej samolot przebywa na płycie lotniskowej, tym mniejsze koszty generuje – dlatego postoje są bardzo krótkie. Nie bez znaczenia dla niższych kosztów pozostaje również fakt, iż LCCs oferują jedynie krótkie, pojedyncze loty, bez możliwości ich łączenia czy przesiadki. O ile w regularnych liniach lotniczych, nawet na krótkich trasach, możemy liczyć na darmowy poczęstunek, tak podczas lotów z Wizzair czy Ryanair możemy jedynie kupić produkty oferowane przez załogę. Takie dodatkowe źródła dochodów są istotnym elementem w polityce budżetowej tanich linii. Oprócz typowych działań zwanych cross-sellingiem, czyli oferowaniem komplementarnych usług, które mogą być potrzebne do odbycia całkowitej podróży (wynajem samolotów, rezerwacja noclegów w hotelach, wykupienie dodatkowego ubezpieczenia), przewoźnicy niskokosztowi stosują model “sale and leaseback”. Polega on na kupnie po preferencyjnej cenie większej liczby maszyn lotniczych od producenta, a następnie ich natychmiastowej sprzedaży po wyższej cenie firmie leasingowej i podpisania z nią umowy najmu sprzedanych wcześniej maszyn.

Różnica między kupnem a sprzedażą to oczywiście czysty zysk, ale w przypadku np. Ryanaira to także istotny element, dzięki któremu może ciągle się rozwijać i być w posiadaniu nowoczesnej floty. Na koniec i wybór kanałów sprzedaży biletów nie był również dziełem przypadku. Ograniczenie w dokonaniu rezerwacji wyłącznie przez stronę internetową sprawia, że tanie linie nie muszą utrzymywać regionalnych biur sprzedaży czy płacić pośrednikom prowizji od sprzedaży. Również produktywność personelu jest znacznie wyższa niż w przypadku tradycyjnych przewoźników. Jeśli wziąć pod uwagę liczbę zatrudnionych osób w liniach lotniczych oraz obsłużonych pasażerów, okazuje się, że na jednego pracownika Ryanair przypada aż 9679 podróżnych. Dla porównania na jeden etat w mariażu Air France i KLM przypada zaledwie 715 pasażerów. Tak ogromne różnice mogą jednak wynikać z korzystania z usług podwykonawców (tzw. outsourcing). Oprócz braku kosztów własnych z tego tytułu, linia przerzuca odpowiedzialność za wykonaną usługę na inny podmiot.


Agresywny marketing

Pomysłowy właściciel irlandzkiego lowcosta, Brian O’Leary, nieraz zaskoczył swoimi kontrowersyjnymi i często niedającymi się zrealizować w praktyce przedsięwzięciami. Słyszeliśmy już o planach wprowadzenia opłat za korzystanie z toalet na pokładach samolotów, proporcjonalnie droższych biletach dla otyłych, bo to podobno forma nadbagażu, a także możliwości podróżowania na stojąco. Co jakiś czas szef Ryanaira ogłasza dyskusyjne rozwiązania biznesowe, oczywiście pod egidą cięcia kosztów i oferowania najniższych cen biletów na rynku.

Większość pomysłów ląduje do kosza, nie tylko dlatego, że byłyby nie do zaakceptowania nawet przez tych, którym nie przeszkadzają spartańskie warunki, ale ze względu na zwykłe normy i dyrektywy bezpieczeństwa. Po co więc ogłaszanie wszem i wobec planów, które skazane są od początku na wylądowanie w koszu? To marketing, nie tylko darmowy, ale głośny, agresywny, prowokujący i dosadny. Ryanair nie przepuścił dotychczas żadnej okazji, by znaleźć się na ustach mediów. Kiedy królowa Zofia, hiszpańska monarchini, poleciała Ryanairem z Madrytu do Londynu, w prasie od razu ukazała się reklama z jej zdjęciem z hasłem “Lataj jak monarcha”. Za koszt procesu sądowego (5 tys. euro), jaki wytoczył pałac królewski za bezprawne wykorzystanie wizerunku królowej, Ryanair osiągnął zamierzony cel. Agresywny marketing irlandzkiego przewoźnika nie ominął i naszego kraju.

Kiedy w mediach pojawiły się plotki o bliskich relacjach posłanki Jolanty Szczypińskiej z byłym wówczas premierem Jarosławem Kaczyńskim, linia namawiała, by udać się w podróż poślubną Ryanairem, tak jak planuje wspomniana para. Na zdjęciu oprócz siedzących koło siebie Szczypińskiej i Kaczyńskiego, widniały dymki, których treść sugerowała, że podróż poślubna Ryanairem to gwarancja najniższej ceny. Takie precedensy zazwyczaj kończą się sporami, jednak koszty z wyroków sądowych nie są tu istotne. Najważniejsze jest, aby taka strategia odniosła efekt, choćby doraźny, prowokując i budząc kontrowersje. Zgodnie z zasadą: “nieważne jak, byle o nas mówili”. Obecność tanich linii lotniczych na polskim niebie z pewnością przyczynia się do rozwoju turystyki w Polsce i rosnącej liczby odwiedzin obcokrajowców. Korzystają na tym nie tylko sami podróżni, ale także regiony i miasta. Linie lotnicze często próbują reklamować swoje połączenia do konkretnych miejsc, usiłując w ten sposób tworzyć pewien wizerunek miasta.

Jednak nie zawsze jest to udane działanie, zgodne ze strategią władz miejskich czy specjalistów od wizerunku i promocji miast. űenującym poziomem reklamy poszczycił się w przeszłości Norwegian, który popularyzował swoje loty do Krakowa za pomocą kiełbasy “metki”. Choć LCCs ułatwiają podróżowanie Polakom – nie tylko tym pracującym w zachodnich krajach Unii Europejskiej, ale też tym, którzy do tej pory nie mogli pozwolić sobie na weekendowy “city break”, to jednak należy zwrócić uwagę na powolne powstawanie niekorzystnego duopolu, w postaci dominującej obecności Ryanaira i Wizzaira na rynku tanich linii lotniczych w Polsce.

Miasta jako ośrodki ruchu turystycznego

Dr inż. Kazimierz Niewiadomski
Wyższa Szkoła Menedżerska w
Białymstoku Wydział Turystyki i Rekreacji

Wraz z rozwojem turystyki biznesowej, odwiedzanie miast w celach handlowych, udział w konferencjach, targach i wystawach staje się zjawiskiem coraz bardziej powszechnym. Do tego dochodzi oczywiście “klasyczne” odwiedzanie miast, aby je poznać, zabawić się w nich, wziąć udział w imprezach sportowych i innych wydarzeniach masowych, zrobić zakupy, a nawet zjeść posiłek w tzw. “dobrej” restauracji.

Te rodzaje podróży mogą się rozwijać z dużą intensywnością wraz z rozwojem samego miasta. Natomiast turystyka krajoznawcza i przyrodnicza z racji jej roli i funkcji ma ograniczony zakres pod względem nasilenia ruchu turystycznego, a po przekroczeniu jego dopuszczalnych granic może się stać hamulcem jego dalszego rozwoju. Wynika z tego, że przyszłość rozwoju ruchu turystycznego leży właśnie przede wszystkim w miastach.

W naszym kraju ukształtowała się już od pewnego czasu ścisła czołówka miast, w tym pod względem ruchu turystycznego, która jest beneficjentem różnego rodzaju imprez masowych typu rozrywkowego, sportowego czy kulturalnego. Powstaje więc pytanie, jakie miejsce w tym zakresie zajmują pozostałe miasta.

Ocena rozwoju ruchu turystycznego na obszarach miast w Polsce

Badaniem objęto wszystkie miasta będące obecnie siedzibami województw, łącznie ze stolicą, oraz pozostałe miasta na tzw. prawach powiatu, z których zdecydowana większość stanowiła siedziby “małych” województw (do 1999 r.). Łącznie badaniami objęto 49 miast. W tabeli 1 zestawiono wyodrębnione grupy miast według bezwzględnej liczby udzielonych noclegów w 2007 r. wraz z ważniejszymi charakterystykami. Z danych tabeli 1 wynika, że koncentracja ruchu turystycznego występuje w kilku miastach naszego kraju. Są to: Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk i Poznań. W tej grupie przed Poznaniem lokuje się również Świnoujście, które w odróżnieniu od pozostałych miast tej grupy zawdzięcza swoją pozycję przede wszystkim posiadanym walorom naturalnym (kurort nadmorski). W sześciu wyżej wymienionych miastach w 2007 r. udzielono 10 795,5 tys. noclegów, co stanowi 62,4% ogólnej ich liczby we wszystkich badanych miastach.


* Do poszczególnych grup zaliczono
miasta jak niżej. Miasta w grupach podano w kolejności liczby
udzielonych noclegów od największej do najmniejszej. W nawiasach podano
bezwzględną liczbę udzielonych noclegów w tys.

O połowę mniej ich udzielono w 16 miastach zaliczonych do grupy drugiej.
Udział 14 miast grupy trzeciej wynosi odpowiednio już tylko 6,2%, a 13
miast grupy czwartej zaledwie 2,6%. Jeśli spojrzeć na liczbę udzielonych
noclegów w grupach miast na tle podanych charakterystyk z nimi
związanych, to dochodzimy do konstatacji, że jego wielkość powiązana
jest m.in. z:

I grupa: Warszawa
(3528,4), Kraków (2967,6), Wrocław (1405,5), Gdańsk (1025,9),
Świnoujście (979,2), Poznań (888,9).
II grupa: Szczecin (669,4), Łódź
(605,8), Sopot (602,5), Katowice (371,6), Lublin (310,0), Toruń (307,4),
Częstochowa (288,3), Białystok (256,4), Gdynia (252,1), Olsztyn
(251,0), Bydgoszcz (201,0), Jelenia Góra (201,0), Rzeszów (168,1),
Gorzów Wielkopolski (162,0), Bielsko-Biała (159,6), Kielce (156,9).
III
grupa:
Legnica (129,2), Zielona Góra (108,8), Opole (92,4), Włocławek
(84,9), Elbląg (82,3), Radom (73,2), Przemyśl (71,1), Zamość (70,7),
Tarnów (65,2), Koszalin (60,1), Grudziądz (57,4), Kalisz (57,4), Słupsk
(56,2), Biała Podlaska (56,1).
IV grupa: Płock (55,2), Chełm (54,5),
Suwałki (54,1), Konin (46,8), Nowy Sącz (42,8), Siedlce (41,7), Piotrków
Trybunalski (28,7), Leszno (28,6), Ostrołęka (27,3), Tarnobrzeg (22,4),
Skierniewice (21,3), Łomża (19,6), Krosno (10,9).

  • liczbą udzielonych noclegów turystom zagranicznym, 
  • wielkością bazy noclegowej, której wyrazem jest liczba miejsc noclegowych i ogólna liczba obiektów turystycznych,
  • liczbą noclegów przypadających na 1 turystę, czyli istnienie walorów, które skłaniają turystów do dłuższego przebywania w otoczeniu zamieszkania turystycznego.

Stwierdzenia te znajdują potwierdzenie w wysokich współczynnikach korelacji udzielonych noclegów z liczbą miejsc noclegowych i liczbą obiektów turystycznych. Warunkiem rozwoju ruchu turystycznego jest więc nie tylko popyt potencjalnego turysty, ale również infrastruktura towarzysząca (noclegowa) oraz atrakcje turystyczne, które spowodują wydłużenie pobytu turystycznego. Bezwzględna liczba udzielonych noclegów wykazuje ścisłe związki zarówno z ich liczbą przeliczoną na 1000 ludności jak i ogólną liczbą ludności w miastach. Jest to efektem skali miasta (aglomeracji).

W większych miastach (w tym pod względem ludnościowym) większy jest również zakres poszczególnych jego funkcji, w tym również turystycznej. Z analizy korelacyjnej wynika jednak, że nie zawsze ruch turystyczny w miastach musi być perfekcyjnie powiązany z ich skalą (liczbą ludności), czyli mogą występować miasta o mniejszej liczbie ludności i silniejszym relatywnie nasileniu funkcji turystycznej.


Pozycja miast pod względem nasilenia funkcji turystycznej

Stwierdzone wcześniej różne nasilenie ruchu turystycznego na tle skali miasta (liczby ludności) zostało potwierdzone również za pomocą rankingu, a dokładniej na podstawie różnicy lokat zajmowanych przez badane miasta uszeregowanych raz według bezwzględnej liczby udzielonych noclegów – wpływ skali miasta oraz z ich liczbą po wyeliminowaniu tego wpływu (wielkość przeliczona na 1000 ludności). Do pierwszej grupy zaliczono te jednostki, których lokata według udzielonych noclegów w przeliczeniu na 1000 ludności kształtuje się powyżej odpowiedniej pozycji stosownie do bezwzględnej liczby udzielonych noclegów – są to miasta o większej aktywności (nasileniu) funkcji turystycznej.

Druga grupa miast o lokatach w tym zakresie – niższych, i trzecia – bez zmian (miasta zachowały te same lokaty). Z zestawienia miast wynika, że istotnie – niektóre miasta, w szczególności o mniejszej liczbie mieszkańców, mają silniej rozwiniętą funkcję turystyczną. Pierwsze miejsce w rankingu tej kategorii zajmuje Biała Podlaska (różnica analizowanych lokat wynosi 16 pkt), a następnie Jelenia Góra i Zamość.

Listę w tej grupie zamyka Rzeszów, Nowy Sącz i Leszno (różnice po 1 pkt). Funkcja turystyczna miast po wyeliminowaniu wpływu liczby ludności w stosunku do jej bezwzględnych rozmiarów odbiega przede wszystkim w przypadku Radomia (19 pkt), Łodzi (18 pkt), Bydgoszczy (15 pkt), Lublina (12 pkt) i Białegostoku (10 pkt). W kolejnych miastach różnice te są coraz mniejsze (w Krakowie, Gdańsku i Szczecinie wynoszą tylko jeden punkt). Mniejsze różnice oznaczają, że funkcja turystyczna rozwija się stosownie i w tym samym kierunku co liczba ludności. Trzy miasta, a mianowicie Słupsk, Łomża i Krosno, zajmują te same lokaty niezależnie od badanego przekroju.

Nie oznacza to jednak, że podejmowane działania – zwłaszcza jednostkowe i jednostronne – doprowadzą w krótkim czasie do radykalnego zwiększenia ruchu turystycznego. Można w tych warunkach mówić co najwyżej o przewadze pewnych elementów, w tym również i ruchu turystycznego. Większe miasta w porównaniu z mniejszymi, mimo nawet słabszego nasilenia funkcji turystycznej na tle liczby ludności, mają jednak przewagę z tytułu skali miasta (aglomeracji), co decyduje o wielkości ruchu turystycznego. Z tego wynika, że jeszcze długo ukształtowana czołówka miast w Polsce utrzyma się na swoich pozycjach.

Produkt turystyczny to kosztowna zabawka

Ostatnio, na fali trendów podporządkowujących promocję i rozwój turystyki produktom turystycznym, z masy ofert i słabo rozpoznawalnych propozycji zaczyna wyodrębniać się grupa produktów o silnej marce. Z pewnością przyczyniły się do tego konkursy Polskiej Organizacji Turystycznej nadające Certyfikaty POT najlepszym produktom turystycznym.

Nie bez znaczenia jest postęp nauk o turystyce, wśród których zagadnienia definicji produktu turystycznego, jego struktury, wreszcie jego komercjalizacji i marketingu zajmują niebagatelne miejsce. W ślad za teorią organizuje się liczne szkolenia dla samorządowców, organizacji i praktyków, mające ugruntować “produktowe” myślenie o turystyce. Tak czy inaczej, wśród produktów znanych w kraju zdecydowanie wysuwa się grupa silnych liderów, ba, nawet rzec by można, elita produktów turystycznych.

Regiony i miejsca atrakcyjne turystycznie starają się wydobyć najcenniejsze walory i budować markę turystyczną, mającą stanowić bazę dla wzmożonego ruchu turystów i odwiedzających. Nie jest to zadanie proste, bo, w odróżnieniu od utworzenia szlaku, jego utrzymanie i wypromowanie to nie lada wysiłek. Po pierwszym etapie, jakim jest zdefiniowanie produktu (np. wyznaczenie szlaku) i jego oznakowanie, przychodzi pora na działania systemowe, trwające latami. Szlak wymaga administratora, który będzie nim zarządzał. Często, po wyczerpaniu się pieniędzy na projekt, który doprowadził do utworzenia produktu, twórcy pozostają z przysłowiowym “folderem i tabliczką” bez funduszy na kontynuację działań.


O jakich kwotach mowa?

Systemowa promocja produktu turystycznego to miliony złotych. Sztandarowy produkt, pierwszy laureat Złotego Certyfikatu POT w 2008 r., Śląski Szlak Techniki, obejmujący 31 obiektów, tworzono w ciągu 3 lat. Nakłady na udostępnienie turystyczne zabytków przemysłowych oraz infrastrukturę towarzyszącą są ogromne, organizacje zarządzające, a nawet samorządy nie są w stanie samodzielnie sfinansować tak dużych inwestycji, często w sukurs przychodzą środki z UE. – Szlak, administrowany przez Urząd Marszałkowski, promowany z pomocą Śląskiej Organizacji Turystycznej, jest corocznie przedmiotem kampanii promocyjnych: regionalnej i ogólnopolskiej, z których każda pochłania ok. 2 mln złotych – wyjaśnia Agnieszka Sikorska, dyrektor Śląskiej Organizacji Turystycznej. Jego sąsiad zza miedzy, Małopolski Szlak Architektury Drewnianej, też jest konsekwentnie finansowany z budżetu województwa. Zainicjowany w 2001 r., zakończony w 2003 r., odświeżony w 2008 r. szlak, o długości 1500 km, zawierający ponad 250 obiektów, kilkaset tablic w formie znaków drogowych, podlega stałemu monitoringowi ze strony Małopolskiej Organizacji Turystycznej. Paweł Mierniczak, dyrektor MOT, zdradza nam szczegóły: – Corocznie od trzech lat województwo przeznacza ok. 500 tys. zł na samą promocję szlaku oraz jego “ożywianie”, czyli udostępnianie zwiedzającym, animację poprzez organizowanie koncertów muzyki dawnej w drewnianych obiektach, konkursy, wydawnictwa, wystawy fotograficzne etc.


Dostać i zarobić

Tegoroczny lider, zdobywca Złotego Certyfikatu POT w 2009 r., Kanał Augustowski, próbuje sam na siebie zarobić. űegluga Augustowska przewiozła w 2008 r. 100 tys. turystów, ale kanał wymaga pogłębienia, renowacji, dróg dojazdowych, brakuje też bazy żywieniowej, stanic wodnych oraz strategii działania, by ten trakt wodny spełniał swoją funkcję turystyczną. Marszałek województwa podlaskiego przeznaczył 27 mln zł z funduszy unijnych na centra rekreacyjne, nowe plaże, wieże widokowe, ścieżki rowerowe i piesze. POT ma wspomóc promocję laureata kwotą o wartości ok. 750 zł. Promocjom wizerunkowym towarzyszą spoty telewizyjne, dziesiątki billboardów w wielu miastach, oryginalne akcje ambientowe, zaangażowanie osób opiniotwórczych. Dziś marketing produktu turystycznego oznacza grube miliony wyjęte z kieszeni podatników. To olbrzymia odpowiedzialność. Nie zawsze można gwarantować, że pieniądze wrócą do regionu z falą przyjezdnych gości i nie będzie to tylko skarbonka, w którą wrzuca się pieniądze, by zaspokoić snobistyczne czy megalomańskie ambicje decydentów.


Grunt to zawodowstwo

Dobrze się dzieje, że promocja naszego kraju nabrała profesjonalnego kształtu. Promocję poprzedza z reguły opracowanie dokumentu strategii i wykonanie badania ruchu turystycznego, które pozwalają określić potencjał i wskazać odpowiedni target. Do realizacji zatrudnia się fachowców: agencje reklamowe i firmy outsourcingowe o dużym doświadczeniu i osiągnięciach. Znikły “foldery-koszmarki” z przysłowiowym zdjęciem wójta. Lecz profesjonalna promocja generuje odpowiednio wyższe koszty. Nie da się tego zrobić bez odpowiedniego budżetu. Opowiadano kiedyś anegdotę o tworzeniu szlaków i produktów porównując ten proces do rodzicielstwa.

Najwięcej przyjemności jest przy kreacji i poczęciu, naturalna jest radość, gdy produkt się rodzi i otrzymuje kształt. Ale potem trzeba go utrzymywać, kontrolować, wprowadzać w świat. To tak jak pranie pieluch, podcieranie nosa i kupowanie wciąż nowych rzeczy, z których dziecko wyrasta. Trzeba zainwestować mnóstwo pieniędzy, zanim okrzepnie, usamodzielni się i zacznie zarabiać na siebie. W ostatnim tygodniu stycznia byliśmy świadkami rozpoczęcia nowej kampanii marketingowej dwóch nadmorskich województw, pod egidą Polskiej Organizacji Turystycznej i Ministerstwa Sportu i Turystyki. Akcja promująca wczasy nad morzem “Czas na Bałtyk” rozpoczęła sięÉ w stacjach narciarskich. Pośród hałd śniegu rozebrane do bikini hostessy w otoczeniu plażowych gadżetów i szumu morza uświadamiały narciarzom, że czas wyboru wakacyjnych destynacji nie jest odległy.

Kampania, finansowana głównie przez lokalne samorządy, wstępnie planowana jest na 700 tys. złotych. Być może, przy pomocy branży i dalszych partnerów, jej wartość wzrośnie nawet do 1 miliona zł – twierdzą prezes Zachodniopomorskiej Organizacji Turystycznej, Waldemar Miśko, i prezes Pomorskiej Regionalnej Organizacji Turystycznej, Marta Chełkowska. Wkrótce kolejne produkty staną w szranki do konkursu na Certyfikat POT: spektakularne cykliczne imprezy, wydarzenia, kultowe miejsca czy szlaki, wyjątkowe oferty. Pamiętajmy jednak, że produkt turystyczny to kosztowna zabawka.

Nie było tak źle?

Choć wszelkie podsumowania roku tuż po jego skończeniu wydają się banalne i zwykle z braku pełnej możliwości podsumowania niepełne, jednak postanowiliśmy dokonać małego rozliczenia minionego roku.

Rok 2009 z pewnością będzie jednym z tych, które wspomina się jeszcze długo. Dostarczył całej branży turystycznej wiele emocji, niestety nie zawsze pozytywnych. Duża niepewność i zmienność sytuacji była tym bardziej odczuwalna, że nastąpiła po niezwykle (przynajmniej dla turystyki wyjazdowej) udanym roku 2008.


Na początek euro “za płotem”

Na samym początku roku zdecydowanie najważniejszym wydarzeniem stycznia było wprowadzenie euro na Słowacji. Wprawdzie dotyczyło to bezpośrednio naszych południowych sąsiadów, jednak z uwagi na dużą liczbę polskich turystów odwiedzających ten kraj miało to bezpośrednie przełożenie na ruch turystyczny po obu stronach Tatr. Pierwszy efekt był dla polskiej strony zdecydowanie pozytywny. Z powodu różnic kursowych nagle z dnia na dzień Słowacja stała się dla polskich turystów zbyt droga. Widać to było szczególnie w przygranicznych miejscowościach Słowacji, w których liczne sklepy nastawione na turystów z Polski nagle opustoszały. W pierwszych miesiącach roku efekt (częściowo psychologiczny, ponieważ ceny tylko przeliczono z koron na euro) został gwałtownie wzmocniony przez szybkie osłabianie się złotego. W efekcie wypoczynek u naszych południowych sąsiadów drożał dla polskich turystów niekiedy dosłownie z dnia na dzień. Z tego powodu wielu polskich turystów dotychczas wypoczywających na Słowacji wybrało wypoczynek w kraju. Na odpowiedź słowackiej branży turystycznej nie trzeba było długo czekać. Pojawiło się wiele promocji, w tym niektóre skierowane specjalnie do Polaków. W marcu kuszono turystów nawet w samej “jaskini lwa”, czyli na zakopiańskich Krupówkach (RT 03/09). Stopniowo wraz z oswajaniem się z faktem, że na Słowacji płacimy w euro, oraz poprawą kursu złotego w stosunku do tej waluty, sytuacja uległa poprawie, choćby z tego względu, że do Popradu możemy obecnie polecieć bezpośrednio z Warszawy (RT 10/09), tymczasem w nasze góry w ten sposób nie dotrzemy.


Huśtawka walutowa

Początek roku był raczej spokojny. Oferty first minute sprzedawały się w styczniu nie gorzej niż w latach poprzednich. Euro zanotowało najniższy kurs w roku ubiegłym 7 stycznia, kiedy to średni kurs wynosił 3,92 zł. Niestety, sielanka tanich wyjazdów zagranicznych skończyła się dość szybko. Kursy poszybowały w górę. Swój szczyt kurs euro osiągnął 17 lutego, kiedy to średni kurs euro w NBP wynosił 4.90. Dla biur zajmujących się turystyką wyjazdową było to prawdziwe trzęsienie ziemi. Kwestia dopłat do imprezy po podpisaniu przez klienta umowy stała się znów istotna.

Nagle jednym z głównych motywów promocyjnych stała się gwarancja ceny. Poważnym skutkiem zamieszania kursowego okazał się spadek popularności imprez typu first minute. Wydawało się, że do zeszłego roku spora grupa klientów jest przyzwyczajona do tego rozwiązania, dającego organizatorowi duży komfort. Niestety, niepewność co do sytuacji gospodarczej znacznie zmniejszyła liczbę chętnych na wykupienie wakacji jeszcze zimą. Załamanie się kursu złotego okazało się gwoździem do trumny sprzedaży first minute. Zdaniem niektórych analityków rok miał okazać się wyjątkowo zły dla biur zajmujących się turystyką wyjazdową i zapowiadano liczne bankructwa. Na szczęście kolejne miesiące okazały się znacznie lepsze niż przewidywano.

Dotyczyło to zarówno kursu złotego w stosunku do euro i dolara, jak i chęci Polaków do wypoczywania. Większość głównych touroperatorów nie zanotowała dramatycznego spadku sprzedaży. Zmiana dotyczyła jednak terminów, w jakich klienci kupowali wycieczki. W ubiegłym roku znacznie więcej niż w latach poprzednich sprzedano ofert last minute. Sezon letni (RT 12/09) oceniła Magdalena Plutecka-Dydoń, PR Manager Neckermann Polska: “W miarę zbliżania się do wakacji rosła dynamika sprzedaży, osiągając swój szczyt w czerwcu. Wzrost sprzedaży oferty last minute o kilkanaście proc. w porównaniu z rokiem poprzednim – to nie tylko kwestia poszukiwania przez klientów tańszych rozwiązań, ale też wynik wstrzymywania się z decyzją do ostatniej chwili”.

Finalnie nie było więc aż tak źle, choć podejmowanie kluczowych decyzji w takich warunkach było więcej niż trudne. Zupełnie inaczej na tę sprawę patrzyły firmy, których podstawę obrotu stanowią przychody z turystyki przyjazdowej. W lutym Instytut Turystyki na konferencji prasowej prorokował gwałtowny wzrost liczby odwiedzin turystów zagranicznych, jacy powinni odwiedzić Polskę w roku 2009. Do tego przewidywano, że Polacy chętniej z uwagi na różnice kursowe wybiorą wypoczynek w kraju. W sumie prawdą okazało się tylko to ostatnie założenie. Niestety, liczba zagranicznych turystów odwiedzających Polskę nadal spadała. Ponieważ jest to trend trwający od jakiegoś czasu, nie można tłumaczyć go kryzysem, gdyż przyczyny są znacznie poważniejsze.

Bankructwa i gwarancje

Początek roku sprzyjał kasandrycznym przepowiedniom. Kryzys, zmiana kursu skłaniały do zastanawiania się, jak wiele firm turystycznych nie przetrzyma tego roku. Szczęśliwie była to kolejna pesymistyczna przepowiednia, która się nie sprawdziła. Wiele zamieszania spowodowała lipcowa upadłość biura podróży Kopernik. Za granicą (m.in. w Egipcie) pozostało ok. 700 osób. Nie wyjechało na wakacje, pomimo wykupienia imprezy, około 3 tys. turystów. Jeśli spojrzeć na skalę wyjazdów Polaków, liczba klientów tego biura, którzy mieli kłopoty, była niewielka. Jednak medialny szum, jak zwykle w takich przypadkach, zrobił swoje. Na szczęście było to jedyne duże bankructwo w branży, które spowodowało zamieszanie. Nie nastąpiła przewidywana przez niektórych fala bankructw.

W sumie, jak zawsze w takich sytuacjach, upadłość ta miała negatywny wpływ na opinię o całej branży. Wydarzenie to przyspieszyło ogłoszenie planu zmiany systemu zabezpieczeń finansowych dla klientów biur podróży. Przedstawiciele PIT-u ogłosili plan stworzenia Funduszu Zabezpieczeń Turystycznych. (RT 08/09) Miałby on gromadzić środki, które byłyby uzupełnieniem w stosunku do dotychczasowych zabezpieczeń. Pieniądze do Funduszu wpłacać mieliby touroperatorzy (płacąc niewielką kwotę od każdego klienta, mówi się o rzędzie wielkości kilku euro), jednak na tym etapie nie jest to przesądzone i najwyraźniej nie dokonano jeszcze dokładnej kalkulacji. Przynależność do Funduszu miała być obowiązkowa, co z oczywistych przyczyn wzbudziło duże kontrowersje.


Poród ustawy

Ogłoszenie przez PIT propozycji stworzenia Funduszu Zabezpieczeń Turystycznych zbiegło się z finiszem prac Ministerstwa Sportu i Turystyki nad zmianami w Ustawie o Usługach Turystycznych. (RT 07/09) Prace nad projektem trwały dość długo, jednak w roku 2009 weszły w ostatnią fazę. W marcu projekt przygotowany w ministerstwie przesłano wraz z uzasadnieniem i oceną skutków do uzgodnień międzyresortowych i konsultacji społecznych. Po przejściu całej procedury projekt został we wrześniu skierowany pod obrady Rady Ministrów; w listopadzie, po uchwaleniu, przesłano go do Sejmu.

W samym projekcie ustawy nie ma wzmianki o Funduszu. Poza dotychczasowymi formami zabezpieczeń (gwarancja, polisa) dodano (w przypadku imprez krajowych) możliwość przyjmowania wpłat na rachunek powierniczy lub po wykonaniu usługi. Sytuacja taka wynika z faktu, że na obecnym etapie znane są tylko założenia Funduszu i praca nad nim zapewne będzie trwała jeszcze dość długo. Tymczasem poprawy zabezpieczeń (które mają gwarantować całkowity zwrot kosztów i wpłat) wymaga od Polski prawo europejskie. Projekt zmian niestety nie jest rewolucyjny. Przepisów w wielu obszarach nie zmieniono lub zmieniono w sposób niewielki. Obecnie prace nad nowymi przepisami trwają w sejmowej komisji, a więc ewentualne zmiany wciąż są możliwe.


Podcięte skrzydła

Likwidacja linii lotniczych Centralwings, choć nie była niespodzianką, musiała wywołać pewne zaniepokojenie na rynku czarterów. Właściciel linii – PLL LOT – przejął wszelkie zobowiązania związane z umowami czarterowymi. Likwidacja swojej spółki mającej działać na rynku tanich przewozów odbyła się przy okazji walki naszego przewoźnika o przetrwanie. Sytuacja finansowa LOT jest zła. Według oficjalnych danych w roku 2008 strata spółki wyniosła 733 mln zł (RT 08/09).

Tak więc dokładanie do nierentownej spółki nie miało sensu. Ponadto LOT w ten sposób powrócił na rynek czarterów pod własną marką – LOT Charters. Powrót okazał się udany. Władze biura czarterów zakładały, że obsłużą do końca roku 400 tys. pasażerów. Tymczasem – jak poinformował dyrektor biura czarterów Andrzej P. Kobielski – liczbę tę osiągnięto już na przełomie listopada i grudnia, a więc finalny wynik będzie lepszy od planowanego. Ubiegły rok był również w związku z pracami nad zmianami prawa lotniczego czasem walki o przepisy regulujące rynek czarterów w Polsce.

Jedyni dwaj zarejestrowani w Polsce przewoźnicy czarterowi to LOT i Air Italy. Obie firmy wystąpiły wspólnie o egzekwowanie zasady pierwszeństwa i non-objection (RT 11/09). W ubiegłym roku działo się bardzo dużo zarówno w światowej gospodarce, jak i w branży turystycznej. Nasza branża okazała się bardziej odporna na wstrząsy, niż można było przypuszczać. W sumie pomimo wielu trudności, jakie niewątpliwie ją czekają, jest to dobra wróżba na przyszłość.

Omówienie wyników rankingu “Złota 50″ 2009

Kolejny ranking i… kolejna nerwówka. Inicjując przed laty ranking “Złota pięćdziesiątka” firm branży turystycznej, mieliśmy na uwadze tylko jeden cel: stworzyć środowisku okazję do zaprezentowania się szerszej publiczności, i to zaprezentowania się tym, co mamy najlepszego, co może stanowić dobry i zachęcający wzorzec dla wchodzących do branży. Idea rankingu “prężności firm branży turystycznej – choćby dlatego, że pozwalała zaistnieć w nim nie tylko firmom dużym, ale też średnim i małym – wydawała się najbardziej atrakcyjna dla pokazania potencjału rozwojowego branży, że zarówno duży jak i mały – o ile działa etycznie, z pomysłem i zgodnie ze standardami biznesowymi, może tu święcić sukcesy i czerpać z tego satysfakcję, nie tylko materialną. Po to – m.in. – wymyśliliśmy ten ranking, by był okazją do święta branży i szerszego zaprezentowania tworzących ją ludzi, ich dokonań, ale także problemów.

W pamięci mamy bowiem – a tych spotkań w związku z tworzeniem pisma mamy bez liku – regularne narzekania na niedostateczną promocję branży, niejasne kryteria – lub ich brak – podejmowania w niej działalności, a potem niedostatecznej jej kontroli i rozlicznych tego negatywnych skutków dla wszystkich chcących działać w dobrze pojętym interesie naszych klientów i własnym. Ranking wraz z nagłośnieniem jego wyników miał to wspierać i zmieniać na lepsze. Piszemy “miał”, gdyż kolejna jego edycja dostarcza dowodów, iż branża turystyczna nie jest zainteresowana wyłanianiem liderów ani tworzeniem okazji, by mówić o jej kondycji czy zorganizowaniu.

Byliśmy bowiem świadkami swoistej “rejterady” – a możemy tak napisać, bo znamy skalę odzewu, z jakim spotkał się kwietniowy apel o nadsyłanie zgłoszeń – i danych – do tworzonego rankingu. Otrzymaliśmy je (a i to nie bez dodatkowych monitów) ostatecznie od 48 firm i wszystkim im – niezależnie od kompletności informacji z tych zgłoszeń – chcieliśmy w tym miejscu gorąco podziękować za probranżową postawę oraz gotowość otwartego stanięcia w szranki z innymi. Jak widać – ale tę porażkę redakcja “RT” bierze oczywiście na siebie – nie przekroczyliśmy nawet liczby 50, którą to wpisaliśmy do nazwy rankingu.

Co więcej, skala odzewu – pomniejszona w dodatku o niekompletne kwestionariusze – wymusiła na nas zmianę charakteru rankingu. Uznaliśmy bowiem, iż – nie rezygnując do końca (o czym za chwilę) z konkurencji “prężność” – postawę tegorocznych uczestników lepiej opisuje hasło “odwaga”. I za tą odwagę i gotowość występowania z otwartą przyłbicą chcieliśmy wszystkim 38 firmom, które nadesłały kompletne zgłoszenia, jeszcze raz podziękować. Pełna – alfabetyczna – lista “odważnych 2009″ – patrz ramka.

Zarazem analiza materiałów nadesłanych zgłoszeń wykazała, iż można na ich podstawie – i w zgodzie z procedurami, które określał Regulamin Rankingu “Złota 50-tka” – pokusić się o wskazanie firm, które przy porównaniu wyników z 2007 i 2008 r. (a więc jeszcze przed skutkami kryzysu, który wybuchł w końcówce ubiegłego roku) mocno “poszły do przodu”. Niewielka liczba zgłoszeń wyklucza jednak stworzenie jednego miarodajnego rankingu, ale uzasadnia ich podział na co najmniej trzy grupy, gdyż wykazywane (osiągane) wskaźniki dynamiki wzrostu liczby obsłużonych klientów, czy przychodów osiągniętych ze sprzedaży usług pozostają w silnej korelacji z… wielkością firm (mierzoną liczbą etatowych pracowników, liczbą oddziałów, skalą przychodów) oraz stażem ich funkcjonowania na rynku.

Efektem tej konstatacji oraz decyzji, iżby do końca nie rezygnować z edukacyjnego i po trosze sportowego charakteru planowanego rankingu – był podział zgłoszeń na trzy pule: a/ gigantów, b/ średniaków oraz c/ małych i dla każdej z nich wskazać liderów (a w efekcie umożliwić im szersze zaprezentowanie się jeśli nie branży, to przynajmniej czytelnikom “RT”). Metodologia zestawiania cząstkowych (dla ww. grup firm) rankingów i wyłaniania ich liderów sprowadzała się do wyliczenia dla każdej z firm wskaźników dynamiki (rok 2008 do roku 2007): a/ wielkości przygotowanej ofert, b/ liczby obsłużonych klientów oraz c/ wartości sprzedanych usług, które to wskaźniki dynamiki były następnie indeksowane względem najwyższego wskaźnika dynamiki każdego z wymienionych czynników. Suma indeksów wyznaczała miejsce w finalnym rankingu dla każdej z kategorii.


Pierwsze miejsca w każdej z nich zajęli:

  • w kategorii “gigantów”: Sun & Fun Holidays sp. z o.o.
  • w kategorii “średniaków”: BP FUNCLUB sp. z o.o.
  • w kategorii “małych”: PIETROWICZ TRAVELS. Biuro dla VIP-ów.

Celowo rezygnujemy z ujawniania punktacji, gdyż o pierwsze miejsca w każdej z grup rywalizowało – i to ostro, o czym świadczą niewielkie różnice punktowe – przynajmniej kilka firm. W każdym z podrankingów czołówkę stanowiły firmy zbliżające się albo do maksymalnie możliwych punktacji (300 pkt), albo notujące wynik powyżej 200 pkt.

Takie rezultaty wskazują, iż wskazane są mocne inwestycje w ofertę, gdyż skutkuje to nie tylko dużym zainteresowaniem ze strony klientów, ale także znaczą liczbą finalizowanych wyjazdów/transakcji, co w oczywisty sposób przekłada się na wyniki finansowe. Powyższy wniosek – mimo pozorów oczywistości – wcale nie jest jednak respektowany w praktycznej działalności wielu firm. O czym zapewne wiele firm przekona się w dość przykry sposób, zamykając rok bieżący. I zapewne znów pojawią się narzekania na brak promocji, etycznych standardów działania czy potrzebę staranniejszej weryfikacji firm tworzących turystyczną branżę. Stanowisko “RT” jest tu od lat niezmienne: przestańmy narzekać – zacznijmy rzeczowo i konkretnie rozmawiać o sytuacji i problemach branży turystycznej. Łamy “RT” są dla takich inicjatyw otwarte.

A za rok znowu zaproponujemy zmierzenie się z problemem, kto może i powinien wyznaczać standardy i wzorce postępowania w naszym środowisku. Wierzymy, że uda się to z lepszym skutkiem niż w tym roku.


REDAKCJA “RT”

Poskramianie SPA

Standaryzacja SPA wydaje się niemal sprawą wstydliwą. Wiele europejskich ośrodków, do których zwracałam się z pytaniem, czy istnieją u nich jakiekolwiek przepisy regulujące działanie takich centrów, wcale nie odpowiedziało na pytanie lub udało, że nie wiedzą, o co chodzi. Nie wszędzie jest tak, jak w Polsce, gdzie na dobrą sprawę terminem SPA można by było nazwać kałużę – w apartamentowcu obok mojego domu jest takie “SPA” z basenem 10-metrowym, jedną sauną i dwoma pokoikami zabiegowymi. W niektórych krajach odpowiednie regulacje prawne wypracowywano przez lata i nadal powstają nowe przepisy, starające się ująć w ryzy ten tak bardzo rosnący teraz sektor. Są to m.in. Niemcy, Austria, Grecja i Włochy. W innych, jak na przykład na Litwie, takie przepisy właśnie powstają.



Niemcy

Słowo ordnung kojarzy się od razu z niemieckim porządkiem i zorganizowaniem. Okazuje się, że również w sferze standaryzacji SPA nasi zachodni sąsiedzi są najbardziej uporządkowani ze wszystkich krajów Europy. Niemieckim odpowiednikiem terminu SPA jest Heilbad – ciepłe kąpiele albo Kurort – miejsce kuracji. Każde miasto za Odrą może ubiegać się o umieszczenie prefiksu Bad przed swoją nazwą, np. Bad Soden. Jednak aby go otrzymać, musi wypełnić bardzo rygorystyczne normy dotyczące czystości wody i powietrza.

Do tego dochodzą określone standardy, według których muszą być zbudowane obiekty SPA oraz wykwalifikowany personel. Niemieckie SPA, których jest dziś blisko 900, dzielą się na: SPA Kneippa, gdzie wykorzystywane są metody leczenia wodą (hydroterapeutyczne), opracowane przez żyjącego w XIX w. bawarskiego księdza katolickiego Sebastiana Kneippa. SPA mineralne, bazujące na lokalnych źródłach wód mineralnych. SPA błotne, w których świadczone są usługi z wykorzystaniem błota leczniczego. Morskie/Słonowodne SPA, działające zazwyczaj w miejscowościach nadbałtyckich.

Klienci SPA we Włoszech (wg Raportu SDA Bocconi 2009) 60 proc. kobiet i 40 proc. mężczyzn 75 proc. Włochów, 15 proc. cudzoziemców Najwięcej w wieku 40-60 lat, potem 26-40 lat 80 proc. wybiera pobyty 2-7-dniowe Dzienny wydatek (tylko zabiegi) w granicach 50-200 euro Przeszło połowa SPA oferuje zabiegi dla klientów typu biznesowego

WHO o SPA

Z ostatnich sondaży przeprowadzonych przez Światową Organizację Zdrowia wynika, że tylko w Holandii, Gruzji i Niemczech przeprowadzane są regularne kontrole ośrodków Spa. W większości europejskich krajów, niezależnie czy posiadają własne regulacje prawne czy też nie, te sprawy nie są traktowane priorytetowo.

Niewielu właścicieli centrów Spa wie również, że już trzy lata temu WHO opublikowało obszerny zbiór wytycznych Guidelines for Safe Recreational Water Environments: Swimming Pools and Similar Environments. Zawierają one propozycje rozwiązań prawnych, ale również dotyczących konieczności przeprowadzenia określonych badań, infrastruktury, higieny, zarządzania obiektami i ich personelem, wyposażenia, które pozwalają na stworzenie bezpiecznego dla zdrowia, a zarazem atrakcyjnego dla klientów ośrodka.

Wytyczne obejmują wszystkie rekreacyjne akweny wodne, w tym SPA, któremu poświęcone jest sporo miejsca. Wytyczne te mogą być dobrą wskazówką dla wszystkich planujących budowę takiego obiektu w naszym kraju, gdzie nie ma jeszcze odpowiednich regulacji prawnych:

www.who.int/entity/water_sanitation_health/bathing/srwe1/en/
www.who.int/entity/water_sanitation_health/bathing/bathing2/en/

Poza tymi typowo leczniczymi SPA, w Niemczech bardzo popularne są Termy, czyli dzienne SPA ukierunkowane jedynie na rozrywkę, gdzie nie ma żadnych leczniczych zabiegów. W tej oazie relaksu, zorganizowanej w przestronnych budynkach charakteryzujących się nowoczesnym designem, znajdują się rozmaite sauny, baseny (również te z falami czy typu jacuzzi), łóżka opalające oraz oddzielna część kosmetyczna (zabiegi pielęgnacyjne twarzy, manicure, pedicure, masaże ciała).

Oprócz określonej terminologii i związanych z nią rygorystycznych, przestrzeganych przepisów, jest też wiele tzw. niepisanych zasad, których jednak Niemcy bardzo się trzymają. Tak więc podczas gdy na basenach nosi się strój kąpielowy, w saunach przykrywa się tylko ręcznikiem. Przed wejściem na basen i do saun wymagane jest wzięcie prysznica. Klapki, podobnie jak strój kąpielowy, pozostawia się przed wejściem do strefy oznaczanej zazwyczaj jako “tylko w ręczniku”. Korzystając z sauny należy przykryć ławkę, na której siedzimy czy leżymy, ręcznikiem. Choć te zasady są raczej umowne, często dzienne SPA umieszczają je w Recepcji tak, aby klienci ich przestrzegali.


Austria

Austriackie prawo rozróżnia mineralną wodę (naturliches Mineralwasser) i źródlaną wodę (Quellwasser), określając jednocześnie ich skład oraz normy spożycia i użytkowania. Woda wykorzystywana w SPA musi być zgodna z przepisami higieny (Federalny Dziennik Ustaw/Bundesgesetzblatt – BGB1. Nr. 658/1996, BGB1. II Nr 420/1998, BGBI. II Nr 409/2000). Woda o właściwościach zdrowotnych, dystrybuowana jako naturalna woda mineralna, może być sprzedawana jedynie przez osoby do tego autoryzowane. Na opakowaniu musi znajdować się etykietka wskazująca źródło pochodzenia, krótki opis składu chemicznego (BGB1. Nr 731/1995).

Świat SPA we Włoszech (wg Raportu SDA Bocconi 2009)
Standard hotelu ze SPA (609): ***** 13 proc. **** 61 proc. **/*** 26 proc.

Wszystkie ośrodki i centra typu SPA muszą działać zgodnie z przepisami ustanowionymi przez poszczególne landy, czyli 9 krajów związkowych wchodzących na zasadzie federacji w skład Austrii. Prawo dotyczy zwłaszcza:

  • Zadań, celów i urządzeń w SPA,
  • Głównych aspektów zarządzania w spółce, która nadzoruje SPA,
  • Kwestii zatrudnienia personelu w zależności od potrzeb danego obiektu,
  • Obowiązków nadzorującego lekarza, w tym sporządzania planów terapii zdrowotnych oraz ich analiz przeprowadzanych przed ich zastosowaniem, w trakcie oraz na końcu w celu oceny ich skuteczności,
  • Listy produktów wykorzystywanych w SPA,
  • Środków gwarantujących jakość,
  • Norm zachowania w SPA (np. zakaz palenia),
  • Otrzymywania informacji i składania reklamacji.

Poza tym wszelkie zabiegi i terapie muszą być wykonywane pod kontrolą lekarską, aby wykluczyć zagrożenie zdrowia i życia pacjenta. Stosowane w nich produkty muszą być dopuszczone do sprzedaży. Każde centrum SPA nadzoruje lekarz posiadający wiedzę z zakresu balneologii i medycyny Spa. Władze landów na bieżąco kontrolują przestrzeganie tych przepisów, a wszelkie planowane zmiany w funkcjonowaniu danego ośrodka muszą być z nimi konsultowane. Otrzymują też regularne, aktualne raporty od Rady Sanitarnej Landu, Federalnego Instytutu i Centralnego Instytutu ds. Meteorologii i Geodynamiki. Federalny Minister Zdrowia i Ochrony Konsumenta ustanowił Komisję Balneologiczną jako ciało konsultacyjne, a jednocześnie opiniujące propozycje (BGB1. Nr 731/1995).


Grecja

Osoby zainteresowane wybudowaniem centrów terapii/SPA muszą, zgodnie z nowo wprowadzonym prawem, otrzymać specjalne zezwolenie wydane przez Grecką Narodową Organizację Turystyczną (GNTO), główną agencję rządową działającą w sektorze turystyki od 1950 r. i podlegającą Ministerstwu Turystyki. Mogą się o nie ubiegać podmioty, które spełniają określone przepisy – ich lista, opublikowana na stronie GNTO, liczy ok. 30 pozycji. Określają one właściwości, jakie powinny mieć źródła, aby mogły zostać zakwalifikowane jako lecznicze, jak również budowę geologiczną terenu, na którym się ono znajduje (obecność takich, a nie innych minerałów, pierwiastków).

Ponadto precyzują, jakie zabiegi powinny być wykonywane w danym typie SPA, wyszczególniają normy sanitarne, kładą nacisk na profesjonalizm zatrudnianych kadr. Przepisy te dotyczą zarówno inwestycji prywatnych, jak i państwowych. Te nowe przepisy nie ograniczają się, jak dotąd, jedynie do SPA działających w oparciu o źródła termalne, ale i centrów wykorzystujących błota lecznicze, gaz i parę. Trwa jednocześnie proces rejestracji i kwalifikacji jakościowej istniejących zasobów terapeutycznych w poszczególnych regionach. W nowo utworzonym Komitecie ds. Ochrony Terapeutycznych Zasobów Naturalnych zasiadają najwyższej klasy naukowcy i eksperci.

Głównym celem polityki rządowej jest obecnie budowa wysokiej jakości ośrodków, które oferowałyby nie tylko centra SPA, ale kompleksowe usługi terapeutyczne i odmładzające połączone ze specjalistycznymi zabiegami rehabilitacji fizycznej (np. powypadkowej), zdrowotnej, szkolenia atletycznego. Co ciekawe, GNTO oraz grecki sektor publiczny otrzymały prawo wywłaszczania prywatnych posiadaczy terenu w przypadku, gdy znajdują się tam naturalne źródła i inne zasoby służące celom zdrowotno-terapeutycznym, a przez to wymagające narodowego nadzoru i ochrony.

Wywłaszczenie prywatnej ziemi jest też możliwe w przypadku planowanych nowych inwestycji mających służyć rozwojowi sektora turystycznego. GNTO ma również prawo podjęcia decyzji o budowie na danym terenie większej liczby ośrodków terapeutycznych, w tym SPA, jeśli okaże się, że jest on wystarczająco zasobny w naturalne źródła i inne zasoby, tak by w przyszłości zapewnić tym centrom odpowiedni dochód. Według greckiego Instytutu Geologii i Eksploatacji Zasobów Mineralnych (IGME), obecnie zarejestrowane są 822 źródła wód mineralnych wszystkich kategorii. Z czego wykorzystanych jest tylko 348 z przeznaczeniem: na kąpiele zdrowotne (180), terapie łączące kąpiele z piciem leczniczych wód (20) oraz ograniczone tylko do spożycia tych wód (148). GNTO z kolei wyodrębnił jedynie 76 zasobów, z których tylko 23 uznaje za źródła “znaczące dla turystyki”.


Włochy

Są jedynym krajem, gdzie prawo pozwala na używanie terminu SPA jedynie w odniesieniu do centrów termalnych lub ośrodków wykorzystujących wody mineralne. Na Półwyspie Apenińskim znajduje się 380 takich centrów, ulokowanych na terenie 170 gmin. Według szacunków Włoskiej Federacji Przemysłu Termalnego i Leczniczych Wód Mineralnych – Federterme, skupiającej prawie wszystkie centra termalne w Italii, 72 proc. z nich to tzw. Medical SPA, czyli świadczące usługi lecznicze. Każde z nich, zgodnie z przepisami, musi nadzorować dyrektor sanitarny.

Wody termalne każdego z tych centrów są, przed otwarciem, dokładnie badane i klasyfikowane i choć zgodnie z włoskim prawem wszystkie są wodami mineralnymi wykorzystywanymi do celów terapeutycznych, diabeł tkwi w szczegółach, czyli w składzie chemicznym. Chodzi tu o to, jakie schorzenia jaką wodą można leczyć. W zależności od tego, np. Termy Caramanico w miejscowości Caramanico Terme w regionie Abruzja w środkowych Włoszech leczą schorzenia skórne, układu moczowego, kobiece problemy ginekologiczne, a z kolei Terme Agnano w Neapolu oferują oprócz tych usług również zabiegi poprawiające funkcjonowanie układu krążenia. Ministerstwo zdrowia opublikowało specjalne przepisy, jakie schorzenia można leczyć w centrach termalnych Spa.

Jednak tak pojęta definicja SPA wyłącza wszystkie zabiegi niemające charakteru terapeutycznego, ale wellness (relaksujące, wyszczuplające), które cieszą się coraz większym zainteresowaniem klientów. Dlatego kadra najlepszej szkoły biznesu w Italii, uznawanej za jedną z wiodących w Europie, SDA Bocconi, po konsultacji z operatorami SPA i portalami wellness, sporządziła wyczerpujący Raport na temat ośrodków SPA we Włoszech, opublikowany w czerwcu tego roku.

Wynika z niego, że jeśli przyjęłoby się szerszą definicję SPA (ośrodek zaopatrzony w wodę, ale niekoniecznie termalną: sauny/baseny/wanny do hydromasażu, łaźnia turecka i oferujący zarówno zabiegi lecznicze, jak i relaksujące), można by nią objąć aż 1392 obiekty. Z tego 740 centrów połączonych jest z hotelami, a reszta świadczy usługi jako tzw. Day SPA. Wracając do nowej definicji, SPA musiałoby mieć też określone wymiary – co najmniej 250/300 m2. Obiekty o mniejszej powierzchni określane by były mianem centrów wellness, zwłaszcza gdy nie są połączone z hotelami.


Świat organizacji

Co ciekawe, w każdym niemal kraju europejskim, a także na poziomie międzynarodowym i światowym, istnieją stowarzyszenia SPA, które wyznaczają pewne standardy działania tych ośrodków. Jeśli dane centrum je spełnia, może przystąpić do takiej organizacji. Jedne z nich przy tym działają rzeczywiście prężnie, uczestnicząc w tworzeniu prawa SPA na poziomie narodowym, inne mają bardziej charakter fasadowy.

Z pewnością taką aktywnie i ambitnie działającą organizacją jest, założone dopiero przed dwoma laty, Narodowe Stowarzyszenie Kurortów Litwy, które właśnie teraz zajmuje się stworzeniem nowej legislacji, regulującej działalność SPA nad Niemnem. Jednak już teraz niektóre działające tam ośrodki spełniają międzynarodowe standardy, jak Centrum SPA Vilnius SANA w Druskiennikach uznane przez Europejskie Stowarzyszenie Spa (European Spas Association, ESPA) za najlepsze pod względem świadczenia usług medycznych w Europie Wschodniej.

Polskie uzdrowiska

Polska jest krajem posiadającym duże zasoby wód mineralnych. Stwarza to ogromne możliwości rozwoju turystyki uzdrowiskowej. Jest to szczególnie cenne teraz, kiedy coraz więcej osób pragnących prowadzić zdrowy tryb życia wyjeżdża w poszukiwaniu zabiegów prozdrowotnych nawet bez konieczności leczenia. Obecnie w Polsce znajduje się 45 miejscowości posiadających status uzdrowiska. Szacuje się, że poza tą liczbą jest około 70 kolejnych miejscowości, które posiadają potencjał uzdrowiskowy. Wynika z tego, że obecnie ustawowe kryteria wypełnia jedynie około jednej trzeciej miejscowości posiadających walory uzdrowiskowe.


Uzdrowisko ma nie tylko zalety

Wymogi, jakie musi spełnić miejscowość, by uzyskać status uzdrowiska, określa ustawa o lecznictwie uzdrowiskowym, uzdrowiskach i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych (Dz.U. z 1 września 2005 r.). Wbrew pozorom status taki nie przynosi tylko i wyłącznie korzyści, choć bilans jest zdecydowanie dodatni. Poważne kłopoty dotyczą trudności, jakie napotykają inwestorzy, którzy chcą uzyskać pozwolenie na budowę. Z powodu braku miejscowych planów zagospodarowania dla obszarów uzdrowiskowych oraz terenów objętych ochroną uzdrowiskową, nie ma możliwości wydania warunków zabudowy. Wynika to z przepisów ustawy o lecznictwie uzdrowiskowym, uzdrowiskach i obszarach ochrony uzdrowiskowej oraz o gminach uzdrowiskowych.

O ile w gminach niezwiązanych z uzdrowiskiem brak planu zagospodarowania utrudnia, lecz nie uniemożliwia uzyskania warunków zabudowy, o tyle na terenach uzdrowiskowych nie ma takiej możliwości. Ustawa nakłada wiele innych ograniczeń, między innymi dotyczących maksymalnej powierzchni placówek handlowych. Władze miejscowości uzdrowiskowych postulują między innymi zmniejszenie obowiązkowej powierzchni terenów zielonych. Innym problemem mogą okazać się ograniczenia, związane z ochroną środowiska.

Ograniczają one możliwości inwestowania w branżach, których działalność może pogorszyć warunki naturalne, a w konsekwencji doprowadzić do utraty statusu uzdrowiska. W efekcie, jak alarmują lokalne władze, inwestycje w niektórych uzdrowiskach niemal zupełnie zamarły. Inwestorom nie sprzyja też interpretacja przepisów podatkowych, w wyniku której preferencje podatkowe dotyczą tylko części budynków przeznaczonych bezpośrednio pod działalność leczniczo-uzdrowiskową i nie obejmują np. części restauracyjnej czy hotelowej.

Z tego powodu zarządzanie miejscowością uzdrowiskową wymaga od władz lokalnych konsekwencji w prowadzonej polityce gospodarczej, tak by korzyści przeważały nad ograniczeniami związanymi ze statusem uzdrowiska.

Art. 5. 1. Lecznictwo uzdrowiskowe jest prowadzone przy wykorzystaniu urządzeń lecznictwa uzdrowiskowego służących do leczniczego wykorzystania naturalnych surowców leczniczych oraz właściwości leczniczych klimatu, w szczególności takich jak:

1) pijalnie uzdrowiskowe;
2) tężnie;
3) parki;
4) ścieżki ruchowe;
5) urządzone odcinki wybrzeża morskiego;
6) lecznicze i rehabilitacyjne baseny uzdrowiskowe;
7) urządzone podziemne wyrobiska górnicze. (…)

Art. 34. 1. Status uzdrowiska może być nadany obszarowi, który spełnia łącznie następujące warunki:
1) posiada złoża naturalnych surowców leczniczych o potwierdzonych właściwościach leczniczych na zasadach określonych w ustawie;
2) posiada klimat o właściwościach leczniczych potwierdzonych na zasadach określonych w ustawie;
3) na jego obszarze znajdują się zakłady lecznictwa uzdrowiskowego i urządzenia lecznictwa uzdrowiskowego, przygotowane do prowadzenia lecznictwa uzdrowiskowego;
4) spełnia określone w przepisach o ochronie środowiska wymagania w stosunku do środowiska;
5) posiada infrastrukturę techniczną w zakresie gospodarki wodno-ściekowej, energetycznej, w zakresie transportu zbiorowego, a także prowadzi gospodarkę odpadami.

2. Status obszaru ochrony uzdrowiskowej może być nadany obszarowi, który spełnia łącznie warunki, o których mowa w ust. 1 pkt 1, 2, 4 i 5.

Zdrowie głównie na nizinach

W Polsce, pośród czterdziestu czterech miejscowości uzdrowiskowych, z uwagi na ukształtowanie powierzchni nie mamy uzdrowisk wysokogórskich. Największą grupę stanowią uzdrowiska nizinne, których jest siedemnaście. Druga pod względem liczby miejscowości jest grupa uzdrowisk podgórskich, których jest czternaście. Najbogatsze w uzdrowiska jest województwo dolnośląskie, w którym znajduje się jedenaście uzdrowisk, a więc aż 25 proc. wszystkich miejscowości uzdrowiskowych w całym kraju. Zupełnie pozbawione takich miejscowości są województwa lubuskie, łódzkie, wielkopolskie i opolskie. Jak widać więc, natura obdzieliła teren naszego kraju nierównomiernie.

Uzdrowiska nizinne

Augustów, Krasnobród, Busko-Zdrój, Nałęczów, Ciechocinek, Połczyn- -Zdrój, Goczałkowice-Zdrój, Przerzeczyn-Zdrój, Gołdap, Solec-Zdrój, Horyniec-Zdrój, Supraśl, Inowrocław, Swoszowice, Konstancin, Swoszowice, Wieniec-Zdrój Uzdrowiska nadmorskie Kamień Pomorski, Świnoujście, Kołobrzeg, Ustka, Sopot, Dąbki Uzdrowiska podgórskie Cieplice-Zdrój, Piwniczna-Zdrój, Czerniawa-Zdrój, Polanica-Zdrój, Długopole-Zdrój, Polańczyk, Duszniki-Zdrój, Rymanów-Zdrój, Iwonicz- -Zdrój, Szczawno-Zdrój, Kudowa- -Zdrój, Ustroń, Muszyna-Zdrój, Wapienne Uzdrowiska górskie Jedlina-Zdrój, Szczawnica, Krynica- -Zdrój, Świeradów-Zdrój Lądek- -Zdrój, Wysowa-Zdrój, Rabka-Zdrój, Żegiestów-Zdrój


Powinno być lepiej

Obecnie polskie sanatoria potrzebują poważnych inwestycji, by móc konkurować z ofertą krajów sąsiednich, która jest dość silna. Wystarczy spojrzeć na inwestycje, jakie trafiają do tego sektora, choćby na Litwie. Jednak wydaje się, że przyszłość powinna przynieść im rozwój. Uzdrowiska coraz częściej przyjmują kuracjuszy spoza naszego kraju. Wynika to z faktu, że dla niektórych z nich (szczególnie z Niemiec) ceny zabiegów w Polsce są znacznie bardziej atrakcyjne niż w ich kraju. Poza obywatelami Niemiec coraz częściej pojawiają się również pacjenci z innych krajów np. Czech. Z roku na rok Zespół Uzdrowisk Kłodzkich przyjmuje coraz więcej pacjentów spoza naszej południowej granicy. Jednak wciąż są to niewielkie liczby. W roku ubiegłym było to około stu osób.

UZDROWISKA W POLSCE

W dodatku, pomimo że kontrakty z NFZ są wciąż bardzo poważnym źródłem gości w miejscowościach uzdrowiskowych, szczególnie poza typowym sezonem turystycznym, coraz więcej osób przybywa tam, by podreperować swoje zdrowie, na własną rękę. Aby zwiększyć potencjalną grupę klientów, niektóre przedsiębiorstwa prowadzące sanatoria wprowadzają nawet możliwość płacenia w ratach za wykonane zabiegi. Jeśli do tego uwzględnić fakt, że w dłuższej perspektywie nasze społeczeństwo będzie coraz starsze, wydaje się, że pomimo rozmaitych problemów, jakie obecnie stoją przed tą branżą, ma ona przed sobą perspektywy rozwoju.

Zakłady Uzdrowiskowe, które nie będą sprywatyzowane:
  • “Uzdrowisko Busko-Zdrój” Spółka Akcyjna z siedzibą w Busku-Zdroju,
  • “Przedsiębiorstwo Uzdrowisko Ciechocinek” Spółka Akcyjna z siedzibą w Ciechocinku,
  • “Uzdrowisko Kołobrzeg” Spółka Akcyjna z siedzibą w Kołobrzegu,
  • “Uzdrowisko Krynica-Żegiestów” Spółka Akcyjna z siedzibą w Krynicy-Zdroju,
  • “Uzdrowisko Lądek-Długopole” Spółka Akcyjna z siedzibą w Lądku-Zdroju,
  • “Uzdrowisko Rymanów” Spółka Akcyjna z siedzibą w Rymanowie-Zdroju,
  • “Uzdrowisko Świnoujście” Spółka Akcyjna z siedzibą w Świnoujściu.

Branża turystyczna o planach na 2009 rok

Początek roku oznacza realizację nowych zadań i planów. Postanowiliśmy więc zapytać przedstawicieli kilku instytucji związanych z turystyką: jakie są ich główne cele i plany na rok 2009? Dla przeciwwagi poprosiliśmy również o wypowiedź na temat, jakie powinny być priorytety owych instytucji, przedstawiciela jednej z wyższych uczelni. Za rok spróbujemy podsumować, co z tych założeń udało się zrealizować. Będzie to tym bardziej interesujące, że rok na pewno będzie burzliwy i może zmusić do zmiany planów.



Jadwiga Barbara Moroz
Kanclerz i Założyciel WSTiJO

Polskie organizacje turystyczne takie jak POT czy PART mają swój niewątpliwy wkład w promocję rodzimej turystyki. Jednym z ich priorytetów jest otwarcie Polski na turystów zagranicznych, których liczba z roku na rok systematycznie wzrasta, co oznacza, że nie jesteśmy już anonimowym krajem, zza dawnej żelaznej kurtyny, lecz ciekawym kulturowo i turystycznie miejscem spędzenia urlopu. Jednak warto, by organizacje te w większej mierze wspierały prywatną inicjatywę i ściślej z nią współpracowały, nie skupiając się jedynie na promocji regionów, których polityka zmienia się zależnie od kadencji, lecz poparłyby swym autorytetem indywidualne przedsięwzięcia (odbudowa zabytków o przeznaczeniu turystycznym, organizacja festiwali, imprez kulturalnych etc.), o których dzięki temu dowiedzieliby się turyści.

Tomasz Majka
Wiceprezes zarządu Polskiej Agencji Rozwoju Turystyki

W tym roku będzie trwała dalsza rozbudowa regionalnych systemów informacji turystycznej. Wspólnie z partnerem z Niemiec pracujemy nad wprowadzeniem w kilku miejscach kraju karty turystycznej. W odróżnieniu od istniejących znacznie bardziej rozbudowanej, nowoczesnej oraz dobrze wypromowanej, co dotychczas było słabością tych projektów. Pracujemy nad taką kartą turystyczną w Małopolsce. Ma ona być połączona z systemem informacji turystycznej. Udało nam się tam zaprosić do współpracy takie flagowe okręty jak Wieliczka czy Wawel. Inny ważny projekt to wykorzystanie nowoczesnych technologii typu GPS lub Bluetooth. Będziemy przygotowywać akcję promującą możliwość np. pobierania na telefon informacji przy wejściu na szlak. Skończyliśmy niedawno pracę nad szlakiem kulinarnym w Gdyni. Istnieje potencjalna możliwość, by wejść w taką przestrzeń, jeśli zechcemy, pobierania informacji, np. że dziś odbywa się festiwal kulinarny, informacji o menu i wreszcie możliwość skorzystania z mapy, za pomocą której można poruszać się po całym szlaku. Nowe technologie są niedoceniane przez branżę turystyczną. Nie chodzi tu tylko o informację turystyczną, ale również np. o możliwości zarządzania hotelem czy restauracją. Mamy ofertę szkoleń w tym zakresie w ramach naszych usług. Prowadzimy teraz rozmowy z partnerami na Ukrainie i chcemy przeszkolić tam 1300 osób, pod kątem EURO 2012. Adresujemy te szkolenia do menedżmentu i średniej kadry zarządzającej. Nadal będziemy aplikowali po środki unijne dla naszych projektów, zarówno sami, jak i wspólnie z partnerami, by połączyć naszą wiedzę i doświadczenie z możliwościami, potencjałem i zapleczem naszych partnerów. Projekty te będą obejmowały między innymi duże projekty promocyjne. Jednak zasadniczą pulą prac roku 2009 będą usługi, z których PART jest znany i ceniony; strategie rozwoju turystyki, kreacja produktów turystycznych, studia wykonalności, budowa marek, marketing terytorialny.


Maria Napiórkowska
Dyrektor Departamentu Turystyki w Ministerstwie Sportu i Turystyki

Rok 2009 to dla polskiej turystyki rok zarówno nowych wyzwań, jak i kontynuacji podjętych już działań, na rzecz jej rozwoju i promocji. Politykę państwa w tym zakresie określa i wyznacza działania dokument programowy pt. “Kierunki rozwoju turystyki do 2015 roku”. Kierownictwo Ministerstwa Sportu i Turystyki za podstawowe cele tych działań w roku 2009 przyjęło: wzrost konkurencyjności polskiej gospodarki turystycznej, podniesienie jakości świadczenia usług turystycznych, szerokie upowszechnienie w środowisku turystycznym informacji na temat możliwości pozyskiwania funduszy strukturalnych na rozwój turystyki, wzrost uczestnictwa Polaków w turystyce krajowej i wypoczynku oraz kreowanie pozytywnego wizerunku Polski jako kraju atrakcyjnego turystycznie. Turystyka wpisuje się także w przygotowania do UEFA EURO 2012, poprzez organizację w 2009 roku II Międzynarodowej Konferencji “Turystyka wobec UEFA EURO 2012″. Wymienione wcześniej cele przekładają się na szereg konkretnie wyspecyfikowanych zadań i form ich realizacji. Dla wzrostu konkurencyjności polskiej gospodarki turystycznej niezbędne jest m.in. tworzenie ram prawnych, mających wpływ na rozwój turystyki. Zaplanowano więc zakończenie prac nad nowelizacją ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 roku o usługach turystycznych oraz przygotowanie dwóch rozporządzeń Ministra Sportu i Turystyki, dotyczących udzielania pomocy publicznej w ramach Działania 6.4 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007-2013. Zmiany wprowadzone do ustawy ograniczą zakres jej regulacji i uproszczą przepisy, co zmierza do ułatwienia prowadzenia przez przedsiębiorców działalności w zakresie świadczenia usług turystycznych. Wszystkie z zaplanowanych przedsięwzięć będziemy realizować w uwarunkowaniach, wynikających ze skutków kryzysu gospodarczego na świecie, jednak nie w sposób bierny. Podejmujemy próbę oceny wpływu światowego kryzysu na rozwój turystyki w Polsce i zainicjowania działań zmniejszających jego negatywny wpływ, a także działania na rzecz ograniczenia spadku przyjazdów do Polski, spowodowanych wejściem Polski do Strefy Schengen.


Rafał Szmytke Prezes
POT Polska Organizacja Turystyczna
rozpoczęła 2009 rok bardzo pracowicie.

Wdrożyliśmy nową strukturę, która ma zapewnić skuteczne działanie POT w obliczu nowych wyzwań, które stoją przed nami, między innymi w związku z rolą, jaką pełni POT w systemie dystrybucji środków unijnych. Jesteśmy bowiem zarówno instytucją wdrażającą, jeśli chodzi o działanie 6.4 POIG, jak i beneficjentem w ramach 6.3. Po raz pierwszy działamy w oparciu o strategię, jakiej do tej pory turystyka nie miała. Opracowana przez nas “Marketingowa strategia Polski w sektorze turystyki na lata 2008-2015″ jest podstawowym dokumentem wyznaczającym kierunki rozwoju dla polskiej turystyki. Zgodnie z nią będziemy podejmować działania kompatybilne z planami marketingowymi regionów i miast. Powołaliśmy więc zespoły robocze z Regionalnymi i Lokalnymi Organizacjami Turystycznymi realizując w ten sposób ustawową zasadę trójstopniowego systemu promocji turystycznej Polski. Chcemy, żeby nasze działania przynosiły jak najwięcej korzyści zarówno tym bogatym w atrakcje turystyczne jak i tym mniej wyposażonym przez naturę regionom. Dlatego jednym z podstawowych naszych celów w roku 2009 będzie wspieranie rozwoju produktów turystycznych. Dla Polski skończyła się bowiem epoka strategii niskich cen. Podstawową rolę zaczyna odgrywać jakość i różnorodność produktu. Będziemy podejmować przedsięwzięcia, które docelowo mają prowadzić do powstania konsorcjów produktowych ponadregionalnych, wiązania tych produktów programowo i marketingowo, a także ich standaryzacji. W 2009 roku najistotniejszym wyróżnikiem wizerunku atrakcyjności turystycznej Polski będzie turystyka miejska i kulturowa, a szczególnie oferta wielkich miast. Oczywiście nie może zabraknąć turystyki biznesowej, która jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się sektorów turystyki w naszym kraju, a w segmencie incentive, przy bogatych możliwościach, Polska ma szansę być leaderem. Rynkiem priorytetowym z punktu widzenia finansowania działań promocyjnych oraz ich skali będzie Wielka Brytania, natomiast rynkami uzupełniającymi – Niemcy i Japonia. Tematem wiodącym kampanii wizerunkowej, planowanej na rynku brytyjskim, będzie “atmosfera miast”, a priorytetowym produktem – imprezy typu city break. Chcemy przeprowadzić profesjonalnie przygotowane kampanie we współpracy z sieciowymi agencjami reklamowymi. Ten rok i najbliższe lata to czas na promocję w oparciu o najnowsze trendy i nośniki. Powoli odchodzimy od stosowania na tak dużą skalę jak do tej pory takich instrumentów jak targi, a nasze zagraniczne przedstawicielstwa będą coraz bardziej nowoczesne i w dalszej perspektywie zamieniane na tzw. “home office” wykorzystujące najnowsze technologie internetowe.

Józef Ratajski
Wiceprezes Polskiej Izby Turystyki Sekretarz Generalny

Priorytetowym zadaniem jest kwestia dopięcia ustawy o Usługach turystycznych. Ten rok jest dla Polskiej Izby Turystyki szczególny. Obchodzimy dwudziestolecie istnienia naszej instytucji, czyli samorządu. Obecnie jest to ponad 600 podmiotów i 70% kapitału obrotowego naszej turystyki. Chcielibyśmy to wyeksponować i uczcić. Planujemy zorganizować dwie konferencje merytoryczne: jedną, związaną z zeszłorocznym tematem dotyczącym otwartego nieba nad Atlantykiem, tylko teraz chcemy to zrobić od strony pasażera. Jest coraz więcej skarg pasażerów na linie lotnicze i temu zagadnieniu chcemy poświęcić trochę czasu. Drugim zagadnieniem jest ustawa o ochronie danych osobowych. Chcemy zwrócić naszym członkom na to uwagę i zorganizować cykl szkoleń (przy których liczymy na wsparcie Ministerstwa Sportu i Turystyki), gdyż jest to równie zapalny punkt jak klauzule niedozwolone. W turystyce danych osobowych przewija się wiele, ale zwykle o tym się nie mówi, a nie chcielibyśmy, aby to stało się jakimś punktem sporu z Urzędem Ochrony Danych Osobowych. Kolejny punkt to targi, promocja, wsparcie POT-u w jego działaniach promocyjnych.

Chcemy zwiększyć wykorzystanie środków unijnych na wsparcie dla przedsiębiorców, ponieważ naszym zdaniem to niedobrze funkcjonuje, a zbliża się rok chopinowski. Do Euro 2012 podchodzimy z pewnym dystansem, ponieważ wcześniej jest jeszcze polska prezydencja w Unii Europejskiej. Próbujemy teraz również stworzyć analizy, aby przyjrzeć się zagadnieniu pt. kryzys. Czy on rzeczywiście jest w turystyce, jak on się będzie objawiał. Ostatnie zmiany kursów walut pokazują, że dotyka to również turystyki. Dotychczas mówimy wiele o kryzysie, ale diagnozy głębszej nikt dotychczas nie robił.

Szkoła marzeń

Nauka języka obcego to przedsięwzięcie na wiele lat.
Jednak czas, jaki poświęcimy na jego opanowanie,
to nie wszystko … Aby w pełni posługiwać się
językiem obcym, nie wystarczy poprawnie konstruować
zdania, należy przede wszystkim znać kulturę kraju,
którego językiem chcemy władać.
A tego nie zapewnią nam żadne kursy lingwistyczne
organizowane w Polsce, w tym celu należy udać się
do źródła i poznać język w jego naturalnym środowisku

Nauczenie się słówek i zwrotów w języku obcym nie sprawi, że nasze umiejętności komunikacyjne będą doskonałe. Nie będziemy bowiem znali uwarunkowań kulturowych ani sposobu porozumiewania się w danym kraju. Dlatego też, aby poznać sekrety języka obcego, musimy wybrać się w podróż do kraju, w którym jest on językiem urzędowym. Pomogą w tej wyprawie biura podróży specjalizujące się w organizowaniu wyjazdów językowych.


Przyjemne z pożytecznym

Czy wydać pieniądze na sprawienie sobie przyjemności? – takie pytanie zadaje sobie większość z nas. Idealna sytuacja powstaje, gdy przyjemność można połączyć z wypełnieniem swoich obowiązków lub możliwością dokształcenia się. Ma to miejsce wówczas, gdy zdecydujemy się poznawać język obcy za granicą Polski. Nauka poprzez codzienne posługiwanie się językiem obcym w jego ojczystym kraju daje możliwość lepszego zrozumienia realiów oraz pozwala na osiągnięcie większej kompetencji językowej. Codzienna rozmowa z tubylcami, załatwianie spraw codziennych, drobne zakupy, poruszanie się po obcym mieście, daje możliwość pełnego poznania języka ze wszystkimi jego niuansami. Ucząc się tylko i wyłącznie podczas kursów językowych, nigdy nie osiągniemy takiej płynności mowy i znajomości słówek oraz idiomów, jakie dostarcza nam przebywanie w obcym kraju.


Świat stoi przed nami otworem

Wyjazd do obcego kraju to nie tylko możliwość codziennego posługiwania się językiem obcym – to także szansa na poznanie kultury. Zapoznanie się na miejscu z historią i ludźmi to wielka okazja, aby poznać język, którego się uczymy od podstaw. Zwiedzanie zabytków i szansa obcowania ze sztuką to możliwość nie tylko poszerzenia swojej wiedzy, ale także perspektywa na osiągnięcie sukcesu w nauce. Poznanie uwarunkowań społeczno-gospodarczych czy historycznych zawirowań sprawi, że nauka języka stanie się prawdziwą przygodą, a nie tylko obowiązkiem.


Egzotyka, czemu nie?

Biura podróży specjalizujące się w organizowaniu wyjazdów językowych nie ograniczają swojej oferty tylko do nauki języka w jego naturalnym środowisku. Można wybrać na przykład kurs języka angielskiego w Afryce czy zwiedzanie zakątków Wenezueli w języku hiszpańskim albo poznawanie historii i tradycji Chin w dowolnym języku. Możliwości wybrania odpowiedniego kursu jest tyle, ilu kursantów, chcących poznawać język podczas zagranicznych wypraw.
Wydaje się, że najlepszym testem na znajomość języka jest umiejętność wykorzystania go w codziennych czynnościach, posługiwania się nim na co dzień. Nauka za granicą podczas dwu- czy trzytygodniowego wyjazdu spowoduje większy postęp edukacyjny niż spędzenie wielu godzin nad książkami. A najlepszym testem sprawdzającym będzie możliwość samodzielnego poruszania się po nieznanym mieście, gdzie przewodnikiem będzie koniec języka.

Języczek turystycznej uwagi

Nauka języka obcego jest w dzisiejszych czasach zjawiskiem
powszechnym. Już w przedszkolu dzieci uczą się podstawowych słów i zwrotów, najczęściej w języku angielskim, a następnie kontynuują naukę, przeważanie kończąc ją dopiero w dorosłym życiu

Turystyka językowa wciąż cieszy się w Polsce dużym zainteresowaniem i – mimo że nie jest tak popularna jak była w latach 90.
- ciągle kusi nowych studentów.
- Boom na turystykę językową to lata 1997-98. Później rynek zanotował spadek w związku z ogólną sytuacją ekonomiczną, ale od 2002 roku znów obserwujemy wzrost zainteresowania tą formą nauki języków obcych – mówi Andrzej Sławiński, dyrektor ATAS
sp. z o.o. Tendencję wzrostową potwierdza Roman Myszkowski, właściciel Szkoły Języków Obcych Lektor.
- Wyraźnie widać, że zwiększa się zainteresowanie kursami zagranicznymi wśród Polaków.

Sprzyja temu dobry kurs waluty, jak i wzrost zamożności Polaków oraz chęć inwestowania w siebie – mówi Myszkowski. – W tym roku zanotowaliśmy wyraźny wzrost liczby chętnych. Sądzę, że przyszły rok będzie jeszcze lepszy, czyli boom jeszcze przed nami. Tę prognozę potwierdza również Elżbieta Soudani, kierownik Felberg BT. – Rok ubiegły i obecny to najlepsze lata BT Felberg w sprzedaży kursów językowych za granicą. Wydaje się, że trend jest rosnący – mówi.



Australia, Rosja czy Chiny?

Wzrostowi pomaga coraz ciekawsza i zróżnicowana oferta biur podróży. Np. Lektor oferuje kursy zarówno w takich krajach, jak Wielka Brytania, Irlandia czy Malta, ale i Niemcy, Austria, Hiszpania, Francja i Włochy. Kursy prowadzone są w międzynarodowych grupach na wszystkich poziomach zaawansowania i obejmują zajęcia z języka ogólnego oraz języka specjalistycznego.

Dla porównania, w katalogu BT Felberg znaleźć można oferty kursów w prawie 20 krajach. Przedział cenowy jest szeroki, ponieważ klient może wybierać tylko poszczególne warianty, jak np. sam kurs języka, dobierać jego intensywność do swoich potrzeb, jak również zamówić cały pakiet (all inclusive, czyli przelot, odbiór z lotniska, zakwaterowanie, wyżywienie, kurs języka, ubezpieczenie, zwiedzanie i tzw. program czasu wolnego). Istotnym elementem dla ceny jest również czas trwania kursu – od tygodnia do roku. Z tego powodu cena w minimalnym wariancie (kurs standardowy na 1 tydzień) wynosi ok. 850 zł, a w wersji all inclusive – 1 tydzień dla executive może wynosić ok.16 000 zł.

W Lektorze przedział cenowy zaczyna się od ok. 480 GBP dwutygodniowy kurs razem z zakwaterowaniem (czyli ok. 2000 zł). W przypadku krajów niemieckojęzycznych ceny zaczynają się od ok. 800 euro (dwutygodniowy kurs z zakwaterowaniem, czyli ok. 2500 zł). Kursy dłuższe czy z rozbudowaną dodatkową ofertą są oczywiście droższe. W ofercie biura ATAS przeważają oferty kursów w Wielkiej Brytanii, ale obecne są również takie kraje, jak Malta, Niemcy, Hiszpania, Włochy, Francja czy Australia. ATAS organizuje kursy również w krajach rzadko spotykanych w ofercie innych biur, np. w Rosji, Portugalii, Nowej Zelandii czy choćby Chinach. Ceny kursów są zróżnicowane, np. w Wielkiej Brytanii cena kursu 2-tygodniowego dla dorosłych mieści się w przedziale 580-800 GBP (cena zawiera kurs, zakwaterowanie, wyżywienie).



A może by tak na Malcie?

Kto korzysta z oferty turystyki językowej? Głównie osoby młode (w wieku od 16 do 30 lat) w okresie wakacji. Według biur najbardziej popularne są kursy języka angielskiego w Wielkiej Brytanii (Londyn, Bournemouth, Brighton)
i – co może być sporym zaskoczeniem – na Malcie. Przeważnie wybierane kursy obejmują okres od 2 do 4 tygodni z programem 20-30 lekcji/tydz. i z programem rekreacyjno-turystycznym. Powyższe dane potwierdza Andrzej Sławiński: – Najpopularniejszy jest oczywiście język angielski i wyjazdy do Wielkiej Brytanii, ale również na Maltę i do USA.

Drugim językiem po angielskim jest niemiecki. Rocznie wysyłamy około 1500 osób na kursy językowe, w przeważającej części młodzież i dzieci. Dorosłych klientów mamy stosunkowo mało, natomiast z roku na rok wyjeżdża ich coraz więcej.
Coraz większym zainteresowaniem cieszy się język francuski oraz niemiecki. Przyszłościowo patrzy się w kierunku Rosji i nauki języka rosyjskiego. Tendencje zmieniają się z roku na rok. Jeszcze kilka lat temu popularne były kursy organizowane w Dublinie (Irlandia), obecnie to miasto dla oferty biur ma marginalne znaczenie. Za to w ostatnich latach popularne stały się kursy na Malcie.

Skąd taka popularność? Zdaniem przedstawicieli biur magnesem przyciągającym młodzież jest oczywiście słoneczny klimat i dodatkowe atrakcje. Dorośli coraz częściej korzystają z turystyki językowej – zazwyczaj poza wakacjami, wybierają głównie krótkie, ale intensywne kursy.


Kursy młodzieżowe

Zagraniczne kursy to jednak nie cała oferta biur podróży. W kraju organizowane są kolonie i obozy językowe (zarówno w górach, jak i nad morzem). W Polsce obok biur turystycznych, wyjazdowe kursy językowe organizują również młodzieżowe domy kultury, a także dawne domy harcerza. Organizatorem takiego wypoczynku edukacyjnego młodzieży ostatnio są nawet parafie.
- Kolonie i obozy językowe organizujemy już od ponad 10 sezonów. Jest to oferta skierowana do dzieci i młodzieży z całego kraju na okres wakacji. W koloniach językowych uczestniczą dzieci w wieku 9-15 lat, w obozach językowych od 15 do 18 lat.

Corocznie w naszych wyjazdach uczestniczy ponad 1000 osób. Obozy organizowane są w atrakcyjnych miejscach wypoczynkowych nad morzem (np. Ustronie Morskie, Pogorzelica) i w górach (Zakopane) w wynajmowanych ośrodkach wypoczynkowych. Uczestnicy podzieleni są na grupy wiekowe i według poziomu zaawansowania języka – mówi Roman Myszkowski ze szkoły Lektor. W przypadku akurat tej firmy, turnusy składają się z 30 (kolonia) lub 40 lekcji (obozy). Zajęcia prowadzone są przez wykwalifikowanych lektorów językowych. Podczas obozów główny nacisk kładzie się na mówienie i praktyczną stronę języka.

Oprócz lekcji prowadzone są urozmaicone zajęcia, np. warsztaty piosenek czy terenowy bieg z językiem. Dodatkowo firma oferuje program rekreacyjny i sportowy. Koszt takiego obozu to 1400-1500 zł. Krajowe obozy stanowią alternatywę dla wyjazdów na kursy zagraniczne.


Jest dobrze, będzie lepiej

Sytuacja gospodarcza, jak i położenie Polski pozwala branży pozytywnie patrzeć w przyszłość. – Otwarte rynki pracy, możliwości zdobywania wykształcenia w wiodących instytucjach edukacyjnych, rozwój tanich linii lotniczych, turystyki, przyczyniają się do wzrostu zapotrzebowania na naukę języków obcych – twierdzi Elżbieta Soudani. Dodaje również, że branży byłoby znacznie łatwiej, gdybyśmy w końcu znaleźli się w strefie euro. Zdaniem Andrzeja Stawińskiego wzrost zainteresowania turystyką językową zależy od sytuacji gospodarczej Polski i optymizmu na rynku pracy.

Przytacza też przykład programów wprowadzonych we francuskich czy niemieckich szkołach, gdzie standardem jest tygodniowy wyjazd językowy do Anglii.
Turystyka językowa – zdaniem naszych rozmówców – jest specyficzną turystyką i wymaga fachowego doradztwa. Stosunkowo mało pracowników biur turystycznych jest dobrze przygotowanych merytorycznie. Stąd też inicjatywa biura ATAS, które planuje przeprowadzić cykl szkoleń w tym temacie oraz zorganizowanie study tour dla agentów.
Zdaniem przedstawicieli biur podróży na korzyść nauki języków obcych na wyjazdowych kursach przemawia przede wszystkim przełamanie bariery mówienia i rozumienia żywego języka. – Nauka języka w jego ojczystym kraju daje nieporównywalnie lepsze wyniki od nauki w Polsce. Codzienny, bezpośredni kontakt z żywym językiem pozwala przede wszystkim przełamać barierę językową, nabiera się pewności i swobody w mówieniu, a o to właśnie w nauce języka chodzi.

Ponieważ nauka odbywa się w grupach międzynarodowych, dodatkowym plusem jest możliwość nawiązania kontaktów, przyjaźni z ludźmi praktycznie z całego świata – mówi Andrzej Sławiński. Roman Myszkowski dodaje: – Uczestnicy kursów uczą się porozumiewania nie tylko na kursie, ale również w sklepie, na ulicy czy w kawiarni. Taki wyjazd to niezapomniane wspomnienia i szybkie postępy.


Miejscowy czy własny lektor

Branża turystyki językowej ma różne podejście do organizowania lekcji podczas kursów. Firmy wynajmują miejscowych lektorów, ale również spora część wysyła na miejsce swoich pracowników lub organizuje tam struktury szkół od zera własnymi siłami. Np. Biuro Podróży Felberg ma własną sieć szkół językowych w Polsce, ale współpracuje z zagranicznymi szkołami językowymi uznanymi przez British Council, Arels, Gesellschaft für die Deutsche Sprache i inne podobne instytucje w pozostałych krajach. Potwierdzają one wysoki poziom prowadzonych kursów. ATAS z niektórymi szkołami współpracuje już od 19 lat i bardzo sobie tę współpracę chwali. Obecnie ma w ofercie ponad 100 szkół z całego świata.

Posiada również własną letnią szkolę językową w Anglii z brytyjskimi lektorami, realizującymi autorski program turystyczno-językowy. Zdaniem przedstawicieli branży, trudno określić, które rozwiązanie jest lepsze. Jak podkreślają zgodnie, ważne by klient miał jak największy wybór.
Dla wielu biur podróży, które organizują kursy językowe, to działalność podstawowa. Dla BT Felberg sprzedaż kursów stanowi 80 proc. obrotów biura. Podobnie przedstawiają się wpływy z turystyki językowej dla ATAS: 80-90 proc. Natomiast dla Lektora to około 25 proc.
Nasi rozmówcy nie mówią o konkurencji źle. Wręcz przeciwnie.
- Z wieloma współpracujemy, organizując na przykład wspólny transport.

Czyli są bardziej naszymi partnerami, a nie konkurencją – mówi Andrzej Sławiński.
Biorąc pod uwagę coraz większe zapotrzebowanie rynku, można liczyć, że w najbliższych latach biura zróżnicują swoją ofertę, a także będą ją kierować nie tylko i wyłącznie w stronę dzieci i młodzieży, ale również do klientów z sektora biznesowego.

Złota 50-ka Branży Turystycznej

Z prawdziwą przyjemnością przedstawiamy Państwu zestawienie Złota 50 Branży Turystycznej. Lista zawiera zestawienie osiągnięć finansowych 50 największych biur podróży. Zostało ono opracowane na podstawie opublikowanych przez firmy wyników finansowych za 2007 i 2006 rok. Firmy uszeregowane są na podstawie wartości sprzedaży w ubiegłym roku. W rankingu zabrakło tych przedsiębiorstw, które z różnych powodów odmówiły podania swoich danych. Mamy nadzieję, że nasze opracowanie pomoże Państwu zawiązywać nowe kontakty handlowe. Jest to pierwsza edycja Złotej 50 w tym kształcie. Jesteśmy przekonani, że jej publikacja stanie się już tradycją, będąc deskrypcją kondycji branży turystycznej. Zapraszamy Państwa również do dyskusji na jej temat. Zestawienie przygotowała międzynarodowa wywiadownia gospodarcza Dun & Bradstreet. Komentarz jej przedstawiciela opisujący metodologię i wnioski zamieszczamy obok.

Redakcja


Komentarz Andrzeja Osińskiego dyrektora Działu Analiz Dun and Bradstreet Poland Sp. z o.o.

Przeanalizowano 75 firm, które opublikowały swoje wyniki finansowe za 2007 r. Lista została zdominowana przez firmy z Mazowsza (stanowią pod względem liczebności 44 proc. grupy). Liczną grupę stanowią też firmy z Dolnośląskiego, Wielkopolskiego i Zachodniopomorskiego (łącznie 25 proc. badanych firm).

Ze względu na kryterium doboru przedsiębiorstw (upublicznione dane finansowe) w rankingu ujęto głównie spółki prawa handlowego, w tym najliczniej reprezentowane spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (ponad 82 proc.), ze średnią czasu trwania na rynku przekraczającym 11 lat. Ponad połowę badanych firm stanowią małe przedsiębiorstwa, zatrudniające do 10 osób, natomiast zaledwie 10 proc. badanych firm ma zatrudnienie powyżej 100 osób.

Głównymi kryteriami rankingu są osiągane wyniki finansowe. Wśród przeanalizowanych firm 18,8 proc. stanowią podmioty o obrotach poniżej 1 mln zł, natomiast granicę 10 mln zł przekroczyło 24 proc. firm. Największe pod względem obrotów firmy w badanej grupie to Nowa Itaka Sp. z o.o. (281,6 mln zł), Polskie Biuro Podróży Orbis Sp. z o.o. (238,3 mln zł) oraz Neckermann Polska Biuro Podróży Sp z o.o. (220 mln zł). Różnice między firmami w czołówce są nieduże, ale dystans do kolejnych w badanej grupie przekracza 50 mln zł. Łączna wartość obrotów generowanych przez badane firmy przekroczyła 1,7 mld zł.

Widać więc, że 3 największe firmy mają udział w badanej grupie przekraczający 42 proc. (rzeczywisty udział rynkowy jest na pewno niższy, ale to badanie doskonale pokazuje skalę koncentracji rynku). Niepokojącym faktem jest niska rentowność wielu biur podróży, co gorsza, co piąta z badanych firm jest poniżej progu opłacalności, w tym niestety jeden z liderów zestawienia obrotów – Polskie Biuro Podróży Orbis Sp. z o. o., które w ubiegłym roku zanotowało stratę netto przekraczającą 7 mln zł. Zaledwie 10 firm z badanej grupy może pochwalić się zyskiem netto przekraczającym 1 mln zł, ale tylko 3 z nich mają rentowność powyżej 10 proc.

Wśród najbardziej rentownych wiodą prym mniejsze spółki, ale jest ich niewiele z łącznym udziałem w rynku poniżej 5 proc. Spośród badanych 75 firm, 20 wykazało spadek wartości obrotów rok do roku, ale suma obrotów badanej grupy wzrosła aż o 390 mln zł. Oznacza to, że największe firmy rosły znacznie szybciej i przejmowały klientów od mniejszych firm. Również 20 firm stało się mniej rentownych, to jest ich zysk netto rok do roku okazał się mniejszy, ale tutaj również suma zysków i strat osiągniętych przez 58 zbadanych firm w 2007 r. była wyższa od wyników w 2006 r.

Ogólna ocena rynku biur podróży przez pryzmat badanej grupy pokazuje, że rynek ten koncentruje się wokół kliku liderów, którzy agresywniej zwiększają swój udział rynkowy, przy czym bardziej rentownymi podmiotami wciąż pozostają małe podmioty. Niepokojący jest natomiast duży udział firm, które są zagrożone upadłością (co wynika z pogarszających się wyników finansowych oraz spadku popytu na ich usługi).

kliknij aby powiększyć

Warto grać w zielone?

Zielone szkoły już dawno przestały być kojarzone z wiosennymi wakacjami na łonie natury, podczas których odbywają się normalne zajęcia lekcyjne. Zmienił się ich charakter, zmieniły się także oferty przygotowywane dla szkół. Jaki jest sens organizowania zielonych szkół? Czy to biznes, w który warto wejść? I co zrobić, żeby zainteresować swoją ofertą potencjalnych klientów?

Zielona szkoła w przeszłości związana była ściśle z procesem nauczania w szkole. Wiosną lub latem uczniowie i nauczyciele wyjeżdżali na kilka dni za miasto – zajęcia jednak odbywały się według normalnego, szkolnego schematu z tą tylko różnicą, że przestrzeń klasy zastępował las, wieś itp. Z czasem jednak coraz bardziej odchodzono od akcentów typowo szkolnych w stronę rekreacji i zajęć tematycznych. Zaczęto wybierać “egzotyczne” miejsca, atrakcyjne ze względu na swe walory kulturowe czy przyrodnicze. Coraz mocniejsze akcenty kładziono na problemy ochrony środowiska. Sam termin też przestał mieć znaczenie – zieloną szkołę równie dobrze można zorganizować zimą.

Po co na zielone szkoły?

Współcześnie mianem zielonych szkół określa się prawie wszystkie wyjazdy szkolne. Wartość merytoryczna takich przedsięwzięć jest bardzo zróżnicowana. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, w których zieloną szkołą nazywane są zwykłe wycieczki, z procesem edukacyjnym niemające wiele wspólnego, służące jedynie integracji i odpoczynkowi młodych ludzi (i nauczycieli). Jeżeli przewiduje się w nich jakikolwiek program, to najczęściej ogranicza się on do zwiedzania lokalnych zabytków i ogniska z kiełbaskami. Oczywiście bywają także wspaniale przygotowane, edukacyjnie wartościowe wyjazdy, ale – jak twierdzi większość organizatorów zielonych szkół – jest ich jednak coraz mniej. Zielona szkoła jest doskonałą okazją do nauczania tego, na co nie ma w szkole czasu albo warunków. Jest jednocześnie możliwością do rozwijania umiejętności grupowej współpracy oraz innych cech charakteru uczniów, takich jak wytrwałość czy zaradność. Przebywające ze sobą przez kilka dni dzieci poddawane są wyzwaniom funkcjonowania poza domem, w grupie rówieśniczej.

Organizowanie krajoznawstwa i turystyki przez szkoły ma na celu w szczególności:
  • poznawanie kraju, jego środowiska przyrodniczego, tradycji, zabytków kultury i historii,
  • poznawanie kultury i języka innych państw,
  • poszerzanie wiedzy z różnych dziedzin życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego,
  • wspomaganie rodziny i szkoły w procesie wychowania,
  • upowszechnianie wśród dzieci i młodzieży zasad ochrony środowiska naturalnego oraz umiejętności korzystania z zasobów przyrody,
  • podnoszenie sprawności fizycznej,
  • poprawę stanu zdrowia dzieci i młodzieży pochodzących z terenów zagrożonych ekologicznie,
  • upowszechnianie form aktywnego wypoczynku,
  • przeciwdziałanie patologii społecznej,
  • poznawanie zasad bezpiecznego zachowania się w różnych sytuacjach.

Zielona szkoła jest jednocześnie okazją do kształtowania wrażliwości estetycznej, doceniania piękna – głównie środowiska naturalnego. Tutaj dzieciaki mają szansę zobaczyć na własne oczy to wszystko, o czym uczą się “w teorii” na lekcjach geografii czy biologii. Ma to ogromne znaczenie szczególnie dla dzieci pochodzących z miast.


Na co zwrócić uwagę

Organizatorzy zielonych szkół, z którymi rozmawialiśmy, przyznają jedno: nie jest to łatwy biznes. W ostatnich dwóch, trzech latach pojawiało się mnóstwo firm, które świadczą podobne usługi i konkurencja panuje spora. Bardzo trudno jest przebić się – nawet z ciekawą ofertą – i trafić do nauczycieli czy rodziców. Wszyscy jako receptę na powodzenie (a tak naprawdę jedyną drogę, którą można pójść) wskazują: jakość. Wysoka jakość usługi to powracający klient. Nauczyciele nie lubią eksperymentów, wrócą więc do tego przedsiębiorcy, z którego byli zadowoleni. Ale jak trafić do nowych klientów? Jerzy Strzegowski z Biura Turystycznego DAJA, zajmującego się organizowaniem zielonych szkół, nie ma wątpliwości: liczy się odpowiedni marketing i reklama.

Nie wystarczy jednak ogłoszenie w lokalnej prasie. – Trzeba odwiedzać szkoły, spotykać się z nauczycielami, przekonywać – mówi Strzegowski. – To jednak działania rozpisane na długi czas i trudno spodziewać się rezultatów od razu. Daje to jednak szansę na wypromowanie się nawet tym ośrodkom czy organizatorom, którzy nie mają nic ciekawego do pokazania w swojej okolicy – tłumaczy.

Zauważa jednak, że w ostatnich latach coraz trudniej przekonać nauczycieli czy dyrektorów, by zechcieli poznać nową ofertę touroperatora. Po prostu – jak już pisaliśmy – szkoły trzymają się sprawdzonych firm, z którymi współpracują od nawet kilku lat. Część naszych rozmówców wręcz narzekała, że w ich regionach towarzyskie układy pomiędzy nauczycielami i przedsiębiorcami biorą górę nad jakością oferty: nawet tańsza, ciekawsza z punktu widzenia dzieci propozycja spotyka się z obojętnością, bo pan X to kolega pani Y itd.


Nie może być nudno

Pisaliśmy o zmianie charakteru zielonych szkół z edukacyjnej na bardziej rekreacyjną. Wynika to przede wszystkim z oczekiwań dużej (coraz większej, jak zauważają usługodawcy) grupy nauczycieli, dla których taki wyjazd jest szansą na… odpoczynek. Nie zawsze są oni zainteresowani tym, by przygotowywać program, zadbać o pomoce itd. Ma to ogromne znaczenie dla organizatorów. – W tej pracy najważniejsza jest elastyczność – twierdzi Piotr Głombiowski, organizator zielonych szkół we Władysławowie. – Część nauczycieli oczekuje minimalnej oferty, to znaczy noclegu i posiłków, resztę chcą przygotować sami.

Większość jednak liczy na całościową ofertę: nocleg, posiłek, zajęcia edukacyjne z animatorem, wycieczki fakultatywne. Wszystkich jednak łączy jedno przekonanie: zielona szkoła nie może być nudna. Czy rozumiemy ją jako kolejną wycieczkę szkolną, czy traktujemy bardzo poważnie jej edukacyjną misję: wszyscy chcemy się dobrze bawić. Dyskoteka, ognisko z kiełbaskami czy sporty drużynowe to podstawa. űeby zainteresować wymagającego klienta, trzeba czegoś więcej…


Korzystać z tego, co się ma

Zdaniem Jerzego Strzegowskiego pierwszym, naturalnym atutem, który należy wykorzystać jest region, w którym planuje się działalność. Czasem nie trzeba tworzyć ścieżek edukacyjnych od samego początku, co oznaczałoby spore wydatki. Warto rozejrzeć się dookoła i sprawdzić, czy w pobliżu nie znajdziemy podmiotów zainteresowanych współpracą. Mogą to być oczywiście atrakcje i zabytki (takie jak chociażby muzea), które często zatrudniają przewodników, choć oczywiście nie tylko. – Najważniejsza jest jakość i różnorodność oferty – przekonuje Strzegowski. – Bez niej trudno przekonać do siebie wybrednych nauczycieli. Jeżeli w pobliżu działa stadnina koni, możemy zaoferować jej współpracę w postaci organizowania kuligów, zwiedzania czy nauki zajmowania się zwierzętami.

Podobnie można dogadać się z właścicielami basenów, lokalnymi artystami czy ośrodkami kultury. Taka współpraca może przynieść korzyść wszystkim zainteresowanym stronom: wzbogacić ofertę organizatora zielonej szkoły oraz wypromować lokalne pomysły. Warto pamiętać, że zadowolone dziecko opowie o tym jak świetnie bawiło się, karmiąc konika, co może zachęcić rodziców do turystycznego wyjazdu w ten region.


Nie tak różowo

Jakich problemów mogą spodziewać się organizatorzy zielonych szkół? Część naszych rozmówców, których pytaliśmy, czy są zainteresowani organizacją zielonych szkół, odpowiadało, że najbardziej boją się… kłopotów, jakie mogą sprawić im dzieci. Tymczasem organizatorzy wyjazdów mówią tak: z dziećmi, szczególnie tymi młodszymi, problemów nie ma – problemy są z ich opiekunami. Na czym one polegają? Głównie na tym, że bywają klientami wybrednymi, roszczeniowymi, wiecznie niezadowolonymi.

A to jedzenie jest za ciepłe (za zimne), porcje za małe (za duże), dzieci mają za krótki (za długi) czas wolny itd. Wielu zapomina, że zielona szkoła to także wymagania stojące przed nimi, a nie jeszcze jedna sposobność, by spędzić czas poza miejscem pracy. Od dobrej woli organizatora i nauczyciela zależy, czy wyjazd będzie i ciekawy, i pouczający. Organizator nie ma też obowiązku zapewnienia stałej opieki medycznej w postaci pielęgniarki czy lekarza. Należy jednak pamiętać, że dzieci miewają różne dolegliwości i chorują – obowiązkowa apteczka może nie być wystarczającym narzędziem do poradzenia sobie z takimi problemami. Jeśli w ośrodku, w którym przebywają dzieci, będzie stała opieka medyczna, to niewątpliwie duży plus w przekonywaniu do siebie potencjalnych klientów.

Na tego typu wyjazdach zdarzają się także różne wypadki losowe. Warto pamiętać, że każdą grupę należy ubezpieczyć polisą NW. Dziecko, które złamie sobie rękę podczas gry w siatkówkę, dostanie wtedy odszkodowanie zarówno z polisy organizatora, jak i obowiązkowego ubezpieczenia szkolnego. Jak zauważa Ryszard Kamassa z Biura Turystyki Przygoda, na etapie ustalania szczegółów wyjazdu warto zwrócić uwagę na dwie kwestie. – W umowach ze szkołami zawsze umieszczamy zapis mówiący, że za wszystkie szkody wyrządzone przez dzieci odpowiadają one same, czyli w praktyce ich rodzice.

Zdarzały nam się niestety przypadki zniszczeń w autobusach, których sprawcami byli nastolatkowie, a za które płacili ich opiekunowie – mówi Kamassa. Drugą kwestią jest sprawdzenie, czy dzieci, które zabieramy na zieloną szkołę, nie wymagają specjalnego traktowania, np. diety. Pozwoli nam to uniknąć niepotrzebnych kłopotów, jeśli na przykład nie jesteśmy im w stanie zapewnić odpowiedniego traktowania.


Problemy szkoły

Najpoważniejszym jednak problemem współczesnych zielonych szkół jest to, że coraz trudniej jest nauczycielom zebrać grupę dzieci, które mogłyby pojechać na taką wycieczkę. Mowa tu przede wszystkich o kwestiach finansowych. Wielu rodzicom trudno jest jednorazowo przeznaczyć kilkaset złotych na wyjazd dziecka. – Nie możemy kategorycznie wymagać od rodziców płacenia czasem nawet kilkuset złotych za wycieczkę. Nie jest tak, że żałują czegoś swoim dzieciom, czasem po prostu nie mają takich pieniędzy i trzeba to zrozumieć – mówi Marta Duchnowska, nauczycielka ze starachowickiej podstawówki. Jak mówią nauczyciele – najprostszym i sprawdzonym sposobem jest przygotowywanie wyjazdu na rok, a nawet dwa lata wcześniej.

Można wtedy rozłożyć płatność na mniejsze – miesięczne lub kwartalne – raty, co ułatwi zebranie odpowiedniej liczby osób. Nieco bardziej złożonym i wymagającym procesem jest poszukanie sponsorów. Jeśli zwrócimy się do prywatnych firm z oficjalną prośbą (najlepiej sporo wcześniej), to jest szansa, że uda nam się zdobyć środki, które możemy przeznaczyć na sfinansowanie wyjazdu kilku najmniej zamożnym uczniom. Starać się można również o dofinansowanie z instytucji samorządowych i publicznych.

Od wielu lat takie wyjazdy dofinansowuje chociażby Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska w Katowicach. Jeszcze jednym źródłem pozyskania dodatkowych środków może być zakład pracy rodziców ucznia. Dofinansowanie do wypoczynku, w tym również do wypoczynku połączonego z nauką, dokonywane są ze środków zakładowego funduszu świadczeń socjalnych.


Warto grać w zielone

Czego oczekują nauczyciele od organizatorów zielonych szkół? Przede wszystkim zapewnienia bezpieczeństwa dzieciom. Ta myśl jest wspólna dla wszystkich belfrów, z którymi rozmawialiśmy. Dobry stan techniczny, zabezpieczenia miejsc potencjalnie groźnych oraz ubezpieczenie to filary poczucia bezpieczeństwa. Równie oczywista i oczekiwana jest wysoka jakość higieniczna ośrodka, w którym dzieci będą mieszkać, i jego zaplecza. Pamiętając o tym oraz przygotowując ciekawą ofertę, można spróbować powalczyć na tym wymagającym rynku. Jednak potrzeba tu dużo cierpliwości i samozaparcia, a efekty naszych wysiłków przyniosą wyniki dopiero w perspektywie kilku lat.

Być singlem i podróżować…

Adrian P. Lubowiecki-Vikuk
Autor jest doktorantem na Wydziale Wychowania Fizycznego Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, przygotowujący dysertację dotyczącą aktywności turystycznej i rekreacyjnej osób samotnych


Słowo “singiel” odmieniane jest od jakiegoś czasu przez wszystkie przypadki. Nic dziwnego – współczesny singiel to wprost wymarzony odbiorca usług i towarów. Postanowiliśmy przyjrzeć się światowym i polskim ofertom turystycznym skierowanym do ludzi świadomie wybierających samotne życie


Instytucje zajmujące się organizowaniem czasu wolnego z opóźnieniem reagowały na zmieniające się potrzeby, na rodzące się w świadomości społecznej prawo do indywidualizmu, na nowe dążenia. Dopiero od niedawna usługodawcy wychodzą naprzeciw potrzeb klientów, oferując coraz bogatszy wachlarz propozycji wyjazdów rekreacyjno-turystycznych. Na rynku usług turystycznych znajdują się propozycje wczasów letnich i zimowych, krótko i długoterminowych, dla rodzin i singli.


Singiel konsument

Zainteresowanie singlami uzasadnia się coraz większą częstotliwością występowania doświadczania samotności. I choć bycie singlem to pewien wybór egzystencjalny, nie oznacza apatycznej, zniechęconej samotności. Wręcz przeciwnie, współczesny samotny to idealny konsument. Singielki prowadzą życie aktywnie. Po pracy chodzą do kin, klubów fitness, salonów odnoW krajach zachodniej Europy rynek ofert dla singli jest rozbudowany. We Francji – gdzie żyje ok. 14 mln osób samotnych – zorganizowano Targi Usług dla Panien i Kawalerów. Poza tym można tam uczestniczyć w kursach hatha-jogi, na które nie zaprasza się par.

Dostępne są też apartamenty w budynkach zaprojektowanych specjalnie pod kątem singlowego życia. Prężnie działa stowarzyszenie UNAGRAPS, zwalczające przejawy ekonomicznej, podatkowej i prawnej dyskryminacji przedstawicieli osób samotnych. Działający od 1950 roku francuski Club Mediterranée (znany jako Club Med) posiada sieć rozsianych po całym świecie wiosek wakacyjnych. Jest kilka miejsc, w których szczególnie mile widziane są osoby samotne, na przykład w Cancuin i na Karaibach. Samotni wczasowicze łączą się tam w grupy zainteresowań, nad którymi stałą opiekę sprawuje animator (od wspólnego jedzenia posiłków, po uczestnictwo w różnych rozrywkach). W wioskach, według zapewnień przedstawiciela Club Med, panuje niezwykle sympatyczna atmosfera, a celem wyjazdów nie jest kojarzenie par, lecz zorganizowanie wypoczynku osobom wyjeżdżającym w pojedynkę. Niemcy mają bardzo dobrze rozwinięty rynek zaspakajania potrzeb osób samotnych. Otto Witten, jedno z wiodących na niemieckim rynku biur podróży, utrzymuje się głównie z oferty dla singli.

Inne inicjatywy związane z singlami:

Klub Singla – Połówki Pomarańczy z siedzibą we Wrocławiu, oferujący Kartę Klubu Singla. Jego oddziały powstały także w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Łodzi, na Śląsku oraz w Trójmieście. Korzystając z karty klubu, można liczyć na zniżki w miejscach przyjaznych: kawiarniach, klubach, teatrach, salonach fryzjerskich oraz centrach fitness (www.polowki.pl)

Strefa singla – portal informacyjny dla singli z Poznania i okolic, dla klubowiczów proponowane są specjalne oferty (www.strefasingla.pl) e-magazyn dla singli www.tocos.pl

Multikino – co czwartek, w sieci kin emitowany jest seans filmowy skierowany wyłącznie do singli

W Szwecji trwa dyskusja na temat powołania ministra, który miałby zajmować się sprawami singli. Na półkach niektórych sklepów można znaleźć miniprodukty spożywcze. Ciekawostką jest singelringen – pierścionek, którym osoby samotne komunikują “Jestem singlem”. Twórcą gadżetu jest Szwed, Johan Wahlbäck. Singelringen wprowadzono na rynek skandynawski w kwietniu 2005 r. Do tej pory sprzedano go w ponad 20 krajach (m.in. Belgii, Finlandii, Francji, Szwajcarii, Hiszpanii, Polsce, Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Ekwadorze, Meksyku, Chinach, Hongkongu, Filipinach, Singapurze, Południowej Korei, Tajwanie, Indiach). Szybko stał się bardzo popularny w Brazylii i Japonii, krajach wyznaczających trendy na całym świecie. Koszt zakupu wynosi 45 euro.


Singiel w szkole

W Danii organizacja Wonderful Copenhagen zebrała serię ofert dla singli, którzy chcieliby zwiedzać Kopenhagę wraz z innymi samotnymi turystami. Na stronie www.visitcopenhagen.com, samotni turyści mogą na przykład zarezerwować bilet na wieczór w operze obejmujący przedstawienie, kolację albo wizytę za kulisami sceny. Mogą też zapisać się na wieczorny kurs gotowania, na którym wraz z innymi uczestnikami będą przygotowywać posiłek, który później wspólnie zjedzą. Dla aktywnych, samotnych turystów proponowane są wycieczki rowerowe po Kopenhadze i okolicach. W Wielkiej Brytanii single mogą wykupić specjalną kartę ze zniżkami, przeznaczoną tylko dla osób samotnych. Aby pomóc angielskim singlom w przełamywaniu samotności, wyprodukowano specjalne obrączki. Są przeznaczone dla tych, których irytuje przebywanie w towarzystwie żonatych kolegów. Podróżni w średnim wieku znajdą coś dla siebie w ofercie brytyjskiego biura Solo Holidays, na przykład wrześniowe, ośmiodniowe wycieczki do Włoch dla turystów od 45 lat wzwyż.

Włosi natomiast otworzyli specjalną szkołę w Mediolanie, w której to single uczą się, jak radzić sobie w codziennym życiu, jak się doceniać i cieszyć się swoim własnym towarzystwem. O prawa włoskich singli walczy Laura Racioppi, organizując targi produktów przeznaczonych dla osób samotnych. Istnieje kilka zagranicznych biur podróży mających przedstawicielstwa w Polsce, organizujących specjalne wyjazdy właśnie dla osób samotnych. Włoski VALTUR oferuje wypoczynek we Włoszech i w tak egzotycznych krajach, jak na przykład Mauritius, Malediwy czy Dominikana, w specjalnych ośrodkach przeznaczonych dla osób samotnych (na przykład Colonna Beach na Sycylii).

Kolejną opcją dla singli są wakacyjne kursy. W hotelu Villa San Michele w Toskanii mieści się szkoła gotowania, gdzie uczestnicy kursu uczą się przyrządzać m.in. pizzę, makaron dla pojedynczych osób. W Hiszpanii organizowane są wielkie masowe imprezy o nazwie “Kongres dla Singla”. A hiszpańskie firmy turystyczne proponują samotnym wycieczki do Polski. Koszt pięciodniowego pobytu w naszym kraju – “jedynie” 1,7 tys. euro.

Singiel w samolocie

Najwięcej produktów dla osób żyjących w pojedynkę można znaleźć w Stanach Zjednoczonych, gdzie powstało Amerykańskie Stowarzyszenie Singli, które prowadzi kampanię na rzecz reprezentowania osób samotnych w świecie polityki. Na swojej stronie internetowej (www.unmarriedamerica.org) udowadnia, że dysponuje niebagatelną siłą ok. 80 mln głosów osób samotnych (singli z wyboru, wdowców, rozwodników). Samo życie ludzi pojedynczo traktowane jest jako jeden ze stylów życia, co potwierdza jeden z portali internetowych – www.singlesbylifestyles.com.

W niektórych rejonach USA znajdują się kościoły z przeznaczeniem dla osób samotnych tzw. The Unity Church. W tanich liniach lotniczych typu Irlandzki Ryan Air lub Amerykański Southwest samotni pasażerowie nie muszą stawiać się do odprawy kilka godzin przed wylotem – miejsca przydzielane są losowo. Single uważają to za atut podróżowania samolotami, gdyż znacznie skraca to czas stracony na lotnisku. Amerykanka Tammy Weiler w 1993 roku założyła Singles Travel International, biuro podróży organizujące ekskluzywne wyjazdy dla samotnych turystów.

Co roku w ofercie pojawia się 30 wycieczek, m.in. do Paryża, na Karaiby czy do Afryki, gdzie grupy osób w wieku 35-63 lata spędzają wspólnie swój czas wolny. Operatorzy luksusowych wycieczek także zaczynają brać singli pod uwagę. Na początku 2007 roku biuro Abercrombie&Kent wprowadziło do swojej oferty wycieczki Signature, dające samotnym turystom wybór pomiędzy grupowym zwiedzaniem a korzystaniem z uroków otoczenia na własną rękę – za to z towarzyszeniem samochodu i kierowcy zapewnionych przez organizatorów.

W Kanadzie niektórzy operatorzy wycieczek organizują oddzielne wyjazdy dla singli po trzydziestce i czterdziestce, oddzielne zaś dla seniorów. Biuro podróży Contiki z Toronto oferuje letnie rejsy po wyspach greckich dla samotnych w przedziale wiekowym 18-35. Natomiast rosyjskie biura podróży specjalizują się w tzw. turystyce seksualnej, gdzie głównymi klientkami są samotne kobiety. Na całym świecie rośnie popularność kobiecej seksualnej turystyki. Wcześniej tylko mężczyźni przyznawali się, w jakim celu podróżowali do Tajlandii i Holandii, obecnie Europejki i Amerykanki nie ukrywają, czego oczekują od wyjazdu na Karaiby, Bali, do Turcji, Egiptu i Kenii.

Portale internetowe, w których single mogą znaleźć coś dla siebie www.citytravel.pl www.aktywnisingle.pl www.wyjezdzam.pl www.e-samotni.pl www.znikam.pl www.singlerelax.pl www.single-party.pl www.single24.com.pl

Singiel polski

Polskie firmy dopiero zaczynają oferować usługi czy też przedstawiać produkty przeznaczone na potrzeby osób samotnych. Zaczęto projektować małe, luksusowe mieszkania, zmniejszono wielkość produktów spożywczych, na przykład Stovit zaproponował 25-gramowe dżemy w alupakach. Pierwszym biurem turystycznym w Polsce oferującym samotnym konsumentom usługi turystyczne jest Travelplanet.pl (w 2005 r. grupa singli stanowiła 9 proc. wszystkich klientów).

W latach kolejnych przybyło kilkanaście turystycznych podmiotów gospodarczych i innych, proponującym singlom uczestnictwo w podróżach i innych imprezach rekreacyjno-turystycznych. Zaczęły zmieniać się także stawki pobierane przez biura podróży za tzw. single rooms (osoba samotnie podróżująca dopłaca od 30 do 80 proc. do ceny imprezy turystycznej).

Biura Podróży kierujące ofertę do Singli

Biuro Turystyczne Single Weekend – www.singleweekend.pl
Agencja Turystyczna Nowator – www.nowator.com.pl
Biuro Podróży Globtur – www.globtur.pl
Biuro Podróży Logos Travel (“single” stanowią 40-50 proc. wszystkich klientów firmy) – www.wyprawy.pl

MK Tramping – www.mktramping.pl
Biuro Podróży Single Tour – www.singletour.pl
Travel Gallery (oferty przeznaczone wyłącznie dla kobiet) – www.travelgallery.pl
Aslema Tours – www.aslematours.pl
Biuro Podróży JUNIOR (twórca i organizator pierwszych w Polsce programów “Weekendy dla Singli”) – www.single.travel.pl
Biuro Turystyki Aktywnej Fun Club – www.funclub.pl

Jednak wciąż jest za mało ofert dla samotnych. Zwłaszcza na rynku usług turystycznych. Wiesław Piegat z Warszawskiej Izby Turystyki przyznaje, że na brak ofert dla pojedynczych rzutują pieniądze. Twierdzi, iż samotność kojarzy się biurom z większym stopniem zubożenia, a klient, dla którego trzeba przygotować niezbyt wygórowaną cenowo ofertę, po prostu się nie opłaca. Ponieważ single nie mają zobowiązań wobec partnera czy też rodziny, ich wakacje trwają dłużej, są też częstsze.

Singiel do odkrycia

Według Travelplanet.pl single wyjeżdżają niemal przez cały rok, najchętniej poza sezonem, stać ich też na droższe wycieczki – płacą za nie średnio ok. 2600 zł, czyli prawie o 700 zł więcej niż przeciętny klient. Jest to nowa, bardzo atrakcyjna grupa turystów. Ulubionymi kierunkami podróżujących samotnie są przede wszystkim wyjazdy w dalekie zakątki świata, takie jak Peru, Meksyk, Chiny.

Często tego rodzaju eskapady wiążą się z uprawianiem sportów ekstremalnych. Na greckie wyspy chętnie wyjeżdżają singielki, które korzystają z turystyki zdrowotnej typu SPA i wellness. Polski sektor turystyczny powinien uwzględnić fakt, że coraz więcej ludzi w różnym wieku żyje w pojedynkę i ta tendencja będzie się nasilać, co wynika ze wcześniejszych rozważań. Prawdopodobnie przyszli seniorzy wybiorą taki sposób podróżowania, który zapewni im aktywność, przyczyniając się do poprawy stanu ich zdrowia.

Częściej niż teraz zdecydują się też na wyjazd połączony ze zwiedzaniem. Wśród samotnych zagranicznych turystów pojawiło się duże zainteresowanie polskimi ofertami rekreacyjno-turystycznymi. Przykładem jest udział Polskiej Organizacji Turystycznej w targach Ferie Messe Wien w Austrii, które odbyły się w 2008 r. Wśród odwiedzających targi ponad 3/4 deklarowało poszukiwanie konkretnych ofert urlopowych. Największym zainteresowaniem cieszyły się oferty związane z turystyką kulturową, podróżami incentive oraz… te skrojone specjalnie dla singli.

Hossa na rynku czarterów

Tomasz Dominiak
dziennikarz działu gospodarczego dziennika “Polska”.
Specjalizuje się w zagadnieniach związanych z transportem,
a zwłaszcza lotnictwie i motoryzacji.

Przewozy czarterowe to najszybciej rozwijający się segment rynku lotniczego. Mimo to nadal brakuje na nim przewoźników, którzy mogliby nadążyć za lawinowo rosnącym popytem na potrzeby rynku

Dzięki rekordowo taniemu dolarowi Polacy coraz chętniej wybierają wojaże na Wyspy Karaibskie, do Brazylii czy na Kubę. Jednak biura podróży z trudem mogą znaleźć przewoźnika, który zawiezie tam turystów prosto z Polski. Powód? Brak samolotów, a zwłaszcza polskich przewoźników, które mogłyby obsłużyć dalekie trasy. Egipt, Kreta czy Tunezja powoli odchodzą do lamusa jako miejsca wypoczynku. Polacy wolą przebierać wśród bardziej egzotycznych miejsc, takich jak Karaiby czy Afryka. Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, touroperatorzy wolą im zaoferować przelot bezpośredni niż np. z przesiadką w Niemczech. Długodystansowe czartery na Wyspy Karaibskie czy do Kenii, zarówno w sezonie letnim, jak i zimowym, były kiedyś tylko marzeniem, teraz stały się faktem.

Niepewny monopol i zagraniczni przewoźnicy

A tymczasem jeszcze 2-3 lata temu czarterów długodystansowych było u nas jak na lekarstwo. Rynek był praktycznie zmonopolizowany przez firmę Prima Charter (wcześniej Fisher Air Polska), która dysponowała początkowo dwoma, a później jednym Boeingiem 757. Realizujący przeloty dla największych biur podróży Prima Charter ostatecznie zawiesił działalność w styczniu tego roku.

To skomplikowało sytuację touroperatorów. Z polskich firm maszyny o dużym zasięgu ma jeszcze LOT, ale jego boeingi 767, po zamknięciu trasy z Warszawy do Pekinu, obsługują tylko rejsy transaltantyckie. Natomiast należący do naszego narodowego przewoźnika Centralwings eksploatuje boeingi 737, które nie polecą za ocean. Teoretycznie więc sytuacja sprzyja obcym liniom, które coraz mocniej wypełniają lukę na rynku czarterów długodystansowych.

Tymczasem zagraniczne linie równie szybko pojawiają się, jak znikają z polskiego rynku. Cabo Verde Airlines zaczęło latać z Polski na Wyspy Zielonego Przylądka w listopadzie 2007 roku, ale w tegorocznym rozkładzie na próżno szukać tej obcej linii. Również Air Italy Polska, która woziła turystów z Polski m.in. do Varadero na Kubie, Bangkoku w Tajlandii czy na Goa w Indiach, musiała ostatnio ograniczyć działalność. Mimo to pojawienie się Cabo Verde i Air Italy doprowadziło do szybkiego upadku Prima Charter, bowiem touroperatorzy zaczęli korzystać z usług zagranicznych linii.

Powietrzne absurdy

Sytuacja na polskim rynku jest kuriozalna, bo luki na nim po Prima Charter nie mogą załatać inni przewoźnicy obecni od dłuższego czasu w Polsce. Połączenia czarterowe funkcjonują bowiem na zasadzie wzajemności. Oznacza to, że w pierwszej kolejności są oferowane polskim przewoźnikom, a następnie liniom operującym z nastawionego na turystów kraju, do którego chce się latać.

Przykładowo linia Norwegian nie ma polskiego certyfikatu przewoźnika, więc jest traktowana jako linia zagraniczna. Jeśli Norwegian chciałby latać do Egiptu, to Urząd Lotnictwa Cywilnego musi sprawdzić, czy takie połączenia nie może realizować polski przewoźnik, a w drugiej kolejności linia egipska. To sprawia, że liniom niewyspecjalizowanym w czarterach niezwykle trudno konkurować na tym rynku.

Polskie czartery dla polskich linii

Przy wydawaniu pozwoleń na loty czarterowe w pierwszej kolejności pod uwagę brani są przewoźnicy polscy, mający ułatwiony dostęp do polskiego turysty oraz przedstawicieli branży turystycznej. Przewoźnikom unijnym wolność dostępu do polskiego rynku zapewnia zobowiązanie Polski do respektowania ogólnych zasad wyrażonych w Traktacie ustanawiającym Wspólnoty Europejskie (TWE), w tym swobody przepływu usług i przedsiębiorczości (art. 49 oraz 43 TWE). Swobody te stanowią rozwinięcie ogólnej zasady niedyskryminacji wyrażonej w przepisach ogólnych traktatu (art. 12 TWE) w stosunku do działalności gospodarczej prowadzonej na obszarze Unii Europejskiej.

Wynika z nich przede wszystkim obowiązek, po stronie państw członkowskich, do niedyskryminacyjnego traktowania podmiotów pochodzących z innych państw członkowskich, zainteresowanych podjęciem i prowadzeniem działalności gospodarczej lub świadczeniem usług na ich terytorium – zezwolenia wydawane są przy uwzględnieniu zasad współpracy bilateralnej z państwami trzecimi oraz zasady wzajemności państw UE. Dostęp do obsługi tras z/do Polski zapewniany jest również upoważnionym przewoźnikom z krajów trzecich na trasach z RP do kraju pochodzenia przewoźnika.

Jednakże – jak wynika z raportu Instytutu Turystyki podsumowującego ruch lotniczy w Polsce – biura podróży korzystają z usług przewoźników pozaunijnych przede wszystkim z konieczności, ponieważ przewoźnicy polscy nie mają możliwości operacyjnych obsłużenia całego zapotrzebowania rynku. W ocenie Instytutu Turystyki “poprawa równowagi rynkowej i lepsza pozycja usługobiorcy (biur podróży i pasażerów) zależy od istotnego zwiększenia podaży i konkurencyjności ze strony przewoźników polskich”.

Nieco łatwiej jest w przypadku obsługi rejsu z Polski do innego kraju Unii. Wystarczy zgłosić plan lotu, ustalić sloty (miejsce w powietrzu), obsługę i można lecieć. W przypadku rejsów poza Unię przewoźnicy unijni lecący z Unii muszą najpierw wystąpić o zgody do organizacji zarządzającej lotnictwem cywilnym w kraju docelowym.

W połączeniach z Polski przewoźników spoza UE muszą oni wystąpić o zgodę w obu krajach lub tylko o zgodę w Polsce, pod warunkiem że lecą ze swojego kraju. Ale nie tylko zawiłe procedury stoją na przeszkodzie rozwoju czarterów. Oprócz tego na rynku brakuje samolotów. Wracając do linii Norwegian, to w sezonie zimowym w bazie na Okęciu będą stacjonowały tylko dwa samoloty.

Przewoźnikom regularnym niezwykle trudno pogodzić też godziny wylotów wycieczek zagranicznych na krótkich dystansach (od 22 wieczorem do 6 rano) z optymalnym wykorzystaniem maszyn w siatce połączeń na “zwykłych” trasach. Touroperatorzy rzadko kiedy wybierają inne godziny wylotu. Decydują koszty – w przypadku przylotu wcześnie rano nie trzeba fundować uczestnikom wycieczki dodatkowego noclegu.

Sytuacja korzystna dla portów

Z boomu na rynku czarterów cieszą się za to lotniska. Dzięki ich rozwojowi szybko rośnie liczba odprawianych przez nie pasażerów, co chociaż częściowo rekompensuje mniejszy przyrost na trasach regularnych. Dynamika w niektórych portach jest imponująca. Na przykład krakowskie Balice do sierpnia tego roku zanotowały 130-proc. wzrost ruchu czarterowego. Co ciekawe taki wynik osiągnięto mimo trwających przez ostatnie trzy lata w godzinach nocnych prac naprawczych pasa startowego.

W tym roku krakowski port po raz pierwszy zorganizował kampanię reklamową promującą loty czarterowe. Kampania połączenia wakacyjne LATO 2008 trwa od 15 czerwca do 28 października. Balice chcą podnieść świadomość klientów – zarówno tych obecnych, jak i przyszłych – o możliwościach, jakie daje lotnisko pod względem połączeń czarterowych. Kampania jest skierowana przede wszystkim do touroperatorów i ma zachęcać do przygotowania oferty we współpracy z portem.

W tym celu Balice wydały specjalny wakacyjny biuletyn dla pasażerów szukających kierunków wakacyjnych. Broszura jest jednocześnie reklamą dla biur podróży oferujących wylot z Krakowa i rekomendowanych przez port lotniczy. W ramach specjalnej oferty można też wykupić postój długoterminowy na parkingu. Akcja marketingowa spotkała się z bardzo pozytywnym przyjęciem wśród touroperatorów oraz podróżnych. Balice zapowiadają kontynuację tego typu działań promocyjnych w przyszłym roku i mają nadzieję na dalsze rozszerzenie oferty czarterowej.

Czartery bardzo dobrze rozwijają się też w innych portach. W Łodzi w okresie od lipca do sierpnia ponad czterokrotnie wzrosła liczba pasażerów, którzy zdecydowali się lecieć z lotniska na wakacje. Łącznie zrealizowano 69 rejsów czarterowych, z których skorzystało ponad 17 tys. pasażerów. Dla porównania w wakacje rok temu przez łódzkie lotnisko przewinęło się 2991 klientów biur podróży i wykonano 18 rejsów. Z Portu Lotniczego Łódź w wakacje można było wybrać się na wakacje do Egiptu, Tunezji, Turcji, Izraela. Ale i sezon zimowy nie będzie w tym roku martwy. Zimą z Łodzi będzie można nadal latać do Egiptu i Izraela. To pokazuje, że polski rynek czarterów, choć już teraz rośnie ponad dwa razy szybciej niż przewozy regularne, nadal ma ogromny potencjał wzrostowy.

Czartery będą się dalej rozwijać

Marek Sławatyniec
dyrektor generalny polskiego oddziału Aviareps

Polski rynek przewozów czarterowych będzie się w najbliższych latach szybko rozwijać. Pod tym względem zbliżamy się do zachodniej Europy, której mieszkańcy latają na urlopy znacznie więcej niż Polacy. Podobnie jak na Zachodzie, zmieniać się też będą zainteresowania urlopowiczów. Coraz częściej Polacy wybierać będą dalekie egzotyczne kierunki zamiast Egiptu, Tunezji, Turcji, Grecji czy Hiszpanii. Już teraz obserwujemy w Polsce szybko rosnące zainteresowanie Karaibami, Tajlandią, Brazylią.

Warto podkreślić, że nawet najbardziej atrakcyjne turystycznie miejsca, takie jak Seszele, Malediwy, Namibia, Dubaj, Wielka Rafa Koralowa czy północna Norwegia cieszą się ogromnym zainteresowaniem. W wielu przypadkach, jak np. Seszele czy Namibia, ruch rośnie w tempie kilkudziesięciu procent rocznie. Oczywiście wszędzie można dolecieć rejsami regularnymi (np. Air Namibia z przesiadką we Frankfurcie), ale skala ruchu przynajmniej na niektórych kierunkach jest już na tyle duża, że uzasadnia uruchomienie czarterów.

Dla przykładu, w ubiegłym roku z Polski do Tajlandii poleciało rejsami rozkładowymi kilkanaście tysięcy osób. Dalekie kierunki wymagają jednak samolotów dalekiego zasięgu, a tych polscy przewoźnicy mają bardzo mało. Trzeba też pamiętać, że przy wysokich cenach ropy rejsy długodystansowe to duża inwestycja i duże ryzyko. Dlatego bardziej prawdopodobny, przynajmniej w najbliższym czasie, wydaje się dalszy rozwój połączeń czarterowych średniego zasięgu, szczególnie z polskich portów regionalnych. Po zmianie modelu biznesowego Centralwings do obsługi czarterów skierowanych zostanie więcej samolotów Boeing 737. Ponadto maszyny tego typu znajdują się też w warszawskiej bazie Norwegian i mogłyby wykonywać nocne rejsy czarterowe, choć pojawiają się tu pewne ograniczenia formalnoprawne, wynikające z podpisanych przez Polskę dwustronnych umów o komunikacji lotniczej.

Na boomie czarterowym korzystają też niektóre linie w kraju. Centralwings kontrolujący w 2007 r. ok. 35 proc. rynku czarterowego od sezonu zimowego 2008 stawia wyłącznie na czartery. Nie wynika to jednak z przemyślanej strategii, lecz z konieczności, bowiem przewoźnik nie radzi sobie z konkurencją innych tanich linii oraz coraz wyższymi kosztami paliwa lotniczego. Mimo to Centralwings sezon letni 2008 może zaliczyć do udanych. Wstępne szacunki mówią o około 40-proc. udziale w rynku czarterowym w Polsce, co oznacza wzrost o 5 proc. w stosunku do roku ubiegłego.

Choć będące we flocie polskiego przewoźnika boeingi 737 mają stosunkowo niewielki zasięg, to linia liczy na przywiązanie do polskiej marki i obsługi polskojęzycznej jako atutów przyciągających touroperatorów oraz klientów. Centralwings nadal sprzedaje część miejsc w formule czarter-mix, co oznacza, że np. 75 proc. miejsc sprzedaje biurom podróży, zaś resztę klientom indywidualnym. Dzięki temu obłożenie samolotów na kierunkach czarterowych wynosi w Centralwings ponad 80 proc.

Narty w tradycyjnych rejonach

Miłośnicy sportów zimowych nie lubią eksperymentować i wybierają zazwyczaj sprawdzone stoki, miejscowości i kraje. Nie znaczy to, że wcale nie można im zaoferować czegoś nowego


O ile zimowa i świąteczna oferta wyjazdów do ciepłych lub egzotycznych krajów stale ewoluuje i powiększa się o nowe kraje i miejsca wypoczynku, to w ofercie dla narciarzy przeważa to, co się sprzedaje, czyli tradycyjne ośrodki. Przede wszystkim są to polskie góry: Tatry, Beskid űywiecki i Sądecki. Za południową granicą najchętniej odwiedzanym rejonem są Tatry Słowackie i górskie regiony Czech.

W nieco dalszych wyjazdach dominują i dominować będą Alpy francuskie, szwajcarskie i – przede wszystkim – austriackie. Mniej polskich fanów desek wyjeżdża we włoskie Dolomity, do Szwecji czy Norwegii. Ostatnie dwa z wymienionych krajów uchodzą za mniej atrakcyjne – a przede wszystkim – droższe. Wydaje się, że silny złoty pomaga w przekonaniu narciarzy, że warto spróbować poszusować właśnie w Skandynawii. Na radykalną zmianę tradycyjnych kierunków narciarskich nie ma co liczyć, bo znaczna część zwolenników białego szaleństwa, to osoby, dla których liczy się tylko śnieg i deski, i często nie schodzą ze stoku, dopóki starczy sił lubÉ nie zgasną oświetlające go lampy.

Najczęściej wybierają znane już miejsca, bo chcą wykorzystać pobyt jak najbardziej efektywnie i wiedzą, czego można oczekiwać od gospodarzy. Dlatego trudniej ich namówić np. na oferowaną od kilku lat Chorwację. Turystyka zimowa w tym kraju wprawdzie nie ma takiej bazy jak alpejska, jednak wcale to nie oznacza, że turyści-narciarze nie znajdą tam czegoś dla siebie. Ośrodki narciarskie są oddalone od morza tylko o kilkadziesiąt kilometrów i znajdują się w Górskim Kotorze: Delnice, Mrkopalj, Bielolasica i Platak.

Miejscowi, czyli np. mieszkańcy Zagrzebia, oraz ich goście chętnie odwiedzają ośrodek narciarski Medvenica znajdujący się w pobliżu miasta. W przypadku krótszych, weekendowych czy nawet półweekendowych wyjazdów warto zwrócić uwagę na ofertę krajowych ośrodków narciarskich położonych niekoniecznie w górach (patrz: “Rynek Turystyczny” nr 12/2007). Wprawdzie stoki w “głębi” Polski są krótsze, jednak nie tak zatłoczone jak w wysokich górach. Także otaczająca je infrastruktura turystyczna jest coraz lepsza. Byle tylko dopisała pogoda.

Zimą coraz odważniej

Od kilku tygodni na rynku dostępna jest oferta Zima 2008/2009. Biura podróży liczą na wysokie przychody, nie boją się więc proponować nowych kierunków wyjazdów oraz urozmaicać oferty sylwestrowej. Wszystko wskazuje na to, że to może być najlepszy sezon od lat

Tej zimy klienci będą mogli wyjechać w tak egzotyczne miejsca, jak Wyspy Zielonego Przylądka, RPA, Gwatemala czy Kostaryka. Zimowa oferta jest bowiem niezwykle bogata. Obok klasyków, takich jak na przykład Egipt, znaleźć w niej można zupełnie nowe kierunki, proponowania których, rok czy dwa lata temu, biura podróży nie chciały ryzykować.

Z jednej strony oferta kontynuuje więc trendy lat poprzednich, z drugiej jednak – jest nieco odważniejsza. Oprócz letnich klimatów specyfiką oferty zimowej są także wyjazdy sylwestrowe. Ponieważ są to oferty kilkudniowe, nie ma tu wielkich zmian w kierunkach proponowanych podróży. Ci, którzy wyjeżdżają na narty, decydują się przede wszystkim na austriackie Alpy, Włochy, coraz chętniej wybierają też Słowację. Oferty te są coraz bardziej rozbudowane – łączą w sobie także propozycje sportowe, zdrowotne czy kulturowe.

Dojrzewający klient i mocna waluta

Jest kilka przyczyn tej, coraz ciekawszej, sytuacji. Polski rynek dojrzewa, zmieniają się także oczekiwania klientów. Polacy coraz więcej zarabiają, powoli przyzwyczajają się do tradycyjnych kierunków, poszukując nowych wrażeń.

Jak mówią przedstawiciele biur – odpoczywają również bardziej “świadomie”, wyszukując ciekawe oferty, są bardziej krytyczni i wymagający. Nie bez znaczenia jest kondycja złotego. Silna waluta to dla turysty relatywnie tańsze wakacje. Może sobie pozwolić na lepszą ofertę niż rok czy dwa lata temu, bo za mniejsze pieniądze. Najwięcej “zarobić” można na dalszych i dłuższych (droższych) wyjazdach.

Kierunki, takie jak Dominikana czy Kuba są tańsze nawet o kilkadziesiąt procent. Drugą stroną medalu jest oczywiście poważniejsza sytuacja ekonomiczna dla samej branży. Choć na sprzedaży wycieczek zarabia się mniej, a biznes jest coraz trudniejszy, to jednak biura podróży akceptują pewną dawkę ryzyka, skuszone optymistycznymi nastrojami klientów.

Wybrane propozycje największych operatorów na sezon zimowy 2008/2009

RPA, Diamenty Afryki – Rainbow Tours – Kapsztad, Park Krugera (safari), Gold Reef City (kopalnia złota), lot balonem, wizyta na farmie krokodyli – od 6 292 zł

Wyspy Zielonego Przylądka – Itaka – wypoczynek w czterogwiazdkowym hotelu Crioula, all inclusive, 8 dni – od 3 433 zł

Wenezuela, Karaibska Księżniczka Ameryki – Rainbow Tours – Caracas, Wodospady Gran Sabany, Park Canaima, Delta Orinoko i Caroni, wypoczynek na Margaricie – od 4 550 zł

Egipt, Sharm el Sheikh – Orbis Travel – wypoczynek w pięciogwiazdkowym hotelu Hotel Grand Plaza, 7 dni – od 2 322 zł

Jeśli nie czeka nas niemożliwy do przewidzenia kryzys na światowych rynkach, to kurs złotego nie powinien się znacząco zmienić. Analitycy przewidują, że pod koniec roku za euro będziemy płacić ok. 3,30 zł, a za dolara – 2,20 zł. Nie powinny też rosnąć koszty transportu. I choć ceny paliw są wciąż wysokie – według prognoz ekonomicznych – nie powinny już w tym roku znacząco drożeć.

Mały zimowy poradnik

Czym kierują się biura podróży, przygotowując ofertę zimową? Dobrze zbudowana propozycja zimowa musi, co oczywiste, odpowiadać gustom konsumenta. Dobrym nawykiem jest prowadzenie systematycznych badań odpowiadających na pytanie o kierunki, jakimi byliby zainteresowani potencjalni klienci. Ważny jest również kontakt chociażby podczas targów turystycznych.

Firmy dbają również o informację zwrotną, zmieniając kierowaną do klientów ofertę. Przygotowując ofertę, należy pamiętać, że polscy turyści mają nieco inne podejście do zimowych wakacji niż mieszkańcy Europy Zachodniej. Biura podróży muszą przede wszystkim pamiętać, że kluczowe znaczenie dla rodzimych odbiorców ma klimat panujący w miejscu odpoczynku. Klienci oczekują wysokich temperatur powietrza i odpowiedniej wilgotności, czyli tego, czego nie ma w kraju już od połowy października. Dlatego też na rynku nie ma ofert wypoczynku na przykład w Hiszpanii.

Jaki klient

Do kogo można kierować ofertę zimową? Klientów można podzielić na dwie grupy. Pierwszą z nich stanowią ludzie młodsi o średnich zarobkach. Do nich skierowana jest przede wszystkim oferta sylwestrowa. – Bardzo dobrze sprzedawały się imprezy dla młodych klientów wyjeżdżających na express sylwestra, czyli szampańską noc w Pradze czy Wiedniu.

Taka impreza w zeszłym roku kosztowała około 150-250 złotych za osobę – mówi Adrianna Rudaniecka z Traveliada.pl. Kilkudniową ofertę sylwestrową, połączoną z nartami lub SPA, wybierają często grupy znajomych (od 10 do 30 osób), gotowych wspólnie ponieść część kosztów. Drugą grupę stanowią ludzie zamożniejsi, którzy wybierają dalekie, egzotyczne cele podróży. Według pracowników biur podróży, z takiej oferty zimowej korzystają przede wszystkim osoby powyżej trzydziestego roku życia. Są to głównie przedstawiciele tzw. wolnych zawodów, mieszkańcy miast powyżej 100 tys. mieszkańców.

Wyraźne strategie

Cechą wspólną przedstawicieli obu tych grup jest stopniowe przekonywanie się do zalet wcześniej podejmowanych decyzji dotyczących zimowego wypoczynku. Mamy więc do czynienia z klarowaniem się dwóch strategii zakupowych, skupiających się wokół ofert first i last minute. – Klienci chętnie korzystają z promocji, które pojawiają się wraz z nowym katalogiem, większość z nich korzysta z ofert first minute, uzyskując wysokie rabaty – twierdzi Anna Bębnowska z działu marketingu Rainbow Tours.

Zauważa też, że równie popularne jest korzystanie z ofert last minute, a liczba rezerwacji znacznie wzrasta tuż przed świętami. Klienci decydują się wtedy na spędzenie Bożego Narodzenia czy sylwestra w ciepłych krajach lub krajowych miejscowościach turystycznych. Decydowanie się na oferty first lub last minute zależy przede wszystkim od strategii urlopowej. Jeżeli klient może i planuje urlop “z góry”, to często decyduje się na wcześniejsze oferty. Często jednak są to relatywnie spontaniczne decyzje.

Należy także pamiętać, że w przypadku oferty sylwestrowej liczba dobrych ośrodków, chociażby w kraju, jest ograniczona i atrakcyjne cenowo oferty znikają już w sierpniu czy wrześniu. To sprawia, że osoby liczące się z pieniędzmi powinny decydować się w miarę szybko. Pracownicy biur podróży podkreślają, że rośnie świadomość zakupowa Polaków, którzy coraz częściej zdają sobie sprawę, że wcześniejsze decyzje po prostu się opłacają. Przedstawiciele biur podróży uważają, że strategia coraz wcześniejszego wykupywania wycieczek będzie dominować w najbliższej przyszłość.

Potwierdza to Ilona Bączek, kierownik biura marketingu Orbis Travel. Prawie 50 proc. tegorocznej oferty letniej jej biuro sprzedało w ramach promocji first minute. Jej zdaniem tej zimy wynik uda się poprawić: – Coraz więcej klientów zdaje sobie sprawę, że wczesne podejmowanie decyzji to nie tylko możliwość uzyskania wysokiego rabatu, ale i inne zalety, na przykład możliwość rezerwacji lepszego hotelu. Zimowy sezon, przynajmniej na “odcinku” wyjazdów do cieplejszych krajów, zapowiada się wyjątkowo dobrze.

O wiele mniej innowacyjnie wyglądają wyjazdy na narty. Tu dominuje tradycja i klasyczne kierunki. Na cały, pozytywny wynik finansowy oferty zimowej zdecydowanie wpływają zarówno czynniki ekonomiczne, optymizm klientów, jak i coraz bardziej śmiałe i odchodzące od szablonowych działania biur podróży.

Konferencja pod stolicą

Warszawa jak niemal każda stolica państwa uznawana jest za destynację oferującą najbardziej atrakcyjne warunki dla spotkań o charakterze biznesowym. Sprzyja temu zarówno umiejscowienie ośrodków decyzyjnych, jak i central lub przedstawicielstw wielu firm o globalnym, kontynentalnym, regionalnym czy tylko lokalnym zasięgu działania. Nic zatem dziwnego, że w samym mieście lub jego najbliższych okolicach odbywa się wiele zjazdów, konferencji czy sympozjów

Wybór miejsca spotkania biznesowego ma niebagatelne znaczenie. Bowiem jego oprawa może być co najmniej równie ważna co treść, zwłaszcza kiedy organizator chce zrobić na gościach dobre wrażenie. Poważną konkurencję dla warszawskich obiektów oferujących miejsca do spotkań biznesowych stanowią zlokalizowane w rozsądnej odległości ośrodki, zachęcające klientów czymś więcej niż odpowiednia sala i restauracja.

Chcieliśmy przekonać się, co mają do zaoferowania, czym kuszą potencjalnych klientów oraz dlaczego warto zdecydować się na wyjazd za miasto. W poszukiwaniach obiektów kongresowych przyjęliśmy kilka prostych reguł: muszą to być ośrodki oddalone od stolicy nie dalej niż 60 km (ok. godziny jazdy autobusem, odległość liczona od lotniska Okęcie), muszą gwarantować obsługę minimum 100 gości w jednej sali.

W zestawieniu ujęliśmy także tylko takie miejsca, które wyraziły zainteresowanie naszymi poszukiwaniami i odpowiedziały na nasze pytania. Minimum wyposażenia technicznego, jakie oferują te obiekty okazało się być: posiadanie nagłośnienia (choć Hotel 500 ma je w jednej, a Centrum Promocji Kadr w dwóch salach), mikrofonu bezprzewodowego, projektora wideo-komputerowego, rzutnika folii (za wyjątkiem Hotelu Sielanka nad Pilicą), ekranu, flipchart i zestawu wideo.

Wszystkie miejsca zapewniają także podstawową opiekę techniczną i dostęp do poczty e-mail.

1 Lipowy Przylądek ul. Mazowiecka 75, 05-140 Łacha k. Serocka, (0-22) 782 72 64, lipowy-przylądek@dipservice.pl, www.lipowy-przyladek.pl Do położonego nad brzegiem Narwi Lipowego Przylądka jest ok. 50 km od lotniska. Oferuje on 80 miejsc noclegowych. Do dyspozycji gości przeznaczone są 3 sale. Największa może pomieścić 100 osób. Łącznie w salach może przebywać 160 osób. Sale są zaciemnione i klimatyzowane. Wyposażenie techniczne obejmuje podstawowe elementy. Można skorzystać z minibaru konferencyjnego. Ośrodek może zająć się organizacją konferencji. Z atrakcji pozakonferencyjnych dostępne są: bilard, tenis ziemny, minigolf, basen dla dzieci, sprzęt wodny, rowery. W Lipowym Przylądku jest restauracja mogąca przyjąć 60 gości.

2 Exploris w Serocku ul. Wyzwolenia 57, 05-140 Serock, (0-22) 782 83 60, serock@exploris.pl, www.exploris.pl Aż 15 sal konferencyjnych (największa dla 220 osób) proponuje Exploris w Serocku. Mogą one pomieścić do 740 osób. Odległy od Okęcia o 38 km zapewnia: tłumaczenie symultaniczne (w jednej sali), zaciemnienie i klimatyzację oraz mównicę i scenę (obie w jednej sali). Goście mają dostęp do minibaru konferencyjnego, business center z siecią WLAN oraz możliwości wideokonferencji. Ośrodek może zorganizować spotkanie, może również zarekomendować profesjonalnego organizatora. Liczne atrakcje pozakonferencyjne to m.in. basen, siłownia, bilard, sauna, tenis ziemny, park linowy, chata grillowa. Exporis ma restaurację na 250 osób oraz bar na ok. 60. č

3 Centrum Konferencyjno-Szkoleniowe Instytutu Rozwoju Biznesu ul. Wyzwolenia 63, 05-140 Serock, (0-22) 782 78 78, recepcja@osrodekszkoleniowy.pl, www.osrodekszkoleniowy.pl W odległości 45 km od Okęcia znajduje się obiekt dysponujący 11 salami (największa dla 150 osób), mogących przyjąć łącznie 200 gości. W razie potrzeby może on polecić usługi zaprzyjaźnionego ośrodka na 80 miejsc. Centrum udostępnia klientom: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie dwóch sal, klimatyzację i mównicę. Istnieje także możliwość skorzystania z minibaru oraz Internetu WLAN. Ośrodek może pomóc przy organizacji spotkania. Na gości czekają m.in. siłownia, bilard, squash czy boisko do siatkówki. W Centrum są dwie sale bankietowe (większa dla 100 osób) oraz bar (dla 30 osób).

4 Centrum edukacji statystycznej GUS Jachranka 81, 05-140 Serock, (0-22) 768 13 96, jachranka-szkolenia@stat.gov.pl, www.stat.gov.pl/jachranka W odległości 50 km od Okęcia swój ośrodek mają statystycy. Oprócz 120 miejsc noclegowych (146 z dostawkami) na odwiedzających czeka 5 sal (największa na 200 osób), mogących łącznie przyjąć 300 gości.
Wyposażenie obejmuje: tłumaczenie symultaniczne (2 sale), zaciemnienie i klimatyzację (4 sale), mównicę (w jednej sali) i scenę. Klienci mają także możliwość skorzystania z minibaru konferencyjnego i sieci WLAN. Ośrodek pomoże w organizacji spotkania. Siłownia, bilard, tenis ziemny i stołowy, siatkówka oraz rowery czekają po konferencji. U statystyków jest jadalnia na 140 osób i bar na 65.

5 Hotel 500 Zegrze ul. Warszawska 31A, 05-130 Zegrze Południowe, (0-22) 774 66 66, zegrze@hotel500.com.pl, www.hotel500.com.pl Około 600 osób może pomieścić 12 sal (największa dla 250) położonego 45 km od lotniska Hotelu 500. Hotel dysponuje także 250 miejscami noclegowymi.

Położony nad Zalewem Zegrzyńskim hotel oferuje klientom: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie i klimatyzację sal, mównicę. Jest tu także minibar konferencyjny i dostęp do wideokonferencji poprzez WLAN. Na gości czeka także fitness, sauna, restauracja na 200 osób i mieszczący się w niej bar.

6 Warszawianka Jachranka 77, 05-140 Serock, (0-22) 768 90 00, hotel@warszawianka.pl, www.warszawianka.pl Aż 330 miejsc noclegowych proponuje oddalona o 50 km od Okęcia Warszawianka. Konferencję można zorganizować w 13 salach (największa na 550 osób), które łącznie mogą przyjąć około 1200 osób.

Warszawianka zapewnia: tłumaczenie symultaniczne (9 sal), zaciemnienie i klimatyzację sal, mównicę, minibar konferencyjny. Do dyspozycji gości oddano także business center z internetem w sieci WLAN. Atrakcjami Warszawianki są m.in. bilard, tenis ziemny, aquapark, squash, gabinety SPA. Zjeść można w 2 restauracjach (większa dla 400 osób) oraz trzech barach.

7 Dom Zjazdów i Konferencji PAN ul. Modlińska 105, 05-110 Jabłonna, (0-22) 782 54 89, info@palacjablonna, www.palacjablonna.pl Swój ośrodek, położony w odległości 40 km od warszawskiego lotniska, mają także naukowcy z PAN. Do dyspozycji jest tu 9 sal, największa z nich jest przeznaczona dla 150 osób.

Jest to także limit możliwości obsłużenia gości przez pracowników ośrodka we wszystkich salach jednocześnie. Sam obiekt dysponuje 42 miejscami noclegowymi, ale ma w pobliżu zaprzyjaźniony hotel – Fort Piontek. Sale obiektu są zaciemnione. Dla gości jest także minibar konferencyjny. Dom Zjazdów pomoże w organizacji konferencji. Do dyspozycji klientów jest bilard i restauracja na 150 osób.

8 Promenada ul. Spacerowa 35, 05-127 Białobrzegi-Rynia, (0-22) 768 04 25, marketing@promenadacountry.pl, www.promenadacountry.pl Na Zalewem Zegrzyńskim, 35 km od Okęcia, położony jest ośrodek z 10 salami (największa dla 150 osób, łącznie we wszystkich salach może gościć 300 osób) oraz z 146 miejscami noclegowymi (166 z dostawkami). Promenada zapewnia: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie sali, klimatyzację (4 sale), mównicę. Do dyspozycji gości jest także minibar konferencyjny, business center, wideokonferencje ispotkaniu WLAN. Można skorzystać z kortów, boiska do koszykówki, sprzętu wodnego, bilarda, tenisa ziemnego, są również konie. Na terenie ośrodka są dwie restauracje (większa na 200 osób) oraz dwa bary.

9 Best Western Hotel Mazurkas ul. Poznańska 177, 05-850 Ożarów Mazowiecki, (22) 7214747, kontakt@mazurkashotel.pl, www.mazurkashotel.pl Zaledwie 11 km od warszawskiego lotniska położony jest hotel o 258 miejscach noclegowych i aż 34 salami, w których można zorganizować konferencję. Największa może pomieścić 800 osób, a wszystkie w tym samym czasie ok. 1800. Hotel oferuje tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie 20 sal, klimatyzację, mównicę. Na klientów czeka również minibar konferencyjny, business center z siecią WLAN oraz wideokonferencje. Siłownia, sauna, solarium oraz bilard czekają po konferencji. W hotelu jest restauracja na 80 i bar dla 20 osób.

10 Palatium ul. Przy Trasie 6, 96-321 űabia Wola, Huta űabiowolska, (0-46) 857 89 18, marketing@palatium.pl, www.palatium.pl Trzy sale (największa na 120 osób) dla 200 gości oferuje położony 30 km od Okęcia obiekt. Miejsca noclegowe może w nim znaleźć 118 osób.

Zaplecze techniczne obejmuje tu: zaciemnienie sal i klimatyzację. Można skorzystać także z minibaru konferencyjnego, business center z siecią WLAN. Po konferencji czekają: bilard, kręgielnia, ogród grillowy. W Palatium jest restauracja na 125 osób i bar.

11 Falenty Centrum Szkoleniowe al. Hrabska 4, 05-090 Raszyn Falenty, (0-22) 720 27 75, falenty@falenty.com.pl, www.falenty.com.pl W Centrum, położonym 6 km od Okęcia, są 24 sale (największa na 450 osób), które łącznie mogą przyjąć 1000 gości. Liczba miejsc noclegowych: 270. Zaplecze techniczne to: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie sal, klimatyzacja, scena i mównica. Cieszy obecność minibaru konferencyjnego, business center z do sieci WLAN oraz wideokonferencji. Z atrakcji pozakonferencyjnych wymienić należy basen, siłownię, bilard, gabinety SPA, saunę, jacuzzi. W Centrum są trzy restauracje (największa dla 500 gości) oraz trzy bary.

12 Lando Hotel ul. Mazowiecka 76, 05-502 Piaseczno, (0-22) 757 47 42, lando@hotel-lando.pl, www.hotel-lando.pl Prawie 500 osób zmieści się w 6 salach (największa dla 400), położonego 15 km od lotniska obiektu. Liczba miejsc noclegowych: 50. Zaplecze techniczne obejmuje: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie sali (3 sale), klimatyzację (w jednej sali), scenę. W Lando dostępny jest minibar konferencyjny, sieć WLAN i możliwość przeprowadzenia wideokonferencji. Atrakcjami są tu m.in. bilard, tenis ziemny oraz siatkówka. W ośrodku są dwie restauracje (większa dla 400 osób) i mały bar.

13 Centrum Promocji Kadr ul. Głowackiego 3/5, 05-510 Konstancin-Jeziorna, (0-22) 756 41 08, cpk@cpk.com.pl, www.cpk.com.pl CPK oddalony jest od Okęcia o 20 km. Dysponuje 120 miejscami noclegowymi. Jest tu 10 sal (największa na 200 osób), które pomieszczą 450 gości. Wyposażenie techniczne stanowią: zaciemnienie sali i klimatyzacja. Do dyspozycji podstacje, minibar konferencyjny. Jest dostęp do sieci WLAN. Siłownia, bilard, SPA, sauna, solarium, jacuzzi, tenis ziemny oraz golf czekają po konferencji. W CPK jest restauracja na 150 i bar na 80 osób.

14 Holiday Inn Józefów ul. Telimeny 1, 05-420 Józefów, (0-22) 778 30 00, sales@holiday.aquila.pl, www.holiday.aquila.pl W odległości 25 km od lotniska znajduje się Holiday Inn Józefów, mogący przyjąć 700 gości w 11 salach (największa na 450 osób) oraz dysponująca 147 miejscami noclegowymi. Wyposażenie obejmuje: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie sali, klimatyzację, mównicę oraz cenę. Dla gości jest również business center oraz możliwość przeprowadzenia poprzez sieć WLAN. Z atrakcji pokoferencyjnych: basen, jacuzzi, siłownia, sauna, SPA, korty tenisowe, golf, boiska, plac zabaw, grill. Hotel ma restaurację na 150 i bar na 70 osób.

15 Hotel Kuźnia Napoleońska ul. Sochaczewska 5, 96-515 Teresin, (0-46) 861 52 13, kuznia@kuznianapoleonska.pl, www.kuzniahotel.pl Niecałe 40 km od Okęcia położony jest obiekt ze 120 miejscami noclegowymi i 5 salami (największa dla 400 osób) mogącymi pomieścić 570 gości. Zaciemnienie sali, klimatyzacja oraz scena są do dyspozycji klientów. Mogą oni także skorzystać z minibaru konferencyjnego, wideokonferencji oraz internetu za pośrednictwem WLAN. Kuźnia może pomóc przy organizacji spotkania. Oferuje także basen, jacuzzi, saunę, solarium, bilard, dwa miejsca grillowe i przejażdżki bryczką. W obiekcie są dwie restauracje (większa na 200 osób) oraz bar dla 40 gości.

16 Pan Tadeusz ul. Miłosza 20, 05-140 Serock, (0-22) 782 99 00, marketing@hotelpantadeusz.pl, www.hotelpantadeusz.pl Sto miejsc noclegowych, 7 sal (największa na 200 osób) dla 240 gości proponuje oddalony od lotniska o 45 Pan Tadeusz. Zaplecze techniczne to: tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie i klimatyzacja sal i mównica. Obiekt oferuje także dostęp do minibaru konferencyjnego, sceny, wideokonferencji oraz WLAN. Pan Tadeusz może wspomóc klientów przy organizacji spotkania. Proponuje także spędzenie czasu w basenie, saunie, jacuzzi czy SPA. Oferuje restaurację na 150 osób i 2 bary (większy dla 50 osób).

17 Windsor Park Hotel Jachranka 75, 05-140 Serock, (0-22) 782 87 87, jachranka@windsorhotel.pl, www.windsorhotel.pl W odległości 45 km od Okęcia znajduje się obiekt ze 106 miejscami noclegowymi oraz 7 salami (największa na 110 osób) mogącymi pomieścić 230 gości. Zaplecze techniczne stanowią: zaciemnienie sali, klimatyzacja, mównica i scena. Można skorzystać także z minibaru konferencyjnego oraz wideokonferencji. Windsor może polecić profesjonalnego organizatora, udostępniając jednocześnie miejsce na grilla i bilard. Znajdziemy tu także restauracje na 120 i bar na 40 osób.

18 Panorama ul. Tarczyńska 109A, 96-320 Mszczonów, (0-46) 857 60 60, hotel@hpm.com.pl, www.hotelpanorama.pl Dziewięć sal na 600 osób (największa dla 350) oraz 141 miejsc noclegowych oferuje położona w odległości 40 km od Warszawy Panorama. Goście mogą skorzystać z zaciemnienia sal, klimatyzacji (7 sal), mównicy. Jest także możliwość dostępu do internetu przez WLAN, wideokonferencji, skorzystania z business center czy minibaru konferencyjnego. Panoram organizuje: imprezy team-buildingowe, tenisa ziemnego, mini-golfa. Na ternie obiektu jest restauracja na 130 i bar dla 15 osób.

19 Hotel Ossa Congress & SPA ul. Ossa 1, 96-200 Rawa Mazowiecka, (46) 8132600, rezerwacja@hotelossa.pl, www.hotelossa.pl Oficjalnie otwarty w kwietniu ośrodek odległy od lotniska o 60 km to 290 miejsc noclegowych i 13 sal (największa pomieści nawet 1600 osób) dla 2050 gości. Trzy sale są zaciemnione, pozostałe natomiast wyposażone są w: klimatyzację, mównicę oraz scenę. Do dyspozycji gości są również: minibar konferencyjny, business center z dostępem do internetu przez WLAN oraz wideokonferencje. Ossa może wspomóc organizację konferencji. Oferuje również swoim klientom: bilard, kręgle, tenis ziemny, squash, koszykówkę, SPA, basen, saunę i jacuzzi. W centrum są dwie restauracje (większa na 300 osób) oraz trzy bary.

20 Pałac Baron Ul. Mszczonowska 75 B, Nadarzyn, (0-22) 729 80 57, hotelbaron@info1.pl, www.palacbaron.pl Cztery sale konferencyjne (największa dla 300 osób) mogące zmieścić łącznie 380 gości, a także 90 miejsc noclegowych – to oferta położonego 15 km od Okęcia Pałacu. Ośrodek oferuje także: zaciemnienie sali, klimatyzację, nagłośnienie i scenę. Dla gości jest także minibar komputerowy oraz dostęp do internetu WLAN. Pałac może zorganizować paintball, kręgle oraz rzutki. Jest tu także restauracja dla 150 osób oraz mieszczący się w niej bar.

21 Hotel Sielanka nad Pilicą ul. Łąkowa 1, 05-660 Warka, (0-48) 666 16 00, hotel@sielanka.pl, www.sielanka.pl Hotel położony jest 60 km od lotniska, posiada 118 miejsc noclegowych oraz 5 sal (największa dla 140 osób), które łącznie może zająć 210 gości. Wyposażenie konferencyjne obejmuje: zaciemnienie sali oraz klimatyzację. Jest tu także minibar konferencyjny oraz business center z dostępem do internetu przez WLAN. Hotel może wspomóc klienta organizacją konferencji. Na przybywających czekają m.in. SPA, sauna, jacuzzi, konie, kajaki. Na terenie obiektu jest restauracja dla 120 i bar dla 40 osób.

23 Ideal ul. Prusa 1, 05-800 Pruszków, (0-22) 739 27 00, pruszkow@idealhotels.pl, www.idealhotels.pl Około 140 miejsc noclegowych oferuje położony 13 km od Okęcia hotel Ideal. Dysponuje 4 salami konferencyjnymi (największa na 105 osób), mogącymi łącznie przyjąć 250 gości. Hotel może zorganizować tłumaczenie symultaniczne, zaciemnienie sal, klimatyzację (2 sale). W obiekcie jest sieć WLAN. Bilard to jedyna atrakcja dostępna na miejscu. Jest tu też restauracja na 100 i bar na 15 osób.

24 Matecznik Mazowsze Świerkowa 2, 05-805 Otrębusy, (0-22) 758 50 01, konferencje@matecznikmazowsze.pl, www.matecznikmazowsze.pl Ciekawą ofertę ma rozbudowujący się właśnie Matecznik Mazowsze. Nie oferuje jeszcze miejsc noclegowych, ale dla przyjeżdżających do oddalonego o 25 km od Okęcia ośrodka przygotowano 6 sal konferencyjnych (największa na 580 osób), które łącznie pomieścić mogą 700 osób. Wyposażenie techniczne obejmuje: zaciemnienie i klimatyzację sal, mównicę, scenę. Jest business center i internet WLAN. Ośrodek zapewnia pomoc w organizacji konferencji. Można skorzystać z siłowni oraz przyjrzeć się próbom zespołu Mazowsze. Obecnie nie ma jeszcze restauracji, choć Matecznik zapewnia catering.y Dawid Zaraziński

Za południową granicą


Czechy i Słowacja są krajami niezmiennie przyciągającymi miliony turystów zza granicy. Do Czech przyjeżdżają podziwiać zabytki, zaś na Słowację po wypoczynek i rekreację

Polska ze stabilnym od kilku lat wynikiem 15 mln odwiedzających znajduje się na 15 miejscu rankingu wizyt turystów zagranicznych. Natomiast Czechy plasują się na 5 miejscu preferowanych kierunków turystycznych krajów Europy z wynikiem 6,4 mln turystów w 2006 r. Kiedy porównamy liczby przybywających gości z zagranicy z populacją, to w Polsce statystycznie przypada 2,5 turysty na głowę mieszkańca, a w Czechach 1,6. Pewne liczby przekonują o zdolnościach

Czechów w wykorzystaniu potencjału turystyki. Warto jest obliczyć liczbę zagranicznych turystów na jednostce powierzchni kraju. Tutaj jasno wychodzi nam, że kraj cztery razy mniejszy od Polski gości 1,6 razy więcej turystów na kilometr kwadratowy. W liczbach: 81,6 w Czechach przeciwko 50 dla Polski w roku 2006. Kiedy Polska turystyka zarobiła w 2006 r. 7,2 mld dolarów na turystyce, to Czesi zarobili 5 mld na połowie mniejszej liczbie turystów.

Co do bazy noclegowej, statystyki Ministerstwa Rozwoju Czeskiej Republiki wskazują, że dużo łatwiej będzie ze znalezieniem wolnego łóżka w Czechach niż w Polsce. Polska posiada 6,7 tysięcy grupowych obiektów noclegowych (hotele, pensjonaty, domy gościnne, kampingi i inne) natomiast Czechy mają 7,6 tys. tego rodzaju obiektów. Jest wśród nich 4 tys. pensjonatów i hoteli ekonomicznych ze 187 tys. miejscami noclegowymi oraz 310 hoteli o standardzie trzech i czterech gwiazdek z 39 tys. łóżek. Na jeden obiekt noclegowy w Czechach przypada pięć razy mniej turystów niż w Polsce.

Baza noclegowa

Rynek hotelowy to interes dający dobre zarobki. Turyści najbardziej poszukują hoteli i pensjonatów trzygwiazdkowych bądź po
niżej trzech gwiazdek, ale również rośnie popularność hoteli czterogwiazdkowych. W 2006 roku sprzedano 20 mln dób hotelowych i czeskie hotele-restauracje zarobiły w 2006 r. 106,7 mln CZK (ca 15,1 mln zł). Sektor noclegowy to prawie 2 proc. PKB Czech i wyniki wzrastają z roku na rok.

Wysyłając grupę na wycieczkę po Czechach, ma się w zasadzie do wykorzystania ogółem 442 tys. indywidualnych miejsc noclegowych. Niestety, rozłożonych nieregularnie po kraju – najlepiej wyposażonym obszarem jest centralna część i regiony usytuowane przy drodze z Polski do Austrii: okręgi Karlove-hradecky, Jihocesky, miasto Praga, które razem stanowią 36 proc. bazy noclegowej.

Najmniej rozwinięta do tej pory baza noclegowa lokalizuje się w regionach Pardubicki, Vysocina i Olomoucky – razem 12,1 proc. zasobów noclegowych. Najpopularniejszymi wśród turystów zagranicznych regionami – poza Pragą – są: region Karlovy Vary (Niemcy i Rosjanie) oraz region Południowej Moravii preferencyjnie wybierany przez polskich turystów, którzy stanowią 18 proc. turystów regionu. Jihomoravsky region oferuje ciekawe miejsca historyczne, zamki i “chateaux”, winnice i piwnice winne oraz jest wybornym terenem dla wycieczek objazdowych.

Mało atrakcyjne

Ze statystyk wynika, że Polska dla Czechów jest mało atrakcyjna – w rankingu 20 kierunków świata najchętniej zwiedzanych przez Czechów, Polska znalazła się na 18. miejscu za Węgrami, Bułgarią, a nawet Rumunią. Za nami znalazła się tylko Szwajcaria oraz Słowenia. Czesi zdecydowanie wybierają się na południe swojego kraju zamiast na północ.

A kiedy już zdecydują się wstąpić do Polski, to – w porównaniu z innymi państwami Europy oraz Północnej Afryki – niestety wydają najmniej pieniędzy: średnio na wyjazd 5135 koron (ca 750 zł). Moglibyśmy na przykład zazdrościć mieszkańcom dawnej Jugosławii (18400 CZK) lub Bułgarom (15145 CZK). A jak atrakcyjna jest Republika Czeska dla Polaków? Spadkowa tendencja polskiej turystyki odnotowywała się w Czechach aż do roku 2005, do momentu kiedy wyniki gospodarcze w Polsce poprawiły nastrój potencjalnych turystów oraz Czesi rozpoczęli – dzięki wsparciu UE – kampanię promocyjną pod hasłem “Przyjedź i odwiedź nas”. Przedstawiono w maju i w czerwcu kampanię reklamową w TV, reklamy outdoorowe i w prasie. Już pod koniec roku zanotowano 3-proc. wzrost liczby turystów z Polski i uznano ten wynik za obiecujący.

Głównym problemem jest zatrzymanie ruchu turystycznego na terenie Czech, chodzi o ruch tranzytowy z Polski do wybrzeża śródziemnomorskiego lub w Alpy. Efekty promocji są odczuwalne do dziś – w pierwszej połowie roku 2007 podróżujących z Polski do Czech było o 7,6 proc. więcej niż w roku poprzednim. Długość pobytów również się poprawia, Polacy obecnie spędzają średnio 3,2 dnia w Czechach, nie licząc tej części turystów, którzy przyjeżdżają kilkakrotnie na jeden dzień do Czech i których statystyka nie obejmuje.

Kraj wyposażony

Zdaniem czeskich specjalistów od turystyki, Czeska Republika jest krajem ponadprzeciętnie wyposażonym w atuty potrzebne do zajęcia pozycji wśród najlepszych kierunków turystycznych na świecie. Historia, dziedzictwo architektoniczne z każdej epoki i stylu, przyroda, dobry poziom wykształcenia populacji to kilka z tych zalet. Niestety, myśląc o dalszym rozwoju turystyki w kraju, nie wystarczy po prostu oprzeć się na kilku pozytywnych aspektach oraz wierze, że siły rynkowe zadziałają korzystnie dla przemysłu turystycznego.

Faktem jest, że turystyka w Czechach dobrze się rozwija, tempo wzrostu osiągnęło 36 proc. w latach 2000-2006. Od roku 2002 szczególnie pozytywne trendy zaistniały w turystyce wjazdowej i wyjazdowej. Część tych dodatnich wyników wytłumaczyć można poprawiającą się infrastrukturą ogólnokrajową i obiektów turystycznych, a także rozwojem regionów i mikroregionów. Rozwój turystyki i przyciąganie do kraju zagranicznego ruchu powoduje zwiększenie wymagań co do obsługi tych turystów.

Można zaobserwować lokalizacje, gdzie popyt na turystykę zaczyna się nasycać – dobrym przykładem jest miasto i region Pragi. W rzeczywistości Praga to jedno miasto i ponad połowa czeskiej turystyki, 57,5 proc. przychodzącego z zagranicy ruchu turystycznego (w tym 4,3 proc. Polaków – 7 miejsce). űaden z 13 pozostałych regionów nie przekroczył progu 8 proc. turystów zagranicznych w roku 2006. Kiedy potrzeba na zwiedzanie Pragi została zrealizowana, popyt na zwiedzanie i wycieczki zaczyna się przenosić w inne regiony Czech. Tak jak w każdym kraju środkowej Europy, niekorzystne warunki, które jeszcze panują w poszczególnych regionach Czech, mogą nieco zwolnic rozwój turystyki.

Stare zwyczaje niełatwo jest zmienić. Niełatwo odnaleźć inwestora, który by się zgodził postawić hotel w miejscowości izolowanej od głównego ruchu turystyki. Aby rozpocząć lokalny rozwój turystyki powinny być spełnione zasadnicze warunki: bezpieczeństwo ruchu, wyższy poziom wykształcenia, dzięki któremu poprawi się kontakt w językach obcych, większe zainteresowanie innymi kulturami i krajami.

Wycieczki objazdowe muszą bezpiecznie dotrzeć drogą do małych malowniczych miejscowości, znaleźć dobrze wyposażony hotel posiadający kilkadziesiąt pokoi, w którym turysta znajdzie miłą atmosferę oraz specjalny program rozrywkowy na wieczór. Rozpoczynając od drogi i hoteli, można mieć nadzieję, że powstaną inne ciekawe programy w danej miejscowości, np. odremontuje się stare restauracje, sklepy, oznakuje i odrestauruje lokalne dziedzictwo kulturalne. Rozwój turystyki w całych Czechach podporządkowany jest oryginalnym pomysłom lokalnej populacji.

Bez promocji…

W ramach swego przesłania Agencja CzechTourism promuje od zeszłego roku tzw. produkty narodowe: bogactwo historyczne (zamki, dziedzictwo przemysłowe, religijne); aktywne wakacje (“Czeska Republika Golfowa”, szlaki rowerowe, ekstremalne sporty, jak wspinaczka i trail); SPA i konferencje; turystykę biznesową i incentywy.

Większy nacisk w roku 2008 pójdzie na promowanie wakacji tematycznych, na przykład turystykę gastronomiczną, trendowe miejsca dla turystów młodszego pokolenia, agroturystykę, turystykę konną oraz rowerową. Istotne dla Czech jest, by zwrócić gościom uwagę na inne interesujące kierunki turystyczne w regionach poza głównym sezonem i poza Pragą.

Świadomie Agencja CzechTourism będzie się starać odbierać Pradze część turystów zagranicznych i rozdysponować te zasoby pomiędzy nieco mniej atrakcyjne pozostałe regiony kraju. Jednym z głównych celów działania promocyjnego za pomocą nowego sloganu “Czeska Republika – Symfonia doświadczeń” – będzie przekonanie nowych turystów zagranicznych, że jesień jest również ciekawym sezonem turystycznym.

Promocja turystyki w regionach będzie także wśród krajowych odbiorców, promować się będzie nowy katalog elektroniczny www.kudyznudy.cz oraz www.133premier.cz z wirtualnymi wycieczkami oraz systemem rezerwacyjnym. Od początku 2008 r. agencja rozpoczyna promowanie roku jubileuszowego, 650-lecie miasta Karlovy Vary i 200-lecie Marienbadu. Wspólnie z celami nałożonymi przez Komisję Europejską, Czeska Republika wypromuje również tzw. turystykę społeczną, która oferuje wiele możliwości wakacyjnych dla każdej grupy społecznej bez względu na poziom dochodów.

Słowacja też kusi

Potencjał turystyczny Słowacji, który obejmuje prawie wszystkie możliwe formy turystyki, jest wprawdzie spory, ale niewykorzystany. Niestety zasadniczym problemem jest to, jak z rozłożonych w 21 regionach kraju atrakcji zbudować spójne produkty i pakiety turystyczne


Północny region Słowacji, to oferta wypoczynku zimowego i górskie wyprawy. Natomiast południe, to wypoczynek nad wodą oraz wykorzystywanie wód termalnych. W roku 2007 na Słowację przyjechało 1,36 mln zagranicznych turystów, czyli o 2,1 proc. więcej niż rok wcześniej. W dużym tempie rośnie liczba przyjeżdżających na te tereny Polaków – od trzech lat przyrost ten wynosi 10 proc. w skali roku. W roku 2007 w słowackiej bazie noclegowej odnotowano 200,8 tys. Polaków. Jest to najliczniejsza grupa turystów zagranicznych, większa od Niemców i Anglików.

Polacy na zakupy

Przybywający na Słowację turyści robią to z czterech powodów. Zimą są to narty (od 22 proc. do 47 proc.), wakacje w górach (22 proc.), odwiedzenie rodziny oraz wypoczynek na wodą (po 11 proc. wskazań). Na kolejnych miejscach znajdują się wycieczki po okolicy oraz pobyt w obiektach SPA.

Poza przybyszami z Polski, najmniejsze zainteresowanie wzbudza turystyka shoppingowa. Dla Polaków w połączeniu z wizytami w celach rozrywkowych stanowią one powód 60 proc. przyjazdów na Słowację. Podróżetranzytowe to 20 proc. przyjazdów, podróże biznesowe 10 proc., zaś turystyka kulturoznawcza to kolejne 10 proc.

Słowacja w zimie to: 20 większych, 40 średnich i 250 mniejszych ośrodków narciarskich, około 950 wyciągów oraz 50 kolejek linowych z całkowitą przepustowością ponad 450 tys. osób/godz. Ponad 90 słowackich ośrodków zimowych wkrótce będzie dysponowało sztucznym naśnieżaniem na powierzchnię powyżej 500 ha. Długość naśnieżanych tras wynosić będzie 170 km. Sezon narciarski na Słowacji trwa od 130 do 160 dni. Ceny dziennych karnetów narciarskich to 40 do 80 złotych.

W ostatnich 5 latach na Słowacji zainwestowano duże sumy w poprawę infrastruktury, modernizację, budowę lub rozbudowę bazy noclegowej, ulepszenie warunków jazdy na nartach oraz budowę termalnych parków wodnych. Słowacy inwestują również w budowę nowych wyciągów, parkingów, punktów gastronomicznych, bazy noclegowej oraz atrakcji rozrywkowych.

W tym roku całkowity koszt modernizacji ośrodków narciarskich wyniesie około 100 mln złotych (60 mln kosztowała budowa nowych kolejek i wyciągów a 40 mln – poszerzenie tras zjazdowych, modernizacja systemu sztucznego naśnieżania, zakup ratraków, budowa parkingów itd.).

Hotele z lepszą ofertą

Rynek miejsc noclegowych na Słowacji rośnie. W ubiegłym roku tempo zwiększania bazy wyniosło 16,5 proc. Najbardziej dynamiczni okazali się prywatni właściciele obiektów, kwater oraz domów gościnnych: w roku 2007 powstało o 50 proc. więcej tego rodzaju obiektów niż rok wcześniej.

Liczba hoteli i moteli wzrosła w tym czasie o 17 proc. Jednym z podstawowych problemów słowackiej bazy noclegowej jest niskie całoroczne jej wykorzystanie. Aby zdobyć więcej klientów, Słowacy muszą rozwijać oferty i promocje pozasezonowe, przygotowywać znacznie więcej nowych, atrakcyjnych propozycji wypoczynku. Mimo że inwestycje mające na celu poprawę stanu technicznego hoteli są w toku, zauważono, że konieczny jest również wzrost jakości obsługi, w tym gastronomicznej.

W ciągu ostatnich czterech lat dostrzeżono, że poziom międzynarodowych standardów w hotelarstwie na Słowacji jest niski, a działania marketingowe znikome. Tym bardziej, że zaledwie kilka hoteli na Słowacji należy do zagranicznych sieci hotelowych, nieczęsto też zdarza się, by słowacki hotel był kierowany przez menedżera z zagranicy. I władze i właściciele obiektów dostrzegły zatem, że konieczne jest zbudowanie strategii.

Turyści z mórz i oceanów

Żegluga wycieczkowa jest jedną z tych gałęzi przemysłu turystycznego, w której dynamiczny rozwój w najbliższych latach nikt nie wątpi. Optymizm armatorów budujących coraz więcej coraz większych statków bierze się z faktu, że przez wiele lat z tej formy turystyki morskiej korzystali jedynie nieliczni, jednak obecnie staje się ona turystyką masową

Niestety w Polsce nie ma zbyt dużych tradycji uprawiania turystyki morskiej. Nie ma obecnie, chociaż w latach II Rzeczpospolitej rozwijała się ona tak samo, a może nawet lepiej, niż w innych krajach europejskich. Nie było wówczas statków wycieczkowych, a ich funkcje spełniały duże statki pasażerskie, które w okresach mniejszego wykorzystania miejsc na liniach regularnych spełniały funkcje statków wycieczkowych.

Wycieczkowcami były zatem niemal wszystkie przedwojenne transatlantyki, z “Batorym” i “Piłsudskim” na czele, dla których najpopularniejszym rejonem wycieczek morskich latem były fiordy Norwegii, zaś w okolicach Świąt Wielkanocnych i Bożego Narodzenia, Wyspy Kanaryjskie.

Inną zupełnie sprawą było to, że sama trwająca około 3,5 tygodnia podróż z Gdyni do Nowego Jorku i z powrotem, na której to trasie regularnie pływały oba wspomniane statki, mogła już być uważana za morską wycieczkę. Po II wojnie światowej najpierw w zniszczonym kraju nie było odpowiednich warunków do myślenia nawet o turystyce morskiej, a potem przez długi czas, czyli do połowy lat 80., gdy pływał jeszcze ostatni transatlantyk “Stefan Batory”, turystyka była uprawiana na przedwojennej zasadzie. W latach 80. do uprawiania mini turystyki morskiej, czyli krótkich rejsów po Bałtyku, wykorzystywano promy pasażerskie Polskiej űeglugi Bałtyckiej. Rasowy wycieczkowiec nigdy nie podniósł polskiej bandery.

3114 pasażerów I 1181 członków załogi należącego do armatora Royal Caribbean International statku “Mariner of the Sea”, zjada w ciągu tygodnia niemal 10 ton wołowiny, 28 tys. jaj, 36 tys. litrów lodów i 18 tysięcy krążków pizzy.

Wprawdzie w latach 70. planowano wybudowanie takiego statku o nazwie “Polonia” a potem w latach 80. na polecenie ówczesnej Centralnej Rady Związków Zawodowych rozpoczęto nawet budowę żaglowego statku wycieczkowego “Gwarek” ale do jego ukończenia nie doszło nigdy. Polscy turyści spragnieni morza, wiatru i słońca musieli zatem korzystać ze statków zagranicznych armatorów.

Ze względu na kurs dolara do ówczesnej złotówki, jedynymi dostępnymi nieco szerszemu gronu Polaków statkami wycieczkowymi były jednostki pływające pod banderą ZSRR. Rejsy po Morzu Czarnym, a przede wszystkim Śródziemnym połączone z zawijaniem do portów Grecji, Egiptu, Włoch, czy Turcji, były jak na lata 70. i 80. ubiegłego wieku szczytem luksusu i prawdziwym oknem na świat.

Dziś w znacznej części zdekapitalizowana rosyjska flota wycieczkowa, niemal nie liczy się na światowym rynku. Liczą się za to na nim coraz bardziej polscy turyści i… polscy członkowie załóg statków wycieczkowych, których coraz więcej pracuje w obsłudze hotelowo-gastronomicznej. W Polsce funkcjonuje obecnie kilka wyspecjalizowanych biur podróży i przedstawicielstw firm zagranicznych oraz armatorów, które oferują rejsy na wycieczkowcach.

Mimo wzrastającej dostępności tego rodzaju turystyki – ceny 6-8 dniowych rejsów zaczynają się od około 2,5 tysiąca złotych (bez podróży do portu zaokrętowania, transferów, dodatkowych opłat oraz wycieczek fakultatywnych) i poprzez okolice 6 tys. zł od osoby (z podróżą na i ze statku i lepszą kabiną – z oknem), mogą sięgnąć kilkunastu a nawet kilkudziesięciu tysięcy.

W tym roku, tego rodzaju turystyce, podobnie zresztą jak każdej zagranicznej, sprzyja wysoki kurs złotego. Według orientacyjnych danych, za pośrednictwem działającej w Polsce sieci sprzedaży, z rejsów skorzystało około 6 tys. osób. Z najchętniej wybieranych akwenów dominował basen Morza Śródziemnego, w dalszej kolejności były to: Morze Karaibskie i norweskie fiordy.

Adresy internetowe największych armatorów

Carnival Cruise Line – www.carnival.com
Celebrity Cruise Line – www.celebrity.com
Costa Cruise Line – www.costacruise.com
Crystal Cruises – www.crystalcruises.com
Cunard – www.cunard.com
Disney Cruise Line – www.disneycruise.disney.go.com
Hapag Lloyd – www.hlkf.de
Holland America Cruise Line – www.hollandamerica.com
Norwegian Cruise Line – www.ncl.com
Oceania Cruises – www.oceaniacruises.com P&O Cruises – www.cruiseline.co.uk/pandocruises
P&O Princess Cruises – www.princess.com
Radisson Seven Seas Cruises – www.rssc.com
Royal Caribbean – www.royalcaribbean.com
Seabourn Cruise Line – www.seabourn.com
Silversea Cruises – www.silversea.com
Sea Dream Yacht Club – www.seadreamyachtclub.com

Wycieczkowa armada

Po okresie kilkuletniej stagnacji światowa turystyka morska – cruising – znów przeżywa prawdziwy rozkwit. Przemysł Cruise Ship Industry jest jedną z najszybciej rozwijających się gałęzi gospodarki przynoszącej olbrzymie zyski przede wszystkim inwestorom, armatorom i biurom podróży.

Zyskują również porty, do których zawijają pasażerskie liniowce. Po morzach całego świata pływa obecnie blisko 300 dużych statków wycieczkowych. Do CLIA – organizacji zrzeszającej pasażerskie linie żeglugowe – należy już ponad 30 towarzystw żeglugowych. Tylko w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie sprzedaż biletów na rejsy prowadzi ponad 21 tys. agencji. Stabilny wzrost zapotrzebowania na usługi oferowane przez statki wycieczkowe może przynieść podwojenie liczby pasażerów.

Według szacunków Ocean Shipping Consutants, w 2005 r. wycieczkowce obsłużyły 13,6 mln pasażerów, w 2020 r. obsłużą 27 mln osób. Turystka morska jest szczególnie popularna wśród mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Co roku około 9 mln mieszkańców tego kraju korzysta z tej formy turystyki, co stanowi 3 proc. całej populacji. Wśród Europejczyków, w rejs statkami wycieczkowymi wybiera się zaledwie 3 mln osób, co stanowi jedynie 0,65 proc. populacji. Takie porównanie najlepiej chyba pokazuje potencjał, jaki może tkwić w branży Cruise Ship Industry. Jednak już teraz europejski rynek się rozwija.

W 2005 r. flota wycieczkowa przewiozła 3,2 mln turystów. W Azji japoński rynek żeglugi wycieczkowej – według prognoz – będzie rozwijał się w tempie 3,2 proc. rocznie. Jednak największym potencjałem w tym biznesie dysponują Chiny, Tajwan i Korea Południowa. Prognozuje się, że do 2010 r. liczba pasażerów wzrośnie do 4,5 mln, w 2020 r. – do 7,1 mln., co w praktyce oznacza coroczny wzrost na poziomie ponad 5 proc. Tylko w ciągu ostatnich dziesięciu lat liczba łóżek oferowana przez flotę turystyczną powiększyła się z 160 tys. do ponad 310 tys. W połowie ubiegłego roku w budowie znajdowało się łącznie 37 nowych wycieczkowców, a do roku 2012 armatorzy zamierzają wydać na nowe jednostki ponad 22 mld USD.

Pływające kurorty

Duże statki pasażerskie, to w rzeczywistości nie tyle pływające z prędkością 30-40 kilometrów na godzinę hotele, co pływające kompleksy hotelowo-rozrywkowe. Kompleksy, bo oprócz luksusowych kabin, statki takie w części gastronomiczno-handlowej oferują wybór kilku restauracji, barów oraz licznych sklepów wolnocłowych, ulokowanych w prawdziwych galeriach handlowych. Oferta rozrywkowo-rekreacyjna obejmuje z reguły kina, sale widowiskowe, biblioteki, siłownie, baseny ośrodki SPA i salony piękności a także dodatkowe atrakcje dla dzieci i młodzieży.

W skrajnie luksusowych przypadkach, na pokładzie statku pasażerskiego możemy znaleźć też ścianę do wspinaczki, miejsce do surfowania, pole golfowe a nawetÉ lodowisko. Największe, długie na 300-350 metrów liniowce pasażerskie, mieszczą nawet ponad 4,5 tys. pasażerów rozlokowanych w niemal 2 tys. kabin. Mniejsze zabierają z reguły około 2 tysięcy pasażerów. Do sprawnej obsługi takiego kolosa i odpowiedniego zaspokojenia wszelkich potrzeb przebywającym na kilkunastu pokładach gościom, potrzebne jest 1-1,3 tys. osób załogi.

Koszt budowy nowoczesnego statku wycieczkowego, to suma rzędu 500 mln USD. Przez ostatnie kilkanaście lat zwodowano dziesiątki wyspecjalizowanych statków wycieczkowych – nie tylko wielopokładowych, zabierających po 2 tys. pasażerów, ale także małych, ekskluzywnych, które mieszczą ich niecałe dwie setki. Stocznie, przede wszystkim fińskie, które wyspecjalizowały się w budowie największych statków pasażerskich świata, mają pełne portfele zamówień do 2009 r.

Niedawno podpisały kontrakty na 14 nowych jednostek, w tym rekordowego statku pasażerskiego “Genesis”, który ma pomieścić 5,4 tys. pasażerów. Powstaje on, podobnie jak wiele innych, na zamówienie amerykańskiego armatora Royal Caribbean. Wiodącą rolę w żegludze turystycznej odgrywają trzy wielkie kompanie żeglugowe: Carnival Corporation, Royal Caribbean Cruise Ltd (obie mają siedziby w Miami) i Star Cruises Limited (Hongkong). Kompania Carnival Cruise w rejsach po Morzu Śródziemnym przewiozła rekordową liczbę turystów – 3,3 mln. Eksploatuje ona z powodzeniem kilka nowych megastatków typu Fantasy Class, przewożących jednorazowo 2052 pasażerów. Tylko w pierwszym kwartale 2005 r. kompania odnotowała zysk 345 mln USD.

Tradycyjnym miejscem spotkań przemysłu (armatorów, agentów, touroperatorów, stoczniowców, inwestorów, członków załóg a także miast portowych) Cruise Ship jest Miami na Florydzie w USA. W tym roku Seatrade Cruise Shipping Convention odbędzie się w dniach od 10 do 13 marca w Miami Beach Convention Center. www.cruiseshipping.net

Pasażerowie na kasty

Warto w tym miejscu podkreślić, że rejsy oceanicznymi wycieczkowcami są tą gałęzią branży turystycznej, w której nie odnotowano kryzysu po zamachach terrorystycznych na Nowy Jork i Waszyngton. Faktem jest, że statki wycieczkowe są w o wiele mniejszym stopniu narażone na ataki terrorystyczne niż np. nadmorskie kurorty Azji, czy Afryki. Co nie znaczy, że się to nie zdarza. W padzierniku 1985 roku terroryści palestyńscy opanowali i uprowadzili statek “Achille Lauro”.

Ostatecznie zginął jedynie pasażer narodowości amerykańskiej, jednak wydarzenie to uczuliło armatorów i wymusiło na nich stosowanie dodatkowych procedur bezpieczeństwa. Klienci najczęściej wybierający podróż statkiem na wakacje to głównie Amerykanie. Europejczycy, a w szczególności Brytyjczycy i Niemcy posiadają swój, znacznie mniejszy rynek statków pasażerskich, uwzględniający różnice i potrzeby kulturowe swoich klientów. Rejs statkiem, choć relatywnie droższy od pobytu w kurorcie, daje możliwość odwiedzenia w ciągu kilku dni wielu krajów oraz kulinarną podróż po świecie.

Każdego dnia podróży, pasażer może spróbować kuchni innego regionu świata lub skorzystać z alternatywnej restauracji np. orientalnej lub włoskiej. Wycieczkowce pływają głównie tam, gdzie gwarantowana jest doskonała pogoda, więc sztormy i choroba morska nie zdarzają się tu zbyt często. Kompanie żeglugowe oferują różne standardy kabin i restauracji. Najlepszym przykładem jest brytyjska firma Cunard, właściciel słynnych liniowców, Queen Elizabeth 2 i Queen Mary 2, których pokłady i restauracje podzielone są na klasy niczym społeczeństwo Indii.

Klient, w zależności od możliwości finansowych, wybrać może kabinę bez okien lub składający się z kilku ultra-luksusowych pokojów, tarasu widokowego i kamerdynera Penthouse. Każda firma żeglugowa znajduje swoich klientów wśród innych grup społecznych. Np. Carnival, największa firma wycieczkowa świata, swoją ofertę kieruje głównie do ludzi młodych, kusząc niewygórowanymi cenami oraz szaloną, niekończącą się zabawą w dyskotekach, kasynach, parkach wodnych a nawet skałkach do wspinania.

Firma Seabourn posiada małe statki, na których ludzie w podeszłym wieku odnajdą ciszę, spokój oraz niewiarygodną kuchnię i obsługę dostosowaną do indywidualnych potrzeb każdego pasażera. Na każdego klienta przypada tu jeden członek załogi. Personel musi znać nazwisko oraz preferencje dietetyczne każdego gościa. Tu nie istnieje słowo: “Nie”. Armator Disney Cruise Line oferuje niezapomniane wakacje dla rodzin z dziećmi, Windstar sprzedaje romantyczne wakacje pod żaglami, zaś Costa wakacje w stylu włoskim.

W roku 2003 rozpoczęto eksploatację jedynego na świecie pasażerskiego statku, na którym można nabywać kabiny na własność. Wprawdzie nie na pełną własność, bo jest ona ograniczona do pięćdziesięciu lat okresem wytrzymałości konstrukcji jednostki pływającej, dlatego można nazwać to raczej długoterminowym leasingiem, jednak własność potwierdzoną hipotecznie – z możliwością odsprzedaży i dziedziczenia.

Statek nazywa się “The World”, ma 43,5 tysiąca ton wyporności, 196 metrów długości, 9 pokładów i 198 kabin dla pasażerów obsługiwanych przez 320 członków załogi. “The World” stanowi wspólnotę właścicieli kabin zarządzaną w sposób podobny do wspólnot mieszkaniowych na lądzie.

Ma ona zarząd, przewodniczącego i coroczne zebrania, zatrudnia także administrującą pływającym obiektem firmę. Różnica polega na tym, iż do jej kompetencji wchodzi nie tylko zatwierdzanie bieżących wydatków i podejmowanie decyzji dotyczących napraw, ale również (i przede wszystkim) określanie dokąd statek ma płynąć. Uchwały tego dotyczące zapadają większością głosów raz do roku i mają kapitalne znaczenie dla wszystkich członków pływającej wspólnoty.

Statek przemieszcza się przez około 100 dni w roku (pozostały czas spędzany jest w różnych portach) i to kosztuje każdego z jego współwłaścicieli od 87 do 553 tysięcy dolarów – w zależności od posiadanej liczby udziałów (rodzaju nabytej kabiny). Odpowiada to rocznemu czynszowi mieszkań na lądzie, choć w kwotę tę wchodzi również koszt zużywanego paliwa, opłaty portowe i – oczywiście – wynagrodzenia załogi (zarówno nawigacyjnej oraz maszynowej, jak i hotelowej), a także opłaty ponoszone w związku z koniecznością niezbędnych co kilka lat remontów statku w suchym doku. Prócz bowiem konieczności corocznego uiszczania opisanych powyżej opłat eksploatacyjnych, dla znalezienia się pośród szczęśliwych współwłaścicieli “The Word” trzeba nabyć na nim kabinę, a to stanowi wydatek od 825000 do 7295000 dolarów – w zależności od rodzaju i powierzchni. Najtańsze są studia (31 m kw.) najdroższe zaś apartamenty (301 m kw.).

Michael Muszyński
Autor jest dyrektorem Francuskiego Instytutu Zarządzania,
członkiem amerykańskiego klubu rejsów pasażerskich CROWN & ANCHOR

Statki z forsą

Auckland, w Nowej Zelandii dopiero ostatnio staje się jednym z częściej odwiedzanych przez wycieczkowce portów. Według analiz ekonomicznych jednodniowa wizyta w porcie statku “Queen Mary 2″ z 2620 pasażerami i 1250 członkami załogi na pokładzie, przyniosła miastu i okolicy milion USD przychodów, które armator wydał na opłaty portowe, zakup paliwa i zaopatrzenia a pasażerowie i członkowie załogi na zakupy i turystykę.

Wizyta bliźniaczego statku “Queen Elizabeth 2″ “wpompowała” w lokalny system ekonomiczny kolejne 0,5 mln USD. W latach 2005-2006 na odwiedzinach statków pasażerskich miasto zarobiło na czysto około 51 mln USD. Dzięki nim aktywność ekonomiczna firm i przedsiębiorców wzrosła o około 104 mln USD.

Źródło: “New Zealand Herald”

Gdzie pływają cruisery

Cruisery pływają po najpiękniejszych akwenach i odwiedzają najpiękniejsze porty świata. Większość statków pasażerskich regularnie pływa po tych samych trasach. Rejs wycieczkowy jest połączeniem zwiedzania i rozrywkowej podróży. Statek płynie nocą, a w ciągu dnia stoi w porcie. Pasażerowie schodzą wówczas na ląd, żeby zwiedzać. Ze względu na warunki klimatyczne oraz rachunek ekonomiczny okres zimowy spędzają one na ciepłych Karaibach, Hawajach, czy w Ameryce Południowej a latem przypływają do Europy, Ameryki Północnej po Alaskę. Bardzo popularnym celem podróży jest Australia i kraje azjatyckie.

W szczególności Indie, Tajlandia, Japonia, Chiny oraz Wietnam. Najchętniej odwiedzane porty w Azji to z pewnością Hong Kong i Singapur. Zdecydowanie jednak, najchętniej wybieranym celem podróży są Wyspy Karaibskie. Floryda to znakomite miejsce na wakacje, ale także serce przemysłu statków wycieczkowych. Nigdzie na świecie nie można spotkać tylu statków pasażerskich, co właśnie tam. Największy terminal pasażerski świata: Port Everglades dziennie odprawia ponad 44 tysiące pasażerów.

W Europie, ulubionym celem podróży jest basen Morza Śródziemnego Większość firm żeglugowych proponuje swoim pasażerom także rejsy po Morzu Bałtyckim, Wyspach Brytyjskich i Fiordach Norweskich. Istnieją nawet statki oferujące studniową podróż dookoła świata. Coraz więcej pasażerów i armatorów w ostatnich latach uznaje za atrakcyjne rejsy po Bałtyku. Ruch pasażerski w tym rejonie wzrasta rocznie o 11 procent. Na obszarze Morza Bałtyckiego najczęściej odwiedzane przez turystów są porty w Sankt Petersburgu, Kopenhadze, Tallinie i Sztokholmie.

Navigator of the Seas

Navigator of the Seas – jeden z największych na świecie statków pasażerskich (w 2007 roku czwarty pod względem wielkości) należący do Royal Caribbean International. Jest zaliczany do statków klasy Voyager. Jednostkę zbudowano w stoczni Aker Finnyards w Turku, w Finlandii, wodowanie nastąpiło 29 września 2002 r., a jej matką chrzestną została tenisistka Steffi Graf. 14 grudnia 2002 r. statek wypłynął w swój pierwszy rejs z Southampton w Wielkiej Brytanii po Europie i Morzu Śródziemnym.

Pojemność brutto statku wynosi 138 279 ton, a na pokład może zabrać 3114 pasażerów oraz 1213 członków załogi. Jego długość wynosi 311,1 m, a maksymalna szerokość (na wysokości skrzydeł mostka kapitańskiego) 49,1 m (38,6 m na wysokości tafli wody). Statek pływa pod banderą wysp Bahama, a jego portem macierzystym jest Nassau. Na pokładzie Navigator of the Seas znajduje się 1557 kabin, a ponadto m.in.: 12 barów, 7 restauracji, kasyno, kino, teatr, biblioteka, 3 dyskoteki, 3 baseny, centrum odnowy biologicznej, sztuczne lodowisko, ścianka wspinaczkowa, 9 dołkowe pole do minigolfa symulator do gry w golfa, trasa do biegania, pełnowymiarowe boisko do koszykówki, galeria sklepów wolnocłowych oraz centra: konferencyjne i dziecięco-młodzieżowe.


Cruisery a sprawa polska

W Polsce najpopularniejszym portem jest Gdynia. W roku 2007 cruisery zawijały do niej 87 razy przywożąc na swych pokładach 89 tysięcy pasażerów. Największym statkiem, zarówno pod względem długości jak i tonażu brutto, był 311-metrowy wycieczkowiec Navigator of the Seas. W ciągu sezonu zawinął on do Gdyni dwukrotnie. Gdyński Port już teraz przygotowuje się do przyszłorocznego sezonu. Oczekuje się, iż prowadzone obecnie działania przyczynią się do wzrostu atrakcyjności portu, jako miejsca cumowania wielkich statków wycieczkowych. W tym samym okresie do Gdańska przybyło 39 statków pasażerskich przywożąc w sumie ponad 12 tysięcy turystów.

Największym ze statków odwiedzających Gdańsk był wycieczkowiec – “Thomson Spilit” o długości ponad 214 metrów. Walkę o cruisery rozpoczęły również Szczecin i Świnoujście, w których statki wycieczkowe pojawiają się rzadziej. W ubiegłym roku do stolicy Pomorza Zachodniego zawinęło ich tylko kilka i to przede wszystkim za względu na odbywający się tam zlot żaglowców w ramach Tall Ships” Races 2007. W przypadku Szczecina problemem jest fakt, iż do portu mogą wpłynąć jednostki mające maksymalnie 215 metrów długości. Nie zmienia to faktu, że Szczecin chciałby odebrać “monopol” portowi w Rostocku, do którego co roku zawija około 60 wycieczkowców z turystami chcącymi obejrzeć Berlin.

Ze Szczecina do Berlina jest w końcu tylko 140 kilometrów, z Rostocku niemal 200. Jest o co walczyć, zważywszy, że turysta przybywający statkiem nie należy do skner, ponieważ według szacunków podczas postoju w porcie wydaje na zakupy i atrakcje turystyczne ponad 170 USD. Warto, by w sytuacji, gdy armatorzy statków wycieczkowych szukają coraz to nowych i bardziej atrakcyjnych miejsc, do których mogłyby zawijać liniowce, pamiętali o tym nie tylko gospodarze portów ale i miejscowości położonych w promieniu około 100 kilometrów od nich.

Szus w poprzek Polski

Na narty w Tatry? Wprawdzie Zakopane i okolice to najpopularniejsza destynacja dla narciarzy, jednak nie jest to jedyne miejsce w Polsce, w którym szusowanie bywa przyjemne. Może zatem mały szus w poprzek kraju?


Zima to śnieg, śnieg to narty, a narty to, oczywiście, góry. Wywód może i poprawny, ale czy do końca prawdziwy? Wprawdzie większość mniej lub bardziej rasowych i sprawnych narciarzy wybierze albo któreś z położonych na południu Polski pasm górskich albo góry należące do najbliższych sąsiadów – Czechów lub Słowaków albo alpejskie kurorty, ale… Jest właśnie jedno ale – większość z tych miejsc jest położona dość daleko od miejsca zamieszkania większości Polaków.

Tymczasem bez wyjeżdżania z kraju, w Polsce, na szusowanie po stokach można się wybrać, niekoniecznie w góry. Ponieważ Polska jest krajem wybitnie nizinnym, w którym średnie wzniesienie ma 173 metry, nie uchodzi raczej za raj dla narciarzy. Poza wzniesieniami morenowymi występującymi na terenie pojezierzy na północy kraju oraz pasem wyżyn zaczynających się poniżej połowy wysokości kraju, trudno znaleźć nawet najmniejsze naturalne “górki” nadające się do uprawiania narciarstwa zjazdowego. Wygląda zatem na to, że na narty tylko w Tatry lub Alpy? Niekoniecznie.

Chcąc pokazać organizatorom wypoczynku, że korzystanie z uroków narciarstwa zjazdowego może być atrakcyjne także na terenach nizinnych, prezentujemy wybrane miejsca od Bałtyku po województwa przedgórskie, w których turystyka narciarska rozwija się w sposób coraz bardziej dynamiczny. Pokazujemy przy tym nie tylko miejsca i ich walory narciarskie, ale również – co prawda w dość prostej wersji – bazę noclegową.

Mamy nadzieję, że nasz subiektywny wybór mało znanych miejsc, gdzie dla miłośników białego szaleństwa czeka profesjonalna infrastruktura, zainspiruje touroperatorów do tworzenia nowych ofert. Warto w tym miejscu zauważyć, że w większości opisywanych miejsc lub ich najbliższej okolicy na turystów czekają dodatkowe atrakcje, które jak np. lodowy rejs statkiem po mazurskich jeziorach, niekoniecznie dostępny jest dla odpoczywających w Zakopanem. A że nie piszemy o ośrodkach narciarskich w województwach: dolnośląskim, małopolskim, podkarpackim oraz śląskim? No cóż, są to ośrodki znane i popularne i z dużym obłożeniem turystycznym. Przecież nie każdy turysta lubi spędzać czas wśród tysięcy innych na Krupówkach w Zakopanem. Wyciągi narciarskie w wielkich miastach też mogą być uzupełnieniem oferty ….

Łysa Góra

Łysa Góra (110 m n.p.m.) usytuowana jest w górnym Sopocie. Na gości czekają dwie trasy narciarskie, tor saneczkowy, wydzielone miejsce dla szkółki narciarskiej, kadra instruktorska, wypożyczalnia sprzętu i serwis. Nie zapomniano też o sympatykach snowboardu – przygotowano dla nich snowpark: raile prosty, łamany, box prosty, łuk. Oferta narciarska Wyciąg orczykowy, długość ok. 300 m, różnica poziomów 39 m, trasa łatwa, oświetlona, czynny w godz. 9-22, mała gastronomia, parking na ok. 50 aut, sztuczne oświetlenie stoku, armatki śnieżne i ratrak. U stóp Łysej Góry znajduje się restauracja “Sabat”.

Baza noclegowa

Hotele: “Grand Sopot Sofitel”, “Rezydent”, “Haffner”, “Europa”, “Opera”, “Villa Sedan”, “Amber”, “Bursztyn”. Wieżyca Wieżyca (328 m n.p.m.) jest najwyższym wzniesieniem na Pomorzu i na całym Niżu Środkowo-Europejskim. Dzięki mikroklimatowi dobre warunki śniegowe utrzymują się tu dłużej niż w innych rejonach.

Oferta narciarska

Stok Narciarski “Koszałkowo”: stok A – 3 wyciągi orczykowe, długość ok. 300 m, różnica poziomów 45 m; stok B – wyciąg orczykowy, długość 450 m, różnica poziomów 60 m; Stoki są sztucznie oświetlane, naśnieżane, ratrakowane. Właściciel: Ireneusz Koszałka, tel. 058 684 38 16. Stok Narciarski “U Tomka”: wyciąg orczykowy, długość 250 m, różnica poziomów 30 m. Właściciel: Tomasz Bielawa, tel. 058 684 39 07. Przy stoku funkcjonuje szkółka narciarska z mini wyciągiem, wypożyczalnia sprzętu narciarskiego i snowbordu, serwis, gastronomia, stacja GOPR, parking.

Baza noclegowa

“Koszałkowo”, pokoje gościnne u właściciela wyciągów, “U Gosi”, pokoje gościnne, Pensjonat “Hubertówka”.

Szczecin

W szczecińskiej dzielnicy Osowo na miłośników nart czeka Kompleks Sportowo-Rekreacyjny “Szczecińska Gubałówka” m.in. z trasami narciarskimi, wyciągiem, szkółką narciarską.

Oferta narciarska

Wyciąg talerzykowy o przepustowości 700 os./h, trasy narciarskie (łagodna, trudna i bardzo trudna), trasa saneczkowa, sztuczne oświetlenie i naśnieżanie, “Akademia carvingu” – szkółka narciarska wraz z wypożyczalnią sprzętu, lodowisko, grill oraz “Bacówka”. Kompleks czynny w godz. 9-22. (więcej: www.gubalowka.com.pl)

Baza noclegowa

Restauracja i Noclegi “Karczma Rzym”, Hotelik “Adap”, Hotel “Etap Szczecin”, Motel “Orzeł”.

Lidzbark Mazurski

Krzyżowa Góra w Lidzbarku Mazurskim posiada cztery trasy zjazdowe o różnym stopniu trudności. W ubiegłym roku odbyły się tam zawody Salomon Family Cup 2006. Główny stok zjazdowy jest oświetlany, sztucznie naśnieżany oraz wyposażony w bezpieczny wyciąg narciarski.

Oferta narciarska

Wyciąg orczykowy, jednoosobowy, długość 500 m, różnica poziomów 74 m, oświetlony, parking, łączna długość tras narciarskich – 480 m. Funkcjonuje strażnica GOPR. Ośrodek Sportów Zimowych Krzyżowa Góra, ul. Olsztyńska, tel. 089 767 60 62.

Baza noclegowa

Zajazd i restauracja “Pod Kłobukiem, Hotelik “Przy Bramie”, “Zajazd Myśliwski”, Międzynarodowe Schronisko Młodzieżowe “Świteź” w Kłębowie.

Mrągowo

Góra Czterech Wiatrów znajduje się w pobliżu Mrągowa. Jest ona własnością komunalną gminy Mrągowo. Unikatowe warunki klimatyczne pozwalają na utrzymanie warunków śniegowych od pierwszych dni grudnia do kwietnia.

Oferta narciarska

2 wyciągi orczykowe, o łącznej przepustowości 1740 os./h, trasy zjazdowe o łącznej długości 1500 m, o średnim stopniu trudności, snowpark, trasa saneczkowa, trasa do narciarstwa biegowego, ratrak i skuter śnieżny, sztuczne oświetlenie. Ofertę zimową uzupełniają bojery z mrągowskiej Szkoły Mistrzostwa Sportowego. Trasy zjazdowe są dopuszczone do ruchu przez GOPR, nad bezpieczeństwem czuwają Ratownicy Beskidzkiej Grupy GOPR. (więcej: www.gora4w.com.pl)

Baza noclegowa

Hotel “Mercure Mrongovia”, Hotel Country Holiday, Hotel To-Tu, Hotel Eva, Hotel Garnizonowy.

Gołdap

Gołdap jest ośrodkiem turystyczno-wypoczynkowym leżącym na wysokości 155- -165 m n.p.m., na skraju Garbu Szeskiego. Zimą odbywają się tu: międzynarodowa impreza narciarska “Bieg Jaćwingów” oraz zawody w ramach Family Cup. W Gołdapi ma siedzibę Wojewódzka Federacja Sportów Zimowych.

Oferta narciarska

4 wyciągi narciarskie: orczykowy – przy trasie zjazdowej o długości 550 m, orczykowy – przy trasie zjazdowej o długości 350 m, wyciąg niskiego prowadzenia przy trasie zjazdowej o długości 200 m, wyciąg niskiego prowadzenia przy trasie zjazdowej o długości 200 m (przy Zajeździe “Pod Piękną Górą”). Przy dobrych warunkach śniegowych funkcjonuje piąta trasa zjazdowa (650 m). Trasy są oświetlone, sztucznie dośnieżane, utrzymane ratrakiem. Krzesełkowa kolej linowa o łącznej długości 763 m składa się z dwóch odcinków: pierwszy zaczyna się przy zajeździe “Pod Piękną Górą” na wysokości 195 m i wiedzie na szczyt Pięknej Góry na wysokość 270 m; drugi prowadzi ze szczytu Pięknej Góry nad wąwozem na wysokości 25 m na szczyt Góry Zamkowej. Centrum Sportowo-Rekreacyjne “Piękna Góra”, Konikowo 11, 19-500 Gołdap, tel. 087 615 32 55. www.pieknagora.com

Baza noclegowa

Konikowo: Zajazd “Pod Piękną Górą”, Gołdap: Hotel “Janczes”, Ośrodek Konferencyjno-Szkoleniowy OHP “Andromeda”, Ośrodek Sportu i Rekreacji “Trzy świerki”.

Bydgoszcz

Bydgoski Leśny Park Kultury i Wypoczynku obejmuje obszar 830 ha, jego południowa część mieści się w pradolinie Noteci-Warty, a północna wznosi się 42 m nad poziomem dolnego tarasu. Na wzniesieniu tym, zwanym Wzgórzem Myślęcińskim działa Park Rozrywki, ZOO, Ośrodek Rekreacji Konnej, Ogród Botaniczny, Centrum Edukacji Ekologicznej i Centrum Sportów Zimowych z dwoma wyciągami.

Oferta narciarska

Wyciąg orczykowy (teleskopowy), długość 107 m, długość trasy zjazdowej 200 m, różnica poziomów 20 m, spadek stoku 20 proc.; wyciąg niskiego prowadzenia, dla dzieci i początkujących, długość 100 m, długość zjazdu 110 m; wyciąg podporowy, długość 120 m, różnica wzniesień 20 m, przepustowość 1200 os./h. Stok jest oświetlony, naśnieżany i ratrakowany. Przy wyciągu znajduje: się tor saneczkowy, 1,5-kilometrowy tor do jazdy rowerami po śniegu, lodowiska na zamarzniętych stawach, szkółka narciarska, wypożyczalnia sprzętu, parking, punkty gastronomiczne. Centrum Sportów Zimowych tel. 052 372 15 22.

Baza noclegowa

Hotele: restauracja i hotel “Pałac”, “Pod Orłem”, “City” “Brda”, “Zawisza”. Hotel Ośrodka Sportu i Rekreacji, Motel “Moto-Centrum”, Szkolne Schronisko Młodzieżowe.

Unisław

Niedaleko Bydgoszczy, na wysokim brzegu pradoliny Wisły, leży gmina Unisław. Największą atrakcją sportowo-turystyczną jest powstały niedawno stok narciarski z wyciągiem.

Oferta narciarska

Wyciąg narciarski, długość 280 m, różnica poziomów 40 m, przepustowość 720 os./h, trasa zjazdowa ok. 500 m, stok oświetlony, czynny w godz. 9-22, tel. 0 601 099 979. www.unislaw-stok.pl

Baza noclegowa

Przede wszystkim gospodarstwa agroturystyczne – “Glinianka”, Irena i Jerzy Tomkiewicz, Gzin, Hotel “Pracowniczy”, Unisław.

Poznań

W Poznaniu możliwość jazdy na nartach oferuje Malta-Ski – kompleks rekreacyjno-wypoczynkowy położony nad Jeziorem Maltańskim.

Oferta narciarska

Stok Główny – o długości 150 m i szerokości od 15 do 30 m: – dwa wyciągi: krzesełkowy o przepustowości 800 os./h oraz talerzykowy o przepustowości ok. 750 os./h. Średnie nachylenie stoku – 23 stopnie. Stok Mały – do nauki jazdy – o długości 30 m i szerokości 30 m z wyciągiem talerzykowym o regulowanej szybkości. Nachylenie stoku – 14 stopni. Sztuczna nawierzchnia, nowoczesny system naśnieżania, ratrak oraz oświetlenie stoku. Godziny otwarcia: poniedziałek-piątek 8-22; weekendy i święta 11-22. Recepcja Malta-Ski, tel. 061 878 22 12. www.malta-ski.com.pl

Baza noclegowa

Hotele: “Novotel Poznań Malta”, “System Premium”, “Malta”, “Mercure Poznań”, “Vivaldi”, “Novotel Centrum”, “Orbis Polonez”, “Royal”, “Rzymski”, “HP Park”, “Sunny”, “Sport”; hostel “Dizzy Daisy Hostel Poznań”.

Chodzież

Najwyższy szczyt w graniach Chodzieży “Góra Talerz” (132 m) znajduje się nad południowym brzegiem Jeziora Miejskiego. Chodzieskie Towarzystwo Narciarskie przy współudziale miasta przygotowało nartostradę na części stoku.

Oferta narciarska

wyciąg talerzykowy, długość 200 m, trasa narciarska 250 m, całkowita długość stoku 600 m, system sztucznego naśnieżania, ratrakowanie, oświetlenie stoku, parking i taras widokowy.

Baza noclegowa

Hotel – restauracja “Straszny Dwór”, Schronisko Młodzieżowe “Gontynie”, Motel – Restauracja – Marina “Łazienki Chodzieskie”, Pensjonat “U Kota Wasyla”.

Warszawa

W Warszawie znajduje się całoroczny Stok Narciarski Szczęśliwice. Powierzchnia stoku 9000 m kw., pokryta jest matą typu Dendix, która przy zerowych i dodatnich temperaturach zraszana jest “mgłą wodną” dla zmniejszenia tarcia i polepszenia ślizgu, natomiast przy temperaturach ujemnych oraz braku lub małej ilości śniegu naśnieżana trzema armatkami. Trasa zjazdowa ma długość 227 m.

Oferta narciarska

Wyciąg talerzykowy, długość 215 m, przepustowość 700 os./h; kolejka krzesełkowa, długość 224 m, przepustowość 1200 os./h. Obsługa klienta, tel. 022 824 09 61, Marketing imprezy zbiorowe, tel. 022 824 09 50 w. 27.

Baza noclegowa

W pobliżu: “Hotel Jan III Sobieski”, “Vera”, “Metropol”, “Campanile”, “Ibis”, “Tina”.

Kielce

Kielce, stolica województwa świętokrzyskiego, wraz z sąsiadującymi miejscowościami, stają się w ostatnich latach nowym mini centrum narciarskim. Klimat w Górach Świętokrzyskich jest ostrzejszy niż na terenach nizinnych, co wpływa na dłuższe zaleganie pokrywy śnieżnej (do 100 dni w roku), a w połączeniu z wyższymi opadami (do 800 mm w skali roku) sprawia, iż jest to teren atrakcyjny dla narciarzy.

Oferta narciarska

Góra “Telegraf”, wysokość 406 m n.p.m. oddalona ok. 2,5 km od centrum miasta. Na północnym zboczu trasa długości 500 m, trudna w górnym odcinku, w odcinku dolnym (ok. 180 m) łatwa, oświetlona, sztucznie naśnieżana, ratrak. Dwa wyciągi narciarskie: orczykowy, długość 500 m, różnica poziomów 100 m, przepustowość 1000 os./h; talerzykowy, długość 180 m, różnica poziomów 30 m, przepustowość 400 os./h. Wyciągi czynne w godz. 10-22. Parking, bar, szkółka narciarska, serwis i wypożyczalnia sprzętu narciarskiego. Tel. 041 368-74-26. ó Góra “Pierścienica” – wysokość 365 m n.p.m., oddalona o ok. 5 km od centrum miasta. Na północnym zboczu trasa długości 500 m, łatwa, oświetlona, sztucznie naśnieżana, ratrak. Wyciąg orczykowy podwójny, długość 500 m, różnica poziomów 58 m, przepustowość 800 os./h. Wyciąg czynny w godz. 10- -22. Parking przy leśnej drodze, bufet, tor saneczkowy, instruktor narciarski. Tel. 041 368-74-26. ó Krajno-Zagórze, wieś położona w odległości 19 km od Kielc. Stok usytuowany u stóp Łysicy (612 m), 700 m przed Świętą Katarzyną, długość trasy ok. 770 m, różnica poziomów 84 m, szerokość trasy 60 m, oświetlona, sztucznie naśnieżana, ratrak. Dwa wyciągi narciarskie orczykowe, przepustowość 720 os./h oraz mały wyciąg pchający. Czynny od godz. 9-22.

Parking, restauracja, wypożyczalnia sprzętu. Tel. 0-602-391-081.

  • Radostowa – stok położony na zboczu góry “Radostowa”, kilkaset metrów za Ameliówką, przy trasie Kielce – Św. Katarzyna, kilkanaście km od Kielc. Stok: długość trasy ok. 800 m, sztucznie naśnieżana o średniej skali trudności z dość stromym końcem. Wyciąg narciarski orczykowy, pojedynczy. Stok czynny jest od godz. 9-22. Na miejscu parking, bar.
  • Tumlin Podgród na północnym stoku góry Łajscowej (409 m) – istniejąca tam stacja narciarska posiada dwa oświetlone, ratrakowane stoki narciarskie ze sztucznym naśnieżaniem, z dwoma wyciągami narciarskimi: wyciąg główny talerzykowy, teleskopowy wysokiego prowadzenia liny “Sztokfisz” o długości 700 m; szerokość trasy: 43 m, różnica poziomów: 90 m, przepustowość: 800 os./h, sztuczne oświetlenie, naśnieżanie, ratrak. Godziny otwarcia: 10-22. Wypożyczalnia nart, parking, bar oraz wyciąg “mały” orczykowy “Bachleda”, jego długość: 280 m, szerokość trasy: 43 m, różnica poziomów: 60 m, przepustowość: 350 os./h, sztuczne oświetlenie, naśnieżanie, ratrak. Godziny otwarcia: 10-22. Wypożyczalnia nart, parking, bar. Stacja Narciarska Tumlin Podgród, Tumlin Pogród 43B, Miedziana Góra, tel. 041 303 49 82.
  • Widełki – stok położony na górze Małzna (408 m). Długość trasy 650 m, różnica poziomów 104 m, szerokość 54 m. Przepustowość 720 os./h, sztuczne oświetlenie, ratrak. Godziny otwarcia: poniedziałek-piątek 10-19, weekendy 10-21. Bar, parking.

Bałtów

W Bałtowie, na terenie Szwajcarii Bałtowskiej, znajdują się dwie trasy narciarskie – 340 i 570 metrów. Stok o różnicy poziomów 65 m wyposażony jest w system sztucznego naśnieżania i odwadniania. Znajdują się tu dwa wyciągi orczykowe o łącznej przepustowości 1500 os./h, trzeci, o długości 100 m przygotowany dla potrzeb szkółki narciarskiej. W pobliżu stoku jest punkt gastronomiczny oraz wypożyczalnia i serwis sprzętu narciarskiego, parking. Kontakt ze stokiem pod numerem telefonu: 041 264 14 20.

Baza noclegowa

Hotele: “Bristol”, “Elita”, “Karczówka”, “Kongresowy”, “La Mar”, “Leśny Dwór”, “Łysogóry” “Pod złotą różą”, “Stadion”, “Stella”, “Tara”; Dom Noclegowy “Zacisze”. Obiekty hotelowe: “Hellada”, “Iskra”, “Wójcik”; Pokoje Gościnne: “BaJa”, “Jaga”; Dom Środowisk Twórczych “Pałac T. Zielińskiego”, Schroniska Młodzieżowe: Dom Harcerza w Białogonie, PTSM “Wędrownik”.

Jacnia

Jacnia to wieś położona na południowym skraju gminy Adamów, która leży na południe od Zamościa, przy trasie do Krasnobrodu. W zimie na stoku w Jacni organizowane są “Międzygminne Zimowe Igrzyska dla Dzieci, Młodzieży i Mieszkańców Zamojszczyzny”.

Oferta narciarska

Wyciąg niskiego prowadzenia liny, przeznaczony dla początkujących i dzieci, długość 200 m, trasa narciarska szerokości ok. 60 m, różnica poziomów 30 m, przepustowość 400 os./h, czas wyjazdu ok. 2 min.; Wyciąg talerzykowy, długość 460 m, dwie trasy narciarskie szerokości ok. 30-60 m, różnica poziomów ok. 53 m, przepustowość 900 os./h, nowoczesny wyciąg z wygodnymi i szybkimi urządzeniami holującymi, czas wyjazdu ok. 2,5 min. Wypożyczalnia sprzętu narciarskiego; wydzielone miejsce dla saneczkarzy i początkujących narciarzy, szkółka narciarska i snowboardowa, sztuczne oświetlenie, naśnieżanie i ratrakowanie, parkingi, punkt gastronomiczny. Stok narciarski w Jacni, tel. 048 513 75 95 92. www.jacnia.pl

Baza noclegowa

Krasnobród: Centrum Szkolenia i Rekreacji “Energetyk”, “Gościniec Celina”, Ośrodki Wypoczynkowe: “Jolanta”, “Natura”, “Pszczeliniec”, “Marta”, “Roztocze”, “U Bizunów”, Pokoje gościnne “Michaś”; Zamość: Domki Wypoczynkowe Barbara Kalita.

Krasnobród

Krasnobród, miasteczko położone na Roztoczu Środkowym, w dolinie rzeki Wieprz, otoczone lesistymi wzgórzami posiada 460-metrowy stok Chełmowej Góry.

Oferta narciarska

Wyciąg narciarski orczykowy, jednoosobowy, długość 500 m, różnica poziomów 74 m, oświetlony, parking. Własność: Augustyn Zaśko, tel. 0 605 966 873. Baza noclegowa: Centrum Szkolenia i Rekreacji “Energetyk”, “Gościniec Celina”, Ośrodki Wypoczynkowe: “Jolanta”, “Natura”, “Pszczeliniec”, “Marta”, “Roztocze”, “U Bizunów”, Pokoje gościnne “Michaś”.

Bełchatów

Bełchatów – miasto w województwie łódzkim, od 30 lat przeżywa dynamiczny rozwój dzięki kopalni węgla brunatnego i elektrowni “Bełchatów”. Kompleks narciarski OSiR “Góra Kamieńsk” wybudowany przez KWB Bełchatów SA na zwałowisku zewnętrznym kopalni jest najdłuższym stokiem narciarskim w centralnej Polsce.

Oferta narciarska

Kolej linowa krzesełkowa 4- -osobowa z ruchomym chodnikiem, przepustowość ok. 2000 os./h, różnica poziomów 123 m, szerokość trasy 30- -150 m; wyciąg talerzykowy, długość 160 m, przepustowość ok. 600 os./h, dla początkujących; wyciąg talerzykowy, długość ok. 700 m, przepustowości ok. 800 os./h. Stok oświetlony, trasy naśnieżane, ratraki. Nad bezpieczeństwem narciarzy czuwają ratownicy GOPR. Na miejscu znajdują się: sklep sportowy, wypożyczalnia i serwis sprzętu narciarskiego, szkółka narciarska oraz snowpark. Parking, restauracje, bar kawowy, grill-bar, tel. 044 733 07 77. www.gorakamiensk.info

Baza noclegowa

Sport Hotel, Ośrodek Sportowo-Rekreacyjny “Wawrzkowizna”, Hotele: “Jan”, “Wodnik”.

Parchatka

Parchatka to wieś leżąca na terenie gminy Kazimierz Dolny na Płaskowyżu Nałęczowskim. Przez Parchatkę prowadzą dwa szlaki turystyczne, które krzyżują się i przebiegają częściowo przez wąwóz, przy którym jest wyciąg narciarski.

Oferta narciarska

wyciąg orczykowy jednoosobowy, typu Polsport II, dwie trasy zjazdowe długości 210 m i 230 m, oświetlony i sztucznie naśnieżany, przepustowość 600 os./h., czynny w godz. 9-21. Własność: Przedsiębiorstwo Remontowo-Budowlane Termochem Sp. z o.o., tel. 081 887 58 23.

Baza noclegowa

Parchatka: Agroturystyka “Dom na wsi”, Kazimierz Dolny: Hotele: “Dwa Księżyce”, “Wenus”, “Zajazd Piastowski”, Dom Pracy Twórczej SDP “Dom Dziennikarza”, Hotel “Król Kazimierz”, Ośrodek Oświatowo-Szkoleniowy “Arkadia”, Hotele PTTK

Na marginesie “Złotej 31″, czyli od jury

Gdy w lipcu – jako Wydawca i jako Redakcja – decydowaliśmy się na ogłoszenie “Złotej Pięćdziesiątki” Rynku Turystycznego, byliśmy świadomi, że sprawa nie będzie prosta

Poprzednia edycja konkursu przeprowadzona została w roku 2004, co w mnogości wydarzeń oraz rozmaitych plebiscytów i konkursów skierowanych do podmiotów funkcjonujących na rynku turystycznym, mogło oznaczać, że umarł on śmiercią naturalną. Poprzednia edycja prowadzona była według, delikatnie mówiąc “komercyjnych” zasad, a sposób publikacji rankingu opartego wyłącznie na deklaratywnych danych nie przysłużył się wykazaniu przed uczestnikami i

Czytelnikami transparentnych zasad jego przeprowadzenia. Przy pełnej świadomości pełni sezonu letniego, sygnałów z rynku mówiących, że rzecz “się nie uda” i braku jeśli nie zaangażowania, to przynajmniej życzliwej tolerancji ze strony kilku dużych organizacji zrzeszających podmioty uczestniczące w grze na rynku turystycznym, postanowiliśmy zaproponować branży zestawienie takiego rankingu, który pokaże “kto jest kim” na rynku. I przeprowadziliśmy.

Mamy wrażenie, że mimo zebrania jedynie 31 klasyfikowanych podmiotów – przeprowadziliśmy z powodzeniem. Pozostaje oczywiście pewne uczucie niedosytu, jednakÉ Patrząc na zestawienia publikowane nie w prasie branżowej ale w ogólnopolskiej i opiniotwórczej, widząc nikły udział firm z branży turystycznej w rankingach takich jak “Pięćsetka” tygodnika Polityka, czy “2000″ dziennika Rzeczpospolita, wydaje się, że zebranie nawet tych 31 firm z naszej branży, które zdecydowały się podać w miarę syntetyczne dane na temat swoich wyników, jest sukcesem.

I to sukcesem nie mierzonym liczbą uczestników a tym, że udało nam się zebrać firmy, które nie boją się transparentności swoich działań w tej części obrotu gospodarczego, jaka przypada branży turystycznej. Cieszy nas wreszcie i to, że wśród głosów “nie udało im się” są i takie, które mówią, że nie jest to konkurs “kupowany” lub rozgrywany we własnym “towarzystwie”. To właśnie takie opinie utwierdzają nas w tym, że reaktywacja “Złotej Pięćdziesiątki” była słuszna i że w przyszłym roku należy ten ranking dopracować i rozszerzyć.

Uwag kilka:

- Wyjątkowo skromny odzew uzasadnia twierdzenie, że branża jest:
a) mocno zatomizowana (prawdopodobnie efekt źle rozumianej konkurencji),
b) słabo zorientowana na wypracowywanie wskaźników pokazujących dynamikę i prężność branży (i chyba dlatego duża część działających w naszej branży firm wyznaje zasadę, że lepiej “działać w cieniu”),
c) nie zainteresowana transparentnością działań tworzących ją podmiotów, ani ich wiarygodnym, miarodajnym (weryfikowalnym w wieloletnich cyklach) etc. wizerunkiem,
d) niechętna zewnętrznym inicjatywom, które mogą informować “kto jest kim” w branży; –

Odzew nie dość że nikły, to w dodatku okazał się mocno fragmentaryczny i wybiórczy w udostępnianych danych, które miały być wykorzystane do tworzenia rankingu. Dlatego też postanowiliśmy wykluczyć z udziału w konkursie dwie firmy, które – jakby nie rozumiejąc istoty rankingu – wszystkie pytania merytoryczne opatrzyły (w ich mniemaniu zapewne zabawnym) komentarzem, iż informacje, o które prosiliśmy stanowią ich “tajemnicę handlową”. Z finałowego zestawienia wyeliminowało się przynajmniej kilkanaście innych firm, nadsyłając niekompletne (w jednym lub dwu wskaźnikach) informacje o sobie.

Przyjęta metodologia wyliczania wskaźnika syntetycznego bardzo dotkliwie “karała” za takie braki (a brak choćby jednego parametru powodował straty praktycznie nie do odrobienia). W gronie jury uznaliśmy, że wyniku uzyskanego przez firmy, które nie nadesłały kompletnych danych, nie będziemy ujawniać, gdyż z racji nieporównywalności uwzględnianych w obliczeniach wskaźników osiągnięty przez nie wynik – bez stosownego komentarza – stawiałby je w niekorzystnym świetle; – Dalekie – w dużej części – od kompletności kwestionariusze i znaczne zróżnicowanie wielkości oraz profilów prowadzonej działalności wymusiły na jury rewizję metodologii tworzenia finalnego rankingu.

Zatem o metodologii

- Wyłączyliśmy z prezentacji finalnego rankingu zgłoszenia bez kompletu informacji wykorzystywanych przy jego tworzeniu, co w efekcie zredukowało liczbę uczestników do… zaledwie 31; – Wyniki finalne w całości oparliśmy na wskaźnikach dynamiki wyników osiągniętych w roku 2006 w stosunku do tych z roku 2005 – w zakresie: a/ wielkości oferty (podaż oferowanych miejsc), b/ liczby klientów (wysłanych/obsłużonych osób, także dzieci), c/ globalnej wartości sprzedaży (przychodów) oraz d/ odsetka wydatków na promocję w wolumenie przychodów.

Tak wyliczone (4) wskaźniki dynamiki były następnie indeksowane względem najwyższego wskaźnika dynamiki każdego z uwzględnianych kryteriów, co pozwoliło sprowadzić formalnie nieporównywalne podmioty do wspólnego mianownika oraz mierzyć dystans dynamiki między uczestnikami rankingu. Suma wartości (4) indeksów była następnie uzupełniana 20 punktami za posiadanie katalogu z ofertą na 2007 oraz 1 punktem za każdy rok pozostawania firmy na rynku (gdyż uważamy, że należy premiować stabilność czyli czas pozostawania na rynku, firm tworzących branżę).

Ostateczne wyniki publikujemy w zestawieniu “Ranking 1″. Zestawienie “Ranking 2″ przedstawia wyniki w trzech kategoriach firm: dużych, średnich i małych. Niestety, ze względu na zastrzeżenia znacznej części uczestników konkursu, nie możemy opublikować nadesłanych do redakcji pełnych danych finansowych. Problem podstawowy polega bowiem na tym, że przy tak małej liczbie zgłoszeń, szczególnie mocno ujawniają się różnice skali działania (wielkości) zestawianych w rankingi firm. Pozwoliliśmy sobie więc na zaproponowanie wskazania i nagrodzenia liderów w trzech kategoriach wielkości firm. Inny problem polega na tym, że części ze zgłoszonych firm (wraz z kompletem “opisujących” ich wyniki informacji) w ogóle nie powinno w tym rankingu być (np. hotele, czy firmy świadczące usługi na rzecz szeroko pojętej branży).

Dlatego “zestawianie” rankingu według wskaźników dynamiki wydaje się najlepszym rozwiązaniem, gdyż niwelują one tzw. “efekt skali”. Z drugiej strony takie ujęcie ewidentnie premiuje firmy małe i nowe na rynku, ponieważ w ich wypadku osiąganie dużych wzrostów jest w zasadzie oczywiste i naturalne z racji “wrastania w rynek”. Tak duża dynamika jest oczywiście następstwem wchodzenia na rynek, ale jest również doskonałym wskaźnikiem obrazującym potencjał możliwości wzrostu branży. Potencjał ten jest nadal bardzo duży, mimo że w rankingach tytułów ogólnoinformacyjnych, o których wspomnieliśmy, firmy z branży turystycznej “giną”, osiągając przychody i zyski o wiele mniejsze od firm produkcyjnych. Jesteśmy przekonani, że uda się nam wykazać to w kolejnej edycji konkursu “Złota Pięćdziesiątka – 2008 roku”.

Jury

Jury obradowało w składzie: Joanna Waszkiewicz, dyrektor zarządzająca Wydawnictwa PWS Pro-Media, dr Stanisław Nowicki, Ośrodek Badań Prasoznawczych Uniwersytetu Jagiellońskiego, Andrzej Szafrański, redaktor naczelny Hotelarza i Rynku Turystycznego

Nadchodzi wirtualny sprzedawca

Sprzedaż ofert turystycznych przez Internet dopiero się rozwija, szczególnie w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Mimo to już teraz specjaliści uważają, że klasyczny interfejs komputerowy jest przestarzały i nie gwarantuje odpowiedniego kontaktu z klientem

Rozwinięte rynki turystyczne zachodniej Europy pozostają przykładem wprawdzie dynamicznie – ale nadal rozwijających się rynków turystycznych krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Podczas gdy na Zachodzie sprzedaż bezpośrednia poprzez internetowe kanały dystrybucyjne jest od kilku lat czymś naturalnym, to w krajach naszego regionu dopiero przyciąga coraz więcej dostawców usług turystycznych. Najważniejszymi powodami tak gwałtownego rozwoju usług e-turystyki są: rozpowszechnienie się internetu, rosnąca oferta indywidualnych rezerwacji, zapotrzebowanie na obniżenie kosztów dystrybucji i sprzedaży, a wreszcie rosnący popyt na rozwiązania przynoszące klientowi możliwość łatwego porównywania ofert.

Obserwując wydarzenia na rynkach wschodnich i zachodnich, należy sobie wreszcie zdać sprawę, że internet zmienia już teraz i nadal będzie przyczyniał się do zmian na rynku ofert turystycznych. Według analiz Eyefortravel poświeconych temu sektorowi, wchodzimy w najciekawsze i pionierskie czasy przemiany internetowych rynków podróży i turystyki we wschodniej Europie.
Dlatego warto się przyjrzeć rosnącej nowej roli internetu w tej dziedzinie i wypływających z tego konsekwencji. Europa Środkowo-Wschodnia weszła przed kilku laty w bardzo dobry okres rosnącego popytu przy korzystnych warunkach mikroekonomicznych. Bierze więc udział w rozwoju światowego rynku turystycznego, który według ekspertów z ITO (Światowa Organizacja Turystyki) zwiększy się trzykrotnie do 2020 roku.

Sprzedaż przez internet rośnie

Spoglądając na doświadczenia sektora usług lotniczych wydaje się, że wzrost sprzedaży na ogólnym rynku podróży jest w coraz silniejszym stopniu spowodowany przez wzrost na rynku internetowym (online), natomiast stabilizuje się wzrost na rynkach pozainternetowych (offline). Od roku 2002 do 2006 w Europie stopniowo zwiększał się z 7 do 24 proc. udział sprzedaży wyjazdów turystycznych systemem online w całym rynku europejskim. Na innym, wiodącym rynku azjatyckim, rynek online ma zaledwie 11 proc. udziału w ogólnej sprzedaży ofert.

Wprawdzie w systemie offline w Europie pozostaje nieco mniej rynku niż w Azji, to jednak te nie objęte sprzedażą internetową 76 procent pozostawia wielki potencjał wzrostu dla usług online. Kwestią zasadniczą jest jednak, jak właściwie zająć to wolne miejsce i jak przyciągnąć klientów na rynek usług online. W skali globalnej mamy z tym już do czynienia np. w Stanach Zjednoczonych, które są prawdopodobnie o 3-4 lata przed Europą, a transakcje przez internet w przyszłym roku zaczną tam przeważać nad tradycyjnymi kanałami sprzedaży. Europa Środkowo-Wschodnia na tle rynku sprzedaży podróży online w całej Europie, z udziałem na poziomie 2,4 proc. zajmuje obecnie ostatnie miejsce.

Lepszy wynik mają kraje takie jak Anglia czy Niemcy, które zajmują odpowiednio 34 proc. i 20 proc. rynku. Pokazuje zarówno, że nasz region Europy znajduje się dopiero na początku rozwoju rynku sprzedaży online, jak i ukazuje potencjał tkwiący w całym rynku. Sektorem, który przoduje na rynku sprzedaży usług online w Europie i świecie są linie lotnicze. Dopiero za nimi lokują się hotele, które w USA są o wiele silniej zintegrowane w sieci niż w Europie, w której istnieje więcej niezależnych obiektów. Z tego – wydawałoby się banalnego – powodu amerykańskim sieciom o wiele łatwiej jest wdrażać rozwiązania oparte na dostępie do internetu.

Górą stare przyzwyczajenia

Sprzyjające warunki makroekonomiczne w naszym regionie nie tylko spowodują szybki wzrost usług podróży online. Warto też przyjrzeć się infrastrukturze elektronicznej i nasyceniu internetem w nowych 12 krajach członkowskich Unii Europejskiej, które wprawdzie jest obecnie na poziomie niższym od reszty Europy, jednak systematycznie rośnie.

Liczba osób korzystających z internetu przynajmniej raz w tygodniu w grupy wiekowej od 16 do 74 lat wzrosła przez ostatnie 4 lata z 14 proc. do 32 proc. zbliżając się do średniej europejskiej, która wynosi 46 proc. Wśród tej dwunastki krajów, sytuacja jest zróżnicowana. Z 61 proc. nasycenia pierwsze miejsce zajmuje Estonia, Słowenia i Słowacja, mają one po 50 proc., Polska zajmuje 8 miejsce z 41,5 procentowym nasyceniem w roku 2006.

Jednak kluczowym parametrem w możliwościach korzystania z kompleksowych platform i portali internetowych jest dostęp do szerokopasmowego internetu. Na tle całej Europy pod względem nasycenia szerokopasmowym internetem, Polska zajmuje czwarte od końca miejsce, wyprzedając jedynie Grecję, Rumunię i Bułgarię. Tym co może być dla Polski pozytywną wiadomością jest fakt, że stopień nasycenia internetem nie zawsze przekłada się na udział sprzedaży usług i pakietów podróży online w całym rynku podróży.

Transakcje i zakupy online do pewnego stopnia zależne są bowiem od warunków kulturowych i społecznych danego kraju. Kraje skandynawskie, które przodują w statystykach opartych na liczbie użytkowników internetu, są dopiero na trzecim miejscu pod względem liczby klientów sięgających po usługi i produkty podróżnicze online. Natomiast Anglia czy Niemcy, czyli kraje, gdzie internet jest mniej powszechny wśród użytkowników, wyprzedzają pod tym względem Skandynawię.

W Polsce warunki przyjazne do rozwoju rynków online właśnie się rozwijają. Zdaniem Radosława Dutkowskiego, dyrektora handlu elektronicznego w Polskich Liniach Lotniczych LOT, odnotowujemy coraz bardziej pozytywne nastawienie społeczeństwa do internetu. Zwiększa się dostęp do kart płatniczych, rośnie bezpieczeństwo transakcji online. Jednak, mimo że posiadanie karty kredytowej w Polsce stało się czymś powszechnym, to dokonanie zakupu biletu systemem online pozostaje dla osób początkujących bardzo złożoną czynnością.

Przewoźnicy narzekają na marże

Tym bardziej, że w Polsce stopień wykorzystania internetu przez konsumentów, dostawców usług i produktów dopiero zaczyna rosnąć. Obecne nasycenie internetem osiągnęło poziom 41,5 proc. całej populacji, a sprzedaż produktów biur podróży kanałami online dochodzi zaledwie do 10 proc. całego rynku. Dla wielu to zbyt mało, by można swobodnie rozwinąć interes. Szczególnie w sytuacji, gdy polski rynek ofert i biur podróży pozostaje bardzo rozdrobniony, dzięki czemu prowizje agencyjne utrzymują się na poziomie 10-15 proc. netto, podczas, gdy na innych rynkach, np. w Czechach, wynoszą one 6-7 proc.

W tej sytuacji, tani przewoźnicy lotniczy (LCC – low cost carriers) doczekać się nie mogą chwili, kiedy będą mogli zrezygnować z pośrednictwa biur turystycznych. Mało to dziwi, bo przecież LCC konkurują między sobą i z tradycjonalnymi przewoźnikami, głównie cenami. Przykładowo – dla Skyeurope w Europie Zachodniej – odsetek sprzedaży biletów lotniczych online sięga 95 proc., a w Rumunii, Bułgarii, czy Słowenii linia nie może obejść się bez biur podróży, które sprzedają dla niej 35 proc. biletów.

Bez konsultacji ani rusz

Koszty pośrednictwa wymuszają na operatorach poszukiwanie tańszych kanałów dystrybucji. Taką innowacją była kiedyś próba dotarcia do klientów poprzez usługi call center. Inną, związaną już z internetem, była współpraca z biurem podróży online. Teraz tacy wielcy operatorzy jak Biuro Podróży Orbis, TUI, czy Neckerman konkurują z biurami podróży online (OTA) w poszukiwaniu tańszych kanałów sprzedaży produktów i pakietów.

Zdaniem Tomasza Moroza, prezesa Traveplanet.com konkurencja w tym segmencie rynku będzie się zwiększała w przyszłości. Tańszym i nowym sposobem na zdobycie klientów jest współpraca z popularną metawyszukiwarką Google, która zdobyła 95 proc. udział w polskim rynku. To istotne, bo metawyszykiwarka stanie się od przyszłego roku nowym i outsourcingowym kanałem dystrybucji.

Klienci wchodząc na metawyszukiwarkę mogą otwierać strony najbardziej interesujących ofert, porównać oferty biur i touroperatorów oraz wykonać zakupy. Wiąże się to z koniecznością zainwestowania przez sprzedawcę w technologie rezerwacji online na swoich stronach internetowych i podzieleniem się niedużą prowizją z metawyszykiwarką. Siła finansowa wielkich operatorów jest większa niż poszczególnych biur podróży online, a co za tym idzie stać ich na takie technologie.

Czy to zapowiada koniec biznesu OTA w Polsce, zanim jeszcze się rozwinie? – To nowe wyzwanie a nie koniec biznesu – zapewnia Tomas Moroz. Prawdziwa wartość dodana i klucz sukcesu internetowych biur podróży zawiera się w kilku elementach. Klient, tym bardziej z Polski, szuka jak najlepszej ceny z możliwością porównania ofert w internecie. Należy tworzyć usługi internetowe z najwyższą jakością usług online, dokładne katalogi online, internetowe centra obsługi klienta lub call-center, czyli pomoc techniczną przez telefon.

Ważnym elementem, charakterystycznym dla klientów z Europy Środkowo-Wschodniej jest to, że wymagają oni o wiele więcej opieki i prostoty przekazu informacji, niż klienci z pozostałej części kontynentu. Według ekspertów, kluczem sukcesu na rynkach tej części Europy, jest na tym etapie tak zwane “consultative selling”, czyli sprzedaż konsultatywna. Klienci potrzebują porady eksperta, jak najlepiej podróżować do wybranego celu, gdzie przenocować, co na miejscu zwiedzać.

Dla Polaka chcącego zaprosić swoją żonę do Paryża, to miasto wygląda na tyle obco, że tylko tradycjonalny kontakt z biurem podróży, a nie strona internetowa, może udzielić wyjaśnień na ten temat. W odwrotnej sytuacji jest Francuz, który informacje o Warszawie lub o innych wschodnich miastach bez konsultacji znajduje w internecie. Tradycyjne biura podróży pełnią zatem niezbędną rolę doradczą offline. I to stanowi zasadniczą różnicę miedzy rynkami Europy Zachodniej i Wschodniej.

Przyszłość raczej bliska

Dopóki platformy internetowe nie będą zapewniać klientom właściwej informacji lub możliwości konsultowania offline, to możemy się liczyć z sytuacją, gdzie klient będzie wchodził do biura podróży z pytaniami. Natomiast po otrzymaniu wszelkich informacji wróci do domu i dokona zakupu podróży w internecie. Im więcej klientów dokonywać będzie zakupów podróży online, tym bardziej będą w tym doświadczeni i ominie ich etap w biurze podróży.

Pod warunkiem, że portale OTA dążyć będą do ułatwienia klientowi wszelkich czynności na stronach internetowych. W sukcesie danego portalu sprzedającego oferty turystyczne online pomagają wszelkie oferowane usługi call center, live czat, lub user content reviews (fora internetowe), platforma wielojęzykowa, oferty specjalne, automatycznie wysyłanie maili z wyselekcjonowanymi ofertami, strony które dają możliwość porównywania ofert, wirtualne katalogi z pełnymi zdjęciami i dodatkowe oferty z cross-sellingu.

Przyszłość na rynku sprzedaży ofert turystycznych, to miedzy innymi bardziej zaawansowane, funkcje wyszukiwania ofert, strony rezerwacji specyficznie udostępnione firmom, dobrze rozwinięta i natychmiastowa pomoc przez internet, a nawet wybór i zakup podróży przez telefony komórkowe, czy w e-telewizje. – Ludzie przyzwyczajeni są do komunikowania się naturalnym sposobem, i tego właśnie trzeba im dostarczyć przez internet – mówi Radosław Dutkowski.

Za pięć lat sieć internetowa umożliwi ogólne wykorzystywanie “reach media”, to znaczy powstaną strony internetowe, które rozpoznają profil użytkownika i wykorzystają wszelkie nowe narzędzia mediów, aby do niego jak najskuteczniej dotrzeć i zaciekawić. Obecny proces, w którym klient wpisuje zapytania do wyszukiwarki i przegląda odpowiedzi, zostanie zastąpiony przez bardziej inteligentne rozwiązania, także w kontaktach mailowych z klientami gdzie nastąpi automatyzacja. Wyszukiwarki są już przestarzałym interfejsem, o szablonie mało zróżnicowanym i oferującym zbyt mało funkcji oprócz wyszukania.

Nowa inteligentna sieć internetowa ma wnieść nowe stosunki między człowiekiem, komputerem i interfejsem aplikacyjnym. Będzie można komunikować się bezpośrednio tekstem lub głosem z komputerem, telewizją lub telefonem. To jest właśnie przyszłość internetu. Nazwać ją można Web 3.0 – siecią internetową będącą inteligentnym oprogramowaniem, który umożliwia komunikowanie się naturalnym językiem. Technologia ta pozwoli mu doradzić, skalkulować ceny ale na szczęście wybór zawsze będzie należał do klienta.

Do Baden-Baden u najbliższych sąsiadów

Coraz więcej kuracjuszy, również z Polski,
decyduje się na
połączony z zabiegami
wypoczynek w czeskich,
słowackich, ukraińskich,
białoruskich czy litewskich
uzdrowiskach.
Gdzie mieszczą się więc
największe
i najpopularniejsze
ośrodki i jakie
schorzenia leczą

Przed ponad wiekiem polska arystokracja, bogate ziemiaństwo i członkowie rodzącej się klasy przemysłowców dla odpoczynku, nabrania sił i podreperowania zdrowia, a także z czystego snobizmu jeździło “do wód” za granicę. W nowszych nam czasach – drugiej połowie XX wieku, co wyżej ulokowani przedstawiciele nomenklatury lub przodownicy pracy bywali w uzdrowiskach położonych nad Morzem Czarnym, republikach nadbałtyckich ZSRR (obecne: Estonia, Litwa, Łotwa), w Czechosłowacji i na Węgrzech.

Dziś “u wód”, czyli w sanatoriach położonych w miejscowościach uzdrowiskowych za naszymi najbliższymi granicami, może bywać każdy średnio sytuowany Polak. Ba, bywanie to – jeśli opłacane wyłącznie z własnej kieszeni kuracjusza – jest często tańsze, a i może działać bardziej leczniczo, niż goszczenie w wielu rodzimych sanatoriach.
Biorąc pod uwagę, że tygodniowy pobyt z pięcioma zabiegami w Polanicy Zdroju może kosztować 2 tys. zł, zaś w Szczawnicy 2,2 tys. zł, to oferta zagranicznych sanatoriów wydaje się całkiem atrakcyjna. Za dwutygodniowy pobyt w Truskawcu na Ukrainie Polak zapłaci
1,3 tys. zł, natomiast w Odessie 1,5 tys. zł (ceny obejmują podstawowe zabiegi).

Nic więc dziwnego, że uzdrowiska te są wybierane przez Polaków częściej niż krajowe, a coraz więcej biur podróży wprowadza do swej oferty wyjazdy do zagranicznych sanatoriów.

Drożej jest w krajach, które wraz z Polską weszły do Unii Europejskiej, jednak za cenę porównywalną do pobytu w rodzimym uzdrowisku kuracjusz dostaje odpowiednio więcej. I o ile może to nie dotyczyć samych zabiegów, bo te są zbliżone (jakościowo i cenowo) do oferowanych w kraju, to poza zmianą klimatu (co samo w sobie jest w opinii lekarzy wyśmienitą kuracją) dostaje szereg atrakcji niedostępnych jeszcze w polskich uzdrowiskach. W dużym skrócie prezentujemy poniżej najważniejsze ośrodki sanatoryjne u naszych południowych i wschodnich sąsiadów.


Czechy

Republika Czeska, ze względu na kilkaset źródeł leczniczych i obfite występowanie leczniczej borowiny jest zaliczana do światowych potęg balneologicznych. Najsłynniejsze uzdrowiska czeskie znajdują się na zachodzie kraju. Należą do nich Karlove Vary z dwunastoma źródłami termalnymi, Franciszkowe Łaźnie i Mariańskie Łaźnie, które poza około 140 źródłami mineralnymi, przyciągają secesyjną architekturą.

Spośród innych miejscowości warto wymienić leżące na Morawach Południowych, około 20 km na południowy wschód od Zlina Luhaovice, uzdrowisko Priessnitz z pierwszym na świecie instytutem wodoleczniczym, czy położone w Parku Krajobrazowym Jesioniki uzdrowisko Karlova Studanka, z jedynym w swoim rodzaju górskim klimatem. Niemal stuletnią tradycją leczenia narządów ruchu może poszczycić się uzdrowisko Bohdane pod Pardubicami.

Słowacja

Słowacja z ponad 1,3 tys. źródeł wód termalnych i mineralnych jest jednym z uzdrowiskowych potentatów Europy. Do najpopularniejszych słowackich uzdrowisk należą: Pieszczany, Trenãianske, Turãianske i Rajecké Teplice, Bardejovské Kupele, Vyżné Rużbachy, Dudince, Bojnice i Sliacz. Z uzdrowisk klimatycznych to Śtrbské Pleso, Smokovec i Tatrzańska Kotlina. W 21 słowackich uzdrowiskach leczone są choroby: kardiologiczne, układu trawienia i przewodu pokarmowego, nerwice, choroby skórne, choroby kobiece, przemiany materii, układu ruchu i schorzenia kręgosłupa, układu krążenia, cukrzyca, choroby dróg oddechowych oraz choroby XXI wieku, takie jak otyłość czy stres.

Węgry

Na Węgrzech położonych jest dziesięć najpopularniejszych miejscowości uzdrowiskowych. W zachodnich Węgrzech położone jest Bük, które zostało rozsławione dzięki znajdującym się tu kąpieliskom leczniczym. Opodal Budapesztu leży miasteczko Érd, w którym woda termalna ma temperaturę powyżej 42ĄC i pochodzi ze złóż położonych na głębokości 800 m. Jednym z najbardziej znanych uzdrowisk węgierskich, nazywanym często “Mekką chorych na reumatyzm”, jest Hajdúszoboszló.

W tym położonym 200 km od Budapesztu w północnej części Niziny Węgierskiej uzdrowisku, woda w basenach termalnych ma zróżnicowaną temperaturę, co w połączeniu z zabiegami balneo- i fizykoterapii pozwala leczyć dolegliwości: dermatologiczne, neurologiczne, powypadkowe, pooperacyjne, bóle pleców, narządów ruchu oraz dolegliwości ginekologiczne. Z pozostałych miejscowości warto wymienić: Harkány, Héviz, Ráckeve, Visegrád, Zalakaros i Tamási.


Ukraina

Najbliżej granicy z Polską miejscowości uzdrowiskowe, umożliwiające leczenie schorzeń przy wykorzystaniu surowców lokalnych w kontakcie z miejscową przyrodą, występują po ukraińskiej stronie Roztocza. W uzdrowisku Niemirów przy wykorzystaniu wody mineralnej z siarkowodorem leczone są m.in. schorzenia przewodu pokarmowego. Natomiast w sanatorium Szkło leczenie odbywa się z pomocą m. in. źródeł siarkowodorowych i borowin torfowo-mineralnych.

W uzdrowisku znajduje się źródło wody mineralnej Naftusia. Niedaleko od granicy położony jest również inny uznany ośrodek sanatoryjny – Truskawiec. Do najliczniej odwiedzanych uzdrowisk karpackich należy bogaty w źródła szczawinowe Burkut. Największym uzdrowiskiem nad Morzem Czarnym jest Odessa, która jest miastem obfitującym w wody mineralne i złoża borowiny z licznymi zakładami kąpielowymi i dobrze zagospodarowanymi plażami. Pozostałe znane miejscowości uzdrowiskowe Krymu to: Jałta, Symferopol, Eupatoria, Ałuszta.

Białoruś

Białoruś posiada bardzo dobre warunki do leczenia uzdrowiskowego w postaci łagodnego klimatu (klimatoterapia), wód mineralnych i borowiny. Wody mineralne – siarczano-wapniowe, magnezowo-sodowo-wapniowe – występujące w centralnych i północno-zachodnich rejonach kraju wykorzystuje się do leczenia chorób układu trawienia i dróg żółciowych.

Natomiast wody siarczanowo-chlorydowo-solankowe, znajdujące się w centralnej i wschodniej części Białorusi, wykorzystywane są do leczenia chorób układu trawienia i zaburzeń przemiany materii. Najwięcej sanatoriów znajduje się w rejonie Mińska, Naroczańskiego Parku Narodowego, Grodna, Puszczy Białowieskiej i Polesia. Popularne są m.in. takie miejscowości, jak Woupa k. Grodna czy Baranowicze w obwodzie brzeskim.

Litwa

Wprawdzie Litwa słynie z jednego tylko, jednak najlepszego bodaj w północno-wschodniej Europie uzdrowiska, jakim są odwiedzane przez 100 tys. kuracjuszy rocznie Druskienniki. Duży zakład balneoterapii i osiem czynnych sanatoriów umożliwiają leczenie wielu dolegliwości. Szczególnie cenne są borowiny zaliczane do najlepszych w Europie, stosowane przy schorzeniach kręgosłupa, stawów i reumatyzmie.

Licznie przybywają osoby cierpiące na: choroby serca i naczyń krwionośnych, układu trawiennego, nerwowego, kostno-mięśniowego, cukrzycę, astmę, otyłość, choroby narządów oddechowych i inne. Oprócz kąpieli i picia wód stosuje się inhalacje, fizjoterapię, masaże, zioła, gimnastykę, pływanie. Doskonały relaks przynoszą spacery po sosnowym lesie. Jednak Druskienniki to nie jedyne litewskie uzdrowisko – mniej popularne są: Połąga, Birsztany i Judokrante.
Kończąc ten – siłą rzeczy – skrótowy przegląd największych i najpopularniejszych ośrodków uzdrowiskowych u naszych południowych i wschodnich sąsiadów, warto pokreślić, że baza ta jest na ogół konkurencyjna wobec polskiej. Tendencja do korzystania z niej będzie się nasilać nie tylko u polskich, ale również zachodnich klientów, ponieważ koszty leczenia zarówno w naszym kraju, jak i większości krajów UE wciąż rosną.

A zjawisko starzenia się mieszkańców Europy jest coraz wyraźniej dostrzegalne. Polskie uzdrowiska, w których prawie 80 proc. kuracjuszy opłacających samodzielnie pobyt stanowią obcokrajowcy, niby to dostrzegają, jednak inwestycje i ich rozwój są skutecznie hamowane przez przeciągający się proces prywatyzacji. W ubiegłym roku liczba kuracjuszy z zagranicy spadła o około 10 proc., bo konkurencję wygrywają przede wszystkim uzdrowiska czeskie i słowackie. W kontekście wzrostu popularności Ukrainy, wśród zagranicznych turystów i przewidywanym w najbliższych kilku latach doinwestowaniem tamtejszej bazy sanatoryjnej, warto pomyśleć albo o szybszej prywatyzacji polskich uzdrowisk, albo o wspólnej dla nich strategii. Wypaść z tego rynku jest bardzo łatwo, ale potencjalna próba powrotu może okazać się dwa razy droższa (wyższe nakłady plus utracone zyski) niż niezbędne na dziś nakłady inwestycyjne.

Zygmunt Zimny

PS.
Sytuacji polskich sanatoriów,
stanowi obecnemu i perspektywom
turystyki medycznej w kontekście dynamicznego rozwoju rynku SPA&wellness poświecimy specjalny dodatek do RT,
który ukaże się w najbliższym kwartale.

Karlowe Vary, perła czeskich uzdrowisk,
kąpieli w ich źródłach zażywano już w XVII wieku, jest też “ojczyzną” Beherovki

Franciszkowe Łaźnie, czyli czeski półwysep w Niemczech

Mariańskie Łaźnie, to nie tylko źródła mineralne,
ale również wspaniała secesyjna architektura
- na zdjęciu kolumnada

Park Wodny w Druskiennikach

Rynek Turystyczny październik 2007

Koleją turyści, koleją

Spadek atrakcyjności kolei, jako środka transportu zbiorowego, spowodowany rozwojem lotnictwa i transportu drogowego, paradoksalnie zaowocował wzrostem jej popularności
jako i środka, i celu uprawiania turystyki. W Polsce turystyka kolejowa jest jeszcze na tyle mało popularna, że nie została wpisana na listę produktów turystycznych. Szkoda, bo takie miejsca, jak chociażby Lokomotywownia Wolsztyn, są przez wielu turystów z Ameryki, Australii czy Azji
o wiele silniej kojarzone z Polską niż Warszawa albo Kraków.

Słowo kolej jednoznacznie kojarzy się z szynami i lokomotywą ciągnącą wagony. A przecież kolej to nie tylko “zwykłe” pociągi ale także kolej wąsko i szerokotorowa, to kolej jednoszynowa, linowa i linowo-szynowa, zębata, czy wreszcie magnetyczna. Faktem jest, że kolej tradycyjna jest najpopularniejszym i występującym najczęściej środkiem komunikacji zaliczanej do kolejowej.

Rok rocznie przewozi ona na całym świecie niemal 4,9 mld pasażerów a całkowita długość szynowych linii kolejowych przekracza 1,1 mln kilometra. Po okresie wyraźnego zachwiania przewozów pasażerskich na korzyść samochodu i samolotu pasażerowie znów wracają do pociągów, które w krajach “starej” Unii Europejskiej odnotowują ostatnio 3 proc. wzrost liczby przewożonych osób. Już na początku działalności pierwszych linii kolejowych eksploatujące je przedsiębiorstwa doceniły wagę turystyki. Jej znacznie wzrosło, gdy stwierdzono wyraźną zależność między wielkością ruchu wycieczkowego a rozwojem miejscowości położnych w pobliżu szlaków oraz wzrostem poziomu życia ich obywateli.



Czarujące wąskotorówki

Pierwszym obiektem zainteresowania turystów kolejowych w Polsce były tzw. wąskotorówki, czyli koleje o rozstawie szyn mniejszym niż 1,44 m. Na terenie obecnej Polski funkcjonowało łącznie
ok. 150 linii takich kolejek, służących głównie do celów przemysłowych
(2/3 ogólnej liczby) lub pasażerskich.

Te powstałe zazwyczaj na przełomie
XIX i XX wieku linie zaczęto likwidować
w połowie lat 50. A im coś staje się bardziej unikatowe, tym większe zaczyna budzić zainteresowanie. Obecnie
z mniejszym lub większym powodzeniem na rynku przewozów turystycznych funkcjonuje w Polsce około 30 linii wąskotorowych. “Normalna” kolej ma swoje muzeum, a swoje w Sochaczewie wąskotorowa (oddział Muzeum Kolejnictwa w Warszawie).

W dodatku od maja do października
z muzeum można wyruszyć zabytkową kolejką do Wilcz Tułowickich
w Puszczy Kampinoskiej.

Wiele form turystyki bierze swoją nazwę od sposobu przemieszczania się turysty. Można wyróżnić turystykę pieszą, kolarską, morską – opisywane w wielu poradnikach turystycznych. Samodzielny byt znalazła również turystyka kolejowa. Dawniej kolej umożliwiała dostęp do miejscowości wypoczynkowych. Dzisiaj, będąc jednocześnie atrakcją turystyczną, sama staje się dobrem turystycznym i głównym motywem podróży.

Wycieczki po szynach

Początki tej formy turystyki kojarzone są z otwarciem na Wyspach Brytyjskich w 1825 roku pierwszej linii kolejowej, łączącej Stockton z Darlington. Zorganizowane wycieczki pociągiem zaczęły pojawiać się już w 1840 roku, za sprawą młodego Anglika – Thomasa Cooka. Pierwsza z nich umożliwiała 500-osobowej grupie wyjazd na odległość 24 km z Leicester do Loughborough. Uczestnikami tej podróży były wybrane osoby, przede wszystkim żyjące i pracujące w niezwykle ciężkich warunkach.

Wycieczki stały się sposobem relaksu oraz odmiany w trudnych i monotonnych warunkach życiowych. Od zorganizowania pierwszej wycieczki kolejowej minęło ponad 150 lat, a nazwisko Cooka w nazwie biura podróży i rezerwacji biletów kolejowych pozostaje do dziś gwarancją wysokiego poziomu świadczonych usług. Współcześnie zarządy wielu linii kolejowych, współpracując z wybranymi biurami podróży, organizują wycieczki dla większych grup turystów. W Szwajcarii, Niemczech, Austrii, a nawet na Węgrzech kolej staje się produktem turystycznym. Sama podróż komfortowym pociągiem z przestronnymi oknami, wyposażonym niekiedy w wagon restauracyjny z narodową kuchnią, jest jedną z największych atrakcji. Najbardziej znane są szwajcarskie pociągi turystyczne, których trasy uznano za najpiękniejsze w Europie. Niektóre biura podróży organizują również kilkudniowe wycieczki kolejowe, w taki sposób, aby turyści mogli odwiedzić kilka krajów. Środek transportu zapewnia wtedy usługi noclegowe, gastronomiczne i kulturalno-rozrywkowe.

Najlepszym przykładem wycieczki kolejowej, która spełnia rolę pełnego produktu turystycznego jest podróż “Orient Expressem” – najsławniejszym pociągiem na świecie.


Na kolejowego “stopa”

W Polsce turystyka kolejowa jest jeszcze nie tylko stosunkowo mało popularna, ale i mało znana, więc nie została jak dotąd wpisana na listę produktów turystycznych. Popularyzatorem tej formy turystyki po wybudowaniu pierwszych odcinków tras był Mieczysław Orłowicz, który w 1926 r. opublikował “Ilustrowany przewodnik kolejowy”. Dzisiaj ogromną rolę odgrywają kluby miłośników kolei (np. Klub Turystyki Kolejowej Tendrzak na Pomorzu Gdańskim), których głównym celem jest popularyzowanie transportu kolejowego poprzez organizowanie imprez, zlotów, a przede wszystkim przywracanie i tworzenie nowych tras turystycznych. Na początku podróż koleją miała charakter krótkich dojazdów w celach turystycznych. Nowe i ważne oblicze zyskała w drugiej połowie XX wieku.

Zainteresowanie historią dróg żelaznych w Polsce, a także turystyką kolejową gwałtownie wzrosło w połowie lat osiemdziesiątych. Zaczęły powstawać liczne organizacje zrzeszające miłośników kolei, dla których organizowano wycieczki kolejowe. Turyści początkowo odbywali swoje podróże koleją ze względu na zainteresowanie pojazdami trakcyjnymi (lokomotywami, wagonami itp.) i tzw. statystyką kolejową. Organizowano imprezy dla miłośników kolei i przemierzano trasy niedostępne dla zwykłych pasażerów. Odwiedzano muzea kolejowe, skanseny, parowozownie, dworce, a także obiekty inżynieryjne. Ten rodzaj podróży jest zaliczany do tzw. turystyki przemysłowej.

Wiele zabytków techniki bowiem zostało włączonych właśnie do tej kategorii. Dziś popularne stały się kilkudniowe wycieczki kolejowe, preferowane przede wszystkim przez osoby młodsze. Wycieczki organizowane są w Polsce, a także tam, gdzie funkcjonuje kolej jako nowoczesny, szybki, bezpieczny i doskonale zorganizowany środek transportu (np.: w Czechach, Austrii, Szwajcarii). Wycieczki kolejowe mogą odbywać się w pociągach po zakupie ważnego biletu lub na tzw. “kolejowy autostop”.

W drugim wypadku turyści podróżują w lokomotywie lub pociągach technicznych bez ważnego biletu, ale za zgodą maszynisty lub konduktora.
Każdy turysta ma do wyboru różnego rodzaju przewozy koleją. W zależności od charakteru i rodzaju podróży oraz własnych upodobań i zainteresowań turysta może przemieszczać się pociągami rozkładowymi, a także tymi, które działają czasowo lub na specjalne życzenie turystów.

Turystyczne rodzaje
przewozów

Dużym powodzeniem cieszą się pociągi turystyczne normalnotorowe, np.: Pociąg Papieski w Polsce czy Glacier Express w Szwajcarii. Skład pociągu wyposażony jest w nowoczesne i panoramiczne wagony, aby turyści mogli podziwiać przepiękne widoki. Oddzielną grupę stanowią pociągi retro (np.: Ciuchcia Retro), które składają się z historycznych wagonów ciągniętych przez parowóz.

Przejazdy są organizowane na trasach atrakcyjnych widokowo i historycznie. Podróż zabytkowym składem prowadzonym przez parowóz lub lokomotywę spalinową daje możliwość spotkania nie tylko z koleją, jej bogactwem historycznym i technicznym, ale także z historią tras i przyrodą. Bardzo popularne są fotoskopy, czyli specjalnie zaplanowane postoje pociągu, aby turyści mogli zrobić pamiątkowe zdjęcia.


Nie tylko Orient Express

Najsłynniejszym pociągiem świata jest luksusowy Orient Express, który pod szyldem spółki Compagne Internationale des Wagons-Lits, trasą o długości 2880 km kursował z Paryża do Konstantynopola. Trasą tą jeździł od roku 1883 do 1977,
z przerwami na obie wojny światowe.
Był to jedyny środek transportu łączący wschód i zachód Europy, uosobienie komfortu i bogactwa.

Luksusowe wagony sypialne i wagony restauracyjne słynące
ze swej kuchni sprawiły, że pociągiem podróżowały osoby szlacheckiego pochodzenia, dyplomaci i ludzie biznesu. Krążący dziś po Europie pod szyldem Orient Expressu pociąg jest niestety już tylko widmem dawnej świetności. Do rangi luksusowych urosły za to inne pociągi kursujące po atrakcyjnych turystycznie liniach Ameryki Północnej i Południowej
czy Afryki, takie chociażby, jak: Blue Train, czy Shongololo Express.

Oferta pociągów turystycznych jest wzbogacana przez koleje wąskotorowe. W Polsce środkami transportu są zazwyczaj stare lub stylizowane kolejki wąskotorowe. Bardzo często są to obiekty zabytkowe, o szczególnym znaczeniu historycznym. Specyficznym rodzajem wąskotorówek są kolejki parkowe (np.: “Maltanka” w Poznaniu) o przeznaczeniu typowo turystycznym i rekreacyjnym. Funkcjonują jako wyjątkowa atrakcja dużych parków miejskich. Największą atrakcją kolei wąskotorowych jest oczywiście sam przejazd taborem, którego mała prędkość (od 20 km/h do 40 km/h) pozwala w pełni podziwiać okoliczny krajobraz. W programie wycieczki wąskotorówką może być zwiedzanie muzeów, budynków stacyjnych, oglądanie mostów kolejowych i tuneli czy zabytkowego taboru. Oprócz samego przejazdu organizatorzy przeważnie przygotowują dodatkową ofertę turystyczną. Obejmuje ona programy dotyczące historii i atrakcyjności regionu.

Dodatkowym urozmaiceniem są liczne konkursy, występy, zabawy kolejowo-edukacyjne, pikniki z ogniskiem czy specjalne inscenizacje (np.: napad na pociąg).
Wyjątkowych przeżyć dostarczają przewozy drezyną (np.: Kolej Drezynowa w Kolbudach), które organizowane są na nieczynnych liniach kolejowych. Głównym punktem programu oprócz samego przewozu są zawody drezynowe. Najlepszym tego przykładem mogą być Mistrzostwa Gdańska w Jeździe Drezyną na Czas.



Koleją po Polsce

Pierwszą linię kolejową na terenie obecnej Polski, z Wrocławia do Oławy, otwarto
w roku 1841. Pięć lat później pociąg wyruszył na pierwszy odcinek
linii warszawsko-wiedeńskiej.
Dzisiejsza długość linii kolejowych
w Polsce to około 23 tys. km, z czego ponad 3 tys. to szlaki o ruchu zawieszonym. Nie zmienia to faktu, że od roku 1985
łączna długość “torów” zmniejszyła się
o ok. 15 proc. Zmniejszyła się również liczba pasażerów przewożonych koleją. Podczas gdy 10 lat temu stanowili oni ok. 33 proc. wszystkich osób przewiezionych środkami transportu, to obecnie jest to
już “niemal” 25 proc. (w roku 2006 koleje przewiozły 265,3 mln osób). Ile z nich stanowią turyści kolejowi? Trudno powiedzieć, bo za turystę kolejowego można uznać nawet kogoś,
kto po prostu “lubi jeździć pociągiem”.

Uzupełnieniem przejazdów pociągami turystycznymi i drezyną mogą być koleje specjalne. Są to środki transportu do celów czysto turystycznych, przeważnie usytuowane na terenach górskich. Podróżowanie kolejkami linowymi na obszarze górskim jest szczególnie atrakcyjne,
bo daje możliwość obserwowania zmieniającego się krajobrazu z pozycji innej niż ta, jaką ma turysta pieszy. Największym powodzeniem wśród turystów w Polsce cieszą się letnie przejazdy kolejką na Gubałówkę, Kasprowy Wierch i Górę Parkową w Krynicy.


Atrakcje architektoniczne i imprezy

Jednym z walorów turystyki kolejowej są trasy kolejowe, niektóre z nich uważane za prawdziwe cuda sztuki inżynierskiej. W kraju takim jak Polska linie kolejowe biegną przez tereny szczególnie atrakcyjne krajobrazowo i często same w sobie stanowią atrakcję turystyczną. Wiele linii jest bogatych w historię i wartości architektoniczne.

Wiele z nich przebiega przez liczne mosty, wiadukty i tunele, które same w sobie mogą okazać się dodatkowym atutem podróży. Wiele linii kolejowych jest położonych w najatrakcyjniejszych regionach naszego kraju. Linia Władysławowo – Hel, Kłodzko – Kudowa Zdrój i Chabówka – Nowy Sącz to jedne z najpiękniejszych tras kolejowych w Polsce. Większość z nich prowadzi przez malownicze obszary górskie.


Skansen, nieskansen

Parowozownia w Wolsztynie, która w tym roku obchodzi 100. rocznicę powstania jest jedynym w swoim rodzaju skansenem, ponieważÉ część znajdujących się w jej zasobach lokomotyw codziennie obsługuje planowy ruch pociągów na trasach
do Poznania i Leszna.
Parowozownia była promowana
na tegorocznych targach turystycznych ITB
w Berlinie, chociaż i bez tego jest ona znana miłośnikom kolei i starych parowozów z USA, Australii i Japonii.

Co ciekawe, wielu z nich nigdy nie było
w Warszawie lub Krakowie, ponieważ przyjeżdżali tylko i wyłącznie na “Parady parowozów”. Jednym z najbardziej znanych i w dodatku czynnych eksponatów parowozowni jest “Piękna Helena”, czyli polski parowóz PM-36 z końca lat 30.,
który jeszcze w roku 2003 pobił swój rekord prędkości, “wyciągając” 130 km/h.

Dużym powodzeniem cieszą się różnego rodzaju imprezy i zloty organizowane dla turystów. Imprezy takie jak: “Ogólnopolskie Turystyczne Kolejkowe Śpiewanie” czy “Blues Express Festival” już na stałe wpisały się do kalendarza rozrywek związanych z koleją. Oprócz tego powstają różnego rodzaju imprezy okolicznościowe (np.: Dzień Dziecka z Ciuchcią). Miłośnicy kolei kolekcjonują również wiele pamiątek związanych z transportem kolejowym. Mogą to być ogólnodostępne pocztówki, bilety, czasopisma i książki, a także pamiątki (np.: tablice parowozów) mające wartość historyczną.

Dla osób lubiących częste podróże koleją wprowadzono Kolejową Odznakę Turystyczną PTTK. Głównym celem tej odznaki jest popularyzacja turystyki kolejowej w naszym społeczeństwie.

Retro PKP, czyli tłok na stacji

Gdyby ktoś mi powiedział, że kogoś, kto jeszcze
dwadzieścia lat temu niemal codziennie jeździł
piętrowym składem pasażerskim, ciągniętym
przez parowóz, potrafi taka podróż retro zabawić,
to pewnie bym nie uwierzył. Tymczasem…

Pod koniec lipca miałem okazję odbyć podróż składem retro Costerina na trasie Gdynia – Kościerzyna i z powrotem. W sumie kilkadziesiąt kilometrów magistralą węglową Śląsk – Gdynia, zbudowaną na początku lat 30. ubiegłego wieku. Na 15 minut przed podstawieniem pociągu na peronie nie było nikogo, a na pięć peron był pełen. Matki z dziećmi, dorośli z plecakami i młodzież z aparatami fotograficznymi.

Wrażenie zrobił już parowóz ciągnący skład, a wzmocnił je tylko tłum, który rzucił się do wagonów. Po pierwszej gorączce okazało się, że wszyscy mają miejsca siedzące i nikt kto nie chce, nie musi stać. W pociągu miła obsługa złożona z członków Pomorskiego Towarzystwa Miłośników Kolei Żelaznych, które pomaga promować nie tylko skansen “Parowozownia Kościerzyna”, jeden z celów wycieczki, ale również pociągi retro kursujące w województwie pomorskim.

Co interesujące konduktor i członek towarzystwa miłośników kolei, okazał się być w “cywilu”É pracownikiem PKP. Przewodnik w pociągu był niepotrzebny, bo jego rolę pełnili nastolatkowie, którzy na głos opisywali przebieg trasy (np. “teraz musi zwolnić, bo w tym miejscu nie można jechać szybko, bo jest duży spadek nachylenia torów”, “ten mostek był zniszczony, ale szybko go odbudowano”), co wprawiło Redakcję RT w niejakie osłupienie. To znaczy, że młodzież może interesować się historią kraju i historią techniki. Po drodze kilka planowych postojów na sesję fotograficzną z prowadzącą skład lokomotywą z Wolsztyna.


Koleje drezynowe

W Polsce funkcjonuje również 8 tras
kolei drezynowych, a cztery kolejne są
projektowane. Ruch kolei drezynowych zrzesza miłośników kolei i zapaleńców, którzy przeważnie na nieczynnych liniach kolejowych uprawiają różne formy
turystyki niekoniecznie zawsze utożsamianej z koleją.

Ale zaczynając od początku. Drezyna, czyli niewielki, lekki, dwuosiowy pojazd szynowy, o napędzie spalinowym lub ręcznym został wynaleziony przez Karla von Drais w okolicach roku 1842. Wcześniej, bo w roku 1816 zbudował on pierwowzór roweru, który był drewnianym
pojazdem posiadającym dwa koła obite blachą, napędzanym dzięki odpychaniu się nogami od podłoża. I oto potomkowie tego pojazdu – specjalne rowery szynowe są wykorzystywane do celów turystycznych na trasach kolei drezynowych.

Pozwalam sobie zakończyć ten miniraport o turystyce kolejowej zdaniami ze strony internetowej Polskiego Stowarzyszenia Miłośników Kolei: “Społeczeństwa XXI wieku stają się coraz bardziej wykształcone i mobilne. Nie wystarcza już tylko zmiana miejsca pobytu i tradycyjna – statyczna oferta. Coraz częściej zapracowany na co dzień podróżnik oczekuje doznań, które pozwolą stać się mu kimś innym. Może chce zostać maszynistą czarnego, stalowego potwora, od którego zaczęła się cała teraźniejsza cywilizacja?

A może tylko przenieść się w czasy, gdy nie było komputerów, telefon był magiczną drewnianą skrzynką z kablami, na których końcu odzywała się zamiast automatu miła telefonistka, a przedział wagonu lekko oświetlony gazową lampą unosił coraz dalej i dalej ku kolejnej niezapomnianej przygodzie”.

Czechy atrakcyjne dla Polaków

Czech Tourism w Warszawie powstał w 2003 roku i jest jednym
z 25 przedstawicielstw Republiki Czeskiej na świecie, zatrudnia dwie osoby.

Ośrodek finansuje Czeska Centrala Ruchu Turystycznego –
Czech Tourism, która została powołana przez Ministerstwo Rozwoju Regionalnego.
Całkowity budżet centrali Czech Tourism w Pradze na promocję kraju wynosi 270
mln CZK. 


– mówi  Ivana
Hanačikova
, dyrektor Czeskiej Centrali Ruchu Turystycznego w Warszawie – Czech
Tourism


Można sądzić, że skoro w Warszawie powstał ośrodek promujący
Republikę Czeską, to Polska stanowi istotny rynek dla Czech. Jakie są wymierne
efekty działalności Czech Tourismu w Polsce?

– Polska z wielu powodów jest ważnym rynkiem dla Czech.
Wynika to z sąsiedztwa, naszej wspólnej przynależności do Unii Europejskiej i
Grupy Wyszehradzkiej, a równocześnie z faktu, że Polska jest krajem blisko
39-milionowym. Ponadto polscy turyści przyjeżdżają do Czech nie tylko docelowo,
ale również tranzytem. W ostatnich latach rośnie liczba Polaków odwiedzających
Czechy. Polska była w 2006 roku siódmym rynkiem dla Czech – gościliśmy 273,6
tys. osób z Polski i odnotowaliśmy 4,6 proc. wzrost przyjazdów w stosunku do
roku poprzedniego. Na pierwszym miejscu od lat są Niemcy (1,6 mln gości w 2006
r.), jedyny kraj w którym mamy aż dwa ośrodki Czech Tourismu, a na kolejnych –
Wielka Brytania (566 tys.) i Włochy (399 tys.). Łącznie w 2006 r. odwiedziło
Czechy około 6,5 mln gości zagranicznych.


W jaki sposób Czechy promują się w Polsce i ile to kosztuje?

– Ośrodek dysponuje rocznym budżetem na marketing w
wysokości 90 tys. zł. Ale obok Czech Tourismu promocją Czech zajmują się
poszczególne regiony kraju. Wystawiają się podczas targów turystycznych –
przede wszystkim w Warszawie, Poznaniu i w Katowicach. Promują się również
miasta partnerskie, organizując w Polsce festyny i atrakcyjne imprezy
kulinarne.


Czech Tourism pośredniczy także w nawiązywaniu współpracy
między partnerami z Czech i Polski, na przykład we współpracy ze Śląską Izbą
Turystyki zorganizowaliśmy spotkanie partnerów z drugiej strony granicy.

Przykładem owocnej współpracy są na przykład zorganizowane
przez Piekary Śląskie w czeskim mieście Kromeriz Dni kuchni polskiej.
Zaprezentowane tam śląskie specjały cieszyły się takim powodzeniem, że po czterech
godzinach trwania imprezy organizatorom zabrakło… potraw.

– Takim nie do końca odkrytym, a bardzo atrakcyjnym regionem
są południowe Czechy, w tym Czeski Krumlow i Budziejowice. Aby przybliżyć
polskim turystom te tereny, zamierzamy w najbliższym okresie uruchomić  Szlak Szwejkowski. Bohater powieści Haszka
jest dobrze znany zarówno w Polsce, jak i w innych krajach Europy. Szwejk
przemierzył południowe Czechy wzdłuż i wszerz i dzięki jego przygodom można
teraz łatwiej trafić do wyobraźni turystów
.

A jakie miejsca są najpopularniejsze wśród Polaków?

 – Gdyby liczyć
jedynie noclegi, to na pierwszym  miejscu
znalazłyby się południowe Morawy, ale mam świadomość, że większość
zatrzymujących się tam osób to turyści tranzytowi, którzy zostają zazwyczaj
tylko na jeden nocleg. Nocują na przykład w Mikulovie, Valticach, Lednicach czy
Hodoninie. Przy okazji zwiedzają te piękne miasta, ale chcielibyśmy zatrzymać
ich dłużej, oferując szereg atrakcyjnych imprez kulturalnych i festynów.


Biura podróży natomiast najchętniej wysyłają turystów do
Pragi, a ponadto do Kutnej Hory, miast skalnych, szlakami zamków i pałaców oraz
jaskiń morawskich. Popularne są też okolice Pilzna. Zimą wielu polskich
narciarzy szusuje po stokach czeskich Karkonoszy, ale w tym roku zima nie
dopisała i liczba wypoczywających spadła w stosunku do roku poprzedniego.

Czech Tourism zamierza promować również różne atrakcje, z
których mogą korzystać turyści wypoczywający w górach, w czasie bezśnieżnej
zimy, na przykład sporty adrenalinowe, aquaparki, zakłady szklarskie i  inne ciekawe miejsca w danym regionie.


Czy podczas swojego pobytu w Warszawie udało się Pani
poznać, a może i polubić jakieś miejsca w Polsce?

– Zdążyłam odwiedzić trzykrotnie Gdańsk i muszę przyznać, że
jest to miasto fascynujące – podobają mi się zabytki, port i oczywiście morskie
klimaty. Zachwycona jestem również atmosferą królewskiego Krakowa. Planuję
rodzinne wypady na Mazury i do Krynicy Morskiej oraz prywatny wyjazd do
Poznania. Wyjazdy na targi turystyczne to tradycyjnie ciężka praca i o
zwiedzaniu nie ma wówczas mowy.


A jak układa się współpraca Czech Tourismu z polskimi
partnerami?

– Współpraca układa się coraz lepiej, szczególnie z polskimi
biurami podróży i izbami turystyki. Dwa razy w tygodniu wysyłamy biurom pocztą
elektroniczną najświeższe informacje na temat nowo otwieranych hoteli, ośrodków
rekreacyjnych, festiwali, festynów itp. imprez. Oferujemy polskim partnerom 2-3
dniowe pakiety pobytu w Czechach, zawierające, obok noclegów, propozycje
aktywnego wypoczynku – ze zwiedzaniem, ofertą kulturalną czy
sportowo-rekreacyjną. Po takie informacje, szczególnie dotyczące zakwaterowania
i imprez, zwracają się również bezpośrednio do naszego ośrodka turyści
indywidualni, planujący wypad do Czech.

Po powrocie z Moraw jestem pod wrażeniem uroku takich miejsc,
jak Lednice, Valtice czy Mikulov oraz znakomitej organizacji szeroko rozumianej
turystyki, w której ważną rolę odgrywają degustacje wina i propozycje
kulinarne. Mam też wrażenie, że morawscy tour-operatorzy wypracowali już ofertę
atrakcyjną dla gości z Polski.

– Staramy się wypromować winiarskie ścieżki rowerowe po
Morawach, które przemierzają już turyści z Polski. Proponujemy na całej trasie
zarówno noclegi, jak i degustację wina oraz szereg imprez, takich jak
winobranie. A przy okazji można zwiedzać zamki, oglądać słynne parki, takie jak
wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO Lednice-Valtice.
Amatorom białej floty oferujemy rejsy statkiem po kanale Baty. Do sterowania
łodzią nie są potrzebne żadne specjalne uprawnienia; rodzinom przyjeżdżającym z
dziećmi proponujemy szereg atrakcji, a miłośnikom koni liczne ośrodki jeździeckie.
Coraz popularniejsza na Morawach jest ostatnio agroturystyka. Zważywszy na
niedrogą żywność oraz ceny noclegów, mamy nadzieję, że goście z Polski będą
częściej przyjeżdżać na Morawy na długie, trwające nawet 3–4 dni weekendy.
Polecam przy takiej okazji kolację w piwnicy winnej, z pieczonym prosiakiem i
degustacją morawskich win.

Gdzie tkwi tajemnica sukcesu morawskich tour-operatorów,
którym – nie tylko moim zdaniem – udało się wypracować atrakcyjną ofertę?

– Organizatorzy wypoczynku na Morawach wspólnie przygotowują
projekty, a później promują je w Europie, drukując foldery i mapy w wielu
wersjach językowych. W miastach, gminach i stowarzyszeniach uświadomiono sobie,
że turystyka do przyjemny i dochodowy biznes. Dlatego starają się wypracować
wspólnie projekty na rozwój turystyki, korzystając ze środków pomocowych UE; na
przykład na restaurację zamków, budowę ścieżek rowerowych,  drukowanie folderów informacyjnych.

Rozmawiał: Tomasz Ławecki

Przeczytaj: Polscy turyści w latach  2005-2007

Autokary jadą ciągle

Czy nam się to podoba, czy nie autobusy są i pozostaną najbardziej
powszechnym, i najbardziej popularnym środkiem transportu dla turystów.
Nie da się bez nich obejść w odległości 200-250 kilometrów od miejsca
noclegowego wycieczki, jednak najczęściej są wykorzystywane jako podstawowy środek transportu dla imprez turystycznych prowadzonych w promieniu
do 2-3 tys. kilometrów od rozpoczęcia trasy, którą ma przemierzyć grupa turystyczna

Według szacunkowych danych autobusami jeździ w Europie co najmniej dwa razy więcej osób, niż podróżuje koleją i znacznie więcej, niż korzysta z usług linii lotniczych. Jednak to nie wszystko: liczba pasażerów przemieszczających się autobusami stale rośnie. A wraz z nią rośnie liczba wypadków autobusów i ofiar tych wypadków. Niestety, wraz ze wzrostem ruchu drogowego, tak bardzo rośnie liczba wszystkich wypadków, że stały się one czymś na tyle powszednim, że po prostu umykają uwadze mediów.

Informują one jedynie o najbardziej spektakularnych, do których – niestety – należą wypadki z udziałem środków transportu zbiorowego.
Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Drogowych podaje, że udział autobusów w ogólnej liczbie wypadków drogowych od lat utrzymuje się na stałym poziomie ok. 1,5 proc. Polska zajmuje niestety wysoką pozycję w ogólnej statystyce wypadków. Zagrożenie śmiercią w wypadku drogowym w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie i kształtuje się średnio na poziomie 150 zabitych na milion mieszkańców, czyli jest trzy razy wyższe niż zagrożenie w najlepszych w dziedzinie bezpieczeństwa na drogach krajach takich, jak: Holandia, Szwecja czy Wielka Brytania.

Mimo że w pierwszym półroczu br. doszło w Polsce do 223 wypadków autobusów, w których zginęło 15 osób, a 400 zostało rannych, to rok 2007 zapisze się jako jeden z najtragiczniejszych w historii transportu autobusowego.
A to przez wypadki polskich autokarów, do których doszło poza granicami kraju – łącznie przed oddaniem do druku naszego miesięcznika zginęło 32 podróżnych.
Wypadki z udziałem autobusów, szczególnie te najtragiczniejsze, z wieloma ofiarami śmiertelnymi, to niezwykła rzadkość.

Może dziwić, że do najgroźniejszych katastrof doszło w ostatnich kilku latach, w nowym stuleciu, bowiem rynek usług przewozowych już nieco okrzepł, przewoźnicy dysponują coraz to nowocześniejszymi pojazdami, słabi gracze z przestarzałą flotą powoli się wykruszają.

Coraz bezpieczniejsze

Podróże autokarami stały się z pewnością wygodniejsze, bardziej komfortowe (toalety, projekcje filmów, barek na pokładzie i działająca klimatyzacja, to już standard w renomowanych firmach), ale chyba nie bezpieczniejsze. Chociaż wszystko idzie w coraz lepszym kierunku, bo przepisy unijne wymuszają na polskich firmach transportowych coraz większą dbałość o bezpieczeństwo pasażerów.
I tak, od października 2007 roku nie będzie można zarejestrować po raz pierwszy nowych autobusów turystycznych z siedzeniami bez pasów bezpieczeństwa.

Obowiązek korzystania z pasów bezpieczeństwa dotyczy obecnie wszystkich pojazdów, a więc także i autobusów. Autobusy turystyczne i samochody ciężarowe zarejestrowane przed 20 października 2007 roku będą mogły być eksploatowane bez pasów bezpieczeństwa.
Kierowca ma również do dyspozycji urządzenie wspomagające układ hamulcowy podczas trudnej, górzystej drogi, który jest już od lat standardowo montowany w autobusach i innych ciężkich pojazdach. Jest to tzw. zwalniacz, pozwalający kierowcy na utrzymywanie stałej prędkości nawet wtedy, gdy jazda odbywa się w dół.

Najnowsze konstrukcje posiadają wzmocnioną ścianę przednią, a także kierownicę, która deformuje się w przypadku gwałtownego kontaktu z ciałem kierowcy, co minimalizuje ryzyko odniesienia przez niego obrażeń. Wzmocniona konstrukcja dachu spełnia natomiast normy określone w regulaminie R66 Unii Europejskiej, które precyzują wymagania względem sztywności konstrukcji pojazdów.
W przyszłości każdy autobus ma mieć tzw. czarną skrzynkę, znaną dotąd głównie z samolotów.

Rejestruje ona na bieżąco dane dotyczące stanu pojazdu i działania poszczególnych układów, działania świateł, zmian kierunku jazdy itd. W każdym momencie zapisanych w niej jest ostatnich 30 sekund. W momencie zderzenia drogowego uruchamiane jest dodatkowe urządzenie rejestrujące, które działa przez kolejnych 15 sekund. Czarne skrzynki posiadają pancerną obudowę, by mogły przetrwać skutki ewentualnych kolizji.
Inne rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa możliwe do zastosowania w autobusach to:

Czujniki dymu – można je zainstalować w toalecie i ewentualnie w komorze bagażowej. Przekazują informację bezpośrednio kierowcy, dzięki czemu może on bardzo szybko zapobiec ewentualnemu pożarowi
Układ gaśniczy silnika – gaśnica znajduje się w tylnej części autobusu – od niej do komory silnika prowadzi przewód gaśniczy. W razie pożaru w silniku kierowca może dzięki niemu łatwo opanować sytuację. Na pokładzie znajdują się też oczywiście gaśnice do ręcznego gaszenia
Kamera cofania – umieszczona na tylnej ścianie autobusu – uruchamia się automatycznie po włączeniu biegu wstecznego. Obraz przekazywany jest na ciekłokrystaliczny wyświetlacz, znajdujący się na panelu kierowcy
Poduszki podwyższające dla dzieci – umożliwiają dzieciom zapinanie pasów bezpieczeństwa.

Kontrole autokarów

Tylko w okresie zeszłorocznych wakacji policjanci przeprowadzili ponad 10,2 tys. kontroli, sprawdzając stan techniczny autokarów wyruszających w trasę. W 692 stwierdzili nieprawidłowości, które uniemożliwiały ich dalszą jazdę.
Stan techniczny pojazdów sprawdzają także inspektorzy Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. Badają też, czy kierowcy posiadają potrzebne dokumenty (zezwolenia, licencje), czy przestrzegają czasu pracy lub obowiązkowych przerw oraz kontrolują ich trzeźwość.

Kontrola firmy przewozowej pozwala na sprawdzenie czasu pracy kierowcy w ostatnich 12 miesiącach. GITD – w przypadku rażącego naruszenia przepisów może nałożyć na firmę karę w wysokości do 30 tys. zł lub odebrać licencję przewozową.
Urządzeniem pomiarowym służącym do określenia czasu pracy kierowcy jest tachograf – obowiązkowe wyposażenie wszystkich autobusów i samochodów ciężarowych (w Polsce o masie całkowitej 9 ton, a w transporcie międzynarodowym już od 3,5 ton).

Tachograf rejestruje przejechaną przez pojazd drogę, jego chwilową prędkość, jak również tzw. aktywność kierowcy, czyli okresy jego pracy, dyżuru przy pojeździe czy odpoczynku.
W czasie tegorocznych wakacji wojewódzkie inspektoraty transportu drogowego skontrolowały ponad 1 100 autokarów, w tym 850 krajowych i 250 zagranicznych. Zatrzymały 50 dowodów rejestracyjnych niesprawnych pojazdów. Nałożyły 220 mandatów karnych na kierowców, m.in. za przekroczenie prędkości, łamanie przepisów ruchu drogowego czy brak potrzebnej dokumentacji.
Do końca września mają powstać listy nieuczciwych oraz najlepszych przewoźników: ci pierwsi znajdą się na czerwonej liście, drudzy – na zielonej.

Szkolenie kierowców

Jeżeli autokary są coraz lepiej wyposażone i coraz częściej kontrolowane, to może problem tkwi w szkoleniu kierowców. Przeważająca liczba wypadków spowodowanych jest błędem kierowcy.


Do wypadków na drogach dochodzi najczęściej w wyniku nieprzestrzegania przez kierowców czasu pracy. Dzienny czas pracy nie może przekraczać 9 godzin, po 4,5 godzinach ciągłej jazdy kierowca powinien mieć przynajmniej 45-minutową przerwę.

Po tragicznym wypadku polskiego autokaru we Francji minister transportu Jerzy Polaczek zapowiedział zmianę przepisów dla kierowców — zarówno prywatnych jak i zawodowych. Bezpieczeństwo na drogach mają poprawić: terminowe prawa jazdy, częstsze badania lekarskie i psychologiczne, a także podwyższony limit wieku dla kandydatów na kierowców zawodowych.
Większość pomysłów na rewolucję w szkoleniu kierowców jest już gotowa od lat. Rządowy projekt ustawy o kierujących pojazdami, w którym mają się pojawić surowsze dla kierowców przepisy, niedawno trafił do Sejmu (jest już po pierwszym czytaniu).

Do tych propozycji dołożono również przepisy wynikające z unijnej dyrektywy z grudnia 2006 r. w sprawie prawa jazdy. Dla kierowców zawodowych oznacza to podwyższenie limitu wieku dla kandydatów na kierowców kat. C i D (samochody ciężarowe i autobusy). Dziś wymagany wiek wynosi odpowiednio 18 i 21 lat, a zmienić się ma na 21 i 24 lata. Wprowadzone mają zostać również terminowe prawa jazdy.

Termin ich ważności dla wszystkich kierowców wyniesie 15 lat. Po ich upływie zwykły kierowca będzie musiał dostarczyć do wydziału komunikacji zdjęcie i wymienić dokument. Kierowca zawodowy, mimo posiadania dokumentu ważnego 15 lat, co pięć lat będzie musiał poddać się badaniom psychologicznym i lekarskim, których wynik zdecyduje, czy będzie mógł dalej pracować jako kierowca. Co pięć lat będzie musiał zaliczyć także szkolenie okresowe.


Tomasz Dobijański

Pracuje w Londynie od 7 lat, co najmniej
5 razy w roku przemierza trasę Szczecin
Londyn i z powrotem:
Moim zdaniem za pracę kierowców
odpowiada przewoźnik, bo to on organizuje
podróż, ustala limity czasowe, płaci i wymaga.
Zacznę od limitów czasowych – na mojej trasie jest to 17 godzin z dwiema przerwami krótkimi np. 10-minutowymi i jedną półgodzinną na posiłek. űeby się zmieścić w tym czasie, kierowca nie może jechać wolniej niż 90-100 km na godzinę, a to jest zdecydowanie za szybko, nawet na autostradzie.

Kierowcy starają się przerwy skracać i ciągle popędzają pasażerów. Ale czasu jest ciągle za mało. Poza tym autokar przyjeżdża do Londynu, wysadza pasażerów i za godzinę wyjeżdża w trasę do Polski. Kierowców jest oczywiście dwóch, gdy jeden prowadzi, to drugi śpi, ale co to za odpoczynek – sen w fotelu, a w autokarze gada kilkadziesiąt osób, płaczą dzieci, albo krzyczą.

Nawet, jak się ogląda telewizję, to też przecież nie ma ciszy.
Kilka razy byłem na wycieczkach autokarowych i tam jest jeszcze gorzej, bo nie ma
jednego decydenta. Pilot się mądrzy,
że ta czy inna trasa jest lepsza, pasażerowie też wiedzą najlepiej, którędy jechać i wymuszają na kierowcy kierunek, bo “ciocia opowiadała, że tam jest tak pięknie”. A decydować powinien kierowca i to doświadczony, a nie młodziak, który szaleje na autostradzie,
bo “wreszcie może sobie pojechać po pańsku”.

Od stycznia bieżącego roku obowiązują zmienione przepisy ustawy o transporcie drogowym oraz kodeksu drogowego. Na ich podstawie od 10 września 2008 r. kierowcy, chcący uzyskać prawo jazdy kat. D1 i D (autobusy) muszą przejść tzw. kwalifikację wstępną (280 godzin szkolenia) w zakresie wykonywania transportu drogowego osób oraz szkolenie specjalistyczne i szkolenie w ośrodku doskonalenia techniki jazdy w warunkach ekstremalnych. Rok później (od 10 września 2009 r.) to samo będzie czekać kierowców uzyskujących kat. C1, C, C+E (samochody ciężarowe).

Kalendarium
najgroźniejszych katastrof

Rok 1994
2 maja autobus PKS, jadący na trasie Kartuzy – Gdańsk, z powodu pęknięcia opony prawego przedniego koła zjechał nagle na pobocze. Wskutek uderzenia w rosnące blisko jezdni drzewo zginęły 32 osoby, a 45 zostało rannych.

Rok 2001
W okresie urlopowym zdarzyły się dwa zagraniczne wypadki polskich autokarów. W lipcu 2001 r. na szosie w Bułgarii doszło do zderzenia autobusu z ciężarówką. Dwójka Polaków zginęła. Miesiąc później w wypadku na Słowacji pojazd z polskimi turystami przewrócił się na poboczu drogi. Na miejscu zmarła jedna osoba, kilkunastu pasażerów doznało obrażeń.

Rok 2002
Do czasu tegorocznej katastrofy we francuskich Alpach najtragiczniejszym rokiem w historii polskiego przewoźnictwa pasażerskiego był rok 2002. W okresie letnim doszło wówczas do kilku poważnych katastrof drogowych z udziałem polskich autokarów, w których zginęło w sumie 27 pasażerów, a kilkadziesiąt osób odniosło obrażenia.

1 lipca 2002 roku
rozpędzony autobus wiozący pielgrzymów z sanktuarium maryjnego w Medjugorie w Bośni i Hercegowinie wypadł z drogi na rondzie nieopodal Balatonu na Węgrzech. W katastrofie śmierć poniosło 19 pasażerów autobusu. Nie skończyła się jeszcze narodowa żałoba, gdy 4 lipca tego samego roku polski autobus jadący do Włoch miał wypadek w Austrii. Na miejscu zginęło dwoje turystów, kilka osób odniosło poważne obrażenia. Dziesięć dni później, 14 lipca 2002 r., doszło w Rumunii do katastrofy polskiego autokaru, wiozącego blisko pół setki dzieci na odpoczynek w Bułgarii. Bilans wypadku był tragiczny – na miejscu śmierć poniosło sześć osób, przy czym pięć ofiar to dzieci.

Lata 2003 i 2004
Kolejny wypadek wiąże się ze wzrostem liczby Polaków podróżujących do Egiptu. Jesienią 2003 roku autokar jadący do Hurghady przewrócił się na dach. Zginęło osiem osób: sześciu Polaków oraz dwóch Egipcjan (kierowca i pilot wycieczki do Kairu). Na początku 2004 roku niedaleko Brna wiozący polskich podróżnych włoski autokar wylądował w rowie. Na szczęście nikt wówczas nie zginął, jednak blisko połowa z 40 pasażerów odniosła obrażenia. 11 listopada tego samego roku na autostradzie pod Hanowerem polski autokar jadący z Paryża do kraju zjechał z trasy i przewrócił się, kilkanaście osób odniosło obrażenia, w tym jedna – ciężkie.

Rok 2005
W styczniu 2005 roku na autostradzie A4 w Saksonii w Niemczech polski autobus jadący do Bawarii miał wypadek, w którym rannych zostało kilkadziesiąt osób. W maju tego samego roku w Czechach pod autokarem wiozącym na wycieczkę pracowników Poczty Polskiej z rodzinami zarwała się jezdnia. Obrażenia odniosło kilkunastu turystów.

Rok 2006
29 kwietnia doszło aż do trzech wypadków polskich autokarów. W pobliżu Hradec Kralove w Czechach rannych zostało kilka osób, gdy autobus wiozący Polaków wjechał do rowu – kierowca w ten sposób chciał uniknąć czołowego zderzenia z TIR-em. Tego samego dnia na zachodzie Czech autokar z Polski zderzył się z dwoma samochodami – rannych było pięć osób. Trzeci wypadek – najpoważniejszy – zdarzył się na Węgrzech. Wypełniony pasażerami piętrowy autokar przewrócił się na bok. 25 turystów z Polski zostało rannych. W kwietniu 2006 doszło do kolejnej katastrofy w Egipcie, w której zmarła jedna osoba, trójka turystów była hospitalizowana. W listopadzie w Norwegii kilkunastu Polaków zostało rannych w wypadku niedaleko Trondheim, 300 kilometrów od Oslo.

Rok 2007
Zostanie zapamiętany zapewne jako najtragiczniejszy.
22 lipca koło Grenoble we francuskich Alpach 26 osób zginęło, a 24 zostały ranne w wypadku polskiego autokaru z pielgrzymami. Autokarem podróżowało 50 osób: 47 pielgrzymów, w tym troje dzieci i trzech księży, pilotka oraz dwóch kierowców. Kilkanaście osób jest ciężko rannych, część ma lżejsze obrażenia. Do wypadku doszło w drodze z Sanktuarium Matki Bożej w La Salette. Kierowca autokaru wybrał z dwóch możliwych dróg krótszą, ale bardzo niebezpieczną, górską, której 8-kilometrowy (licząc w linii prostej), bardzo kręty odcinek miał 7-14 proc. spadku. Niemal przy końcu tej drogi autor wszedł w 90-stopniowy zakręt z prawdopodobną szybkością 100 km/h. Manewr się nie udał, pojazd runął w 40-metrową przepaść i stanął w płomieniach.

Jeszcze nie wszyscy poszkodowani wrócili z francuskich szpitali do domów, a już 8 sierpnia doszło do kolejnej katastrofy polskiego autokaru w północnej Francji. Koło Dunkierki zginęły trzy osoby, rannych zostało 25, w tym cztery ciężko. Autokarem podróżowało 47 pasażerów i dwóch kierowców. Jechał z Chełma (Lubelskie) do Londynu i dalej do Dublina w Irlandii.
Przed ostatnimi katastrofami we Francji wydarzyły się w tym roku dwa groźne wypadki. W czerwcu na terenie Niemiec w autokarze jadącym z Olsztyna rannych zostało dziewięciu pasażerów. Również w czerwcu wydarzyła się groźna katastrofa na zachodzie Węgier. Polski autokar pielgrzymkowy jadący z Medjugorie w Bośni zjechał z trasy i dachował. Zginął jeden z pielgrzymów, poszkodowanych zostało 27 pasażerów.

Ponure statystyki
Większości wypadków autokarowych da się uniknąć. Według policji przyczyną katastrof jest w niemal stu procentach błąd człowieka – chodzi tu nie tylko o pomyłkę kierowcy w trakcie jazdy, złą ocenę sytuacji na drodze, ale również o zaniedbania właścicieli autokarów w zakresie dokonywania przeglądów technicznych. Tylko w czasie wakacji 2006 roku Policja skontrolowała 10 tys. autobusów, 700 z nich nie dopuszczając do ruchu.

Niebezpieczne polskie drogi
Na liście 20 regionów Unii Europejskiej, w których dochodzi do największej liczby śmiertelnych wypadków drogowych, znalazły się cztery polskie województwa – wynika z lutowego zestawienia unijnego urzędu statystycznego Eurostat.
Najgorzej jest w Grecji, gdzie w niektórych częściach kraju ginie nawet 1 576 osób na milion pasażerów. Ale tuż za trzema greckimi regionami na czwartym miejscu jest województwo warmińsko-mazurskie – 815 ofiar śmiertelnych na milion pasażerów. Na dwunastym – Świętokrzyskie (617 ofiar śmiertelnych), na piętnastym – Podlaskie (595) i na szesnastym – Lubelskie (590).

Autokary marki Fiat znane były
w kraju jako “Błękitna Strzała”
i “Stalowa Strzała” (na zdjęciu).
Jako jeden z pierwszych przewoźników wykorzystywał je również Orbis.
W dwudziestoleciu międzywojennym linie autobusowe nie były tak popularne, jak dziś. Ze względu na komfort podróżowania oraz stan dróg autobusy były wykorzystywane głownie
do transportu dojazdowego.
Na dłuższych dystansach podróżowano przede wszystkim koleją.
Po II wojnie światowej Orbis,
jako jedna z pierwszych firm rozpoczęła świadczenie usług przewozu ludności. Początkowo między Lublinem
a wyzwalanymi kolejno miastami,
a następnie między Warszawą
i większymi miastami Polski. Z braku innego taboru podróżowano wówczas przede wszystkim samochodami ciężarowymi wycofywanymi
z jednostek wojskowych.

Obejmujący dane do roku 2004 raport Eurostatu pokazuje wielkie dysproporcje między regionami UE. W czołówce regionów o najniższej licznie wypadków śmiertelnych są Niemcy. Na drogach w najbezpieczniejszym mieście-kraju związkowym Niemiec, Bremie, na milion pasażerów giną zaledwie 23 osoby. W Berlinie i Hamburgu – 57.
Ogółem Polska ze średnio 476 ofiarami śmiertelnymi wypadków na milion pasażerów zajmuje piąte miejsce w UE za Łotwą (752), Rumunią (749), Litwą (571) i Słowacją (507) pod względem ofiar na drogach. Najmniej zabitych w wypadkach jest na Malcie – 61.
Eurostat zauważa jednak, że liczba wypadków w Polsce znacząco zmalała od roku 1994 – w niektórych regionach nawet o ponad 50 proc. Nie zmienia to faktu, że w tym samym czasie wiele krajów zachodnich i skandynawskich zrobiło także duży postęp, znacznie ograniczając liczbę śmiertelnych wypadków.
Co ciekawe, z raportu wynika, że liczba samochodów w danym regionie jest odwrotnie proporcjonalna do liczby zabitych w wypadkach – im więcej samochodów na tysiąc mieszkańców, tym mniej ofiar śmiertelnych. W Polsce liczba samochodów należy do najniższych w UE i wynosi 314 na tysiąc mieszkańców.

Kałków, czyli budowanie pielgrzymkowego produktu turystycznego

Świątynia Bolesnej Królowej Polski w Kałkowie w województwie świętokrzyskim, która dała początek obecnemu sanktuarium, została wzniesiona w latach 1983-1984. Ten dwupoziomowy kościół jest miejscem kultu Matki Bożej w kopii obrazu Bolesnej Królowej Polski z Lichenia.

Obecnie w zespole obiektów sanktuarium, zajmujących powierzchnię 9 ha, znajdują się poza kościołem: kamienne stacje drogi krzyżowej z wysoką na 33 m Golgotą przedstawiającą śmierć Pana Jezusa i martyrologię Narodu Polskiego. Golgotę zbudowano z głazów skalnych w artystycznym założeniu brata Felicissimusa z Niepokalanowa, jej projektanta. Jest wierną kopią groty w Lourdes, miejsca, gdzie w 1858 roku 14-letniej Bernadecie Soubirous objawiła się Matka Boża. Wewnątrz groty umieszczono obraz św. Maksymiliana Kolbego, pędzla brata Felicissimusa.

W obrębie sanktuarium znajduje się również mini-zoo, figura Matki Bożej z białym orłem w koronie u stóp, w otoczeniu różańca ułożonego w kontury mapy Polski, kapliczka “Piety”, Droga Betlejemska, dzwonnica oraz ruchoma Panorama Świętokrzyska. Na terenie sanktuarium znajduje się również trzypiętrowy Dom Jana Pawa II, którego parter zajmuje ogromna aula, w której przez kilka lat znajdował się obraz “Polonia” Antoniego Tańskiego. Sala służy do wystawiania przedstawień religijno-patriotycznych, misteriów wielkopostnych, jasełek, organizowania konferencji, wykładów. Na piętrach znajdują się pokoje dla pielgrzymów. Przedłużeniem Domu Jana Pawła II jest herbaciarnia, parterowy budynek służący pielgrzymom za stołówkę i miejsce odpoczynku.

Tuż za murami sanktuarium z jednej strony są: parking, zakład gastronomiczny, sklepy i stragany. Z drugiej położony jest kompleks Domu Pomocy Społecznej im. Sue Ryder. O ile do połowy lat 80. ubiegłego wieku właściwie nikt poza mieszkańcami najbliższej okolicy nie słyszał ani o Kałkowie, ani o świątyni, to już na początku kolejnej dziesięciolatki do sanktuarium kursowały specjalne linie autobusowe z Ostrowca Świętokrzyskiego i Starachowic.

Dziwnym zbiegiem okoliczności, jak chcą jedni lub zrządzeniem losu, jak twierdzą inni kałkowskie sanktuarium położone zostało między dwoma sztucznymi zbiornikami wodnymi. Pierwszy, znajdujący się w odległości 8 km zalew Brody Iłżeckie od lat jest tradycyjnym miejscem letniego weekendowego wypoczynku mieszkańców wspomnianych wyżej miast. Drugi zbiornik Wióry, znajdujący się około 3 km od Kałkowa, z powodu uszkodzeń powodziowych na początku lat 2000 funkcjonuje od roku i docelowo ma też być miejscem wypoczynku weekendowego.

Do roku 2005 sanktuarium w Kałkowie-Godowie z liczbą ponad 700 tys. gości zajmowało pierwsze miejsce w rankingu świętokrzyskich atrakcji turystycznych. Jednak szacunkowe dane podawane przez kustosza obiektu, księdza Czesława Walę, budziły wątpliwości. W ubiegłym roku, gdy udało się oddzielić mieszkańców okolicy uczestniczących w mszach i uroczystościach kościelnych od pielgrzymów i turystów, okazało się, że sanktuarium z 45,7 tys. gości znalazło się dopiero na 11 miejscu, zdecydowanie ustępując m.in. będącemu się na drugim miejscu rankingu innemu świętokrzyskiemu sanktuarium, znajdującemu się na Świętym Krzyżu, które odwiedziło ponad 201,5 tys. gości.

Sanktuaria czekają na turystów

Turystyka pielgrzymkowa istnieje w Polsce niemal
“od zawsze”, jednak na szerszą skalę, jako jeden z segmentów rynku turystycznego, pojawiła się na początku lat 90. Dla wielu wydaje się zjawiskiem dwuznacznym,
jednak bezsporna jest jej rosnąca popularność

Chociaż pielgrzymowanie do miejsc kultu religijnego jest tak stare jak sama religia i w bliższych nam czasach znane są podróże religijne mieszkańców starożytnego Egiptu, Grecji i Rzymu, to początki turystyki pielgrzymkowej przypadają na wieki średnie naszej ery. W Europie jest to związane przede wszystkim z rozwojem chrześcijaństwa oraz upowszechnieniem się niezależnych środków transportu, sprzedażą relikwii i powstawaniem miejsc, w których pielgrzymi mogli zatrzymać się na odpoczynek.

We wczesnym średniowieczu miejscem pielgrzymek stało się hiszpańskie Santiago de Compostela, w którym w roku 813 odkryto grób uznany za miejsce spoczynku Jakuba Apostoła. Powstanie i rozwój miasto zawdzięcza właśnie stworzonemu w miejscu odkrycia grobu sanktuarium. W tym samym czasie pielgrzymowano do grobów apostołów Pawła i Piotra w Rzymie. W Polsce miejscami pielgrzymek w średniowieczu był grób Świętego Wojciecha w Gnieźnie, Kraków, co wiązało się z kultem św. Stanisława Biskupa i Męczennika i kultem św. Jadwigi królowej, żony króla Władysława Jagiełły oraz sanktuarium Drzewa Świętego Krzyża w Górach Świętokrzyskich. Miejsca te zaczęły tracić popularność wraz ze wzrostem liczby pielgrzymów na Jasną Górę, co miało miejsce w XVI-XVII wieku. Tradycyjnym miejscem pielgrzymek chrześcijan poza Europą była Ziemia Święta w Jerozolimie, do której pierwsi europejscy pielgrzymi docierali już w IV-VI wieku.

Pół tysiąca miejsc

W okresie rewolucji przemysłowej, z chwilą powstania i rozwoju sieci kolejowej, turystyka religijna, która wcześniej była niemal wyłącznie piesza lub konna, uległa intensyfikacji, uniezależniając się przy tym od pory roku. Zmianie uległ również jej wybitnie sezonowy, czyli późno- wiosenny i letni charakter, co było związane z przerwą w pracach polowych.


Proboszcz Parafii Rzymsko-
Katolickiej pod wezwaniem
błogosławionego Alojzego Orione w Warszawie
ks. Antoni Wita
:

Nasz kościół organizuje wycieczki
i pielgrzymki również samodzielnie,
bez biur podróży, ponieważ nie wszystkich naszych parafian stać na zapłacenie większej sumy, jakiej żądają
touroperatorzy. Działamy non profit,
dla dobra naszych wiernych. W każdej wycieczce rezerwujemy pięć miejsc
dla tych, którzy nie mogą zapłacić nawet drobnej sumy. Czy jesteśmy konkurencją dla biur podróży? Uważam, że nie,
ponieważ część naszych wiernych
- a dotyczy to całej Polski – nigdy na żadną wycieczkę by nie pojechała. Kiedy organizujemy wycieczkę,
to zachowujemy się jak profesjonaliści w branży: wynajmujemy autokar
z dwoma kierowcami, zapewniamy wszystkim uczestnikom ubezpieczenie i spełniamy wszelkie wymogi, jakie nakłada na nas prawo. Musimy tak robić, bo przecież bierzemy na siebie
odpowiedzialność za tych ludzi. Może kiedyś bywało inaczej, ale to musiało
być bardzo dawno. Teraz są inne czasy.

Popularne dziś sanktuaria kultu maryjnego jak francuskie Lourdes, czy portugalska Fatima stały się celem pielgrzymek dopiero w XIX i XX wieku. Licheń Stary, odwiedzany dziś corocznie przez półtora miliona gości, stał się ośrodkiem pielgrzymkowym dopiero w II połowie XX wieku. Patrząc z perspektywy historii, cele podróży religijnych zmieniają się.

Są stałe, niejako odwieczne miejsca kultu, są takie, które straciły lub tracą na popularności, są też i takie, które powstały niedawno i dzięki odpowiedniej promocji stale zwiększają swój udział w pielgrzymkowym rynku. Wprawdzie w ograniczony sposób ale przy odpowiedniej współpracy władz
duchowych, samorządowych i biur podróży można takie miejsca i trasy turystyki pielgrzymkowej wykreować.
W pielgrzymkach na świecie uczestniczy co roku ponad 300 mln osób. Największą grupę, przekraczającą 200 mln osób stanowią chrześcijanie. Drugą pod względem ilości pielgrzymujących osób są wyznawcy islamu – 40 mln. Na trzecim miejscu lokują się hinduiści – 30 mln, zaś na niemal równorzędnym przedstawiciele innych wyznań, których co roku z przyczyn religijnych wyrusza w drogę około 30 mln osób.


Józef Ratajski – Sekretarz Generalny Polskiej Izby Turystyki,
wiceprezes PIT:

Organizowanie pielgrzymek w Polsce ma wieloletnie tradycje, a w ostatnich latach obserwujemy tendencję rosnącą. Jest to zauważalne zwłaszcza po śmierci papieża Jana Pawła II. Turystyka pielgrzymkowa nie jest sezonowa, ale rozciągnięta w czasie przez cały rok. Zmieniają się też klienci
- są bardziej wymagający, poszukują nowych destynacji. Polska Izba Turystyki zrzesza kilka biur
podróży specjalizujących się w pielgrzymowaniu, które z roku na rok poszerzają swoją ofertę, by zainteresować nią nowych klientów. Od wielu lat obserwujemy jednak szerzącą się w tym zakresie “szarą strefę” sięgającą nawet od 20-30 proc. wszystkich firm zajmujących się turystyką
pielgrzymkową w Polsce.

Często organizacją pielgrzymek zajmują się osoby przypadkowe, parafie, stowarzyszenia katolickie czy wyznaniowe, działające nielegalnie i omijające Ustawę o usługach
turystycznych. W każdym z tych przypadków nie tylko łamane jest prawo (brak wystawiania faktur, ubezpieczeń, umów, warunków uczestnictwa), ale także narażane na niebezpieczeństwo życie
pielgrzymów. Niejednokrotnie bowiem pilotem jest kierowca, albo osoba nie mająca uprawnień
pilota. Jest to tym bardziej naganne, że biura działające legalnie, płacące podatki mają konkurencję, która nie tylko “zabiera” im klientów, ale w razie poważnych kłopotów (wypadki), czy problemów
nie jest w stanie spełnić podstawowych oczekiwań pielgrzymów.

Najważniejszymi, najbardziej znanymi i najbardziej popularnymi miejscami pielgrzymkowymi katolików i w ogóle najbardziej popularnymi miejscami na świecie są: Rzym w Europie i Guadelupe w Meksyku, do których co roku przybywa po 12 mln pielgrzymów. Najwięcej wyznawców islamu odbywa pielgrzymki do Mekki – jest ich około 5 mln. Gdyby nie ograniczanie ich liczby przez Arabię Saudyjską mogłoby ich być kilka razy więcej.
Najwięcej katolików, w tym również i Polaków, wybiera na kraj przeznaczenia pielgrzymek Włochy.

Przewodnik Michelin szacuje, że kościoły lub sanktuaria we Włoszech odwiedza 30 mln osób rocznie. Wzrasta również zainteresowanie samymi pielgrzymkami w tym kraju, co jest związane ze stałym poszerzaniem ofert. Aktualnie pielgrzymkowa baza noclegowa na Półwyspie Apenińskim obejmuje 3,3 tys. ośrodków, dysponujących 200 tys. łóżek. Rokrocznie korzysta z nich 55 mln osób. Z zagranicznych miejsc kultu Włosi najchętniej jeżdżą do Lourdes i Santiago de Compostela. W swoim kraju natomiast – do grobu Ojca Pio w San Giovanni Rotondo, gdzie rocznie przybywa 7 mln pielgrzymów. Popularne są również Asyż i tłumnie nawiedzany w okresie zmiany pontyfikatu Watykan.

Z miejsc mniej tłocznych coraz większą popularnością cieszą się wśród Włochów klasztory otwarte na przyjmowanie gości, oferujące miejsce dla spragnionych spokoju, ciszy, czasu na refleksję i modlitwę. O ożywieniu włoskiego rynku pielgrzymek świadczy także coraz częstsze organizowanie wyjazdów do Ziemi Świętej, czego w ubiegłych latach praktycznie zaniechano w wyniku drugiej intifady. Z nowości rzymskie agencje zaproponowały w ostatnich latach pielgrzymki do sanktuariów w Indiach i Chinach.

Reasumując, po dwóch latach od śmieci Jana Pawła II oscylująca wcześniej wokół ponad miliona osób liczba polskich pielgrzymów w Watykanie nie spada, a nawet wzrasta. Jednak obecnie częściej niż na audiencje do Benedykta XVI nasi rodacy wybierają się do grobu Papieża Polaka.
Co roku średnio 7 mln Polaków, czyli ok. 15 proc. ludności, wybiera się z pielgrzymką pieszą lub środkami komunikacji do wybranego miejsca kultu.

Polscy pielgrzymi stanowią 3-5 proc. wszystkich chrześcijan pielgrzymujących na świecie i 20 proc. pielgrzymujących Europejczyków. W Polsce jest ponad 500 sanktuariów, z których największą grupę liczącą ok. 80 proc. stanowią sanktuaria maryjne. Miejsca takie jak Jasna Góra, Licheń, czy ostatnio podkrakowskie Łagiewniki, odwiedza rokrocznie odpowiednio 4,5 mln oraz po niespełna 2 mln pielgrzymów.
Mimo że Częstochowa wiedzie prym w kraju pod względem przyjezdnych pątników, nie udało się zrealizować planów z początku lat 90. zakładających stworzenie z niej europejskiego centrum pielgrzymkowego.

Nie zmienia to faktu, że Sanktuarium Matki Bożej Częstochowskiej zalicza się do pięciu najważniejszych miejsc tego typu na świecie. Sierpniowa pielgrzymka z okazji Święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny jest największą tego typu imprezą, gromadząc zawsze ponad 100-120 tys. pielgrzymów przybyłych na Jasną Górę pieszo (są też pielgrzymki biegowe), rowerami lub konno. W przypadku pielgrzymkowych grup krajowych dominującym organizatorem przyjazdów (ponad 1/4) jest parafia, w przypadku zagranicznych – biuro podróży (mniej niż 1/5).

Tanie pielgrzymki

Wschodzącą gwiazdą miejsc pielgrzymowania wydają się natomiast wyświęcone w roku 2002 przez papieża Jana Pawła II Łagiewniki, które odwiedzają pielgrzymi z ponad 85 krajów. Wprawdzie jest ich (na razie) znacznie mniej niż w Lourdes (6 mln pielgrzymów rocznie) i Fatimie (5 mln), jednak do obu wymienionych docierają pielgrzymi “jedynie” z 70 państw. Na korzyść Łagiewnik działa bliskość atrakcyjnego Krakowa i to, że był z nimi związany Jan Paweł II. Obecnie może być trudno wykreować nowe miejsca kultu, dlatego powinniśmy rozwijać i promować już istniejące.

Nie jest to rynek, którym można pogardzić, mimo że 70 proc. polskich pielgrzymów to osoby o niskich dochodach. Najtańsze w relacji do ich czasu trwania są zorganizowane pielgrzymki piesze – do ceny noclegów, zwykle w szkołach lub parafialnych noclegowniach, dodaje się koszt biletu powrotnego i wpisowe. Zwykle parafie liczą sobie od 25 do 50 zł. Równie tanio wychodzą pielgrzymki autokarowe dofinansowywane przez firmy, które w trakcie wypraw urządzają promocje własnych produktów.

Wycieczka z Warszawy do Lichenia plus obiad kosztuje góra 30 zł. Tyle że trzeba obejrzeć kilkugodzinny pokaz garnków i patelni, sanktuarium zaś zwiedza się biegiem. Tanie wyjazdy organizują przede wszystkim parafie. Proboszczowie wynajmują autokar, rezerwują noclegi i w drogę. Przepisy zwalniają ich z obowiązku posiadania licencji przewoźnika i organizatora. Nie płacą ani podatku VAT ani podatku dochodowego.

Rynek obiecujący

Jednak przybywający do Polski pielgrzymi, to nie tylko katolicy. Na górę Grabarkę pielgrzymują prawosławni Białorusini, Słowacy i Czesi. Pielgrzymują także członkowie wspólnot żydowskich – odwiedzają groby osób zmarłych w opinii świętości. Jednym z głównych ośrodków życia religijnego űydów zawsze był i jest nadal Kraków. Ważnym ośrodkiem kultu chasydów jest Leajsk. Po II wojnie światowej niezwykłym miejscem kultu i pamięci stał się Oświęcim.
Niestety w ofertach biur zajmujących się turystyką pielgrzymkową dominują wyjazdy krajowe i zagraniczne.

Oferty przyjazdowe dla zagranicznych pielgrzymów stanowią wciąż niewielki procent ofert, a szkoda, bo przy odpowiednim wypromowaniu tych obiektów również za granicą mogłyby stać się ważną i dającą duże zyski gałęzią turystyki w Polsce. Przeciętny czas pobytu pątnika w Częstochowie wynosi 6 godzin. W Lourdes pielgrzym zatrzymuje się na 3 dni. Przeciętnie zagraniczny turysta wydaje podczas pobytu w Polsce ponad 150 USD.

Wprawdzie zagraniczni pielgrzymi, których według szacunków przybywa do Polski około 1,5 mln wydają mniej, bo około 100 USD, jednak biorąc pod uwagę, że mogliby zostawać na dłużejÉ rynek pielgrzymek wydaje się całkiem perspektywicznym interesem. Tym bardziej, że światowe tendencje zapowiadają w najbliższym czasie wzrost zainteresowania turystyką “łagodną”, czyli kładącą nacisk na walory poznawcze i duchowe, a w taką właśnie wpisuje się turystyka pielgrzymkowa.