Hotelowa zapaść

Wraz ze startem sezonu i poluźnieniem obostrzeń ukazało się kilka analiz dotyczących rynku hotelowego. Pokazują one sytuację nie tylko branży hotelarskiej, ale również szerzej – turystycznej, z którą hotele są ściśle powiązane

rt 2021 06b 19

Jedno, przekrojowe badanie sytuacji na rynku w roku ubiegłym pod tytułem „Rynek hoteli oraz condohoteli w Polsce” przeprowadziła firma Emmerson Evaluation. Drugie, obejmujące ostatnie miesiące, jest kolejną ankietą przeprowadzoną przez Izbę Gospodarczą Hotelarstwa Polskiego. Niestety oba badania przyniosły raczej pesymistyczne wyniki. O ile niskie wskaźniki za ubiegłe miesiące raczej nie są zaskoczeniem, o tyle znacznie smutniejszy jest fakt, że prognozy również nie rysują się najlepiej, choć kilka optymistycznych akcentów można jednak znaleźć. 

NIEMAL ¾ ROKU ZAMKNIĘTE

W badaniu Emmerson Evaluation m.in. podsumowano czas, w jakim mogły w roku ubiegłym działać hotele. Ta informacja pokazuje, jak trudny był to czas dla tej branży. Okazuje się, że w ubiegłym roku hotele mogły oferować swoje usługi w pełnym zakresie zaledwie przez 91 dni. W efekcie wyniki były dramatycznie złe, choć wskaźniki z początku roku były bardzo optymistyczne. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, stopień wykorzystania miejsc noclegowych w styczniu i w lutym 2020 r. przewyższał analogiczne wskaźniki z roku 2019. Niestety rok później sytuacja była diametralnie różna. W styczniu 2021 r. stopień wykorzystania miejsc wyniósł zaledwie 8,4 proc., co w porównaniu z poprzednim rokiem oznaczało spadek o 25,5 p.p. Potwierdza to fakt, że pandemia zastała polski rynek hotelowy w czasie jego prosperity. Załamanie rynku musiało spowodować wypadnięcie niektórych firm z rynku. Jak podaje raport, „w lipcu 2020 r. w Polsce funkcjonowało 2498 hoteli z ponad 276 tys. miejsc noclegowych, co oznacza spadek o 5,2 proc. rok do roku. Liczba hoteli rok do roku wzrosła jedynie na Dolnym Śląsku. Największe spadki liczby hoteli odnotowano w województwach: wielkopolskim (-11,6 proc.) i łódzkim (-10,4 proc.). Sytuacja przedstawia się niewiele lepiej również w przypadku województw: mazowieckiego, śląskiego, opolskiego i małopolskiego. Spadła również liczba miejsc noclegowych, zarówno w skali kraju (-3,4 proc.), jak i 14 województw. Jedynie na Dolnym Śląsku oraz na Pomorzu odnotowano wzrost tego wskaźnika, odpowiednio o 6,9 proc. oraz o 3,6 proc. rok do roku”. 

KONTYNUACJA INWESTYCJI

Jak zauważają autorzy raportu, przed nadejściem pandemii na polskim rynku hotelowym trwała hossa. „Oddawano do użytku wiele nowych obiektów, a inwestorzy mieli w planach dużo ciekawych projektów. Pojawiły się m.in. nowe zagraniczne sieci oraz brandy, które wcześniej nie funkcjonowały na polskim rynku. Wspólnym mianownikiem tych inwestycji było to, że realizowane były w największych miastach Polski oraz atrakcyjnych kurortach wypoczynkowych. W czasie pandemii, w przeciwieństwie do innych lokalizacji w Polsce, gdzie odnotowano spadki miejsc noclegowych, na największych rynkach nadal były realizowane inwestycje, których budowa rozpoczęła się przed pojawieniem się koronawirusa. W tych lokalizacjach, poza dwoma miastami, nie mieliśmy też do czynienia z likwidacją hoteli, co w rezultacie przyczyniło się do tego, że łącznie na najważniejszych rynkach nie odnotowaliśmy spadku liczby obiektów hotelowych”. 

Zrzut ekranu 2021 07 18 o 13.09.14

ZAŁAMANIE CAŁEGO RYNKU

W ubiegłym roku cała turystyka zanotowała głębokie, niespotykane wcześniej załamanie. Według danych GUS cytowanych w raporcie Emmerson, w 2020 r. na pobyt w krajowych hotelach zdecydowało się 11,1 mln osób. Porównanie z rokiem 2019 pokazuje skalę strat – wówczas liczba ta wynosiła 23,5 mln. Spadek rzędu 53 proc. jest pokłosiem lockdownów, podczas których działanie hoteli było niemal całkowicie wstrzymywane, a także zamkniętych granic kraju, co przełożyło się głównie na zmniejszenie liczby zagranicznych turystów. Ta ostatnia spadła aż o 71 proc. względem 2019 r. Liczba rodzimych turystów zanotowała spadek nieco mniejszy (o 46 proc.), jednak nadal bardzo odczuwalny dla hotelarzy. Na pobyt w polskich ośrodkach zdecydowało się 9,4 mln Polaków, o 8,1 mln mniej niż rok wcześniej. Zamknięte granice spowodowały również znaczne powiększenie dysproporcji między turystami krajowymi a zagranicznymi – tych pierwszych było w 2020 r. ponad pięciokrotnie więcej. Tak drastyczne spadki wyraźnie kolidują z utrzymującą się w poprzednich latach tendencją wzrostową. W 2019 r. liczba polskich gości hotelowych wzrosła w stosunku do roku poprzedniego o ponad 5 proc., zagranicznych o około 7 proc. Wart odnotowania jest fakt, że liczba Polaków, którzy zdecydowali się na zakwaterowanie w krajowych hotelach w roku 2020, spadła do poziomu notowanego na rynku w roku 2012. Jeśli chodzi o poziom wykorzystania pokoi hotelowych w Polsce, to spadł on z 53,7 proc. w roku 2019 do 28,3 proc. w 2020 r. Na złagodzenie tego spadku wpłynęło niewątpliwie to, że w czasie wakacji, a więc w szczycie sezonu, zniesiono obostrzenia ograniczające prowadzenie działalności hotelarskiej. „Sytuację doskonale obrazuje porównanie średniego wykorzystania pokoi w poszczególnych województwach. O ile w roku 2019 wskaźnik ten wynosił co najmniej 42,3 proc. dla najsłabszego województwa (konkretnie woj. lubuskiego), o tyle w roku 2020 poziom 40 proc. przekroczyło tylko województwo zachodniopomorskie (40,5 proc.)”. Największe załamanie zanotowano w regionach, w których hotele opierają się w mniejszym stopniu na turystach, w większym zaś na klientach podróżujących służbowo. Dlatego najniższy poziom wykorzystania pokoi zanotowano w woj. łódzkim (24,2 proc.) i mazowieckim (24,7 proc.) Największe spadki odnotowano na Mazowszu (spadek o 60 proc. r/r) oraz w Małopolsce (spadek o 56,6 proc. r/r). W pierwszym przypadku wynika to ze wspomnianego spadku liczby podróży biznesowych do Warszawy, a w drugim ze spadku liczby turystów zagranicznych. Najmniejsze obniżenie stopnia wykorzystania pokoi odnotowano na Warmii i Mazurach (spadek o 30,3 proc.), gdzie w sierpniu 2020 r. było nawet więcej turystów niż rok wcześniej. 

ZAŁAMANIE REVPAR

W roku poprzedzającym pandemię, według danych firmy Emmerson, RevPAR w największych miastach, jak Warszawa i Kraków, utrzymywał się na średnim poziomie – odpowiednio 190 zł i 220 zł. Jednak w ubiegłym roku nastąpił ogromny spadek tego wskaźnika szacowany na 70-80 proc. rok do roku. Największy spadek dotknął Krakowa. Generalnie RevPAR był najniższy w największych ośrodkach, gdzie spadł często do poziomu zaledwie kilkudziesięciu złotych. Natomiast najmniejszy spadek tego wskaźnika zanotowano w Trójmieście. Jednak nawet tam załamanie było bardzo duże, bo wyniosło około 50 proc. Ten „dobry” wynik był spowodowany wspomnianym wcześniej wakacyjnym poluzowaniem i tym samym dobrą sprzedażą w najwyższym sezonie. 

CO DALEJ?

Zdaniem ekspertów z firmy Emmerson ten rok niestety będzie podobny do ubiegłego. Oznacza to, że hotele mogą liczyć przede wszystkim na klientów krajowych, których będzie znacznie więcej niż tych z zagranicy. Tak jak w zeszłym roku hotele położone w atrakcyjnych turystycznie miejscach będą miały znacznie więcej klientów niż te w największych miastach i nastawione na klienta biznesowego.Trudno również przewidywać, jak będzie wyglądała sytuacja w okresie jesienno-zimowym. Nie wiadomo, czy będziemy mieli do czynienia z kolejną falą zachorowań na tyle dużą, że zostanie wprowadzony kolejny lockdown i zamknięte będą hotele, czy teź nie. Jak możemy przeczytać w raporcie, „w ubiegłym roku rynek transakcyjny obiektów hotelowych niemal całkowicie zamarł. Pierwsza istotna transakcja hotelowa miała miejsce dopiero w bieżącym roku. Była to sprzedaż Regent Warsaw Hotel spółce z udziałem Skarbu Państwa. Na rynku pojawiają się inwestorzy szukający tzw. okazji, posiadający duże możliwości kapitałowe i akceptujący wyższy poziom ryzyka. Można oczekiwać, że jeżeli sytuacja się nie poprawi, będziemy obserwowali transakcje realizowane przez tego typu podmioty”. Niestety zdaniem ekspertów nawet jeśli sytuacja zostanie opanowana i w przyszłym roku nie będą wprowadzane żadne ograniczenia, to jednak w roku 2022 nie uda się osiągnąć wyników sprzed pandemii. „Spodziewamy się, że przez pewien okres hotele będą miały gorsze statystyki obłożenia i niższe ceny sprzedaży pokoi niż przed pandemią. W naszej ocenie w optymistycznym wariancie taka sytuacja może trwać przez najbliższe dwa-trzy lata” – oceniają specjaliści Emmersona. Ich zdaniem tempo powrotu do normalności będzie zależało od segmentu, w jakim działają poszczególne obiekty. Widać to było już w roku ubiegłym, gdy różnice pomiędzy poszczególnymi segmentami rynku były dość znaczne. Takie rozwarstwienie widać również w tegorocznych, fragmentarycznych jeszcze danych. Najszybciej staną na nogi zapewne hotele turystyczne. Najpóźniej zaś biznesowe i konferencyjne, bo te segmenty turystyki będą jednymi z ostatnich, które zaczną działać normalnie. Powrót do organizacji dużych konferencji zajmie na pewno kilka lat i będzie wymagał całkowitego wygaszenia pandemii. 

WIOSNA WEDŁUG IGHP

Nad sytuacją rynku hotelarskiego, tylko w krótszej perspektywie, pochyliła się również Izba Gospodarcza Hotelarstwa Polskiego, przeprowadzając wśród swoich członków ankietę. Jak można się było spodziewać, jej wyniki nie są optymistyczne. Okazuje się, że branża hotelarska w maju mogła stracić aż 750 mln zł w efekcie ograniczeń w funkcjonowaniu obiektów – wynika z najnowszego badania IGHP. Dane z ankiety przeprowadzonej wśród hotelarzy potwierdzają również spadek cen. Blisko 70 proc. hoteli oferowało niższą cenę za pokój niż w maju dwa lata temu, a ponad 3/4 obiektów odnotowało średnią frekwencję gości poniżej 30 proc. 

REKORDOWE STRATY

BRANŻY W MAJU

 W ankiecie dotyczącej wyników w kwietniu, w związku z utrzymaniem zamknięcia hoteli na tzw. długi weekend majowy, ich otwarciem dopiero od 8 maja z ograniczeniem do 50 proc. miejsc i bez możliwości świadczenia otwartej gastronomii oraz usług towarzyszących, IGHP zwróciła się do hoteli o szacunek strat w maju, wynikający z utrzymania tych obostrzeń i ograniczeń. W odpowiedziach średnia strata oszacowana została na 320 tys. zł na obiekt, a przeliczając na pokój hotelowy – 3,8 tys. zł, czyli minimum pół miliarda złotych dla całej branży. W ankiecie na temat wyników w maju IGHP powtórzyła to pytanie z prośbą o weryfikację faktycznych strat. Z uzyskanych danych wynika, że średnia strata wyniosła 426 tys. zł na obiekt, a przeliczając na pokój hotelowy – 5,1 tys. zł. To oznacza, że realnie w maju branża odnotowała jeszcze wyższe straty, niż prognozowała! Licząc ok. 2,6 tys. hoteli, 145 tys. pokoi hotelowych, straciła minimum 750 mln zł, co oznacza ćwierć miliarda więcej, niż szacowano! W związku z ograniczeniami w postaci 50 proc. dostępnych pokoi oraz miejsc w restauracji również w czerwcu, IGHP zadała analogiczne pytanie o szacunek strat w przychodach wynikających z tych obostrzeń. Średnia strata została oszacowana na 280 tys. zł na obiekt, a przeliczając na pokój hotelowy – na 3,8 tys. zł. To oznacza, że branża w czerwcu szacuje ponownie straty w przychodach na około pół miliarda złotych. 


Wydanie: 6/2021, HOTELE
W najnowszym wydaniu
 




Strefa prenumeratora
ARCHIWUM ONLINE RYNKU TURYSTYCZNEGO:
Login:
Hasło:
Zapomniałem hasło


E-tygodnik
Bądź na bieżąco
Jeżeli chcesz otrzymywać w każdy poniedziałek przegląd najważniejszych informacji branżowych, zapisz się do listy subskrybentów.



Jeżeli chcesz wypisać się z listy odbiorców newslettera, wpisz adres e-mailowy i kliknij "rezygnuję".
Twój e-mail