To będzie ciężka zima

Będzie ciężka bez względu na pogodę. Sezon zimowy 2020/2021 na pewno będzie inny niż wszystkie, jakie dotychczas przeżyła branża turystyczna. Śmiało można powiedzieć, że będzie wręcz najgorszy. Tej zimy większość przedsiębiorców nie będzie walczyła o jak największe zyski, ale o przetrwanie.

Od 28 grudnia do 17 stycznia wprowadzamy kwarantannę narodową. Zamykamy hotele, zamykamy stoki. Zamykamy galerie handlowe, oprócz tych sklepów, które zapewniają zaspokojenie podstawowych potrzeb – powiedział minister zdrowia Adam Niedzielski. Niestety sezon zimowy w zasadzie skończył się, zanim się zaczął. Właściciele i zarządcy stacji narciarskich rozpoczęli działalność, inwestując duże pieniądze w przygotowanie stoków. I teraz, kiedy już za kilka dni miał rozpocząć się wysoki sezon, stacje na

KOSZTY JUŻ PONIESIONE

Na ironię zakrawa fakt, że zarządzający ośrodkami narciarskimi ponieśli dodatkowe koszty, aby sprostać wymogom sanitarnym, jakie postawiono przed nimi, zgadzając się na otwarcie. – Uruchomienie ośrodka to olbrzymi koszt, a w tym roku dodatkowo przygotowaliśmy się do nowych zasad sanitarnych. Tylko koszt wydrukowania rozmaitych oznaczeń to już spora suma – zauważa Grzegorz Lenartowicz, koordynator ds. projektów specjalnych Słotwiny Arena. – Do tego dla klientów, którzy zakupią odpowiedni karnet, przygotowaliśmy specjalne kominy z powłoką antywirusową, by poprawić ich bezpieczeństwo. To również sporo kosztowało – dodaje Lenartowicz, z którym rozmawialiśmy jeszcze przed ogłoszeniem całkowitego lockdownu. Trudno w tej chwili jeszcze powiedzieć, ile osób zdążyło kupić karnety w polskich ośrodkach, w tym w Słotwinach. Akurat w przypadku grupy Pingwina, do której ten ostatni ośrodek należy, zapewniano, że w razie zamknięcia ośrodków w Polsce termin ważności całosezonowego karnetu będzie przedłużony na następny sezon. Całosezonowe karnety raczej nie rozeszły się masowo, ale nawet tę niewielką liczbę trzeba będzie odjąć od karnetów zakupionych w przyszłym sezonie. Zwłaszcza że wbrew pozorom trochę takich osób mogło być. – W naszych ośrodkach robimy przerwę techniczną, kiedy stok jest ratrakowany i wieczorem można jeździć na świeżym sztruksie. A w tym roku widzimy znacznie większe niż zwykle zainteresowanie jazdą wieczorną – zauważa Grzegorz Lenartowicz. Jak można przypuszczać, ta popularność wieczornej jazdy wynika z tego, że korzystają z niej osoby z miast położonych w zasięgu krótkiej podróży, które przyjeżdżają po pracy. Nie jest więc prawdą, że z takich miejsc korzystali tylko łamiący ograniczenia. I choć nikt nie miał złudzeń, że grupa dojeżdżających z domu zapełni stoki, to w tak trudnej sytuacji dosłownie każdy narciarz był cenny. 

BYĆ ALBO NIE BYĆ

Po ogłoszeniu, że stacje i stoki narciarskie zostaną zamknięte, oświadczenie wydała organizacja zrzeszająca gestorów ośrodków narciarskich i turystycznych PSNiT (Polskie Stacje Narciarskie i Turystyczne). Przedstawiciele tej grupy napisali, że komunikat rządu o zamknięciu prowadzonych przez nich ośrodków „nie dosyć, że nas zaskoczył – to jest niekonsekwentnym działaniem w stosunku do ustalonego przed trzema tygodniami planu – czyli etapu odpowiedzialności i stabilizacji. Oczywiście, była tam też mowa o kwarantannie narodowej, którą wiązaliśmy z ewentualnym wzrostem zakażeń, którego teraz nie obserwujemy”.Oszacowali, że dotychczas poniesione koszty to około połowy przychodów z całego sezonu zimowego trwającego od grudnia do końca lutego. Dla tych biznesów oznacza to całkowitą katastrofę. 

OCZEKIWANIA PSNIT

Stawiają oni również konkretne postulaty. „Nasze postulaty nie uległy zmianie w stosunku do tych, które zgłaszaliśmy już od sierpnia. Wszystkie poparliśmy eksperckimi opiniami, nie jest to zbiór pobożnych życzeń, bo należymy do branży odpowiedzialnej za siebie, jak również naszych pracowników i klientów. Upewniliśmy się jedynie, że to, czego się domagamy, jest słuszne, dzięki doświadczeniu, które zebraliśmy po rozpoczęciu tegorocznego sezonu, a także w rozmowach z naszymi klientami, którzy odwiedzali ośrodki narciarsko-turystyczne pod koniec listopada i w grudniu.

1. Ośrodki nie są ogniskami zakażeń, trudno o zarażenie w trakcie rekreacji na świeżym powietrzu.

2. Narciarstwo i snowboarding bardzo dobrze wpływają na kondycję psychofizyczną społeczeństwa, szczególnie teraz potrzebną.

3. Ferie zimowe powinny zostać przedłużone na okres 8-10 tygodni (od stycznia do połowy marca)”.

Problem nie ogranicza się do właścicieli i pracowników stacji narciarskich. Pracy nie będą mieli również instruktorzy narciarstwa, wypożyczalnie czy lokale w miejscowościach narciarskich. Również hotele będą zamknięte dla ruchu turystycznego, ale także służbowego z małymi wyjątkami – dostępne będą dla służb mundurowych, medyków, pacjentów szpitali specjalistycznych, ośrodków COS. Wyjątkiem są też hotele pracownicze. 



ZBIGNIEW ADAMÓW-BIELKOWICZ

Wydanie: 12/2020, ŚWIAT BRANŻY
W najnowszym wydaniu
 




Strefa prenumeratora
ARCHIWUM ONLINE RYNKU TURYSTYCZNEGO:
Login:
Hasło:
Zapomniałem hasło


E-tygodnik
Bądź na bieżąco
Jeżeli chcesz otrzymywać w każdy poniedziałek przegląd najważniejszych informacji branżowych, zapisz się do listy subskrybentów.



Jeżeli chcesz wypisać się z listy odbiorców newslettera, wpisz adres e-mailowy i kliknij "rezygnuję".
Twój e-mail